Kategorie artykułu: Biznes Technologia

AI przejmuje zadania, ale nie zawody. Historia rynku pracy daje powód do ostrożnego optymizmu

Sztuczna inteligencja przejmuje coraz więcej zadań, ale nie oznacza to masowego zanikania zawodów. Dwa nowe badania pokazują, że AI wchodzi na rynek pracy szeroko, lecz płytko, a historia poprzednich rewolucji technologicznych studzi katastroficzne prognozy.

zawody, rynek pracy
Woźnica stał się kierowcą, urzędnik dostał komputer. Zawód przetrwał – zadania nie.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego najnowsze badania nie potwierdzają prostego scenariusza masowego znikania zawodów pod wpływem AI.
  2. Dlaczego przejęcie przez AI milionów zadań nie musi oznaczać likwidacji podobnej liczby miejsc pracy.
  3. Jak kolejne fale zmian technologicznych wpływały na rynek pracy w ciągu ostatnich 140 lat.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Czy sztuczna inteligencja naprawdę zlikwiduje znaczną część dzisiejszych miejsc pracy? Wiele prognoz opiera się na prostym założeniu: skoro AI potrafi wykonywać coraz więcej czynności należących dziś do pracowników, wraz z postępem technologii zapotrzebowanie na ich pracę powinno maleć.

Dwa badania opublikowane przez Centre for Economic Policy Research (CEPR) pokazują jednak, że między automatyzacją zadań a znikaniem całych zawodów jest ogromny dystans.

140 lat zmian technologicznych

Ciekawy obraz wpływu technologii na rynek pracy przynosi analiza ekonomistów Williama Skoglunda, Jakoba Molindera i Kerstin Enflo „New jobs: 140 years of data on why AI displacement fear is overstated – and what to worry about instead”. Badacze z Uniwersytetu w Uppsali sięgnęli do danych dotyczących zatrudnienia w Szwecji od 1880 r. Pokazują, że kolejne fale zmian technologicznych znacznie częściej przekształcały istniejące zawody, niż prowadziły do ich całkowitego zaniku.

Dlatego – argumentują autorzy – szacowanie przyszłych zwolnień wyłącznie na podstawie liczby zadań, które technicznie może przejąć AI, może prowadzić do mocno zawyżonych prognoz.

Historyczny obraz dobrze uzupełnia drugie badanie – „Measuring what work generative AI does: Survey evidence versus chat logs” Alexandra Bicka, Adama Blandina, Davida Deminga i Tylera Schumachera. Autorzy sprawdzili, jak pracownicy faktycznie wykorzystują generatywną AI w codziennej pracy. Z analizy wynika, że technologia rozprzestrzeniła się szeroko, ale płytko. Jest obecna w bardzo wielu zawodach i pomaga przy różnorodnych czynnościach, lecz nadal korzysta z niej tylko część pracowników, a w niewielu zadaniach stała się narzędziem dominującym.

Obie prace prowadzą więc do wspólnego pytania: czy fakt, że AI może przejąć coraz więcej czynności wykonywanych przez ludzi, pozwala wnioskować, że w podobnej skali znikną miejsca pracy? Badacze przekonują, że takiego prostego przełożenia nie ma.

Historyczna analiza wskazuje przy tym na inne, być może poważniejsze ryzyko. Problemem może okazać się nie samo automatyzowanie dotychczasowych zadań, lecz to, czy gospodarka będzie równolegle tworzyć wystarczająco dużo nowych, trwałych i wyspecjalizowanych miejsc pracy. W poprzednich falach zmian technologicznych właśnie ten mechanizm pozwalał kompensować zanikanie części dotychczasowych czynności i profesji. W przypadku rewolucji związanej z AI na razie nie wiadomo, czy zadziała równie skutecznie.

