Akcje, obligacje czy złoto. Gdzie szukać zysków w 2026 r.? (DEBATA)
Miniony rok był na giełdach rekordowy, a obecny zapowiada się równie obiecująco. Długa lista pozytywnych przesłanek – od sprzyjającej sytuacji makroekonomicznej po dobrą kondycję rynków kapitałowych – przyćmiewa obawy związane z geopolityką czy poziomem długu publicznego. Zdaniem ekspertów inwestorzy skłonni do ponoszenia wyższego ryzyka powinni rozważyć bardziej agresywne strategie. Tak sprzyjających warunków rynkowych nie było od lat.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego eksperci uznają 2026 r. za potencjalnie wyjątkowo korzystny dla inwestorów giełdowych.
- Które rynki i klasy aktywów mają największy potencjał wzrostu według zarządzających funduszami.
- Jaką rolę w portfelu inwestycyjnym w 2026 r. powinny odegrać akcje, obligacje, złoto i ropa.
W minionym roku indeks WIG – kluczowy punkt odniesienia dla polskiego rynku akcji – wzrósł o 47,3 proc. Był to jego najlepszy wynik w XXI w. i jeden z najwyższych rezultatów na świecie.
Dla mniej doświadczonych uczestników rynku tak silne wzrosty mogą wydawać się wystarczającym powodem do optymizmu. Klasyczna zasada inwestowania przypomina jednak, że przeszłe wyniki nie stanowią gwarancji przyszłych. Historia wielokrotnie pokazywała, że po okresach dynamicznych wzrostów mogą następować równie gwałtowne korekty.
W tym kontekście obecny optymizm ekspertów nabiera szczególnego znaczenia. Jeżeli doświadczeni finansiści, uczestniczący w debacie XYZ o perspektywach rynkowych, pozytywnie oceniają nadchodzący rok, jest to sygnał, którego nie sposób ignorować. Ich podejście do rynku od lat opiera się na pragmatyzmie i chłodnej analizie, a nie na bezrefleksyjnym entuzjazmie. Tym bardziej warto uważnie wsłuchać się w ich prognozy dotyczące akcji, obligacji i surowców w 2026 r.
Sytuacja makroekonomiczna sprzyja inwestorom. Dlaczego eksperci są optymistami?
Podstawą pozytywnego nastawienia ekspertów pozostaje sytuacja makroekonomiczna. Uczestnicy debaty podzielają ocenę kondycji gospodarki w Polsce i na świecie, zbieżną z analizami największych instytucji finansowych.
– Obecną sytuację makroekonomiczną można określić jednym słowem: goldilocks. To pojęcie opisujące warunki, w których wzrost gospodarczy, inflacja i bezrobocie pozostają na poziomach zgodnych z celami banków centralnych. W dużej mierze właśnie z takimi realiami mamy dziś do czynienia. Jeśli coś miałoby w przyszłości negatywnie zaskoczyć, byłaby to raczej inflacja – mówi Krzysztof Mazurek, prezes Rockbridge TFI.
Cytat
Jak zaznacza, to właśnie w obszarze inflacji może pojawić się jedyne istotne odchylenie od rynkowego konsensusu.
– Przy wysokim tempie wzrostu gospodarczego, silnym popycie konsumenckim oraz potencjalnie wyższych wydatkach inwestycyjnych, wspieranych przez obniżki stóp procentowych w drugiej połowie roku, presja cenowa może się nasilić. Nie oznacza to jednak realnego pogorszenia sytuacji gospodarstw domowych, ponieważ dynamika wynagrodzeń powinna pozostać wyższa od inflacji. Warto też pamiętać, że wchodzimy w rok przedwyborczy. Nie widzę więc powodów do szczególnego niepokoju – dodaje ekspert.
Polska gospodarka w 2026 r.: KPO, niższe stopy i wzrost PKB
W Polsce, obok efektu roku przedwyborczego – związanego ze zwiększonymi wydatkami publicznymi i inwestycjami – eksperci wskazują na dodatkowe czynniki, które mogą wzmocnić koniunkturę gospodarczą.
