Atak w Krakowie. Co wiemy o sobotnich zdarzeniach
24-letni obywatel Polski, który stoi za sobotnim atakiem na krakowskim rynku, pozostaje w szpitalu w stanie krytycznym. Pierwsze osoby ranione w zamachu wyszły do domów. Prokuratura uruchomiła śledztwo, stawiając podejrzanemu zarzut ataku terrorystycznego. Grozi mu dożywocie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jakim stanie jest zamachowiec oraz policjanci.
- Co stało się z rannymi oraz jak na tragedię zareagowały służby, politycy oraz dyplomaci.
- Jak wyglądał zamach w Krakowie przeprowadzony w sobotę przez 24-letniego Marcina O.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Atak w Krakowie wstrząsnął całą Polską. Wydarzenia z sobotniego popołudnia zadziały się błyskawicznie. Zaczęło się od pierwszych strzałów około godz. 15. Policjanci zareagowali szybko, po kilkudziesięciu sekundach. W heroicznej walce dwóch funkcjonariuszy powstrzymało 24-letniego Polaka, mieszkańca Ostrowca Świętokrzyskiego. Bilans jest dramatyczny, sześć ofiar śmiertelnych w Krakowie, trzy w Ostrowcu i 16 rannych, w tym atakujący oraz dwóch policjantów.
Zgodnie z ostatnimi potwierdzonymi informacjami z niedzielnego poranka mężczyzna stojący za atakiem na krakowskim rynku przebywa w szpitalu. Poinformował o tym wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar. Po przejściu kilku operacji jego stan był określany jako krytyczny. Doniesienia te potwierdził po południu naczelnik krakowskiego wydziału Prokuratury Krajowej prok. Eryk Stasielak, który wskazał, że jeżeli zamachowiec przeżyje, w poniedziałek zostanie podjęta decyzja co do jego dalszych losów.
Na tamten moment 24-letni Marcin O., sprawca tragedii w Krakowie, był jedyną osobą ranną, której stan określano w ten sposób. Spośród pozostałych osób stan 14 był stabilny, z czego dwie zdążyły opuścić szpital. Jedna osoba natomiast pozostawała w stanie ciężkim – to policjant, który został postrzelony w czasie wymiany ognia z zamachowcem, zakończonej jego zatrzymaniem. Funkcjonariusza udało się wybudzić ze śpiączki.
Bilans ofiar zatrzymał się na sześciu zamordowanych, którzy zginęli na miejscu. Jak wskazał Krzysztof Klęczar, było to czworo obywateli Polski, jeden mieszkaniec Wielkiej Brytanii oraz obywatelka Austrii.
Prokuratura zaklasyfikowała ten czyn jako akt terrorystyczny
Prokuratura Krajowa poinformowała tego samego dnia, że zamiejscowy wydział w Małopolsce wszczął śledztwo w sprawie tragicznych wydarzeń z Krakowa. Gdy stan zdrowia sprawcy na to pozwoli, ma on usłyszeć zarzuty dotyczące zabójstwa sześciu osób przy użyciu broni palnej oraz usiłowania zabójstwa przy użyciu broni palnej, w tym funkcjonariuszy policji. Jednocześnie do sprawy zostanie dołączony akt oskarżenia dotyczący potrójnego morderstwa w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Policja poinformowała z samego rana, że w rodzinnym mieszkaniu podejrzanego, mieszczącym się w centrum Ostrowca Świętokrzyskiego, znaleziono trzy ciała. Funkcjonariusze zidentyfikowali je jako rodzinę zamachowca, a dokładniej ojca, matkę oraz siostrę. Według wczesnych ustaleń do morderstwa doszło tego samego dnia co atak w Krakowie. Na ciałach ofiar znaleziono obrażenia, które wstępnie oceniono jako rany postrzałowe.
„Prokuratorzy z różnych jednostek od początku prowadzili czynności procesowe, w tym oględziny, w Krakowie, a następnie w Ostrowcu Świętokrzyskim. Czynności te trwały przez całą noc i są nadal kontynuowane” – dodano w komunikacie PK opublikowanym na platformie X.
