Atlanta Braves, czyli klub sportowy, który zarabia na nieruchomościach. Jego akcje kupił Warren Buffett
Atlanta Braves to klub o absolutnie wyjątkowym modelu biznesowym. Nie potrzebuje sukcesów sportowych, by się bogacić. Zarabia na nieruchomościach znajdujących się obok jego stadionu – ma zarówno bloki mieszkalne, jak i lokale usługowe oraz biurowe. W ciągu dekady zwiększył przychody o ponad 100 proc., ku uciesze własnej i inwestorów, wśród których jest Warren Buffett. Odwiedziliśmy byłych mistrzów baseballowej ligi MLB, aby poznać kulisy powstawania ich niezwykłej strategii.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jaki sposób klub Atlanta Braves zarabia na nieruchomościach znajdujących się wokół stadionu.
- Dlaczego przychody z nieruchomości są dla klubu tak ważne w systemie finansowym ligi MLB.
- Jak inwestycja w infrastrukturę i rozwój dzielnicy wokół stadionu wpłynęły na wartość klubu i zainteresowanie inwestorów.
W zeszłym roku Atlanta Braves zaliczyli jeden z najsłabszych sezonów w swojej historii. Oczekiwano, że pójdą po mistrzostwo, a przegrali większość meczów i nawet przez chwilę nie liczyli się w walce o tytuł. Mimo to regularnie podejmowali gości z całego świata, którzy zachwycali się ich klubem. Nie mówię tu o kibicach czy dziennikarzach, takich jak ja.
– Na przestrzeni ostatniej dekady odwiedzili nas przedstawiciele ponad 100 klubów sportowych z całego świata. Dosłownie z każdego kontynentu, ale też z niemal każdej dyscypliny pojawił się ktoś, by poznać nasz model biznesowy. Mamy kolejkę chętnych na kolejne tego typu spotkania. Wieści o naszej strategii szybko się rozchodzą – mówi Andy Ward, wieloletni pracownik i akcjonariusz Atlanta Braves, w rozmowie z XYZ.
Jak Atlanta Braves kupili tanią ziemię i rozpoczęli budowę własnego stadionu
Nieprzypadkowo nasz rozmówca wspomniał o dekadzie. Dokładnie 10 lat temu Atlanta Braves, wówczas występujący na wynajmowanym stadionie Turner Field na południu miasta, postanowili wybudować własny obiekt. Zaczęli od poszukiwania ziemi. Jeden z pracowników znalazł na sprzedaż niezwykle tanie połacie bagnistej łąki na północy Atlanty. Był jednak pewien kruczek – kilka metrów pod ziemią przebiegały tam rury prowadzące ropę naftową. Stąd okazyjna cena i brak zainteresowania kupujących.
Atlanta Braves zaryzykowali. Kupili hektary na pustkowiu, a następnie zaoferowali koncernowi naftowemu, że opłacą przeniesienie rur o kilometr na wschód, oczywiście z sowitą premią. Udało się dobić targu i mimo dodatkowego kosztu, jakim było wykopanie i przekierowanie rurociągu, Atlanta Braves zrobili interes życia. Nigdzie nie było tak taniej ziemi jak ta, którą kupili.
Pozorny problem polegał także na tym, że teren znajdował się na uboczu. Atlanta Braves postanowili jednak wykorzystać tę sytuację – oprócz stadionu zbudują bloki mieszkalne, restauracje i biura, czyli w praktyce zupełnie nową dzielnicę. Tylko skąd znaleźć na to pieniądze? Za oceanem dość częstą praktyką jest pozyskiwanie pożyczki od miasta na budowę stadionu. Właśnie w ten sposób klub z Atlanty dostał atrakcyjnie oprocentowany kredyt. Odsetki zamierzał spłacać dzięki czynszom z nieruchomości powstających wokół finansowanego w ten sposób stadionu.
Jak powstała dzielnica wokół stadionu Atlanta Braves
Plan udało się zrealizować perfekcyjnie. Budowane stopniowo bloki mieszkalne zapełniały się w mgnieniu oka – w końcu kto nie chciałby mieszkać niedaleko stadionu sportowego. Biurowce, pierwotnie będące siedzibą głównych sponsorów klubu, zaczęły przyciągać kolejne firmy zainteresowane umowami marketingowymi i powiązaniem wizerunkowym z drużyną. W ślad za napływem ludzi zaczęły powstawać restauracje i sklepy. Wszystkie funkcjonują w lokalach wynajmowanych od klubu. Wokół należącego do Atlanta Braves kompleksu niezależni deweloperzy zaczęli budować własne bloki – co tylko pomogło klubowi, bo przyciągnęło kolejnych mieszkańców i klientów do jego zespołu sportowego oraz lokali usługowych.