– Oprócz najlepszego możliwego miksu, czyli pokaźnego wzrostu gospodarczego przy opanowanej inflacji i banku centralnym obniżającym stopy z chęci, a nie konieczności, będziemy przecież mieli napływ środków z Krajowego Programu Odbudowy, które rozpędzą inwestycje. Ujawnią się też pozytywne skutki wspomnianych obniżek stóp procentowych, bo ich efekt jest zwykle opóźniony. Niższe stopy jak wiemy wspierają konsumpcję i inwestycje. Szykuje się piękny rok pod względem gospodarczym, przy wzroście PKB prawdopodobnie na poziomie 3,5 proc. – mówi Tomasz Korab, prezes Eques Investment TFI.
Z tą oceną zgadzają się pozostali uczestnicy debaty XYZ. Wskazują oni również na dodatkowe źródła optymizmu.
– Warto dodać, że Polacy odbudowali oszczędności, zwłaszcza w ujęciu netto, czyli po odjęciu zobowiązań. Pod tym względem sytuacja jest najlepsza od czasu pandemii, co powinno dodatkowo wspierać konsumpcję. Zadłużenie przedsiębiorstw pozostaje relatywnie niskie, a przy tańszym kredycie rośnie przestrzeń do nowych inwestycji rozwojowych. Istotne są też wysokie zasoby gotówkowe, co ma znaczenie w kontekście często przywoływanego poziomu długu publicznego – dodaje Piotr Minkina, dyrektor ds. strategii inwestycyjnych i ESG w Generali Investments TFI.
Akcje w 2026 r.: agresywna strategia inwestycyjna pod lupą
Paradoksalnie jedynym czynnikiem, który może dziś budzić umiarkowany niepokój inwestorów w kontekście makroekonomicznym, jest – zdaniem ekspertów – skala optymizmu wobec gospodarki w Polsce i w USA. Doświadczenie rynkowe podpowiada, że okresy powszechnego hurraoptymizmu nie zawsze sprzyjają ostrożnym prognozom. Przy tak silnych wzrostach, obserwowanych w ubiegłym roku na większości rynków giełdowych, pojawia się naturalne pytanie, czy wyceny nie stały się nadmiernie rozciągnięte.
– Mimo to uważam, że agresywna strategia inwestycyjna pozostaje obecnie grą wartą świeczki. Aktywa o wyższym profilu ryzyka powinny w 2026 r. oferować relatywnie wyższe stopy zwrotu niż ich defensywne odpowiedniki. Jednocześnie nie wyróżniałbym jednego konkretnego rynku akcji. Ameryka Północna, Europa i Azja – we wszystkich tych regionach indeksy wciąż mają potencjał wzrostu – mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor inwestycyjny Investors TFI.
Jeżeli jednak ekspert miałby wskazać jeden rynek, to w kontrze do wielu największą uwagę poświęca Stanom Zjednoczonym.
– Obawy o przeinwestowanie w AI wyrażane są, przede wszystkim, w kontekście tego rynku. Zapomina się jednak, że ten szał na sztuczną inteligencję napędzał w ubiegłym roku indeksy na całym świecie – na czele z rynkami wschodzącymi. Pamiętajmy jednak, że to Stany są gospodarzem całego tego boomu. U nich jest najwięcej spółek będących liderami oraz tworzących infrastrukturę pod rewolucję AI i jeśli jakiś rynek ma w dalszym ciągu korzystać na tych technologicznych zmianach to w największym stopniu powinno to być Wall Street – dodaje ekspert.
Amerykańska giełda: szansa dla małych i średnich spółek
Nie był to jedyny argument przemawiający za amerykańskim rynkiem akcji. W trakcie debaty XYZ pojawił się także wątek potencjału spółek o mniejszej kapitalizacji.