Policja prowadziła także czynności mające na celu zabezpieczenie śladów i dowodów w niedzielę rano na krakowskim rynku. Funkcjonariusze zablokowali dostęp osobom postronnym, aby te nie utrudniały pracy technikom kryminalistycznym.
W niedzielę wieczorem Krakowski Rynek Główny został ponownie udostępniony dla mieszkańców i odwiedzających miasto turystów. Służby zakończyły czynności prowadzone na miejscu tragicznego ataku. Informację potwierdziła rzeczniczka małopolskiej policji Katarzyna Cisło.
Kim był podejrzany? Wiadomo, że miał pozwolenie na broń
Jak wyjaśnił minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, zarówno za zabójstwo i usiłowanie zabójstwa w Krakowie, jak i za morderstwo w Ostrowcu Świętokrzyskim podejrzanemu grozi dożywocie.
Według wstępnych ustaleń służb sprawcą tragedii jest 24-letni Marcin O., obywatel Polski, pochodzący z Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie uczył się na tokarza w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. Mężczyzna nie był wcześniej notowany. Z kolei, jak udało się nieoficjalnie ustalić serwisowi Interia.pl, podejrzany miał trenować strzelectwo sportowe w klubie Świt Starachowice. Na tej samej strzelnicy trenował także jego ojciec. Obaj mieli mieć pozwolenie na posiadanie broni – sprawca na dwie, ojciec na dziewięć sztuk.
Do sprawy odniósł się Klub Strzelecki Świt, który w wydanym oświadczeniu zaprzeczył, jakoby 24-letni sprawca trenował w jego strukturach strzelanie dynamiczne, taktyczne czy bojowe. Działalność klubu obejmuje jedynie strzelectwo sportowe w konkurencjach statycznych.
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcin Kierwiński ocenił w czasie sobotniej wieczornej konferencji, że sprawca ma mieć „bardzo, bardzo radykalne poglądy” o ukierunkowaniu „skrajnie prawicowym”. W jego aucie znaleziono wiele sztuk broni. Sam w czasie ataku ubrany był w strój przypominający umundurowanie wojskowe i posługiwał się bronią długą typu wojskowego.
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zaprzeczył doniesieniom pojawiającym się w przestrzeni publicznej, sugerującym, że zamachowiec miał być czynnym żołnierzem Wojska Polskiego. „Mężczyzna nie był i nie jest żołnierzem WP i nigdy nie miał nic wspólnego z wojskiem” – przekazał polityk na platformie X.
„Służby zareagowały prawidłowo”. Jak przebiegł atak w Krakowie?
Tłem opisywanych wydarzeń jest sobotnia strzelanina na Rynku Głównym w Krakowie. Tuż po godz. 15 od strony ul. Szczepańskiej czarnym samochodem marki Subaru wjechał zamachowiec. Oddał kilkanaście strzałów w kierunku przechodniów idących ul. Sławkowską, po czym odjechał w kierunku Bazyliki Mariackiej. W pobliżu świątyni sprawca oddał kolejne strzały i odjechał w kierunku Zamku Królewskiego na Wawelu.
W pościg za mężczyzną ruszył policyjny radiowóz. Na wysokości placu Wszystkich Świętych podejrzany oddał kolejne strzały, tym razem w kierunku przejeżdżającego tramwaju linii 1, rozbijając jedynie szyby pojazdu. Nikomu nie stała się krzywda.
Na wysokości skrzyżowania ulic Stradomskiej i Dietla, czyli blisko 1,7 km od rynku, kierujący czarnym Subaru zderzył się z innym autem. Tuż po kolizji zamachowiec wyszedł z samochodu, a na miejsce zdążyli przyjechać policjanci – Artur Morański i Jakub Kulik. Uzbrojeni w broń krótką i bez kamizelek kuloodpornych oddali strzały w kierunku podejrzanego. Wywiązała się wymiana ognia, w której ranni zostali zarówno funkcjonariusze, jak i sprawca. To wtedy udało się go obezwładnić i aresztować.