Efekty są widoczne w wynikach finansowych. W ostatnim roku gry na starym stadionie łączne przychody Atlanta Braves wyniosły 264 mln dolarów. W opublikowanym właśnie raporcie za rok 2026 widzimy już przychody sięgające 732,5 mln dolarów. Z tego 97 mln dolarów to przychody z nieruchomości, a 635 mln dolarów pochodzi z podstawowej działalności sportowej. Na pierwszy rzut oka część związana z nieruchomościami wydaje się stosunkowo niewielka – w praktyce jest jednak kluczowa.
W bejsbolowej lidze MLB, podobnie jak w większości amerykańskich rozgrywek sportowych, podstawowe przychody klubów – ze sprzedaży biletów, gadżetów i umów sponsorskich – trafiają do wspólnego funduszu, z którego następnie wypłaca się równe kwoty wszystkim uczestnikom ligi. Atlanta Braves mają jednak przewagę: zarabiają na czymś więcej niż na sporcie. Oznacza to, że wspomniane 97 mln dolarów z nieruchomości mogą zatrzymać w całości.
Inwestorzy, akcje i rosnąca wartość Atlanta Braves
To ważna informacja nie tylko dla klubu, lecz także dla jego inwestorów. Dawniej Braves byli spółką prywatną w pełni należącą do Liberty Media, giganta mediowego i obecnego właściciela m.in. Formuły 1. Dziś są spółką publiczną, której udziały mniejszościowe posiada wiele firm inwestycyjnych, funduszy oraz dużych inwestorów indywidualnych. Wśród nich znajduje się także Warren Buffett.
Od kiedy legendarny inwestor dokonał zakupu udziałów, notowania klubu wystrzeliły o 40 proc. To efekt rosnących przychodów, wynikających w dużej mierze z coraz większego zainteresowania nieruchomościami klubu. Comcast, Papa John’s i Gas South mają swoje główne siedziby w biurowcach Atlanta Braves. Shake Shack otworzył tam swoją drugą amerykańską centralę.
W międzyczasie klub zbudował salę koncertową mogącą pomieścić 4 tys. osób i kino z dziesięcioma ekranami. Powiększył też liczbę lokali usługowych, które tylko w minionym roku odwiedziło 9 mln osób. Co ciekawe, bilet na mecz Atlanta Braves kupiło 3 mln kibiców. Klubowi udało się więc stworzyć nie tylko kilka nieruchomości wokół stadionu, lecz także nową dzielnicę i w praktyce centrum rozrywkowe miasta.
Liczby działają na wyobraźnię – nie tylko naszą, ale także włodarzy klubów sportowych na całym świecie. W samej MLB kilka drużyn w ślad za Braves zaczęło intensywnie skupować nieruchomości wokół swoich stadionów lub uwzględniać budowę lokali wokół nowych obiektów. David Demarest, pracownik firmy JLL i jeden z architektów modelu biznesowego Braves, współpracuje obecnie z czterema klubami z największych lig sportowych w USA. Trzeba go ściągnąć do Polski, by pomógł przy budowie nowej hali sportowej w Warszawie.
Główne wnioski
- Model biznesowy Atlanta Braves opiera się na połączeniu działalności sportowej z rozwojem nieruchomości wokół stadionu. Klub kupił bardzo tanie tereny na północy Atlanty i zdecydował się nie tylko wybudować nowy obiekt sportowy, lecz także stworzyć wokół niego całą dzielnicę z mieszkaniami, biurami i lokalami usługowymi. Projekt został sfinansowany m.in. dzięki kredytowi udzielonemu przez miasto. Dochody z wynajmu nieruchomości pozwoliły na spłatę zobowiązań, a jednocześnie stały się dodatkowym źródłem przychodów dla organizacji.
- Strategia ta okazała się bardzo skuteczna finansowo i znacząco zwiększyła przychody klubu. W ciągu dekady wpływy Atlanta Braves wzrosły z 264 mln dolarów do ponad 732 mln dolarów rocznie. Choć przychody z nieruchomości stanowią mniejszą część całkowitych wpływów, mają szczególne znaczenie w systemie ligi MLB. W przeciwieństwie do większości przychodów sportowych, które trafiają do wspólnego funduszu ligi i są dzielone między kluby, zyski z nieruchomości pozostają w całości w dyspozycji właścicieli drużyny.
- Rozwój dzielnicy wokół stadionu przyciągnął zarówno mieszkańców, jak i firmy oraz inwestorów. W biurowcach klubu ulokowały się duże przedsiębiorstwa, a kompleks rozrywkowy odwiedza rocznie kilka milionów osób – znacznie więcej niż sam stadion podczas meczów. Model biznesowy Atlanta Braves wzbudził duże zainteresowanie w świecie sportu. Kluby z innych lig zaczęły analizować podobne rozwiązania i rozważać inwestowanie w nieruchomości wokół stadionów jako sposób na stabilne źródło dochodu niezależne od wyników sportowych.