– Na nowojorskiej giełdzie trwa hossa, ale dotychczas nie objęła ona małych i średnich spółek. Pozostają one w cieniu głównie dlatego, że konsument w USA jest relatywnie słaby. Sądzę jednak, że m.in. dzięki wydatkom rządowym sytuacja ta ulegnie poprawie. Kondycja konsumentów się ustabilizuje, a to może doprowadzić do swoistej demokratyzacji hossy. Wzrosty obejmą także segment dotąd pomijanych mniejszych spółek – przekonuje Piotr Minkina.
Cytat
Z wypowiedzi ekspertów wyłania się także interesujące podobieństwo między sytuacją gospodarczą w USA i w Polsce. Wskaźniki makroekonomiczne są zbliżone, a w obu krajach coraz częściej mówi się o potencjalnym wzmocnieniu konsumpcji i inwestycji. Trudno więc, by polska giełda nie była postrzegana jako atrakcyjna alternatywa – zwłaszcza po bardzo silnym trendzie wzrostowym z ubiegłego roku.
– Jesteśmy po roku dynamicznych wzrostów, a mimo to wyceny w Polsce pozostają relatywnie niskie. Wskaźnik cena/zysk dla głównego indeksu, w porównaniu z podobnymi rynkami, nadal jest bardzo niski i ma duży potencjał do nadrobienia. Oczekiwania powinny być jeszcze wyższe, jeśli przyjmiemy tezę, z którą się zgadzamy: dziś świat dzieli się na rynki rozwinięte, wschodzące oraz… Polskę. Nasza gospodarka wykazuje cechy obu kategorii i trudno ją jednoznacznie zaklasyfikować jako wschodzącą. To ważny moment. Mamy jeden z największych rynków kapitałowych w regionie i znaleźliśmy się w gronie G20 – mówi Krzysztof Mazurek.
GPW i potencjał branżowy: AI, wyceny i prywatne spółki
Równie istotny pozostaje potencjał rozwoju poszczególnych branż reprezentowanych na GPW. Wysokie wzrosty indeksów udało się warszawskiej giełdzie osiągnąć mimo niemal zerowej ekspozycji na boom związany z AI.
– To jeden z kluczowych obszarów, obok wycen, w których mamy najwięcej do nadrobienia względem rynków rozwiniętych. W Polsce wykorzystanie AI do poprawy efektywności czy generowania przychodów pozostaje na razie ograniczone, więc trudno, by temat ten silnie oddziaływał na wyobraźnię inwestorów. Sądzę jednak, że to się zmieni. Droga będzie wyboista, korekty są nieuniknione, ale w dłuższym horyzoncie AI zacznie wpływać także na wyceny spółek – mówi Piotr Minkina.
Kwestia wycen przez lata była na GPW szczególnie wrażliwa, ponieważ szybko prowadziła do dyskusji o dominacji spółek z udziałem Skarbu Państwa w głównych indeksach. Również w tym obszarze pojawia się jednak umiarkowany optymizm – z innych powodów niż jeszcze kilka lat temu.
Cytat
– Na naszych oczach następuje historyczna zmiana. Przez lata mieliśmy świetną gospodarkę, ale słabą giełdę, bo zdominowaną przez spółki skarbu państwa operujące w nieatrakcyjnych sektorach. Teraz widać trend stopniowego przejmowania warszawskiego parkietu przez prywatne spółki. Kiedyś praktycznie cały indeks blue-chipów składał się ze spółek kontrolowanych przez państwo, to się zmienia. Rosnąca waga prywatnych spółek to naturalny proces, przez lata rosły szybciej, działały efektywniej, więc potrzebowały tylko czasu aby ich wyceny zaczęły przeganiać wielkie „państwowe” firmy. Wyceny choć po silnych wzrostach indeksów są poniżej historycznych średnich – przekonuje Tomasz Korab.
Obligacje w portfelu inwestora. Czy to nadal bezpieczna przystań?
Eksperci podkreślają, że nawet w sprzyjającym otoczeniu dla akcji dywersyfikacja portfela pozostaje kluczowa. Jednym z najczęściej wybieranych instrumentów przez polskich inwestorów są obligacje.