Wszystko trwało zaledwie 21 minut. Początkowo służby nie wykluczały udziału w ataku więcej niż jednej osoby, później jednak te rozważania porzucono. Według wojewody małopolskiego Krzysztofa Klęczara pierwsze zgłoszenie wpłynęło do służb 15 sekund po godz. 15. Po niespełna dwóch minutach na miejscu zdarzenia pojawili się funkcjonariusze Straży Pożarnej, po niespełna trzech pierwszy patrol policji. Łącznie w całej akcji udział wzięło 1146 policjantów z Małopolski i spoza garnizonu małopolskiego oraz 24 zastępy Państwowej Straży Pożarnej, w działaniach uczestniczyło 62 strażaków ratowników.
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Godecki podziękował w niedzielę policji i pozostałym służbom. Przyznał, że czas reakcji na tragiczne wydarzenia był bardzo krótki.
– Świetna reakcja pozostałych służb, Straży Pożarnej, ratowników, służb medycznych, przechodniów, Straży Miejskiej, więc służby zareagowały prawidłowo – powiedział Grodecki w rozmowie ze stacją Polsat News.
Politycy zareagowali na tragedię w Krakowie. Na wniosek prezydenta ogłoszono żałobę narodową
Jeszcze w sobotni wieczór premier Donald Tusk zwołał specjalny sztab kryzysowy oraz odprawę służb. Szef rządu przekazał wówczas najświeższe informacje, w tym te potwierdzone w niedzielę rano o morderstwie własnej rodziny przez zamachowca. Jednocześnie zapowiedział, że niedziela i poniedziałek, 8 i 9 listopada, będą dniami żałoby narodowej.
Z takim wnioskiem wystąpił prezydent Karol Nawrocki. Jak przyznał za pośrednictwem platformy X Rafał Leśkiewicz, rzecznik głowy państwa, decyzja ta to bezpośrednie następstwo „tragicznych wydarzeń w Krakowie”.
Niezależnie od działania prezydenta żałobę na terenie miasta ogłosił prezydent Krakowa Łukasz Gibała. Ta będzie trwała od niedzieli do środy 11 listopada.
Późnym wieczorem w sobotę Jarosław Kaczyński zaapelował o odwołanie manifestacji organizowanych w całej Polsce w związku z kryzysem wokół TK. Rzecznik prasowy PiS Rafał Bochenek przekazał oświadczenie prezesa partii, w którym wskazał, że apel dotyczy wydarzeń zaplanowanych na 8 i 9 listopada.
Świat zareagował na tragedię w Krakowie. Kondolencje płynęły z całego świata
Strzelanina na krakowskim rynku obiła się szerokim echem za granicą. Jako jeden z pierwszych zareagował amerykański ambasador Tom Rose, który w oświadczeniu opublikowanym na platformie X określił sobotnie wydarzenia jako „dziki i morderczy atak, który rozbił spokój Polski”. Podkreślił także, że „Ameryka stoi u boku Polski w tej mrocznej godzinie, tak jak Polska stoi u boku swoich ukochanych obywateli Krakowa”.
Słowa współczucia przekazał także prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który napisał, że w imieniu całego narodu składa kondolencje rodzinom i bliskim ofiar. „Nie ma usprawiedliwienia dla napastnika i mamy nadzieję, że kara będzie dotkliwa” – napisał.
Wśród polityków, którzy zareagowali na krakowską tragedię, byli także m.in.: były premier Węgier Wiktor Orbán, premier Hiszpanii Pedro Sánchez, szef norweskiego rządu Jonas Gahr Støre, a także europejscy urzędnicy jak szefowa Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Ponadto kondolencje składali dyplomaci z większości krajów europejskich i spoza naszego regionu, np. z Japonii.