AI weszła do większości zawodów

Bick, Blandin, Deming i Schumacher wykorzystali Real-Time Population Survey – reprezentatywne badanie dorosłych Amerykanów. Połączyli dane z ankiet prowadzonych do maja 2026 r., obejmujących niemal 14 tys. pracujących osób w wieku 18–64 lata.

Każdemu respondentowi przypisano zawód, a następnie przedstawiono dziesięć najważniejszych czynności zawodowych opisanych dla niego w amerykańskiej bazie O*NET. Ankietowani wskazywali, które z nich wykonują oraz przy których regularnie korzystają z pomocy generatywnej AI. Dzięki temu badacze mogli ustalić nie tylko, przy jakich zadaniach wykorzystywana jest sztuczna inteligencja, lecz także kto z niej korzysta i w jakich zawodach pracuje.

Wyniki zestawiono następnie z wcześniejszymi analizami opartymi na logach rozmów użytkowników z systemami OpenAI, Anthropic i Microsoftu.

W ponad 80 proc. analizowanych zawodów co najmniej jedna piąta pracowników w USA deklaruje korzystanie z generatywnej AI. Z kolei w ponad 40 proc. analizowanych rodzajów zadań przynajmniej 20 proc. wykonujących je osób korzysta z pomocy sztucznej inteligencji.

Jednocześnie autorzy nie znajdują dowodów na równie głęboką penetrację rynku pracy przez tę technologię. W mniej niż 3 proc. zadań z AI korzysta ponad połowa wykonujących je osób. Nie znaleziono natomiast ani jednego zadania, w którym odsetek użytkowników AI przekraczałby 70 proc.

Szeroko, ale płytko

Autorzy określają więc obecny model adaptacji AI jako „widespread but shallow” – szeroki, ale płytki. Ich zdaniem istotnie zmienia to sposób patrzenia na wpływ sztucznej inteligencji na zatrudnienie.

Nie mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której AI przejmuje określone zadanie, a ono następnie znika z rynku pracy. Technologia staje się raczej kolejnym narzędziem wykorzystywanym przy części czynności wykonywanych w wielu różnych zawodach.

Autorzy obserwują raczej te same zawody i te same czynności wykonywane równolegle przez ludzi korzystających z AI oraz przez pracowników, którzy jej nie używają.

Co więcej, dotychczas stosowane wskaźniki „ekspozycji” na AI, czyli oceny tego, na ile dane zadanie nadaje się do wykonania przez sztuczną inteligencję, wyjaśniają część różnic między zawodami i zadaniami, ale mniej niż 10 proc. różnic między poszczególnymi pracownikami. Zdaniem Bicka, Blandina, Deminga i Schumachera oznacza to, że w praktyce bardzo wiele zależy nie tylko od rodzaju wykonywanego zadania, lecz także od konkretnej osoby. To pracownik w dużej mierze decyduje, czy sięgnie po AI.

Możemy źle mierzyć, co AI już przejęła

Autorzy badania wskazują na jeszcze jeden problem. Duża część dostępnej wiedzy o zawodowym wykorzystaniu AI pochodzi z analizy logów rozmów użytkowników z ChatGPT, Claude czy produktami Microsoftu, takimi jak Copilot.

Taki zapis bardzo dobrze pokazuje, o co użytkownik poprosił model, ale zazwyczaj nie mówi nic o zawodzie, który ten człowiek wykonuje.

Bick i jego współautorzy pokazują konsekwencje takiego podejścia na prostym przykładzie. Wykładowca może poprosić AI o analizę trendów w danych. Z samej rozmowy wynika jedynie, że wykonywana jest „analiza danych”. Tymczasem w klasyfikacji zawodowej O*NET ta sama czynność wykonywana przez wykładowcę jest częścią znacznie szerszego zadania – prowadzenia badań w jego dziedzinie. Jeśli nie znamy zawodu użytkownika, łatwo przypisać taką rozmowę do pracy analityka danych, a następnie do niewłaściwej grupy zawodowej. W skali całego rynku może to istotnie zniekształcić obraz wpływu AI.