– Krzywa rentowności jest teraz bardzo stroma [rentowności obligacji długoterminowych są znacznie wyższe niż krótkoterminowych – red.], więc wybierając obligacje skarbowe, raczej sięgalibyśmy po te o dłuższym terminie zapadalności. One mogą przynieść najwyższe, aczkolwiek obiektywnie rzecz biorąc umiarkowane stopy zwrotu, w okolicach 5 proc. rocznie. Na obligacjach korporacyjnych nie spodziewałbym się dużego zarobku, bo spready kredytowe bardzo się zawęziły [inwestorzy żądają mniejszej premii za ryzyko – red.], a stopa procentowa także spadła, dlatego sytuacja nie jest jakoś szczególnie atrakcyjna – ocenia Tomasz Korab.
Z perspektywy rynku obligacji kluczowe pozostają decyzje banków centralnych. Dziś istotne jest nie tyle to, jak głębokie będą obniżki stóp procentowych, ile moment zakończenia obecnego cyklu luzowania polityki pieniężnej.
– Wynika to m.in. z faktu, że gdyby koniec cyklu był w innym miejscu – na przykład przy zdecydowanie niższych stopach niż oczekuje to dziś rynek – to by oznaczało, że banki centralne musiały zareagować na wyraźnie pogarszającą się sytuację gospodarczą, czyli recesję. W takich warunkach popyt na obligacje zawsze jest duży, a stopy zwrotu z nich ponadprzeciętne. Dziś jednak jeszcze nam to nie grozi. Obecnie mamy takie realia, że krzywa rentowności jest i pozostanie stroma, zarówno ze względu na duże deficyty budżetowe oraz spore emisje długu, jak i przyzwoity wzrost gospodarczy. Dzisiejszy kształt krzywej oznacza powrót do normalności. Dlatego twierdzę, że wciąż warto pochylać się nad ryzykownymi aktywami, takimi jak akcje – tłumaczy Jarosław Niedzielewski.
Złoto jako zabezpieczenie portfela w warunkach niepewności
Eksperci podkreślają, że najlepsza strategia inwestycyjna to taka, z którą inwestor potrafi wytrwać. Droga do długoterminowych zysków niemal zawsze prowadzi przez okresowe spadki, a brak przekonania do przyjętej strategii sprzyja panicznym decyzjom w momentach korekt.
Takie momenty mogą pojawić się również w 2026 r., bo sytuacja geopolityczna pozostaje napięta. Konflikty zbrojne i ryzyko eskalacji sprzyjają aktywom postrzeganym jako bezpieczne przystanie. W tym kontekście nie dziwi dobra passa złota, które w ubiegłym roku należało do najmocniej drożejących aktywów.
– Pamiętajmy, że generalnie złoto to preferowane aktywo przez tych uczestników rynku, którzy są nieufni wobec pieniądza i zmartwieni sytuacją na świecie - zabezpieczają się na trudne czasy. Trudno więc pogodzić to aktywo z naszymi prognozami inwestycyjnymi, które jak wspólnie stwierdziliśmy, są optymistyczne. Złoto jest dobre jako dodatek do portfela, bo nie zapominajmy też, że ma bardzo duże wahania kursowe, historycznie często większe niż akcje – mówi Tomasz Korab.
– My również traktujemy złoto jako uzupełnienie portfela, nie jego fundament. Analizując wyceny, zestawiamy cenę uncji złota z liczbą jednostek indeksu Nasdaq, które można za nią kupić. Ta relacja sugeruje dziś, że złoto jest drogie. Z kolei porównanie ceny złota do bazy monetarnej pozostawia przestrzeń do dalszych wzrostów. Obraz nie jest jednoznaczny – dodaje Piotr Minkina.
Ropa naftowa w 2026 r. Niedoceniona okazja?
Innym surowcem o niejednoznacznych perspektywach pozostaje ropa naftowa. W przeciwieństwie do złota nie jest ona po okresie hossy, lecz po głębokiej bessie. Mimo to rzadko wskazuje się ją jako potencjalnego zwycięzcę nadchodzącego roku. Dominuje narracja o nadpodaży i strukturalnym osłabieniu popytu.