Swoje wsparcie ogłosili także polscy samorządowcy z niemal całego kraju. Symbolicznym gestem wyrazu solidarności z ofiarami była decyzja o nieodgrywaniu hejnału mariackiego przez 12 godzin. Pierwszy raz od 1939 r.
Co kierowało sprawcą ataku w Krakowie? Śledczy badają kilka hipotez
Śledczy nadal ustalają motywy działania 24-latka, który zaatakował ludzi na krakowskim Rynku. Szef MSWiA Marcin Kierwiński podtrzymał w niedzielę w TVN24 swoje wcześniejsze słowa, że pierwsze poszlaki wskazują na fascynację sprawcy ideologiami skrajnie prawicowymi. Zastrzegł jednak, że ten wątek wymaga weryfikacji.
– Policja sprawdza te wątki, mówię to z pełną odpowiedzialnością. [...] Nie ferujemy tu żadnych wyroków, każdy potencjalny motyw, każda potencjalna okoliczność musi zostać sprawdzona – podkreślił minister.
Z kolei minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek przyznał w niedzielę wieczorem na antenie TVP, że jest jeszcze za wcześnie, aby przesądzać o motywach napastnika. Nie wykluczył zarówno problemów rodzinnych, jak i zupełnie innego podłoża zbrodni.
– Nie chcę ujawniać materiałów z postępowania, ale mamy pewne dowody, które rzucają głębsze światło na cały ten dramat – powiedział.
Dodał, że służby analizują przedmioty znalezione przy sprawcy i w jego domu, a także będą badać jego kontakty telefoniczne i internetowe.
Waldemar Żurek ocenił również, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż 24-latek działał sam. Śledczy muszą jednak zweryfikować, czy miał powiązania z innymi osobami lub organizacjami. Pytany o wypowiedzi Marcina Kierwińskiego dotyczące radykalnych poglądów sprawcy, prokurator generalny stwierdził, że szef MSWiA miał przesłanki do przekazania takich informacji. Zapowiedział jednocześnie, że prokuratura ujawni więcej szczegółów dotyczących motywów ataku, gdy nie będzie to zagrażać śledztwu.
Główne wnioski
- W sobotę o godz. 15 na Rynku Głównym w Krakowie pojedynczy strzelec zaatakował bezbronnych przechodniów. Łącznie ranił 15 osób oraz pozbawił życia 6. Sam sprawca został ranny w czasie wymiany ognia z funkcjonariuszami, którym udało się go obezwładnić. Od pierwszego strzału do założenia kajdanek podejrzanemu minęło zaledwie 21 minut.
- Wśród ofiar znaleźli się obywatele Polski, obywatel Wielkiej Brytanii oraz obywatelka Austrii. Wśród rannych także byli turyści, w tym z Portugalii, Niemiec i Rosji. Przed południem w niedzielę stan 14 rannych określano jako stabilny, dwoje z nich opuściło szpital. W przypadku jednego z postrzelonych policjantów sytuacja była ciężka, choć stabilna. Sprawca – 24-letni Marcin O. – po przejściu kilku operacji pozostawał w stanie krytycznym. Prokuratura, która chce postawić mu zarzut m.in. czynu terrorystycznego, wskazała, że decyzję o jego losie podejmie w poniedziałek. O ile zamachowiec przeżyje.
- Według ustaleń służb Marcin O. nie był notowany. Mężczyzna pochodzi z Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie uczył się na tokarza. Sprawca oraz jego ojciec trenowali strzelectwo sportowe. Obaj mieli mieć pozwolenie na posiadanie broni. Mieli, ponieważ przed wyruszeniem do Krakowa podejrzany najprawdopodobniej zabił swoją rodzinę – ojca, matkę oraz siostrę. Ze wstępnej analizy policji do morderstwa doszło tego samego dnia, co do zamachu. Ofiary mogły zostać postrzelone. Prokuratura chce postawić Marcinowi O. zarzuty dotyczące zabójstwa sześciu osób z użyciem broni palnej, próby zabójstwa innych w ten sam sposób, a także potrójnego morderstwa. Za każdy czyn grozi mu dożywocie.