Zdaniem autorów logi nie są bezużyteczne. Dobrze pokazują podstawowe czynności, takie jak pisanie, kodowanie czy zbieranie informacji. Znacznie gorzej nadają się jednak do określania, które zawody i które właściwe zadania zawodowe zostały już przejęte przez sztuczną inteligencję.

140 lat technologii, a większość zawodów wciąż jest z nami

Skoglund, Molinder i Enflo, próbując ustalić, czy AI musi być technologią destrukcyjną dla rynku pracy, cofnęli się o 140 lat. Przeanalizowali pełne szwedzkie spisy ludności i dane administracyjne z lat 1880–2019, sprowadzając historyczne zawody do jednej wspólnej klasyfikacji.

Interesowała ich podstawowa ekonomiczna funkcja zawodu. Nie pytali więc, czy nauczyciel, urzędnik albo kierowca wykonuje dziś te same czynności co jego odpowiednik sto lat temu. Dzięki temu dziewiętnastowieczny nauczyciel szkoły podstawowej i współczesny nauczyciel pozostają przedstawicielami tego samego zawodu, choć sposób ich pracy radykalnie się zmienił.

Wynik jest uderzający. W 2019 r. około 70 proc. zatrudnionych w Szwecji nadal pracowało w zawodach, których podstawowe funkcje istniały już przed 1900 r. Autorzy podają m.in. przykłady pielęgniarek i pracowników handlu. Zmieniały się technologie, narzędzia i wykonywane czynności, ale zasadnicza funkcja zawodu przetrwała.

– Woźnica stał się kierowcą, urzędnik dostał komputer. Zawód przetrwał – zadania nie – zauważają badacze.

Skoglund, Molinder i Enflo przeprowadzili analogiczne obliczenia dla USA. Doszli do wniosku, że podobna trwałość zawodów występuje również na amerykańskim rynku pracy, choć dostępne dane obejmują tam krótszy okres.

Według ich metody całkiem nowe zawody, które pojawiły się dopiero po 1940 r., odpowiadały w 2019 r. za zaledwie około 9 proc. zatrudnienia w USA. Badacze przekonują więc, że zarówno w Szwecji, jak i w Stanach Zjednoczonych większość ludzi nadal pracuje w zawodach, których podstawowe funkcje istnieją od wielu dziesięcioleci.

Co to znaczy „nowy zawód”?

Wiele zależy od tego, co uznamy za nowy zawód. Liczenie nowych nazw stanowisk i coraz węższych specjalności daje obraz bardzo dynamicznego powstawania nowych miejsc pracy. Jeśli jednak policzyć ludzi zatrudnionych w zawodach pełniących rzeczywiście nowe funkcje, ich udział okazuje się znacznie mniejszy. Rynek tworzy więc wiele nowych specjalizacji i nazw stanowisk, ale znacznie rzadziej zupełnie nowe rodzaje pracy.

Skoglund, Molinder i Enflo dzielą nowe zawody na dwie grupy. Pierwsza powstaje bezpośrednio dzięki nowym technologiom – jak elektrycy czy programiści. Druga pojawia się dlatego, że rosnąca gospodarka pozwala na coraz głębszą specjalizację w dziedzinach istniejących od dawna. Tak powstają bardziej wyspecjalizowani księgowi, analitycy, technicy albo pracownicy logistyki.

Zdaniem badaczy to właśnie ta druga grupa była historycznie trwalszym źródłem zatrudnienia. Bardziej wyspecjalizowane zawody okazywały się mniej narażone na spadek liczby miejsc pracy. Tymczasem profesje powstałe bezpośrednio w najnowszych falach zmian technologicznych częściej znikały. Autorzy nie znajdują również premii płacowej wynikającej po prostu z technologicznej nowości zawodu. Wyższe wynagrodzenia wiążą się raczej ze specjalizacją w konkretnym fachu.