– Konsensus rynkowy zakłada wzrost cen metali przy słabości surowców energetycznych, takich jak ropa i gaz. Warto jednak pamiętać o kontekście politycznym. Prezydent Trump, myśląc o wyborach śródkadencyjnych, wyraźnie sygnalizuje chęć utrzymania niskich cen paliw w USA. Osiągnięcie tego celu wymagałoby większego wykorzystania własnego wydobycia, także poza Stanami Zjednoczonymi. W efekcie na wolnym rynku mogłoby być mniej surowca, co paradoksalnie sprzyjałoby wzrostowi cen – tłumaczy Piotr Minkina.
Cytat
– Zauważmy, że ten jeden element – niskie ceny ropy – nie spina nam się ze scenariuszem pokaźnego wzrostu gospodarczego napędzanego wydatkami fiskalnymi, inwestycjami, także w centra danych i wciąż silną konsumpcją, przy drożejących jednocześnie metalach przemysłowych. Czy w takich realiach akurat tylko ropa powinna być tania? Pod koniec lat 90-tych, gdy podobnie jak dziś, żyliśmy tematem rewolucji technologicznej – wtedy internetowej, dziś związanej z AI – ropa naftowa potrafiła sprawić inwestorom sporą niespodziankę. Twierdzono wtedy wszem i wobec, że ropy jest za dużo i już zawsze będzie tania. Szybko się jednak okazało, że przyspieszenie wzrostu gospodarczego podbiło ceny surowców, także energetycznych. Historia z 1999 r. pokazuje, że taki powszechny pesymizm do ropy, przy optymizmie gospodarczym, to był błąd, a historia… lubi się powtarzać – podsumowuje Jarosław Niedzielewski.
Główne wnioski
- Eksperci uczestniczący w debacie XYZ wskazują, że fundamentem pozytywnych prognoz inwestycyjnych na 2026 r. pozostaje korzystna sytuacja makroekonomiczna w Polsce i na świecie. Obecne warunki łączą solidny wzrost gospodarczy, relatywnie niską inflację oraz stabilny rynek pracy. Dodatkowym wsparciem dla polskiej gospodarki mają być obniżki stóp procentowych, napływ środków z Krajowego Programu Odbudowy oraz odbudowane oszczędności gospodarstw domowych. Eksperci zwracają także uwagę na niski poziom zadłużenia firm, który w połączeniu z tańszym kredytem może sprzyjać wzrostowi inwestycji i konsumpcji.
- W obszarze rynku akcji dominuje przekonanie, że mimo bardzo silnych wzrostów w poprzednim roku potencjał dalszych zwyżek nie został wyczerpany. Wskazywane są atrakcyjne wyceny polskich spółek na tle innych rynków oraz stopniowy wzrost udziału firm prywatnych w głównych indeksach GPW. Eksperci podkreślają również perspektywy rynku amerykańskiego, w tym możliwość rozszerzenia hossy na segment małych i średnich spółek. Jednocześnie zaznaczają, że wysoki poziom rynkowego optymizmu zwiększa ryzyko korekt i wymaga od inwestorów większej dyscypliny.
- Finansiści akcentują znaczenie dywersyfikacji portfela i selektywnego podejścia do pozostałych klas aktywów. Obligacje skarbowe oceniane są jako instrument o ograniczonym potencjale zysku, przy czym relatywnie większe zainteresowanie budzą papiery o dłuższym terminie zapadalności. Złoto postrzegane jest głównie jako element zabezpieczający portfel w warunkach geopolitycznej niepewności, a nie jego trzon. W przypadku ropy naftowej eksperci wskazują na niejednoznaczną sytuację rynkową: niskie ceny pozostają w sprzeczności z prognozami wzrostu gospodarczego, co czyni ten surowiec potencjalnie interesującym, lecz obarczonym podwyższoną niepewnością.