Prawdziwe dziejowe zadanie dla AI

Skoglund, Molinder i Enflo patrzą na wpływ sztucznej inteligencji inaczej niż większość badań dotyczących automatyzacji. Nie interesuje ich przede wszystkim to, ile obecnych zadań AI będzie w stanie wykonać. Historia pokazuje bowiem, że zawody wielokrotnie absorbowały technologiczne wstrząsy, zmieniając po prostu zestaw wykonywanych czynności.

Ich pytanie brzmi inaczej. Czy wzrost produktywności wywołany przez AI doprowadzi do powstania wystarczająco dużej liczby nowych, wyspecjalizowanych i trwałych miejsc pracy?

– Wcześniejsze technologie zwiększały skalę gospodarki, większa skala prowadziła do głębszego podziału pracy, a ten tworzył kolejne specjalizacje. Dotychczasowa fala cyfrowa nie powtórzyła tego mechanizmu w równie widoczny sposób. Zawody powstałe w XXI-wiecznej gospodarce cyfrowej pozostają niewielką częścią zatrudnienia i są niestabilne – uważają autorzy badania.

AI może zmienić miliony zadań bez likwidowania milionów zawodów

Oba badania patrzą na rynek pracy z zupełnie różnych perspektyw, ale prowadzą do podobnego ostrzeżenia metodologicznego.

Bick, Blandin, Deming i Schumacher pokazują, że zdolność AI do pomocy przy określonej czynności nie jest tym samym co rzeczywiste przejęcie tej czynności od wszystkich pracowników wykonujących dany zawód. Skoglund, Molinder i Enflo dochodzą do podobnego wniosku z perspektywy historycznej: automatyzacja zadań nie musi oznaczać zaniku zawodu. Przez 140 lat kolejne technologie radykalnie zmieniały to, co ludzie robią w pracy. Jednak podstawowe funkcje ogromnej części profesji pozostawały zaskakująco trwałe.

Zestawienie obu badań podważa więc najprostszy sposób prognozowania skutków AI – założenie, że jeśli algorytm może wykonać określony procent naszych czynności zawodowych, podobny procent miejsc pracy musi być zagrożony. Ani obecne dane o korzystaniu z generatywnej AI, ani historyczne dane o zmianach technologicznych nie uzasadniają tak prostego przełożenia.

Zanim zaczniemy liczyć zawody „zagrożone przez AI”, warto więc najpierw dobrze zmierzyć, co sztuczna inteligencja rzeczywiście robi w konkretnych zawodach, a nie tylko jakie zadania wykonuje dla poszczególnych użytkowników. Odpowiedź okazuje się znacznie bardziej skomplikowana niż sugerowałyby miliony zapisanych rozmów z chatbotami.

Główne wnioski

  1. AI przejmuje zadania, ale nie musi przejmować całych zawodów. Dane ze Szwecji obejmujące 140 lat oraz analizy rynku pracy w USA pokazują, że kolejne fale zmian technologicznych częściej zmieniały treść zawodów, niż prowadziły do ich zaniku. W 2019 r. około 70 proc. zatrudnionych w Szwecji nadal pracowało w zawodach, których podstawowe funkcje istniały przed 1900 r.
  2. Obecne wykorzystanie AI jest szerokie, ale płytkie. W ponad 80 proc. analizowanych zawodów w USA co najmniej jedna piąta pracowników korzysta z generatywnej AI, ale technologia bardzo rzadko dominuje przy konkretnych zadaniach. Sam fakt, że AI może wykonać daną czynność, nie oznacza więc, że przejęła cały zawód.
  3. Najważniejsze pytanie dotyczy nowych miejsc pracy. Historycznie nowe technologie zwiększały produktywność, skalę gospodarki i specjalizację, tworząc kolejne trwałe miejsca pracy. W przypadku AI nie wiadomo jeszcze, czy ten mechanizm zadziała równie skutecznie. To właśnie od tego może w większym stopniu zależeć długoterminowy bilans zmian na rynku pracy.