Kategorie artykułu: Społeczeństwo Technologia

Broń atomowa w Polsce – konieczność czy fanaberia? Problemów jest więcej, niż myślimy

W obliczu narastającego zagrożenia Europa zbroi się na potęgę. Wracają także dyskusje, poświęcone reliktowi Zimnej wojny: odstraszaniu nuklearnemu. Także w kontekście posiadania broni jądrowej przez Polskę.

okręt podwodny
Francja chce dać Polsce więcej bezpieczeństwa, w tym parasol atomowy. Czy nasz kraj stać na zbudowanie własnej bomby? Na zdjęciu pokład francuskiego atomowego okrętu podwodnego, przenoszącego broń jądrową. Fot. Alexis Rosenfeld/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie są możliwości na rozpoczęcie w Polsce programu budowy broni atomowej.
  2. Na czym powinniśmy się skupić, myśląc o rozwoju w naszym kraju technologii atomowej.
  3. Czy mamy siły i pieniądze do rozpoczęcia starania o wejście do klubu atomowego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Broń atomową jako pierwsi opracowali w latach 40. ubiegłego wieku Amerykanie. Koszt Projektu Manhattan – taki kryptonim nosił program budowy bomby atomowej – wyniósł ok. 2 mld dolarów. Obecnie byłoby to ok. 35 mld dolarów. Do dziś jest to jeden z najbardziej kosztownych programów naukowych świata.

Zaledwie dziewięć krajów ma dziś broń atomową. USA, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania – to państwa, które weszły w skład układu o nieproliferacji broni masowego rażenia (NPT). Oprócz nich broń posiadają jeszcze Indie, Pakistan, Korea Północna i (oficjalnie zaprzeczający temu) Izrael.

Niestabilna sytuacja bezpieczeństwa w Europie powoduje jednak, że coraz więcej krajów rozważa możliwość posiadania własnego atomu. Co rodzi nie tylko obawy o stworzenie kaskady atomowej (o czym później), ale także pytania o koszty i zasadność tego w mniejszych krajach. Debata na temat możliwości wejścia w posiadanie broni atomowej przez Polskę odbyła się w czwartek, 19 marca w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM).

Możliwość poszerzenia parasola atomowego na kraje Europy ogłosiła niedawno Francja. Mogłaby zostać nim objęta także Polska. Mówił o tym na początku marca szef polskiego rządu Donald Tusk.

Koszty, zdolności, możliwości. Czy Polska może mieć broń atomową?

Wśród zaproszonych gości znalazł się m.in. dyrektor Departamentu Polityki Bezpieczeństwa Międzynarodowego Ministerstwa Obrony Narodowej, Marcin Kaźmierski. Zaznaczył, że Polska jest członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego (NATO), a NATO jest autorem programu odstraszania atomowego.

W wypadku NATO doktryna zakłada właśnie odstraszanie, czyli zapobieganie wojnie przez groźbę użycia broni atomowej. Sprowadza się to do tego, że potencjalny przeciwnik powinien zawahać się przed atakiem, wiedząc o możliwości odpowiedzi poprzez uderzenie atomowe.

Niemniej, wracają pytania o rozszerzenie posiadania broni atomowej przez kolejne kraje. Także przez Polskę. Marcin Kaźmierski wskazał, że po zmianach, jakie zaszły w administracji amerykańskiej, Europa powinna bardziej zaangażować się w obronę konwencjonalną. Ze względu na to, iż parasol atomowy zapewnia USA. Ale coraz częściej pojawia się, jak powiedział, refleksja, że bardziej zaangażować się w temat odstraszania atomowego powinni europejscy członkowie NATO.

Tyle że posiadanie własnej broni atomowej jest kosztowne. Droga jest technologia służąca do wytwarzania energii z rozszczepiania atomowego. Wybudowanie pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce to sumy abstrakcyjne, sięgające nawet 200 mld zł.

Elektrownia jako pierwszy krok na szlaku do broni atomowej

Elektrownia atomowa to zaledwie pierwszy krok do posiadania własnej broni jądrowej. Tym bardziej że w tym momencie mówimy jedynie o jakiejś formie nuclear sharnig, czyli współuczestniczeniu w przechowywaniu na terenie kraju głowic atomowych, należących do innego państwa.

Jak mówił pułkownik Wojciech Dalka ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego „pewne plany są”, co wynika z udziału w NATO, jednak po pierwsze są objęte klauzulami tajemnicy, a po drugie – posiadanie broni masowego rażenia to kwestia przede wszystkim polityczna.

Oficer zasugerował, że musimy poruszać się po terenie, do którego – mówiąc w uproszczeniu – „mamy prawo”. Innymi słowy, w myśl doktryn NATO powinniśmy jako państwo skupić się na rozwijaniu innych zdolności: przewagi w powietrzu, zdolności artyleryjskich czy rozwijania sztucznej inteligencji.

– Teraz bazujemy na tym, co nam wyznaczono – uważa oficer.

To może oznaczać, że w obecnych warunkach NATO niekoniecznie będzie otwarte na dalszą proliferację broni jądrowej w krajach członkowskich.

Uwarunkowania prawne jako rzecz nie bez znaczenia

Nie można bowiem zapominać, że oprócz kosztów istotne są jeszcze normy prawne. Polska jest wśród krajów, które podpisały traktat o nierozpowszechnianiu broni jądrowej (NPT – Treaty on the Non-Proliferation of Nuclear Weapons).

Traktat ten to umowa międzynarodowa, zabraniająca państwom posiadającym technologię budowy broni jądrowej przekazywania jej do państw, które tej technologii nie posiadają, także prób jej uzyskania.

Poza NPT są Indie, Pakistan i Izrael. Oczywiście można powiedzieć, że rosyjskie ataki na Gruzję, Ukrainę czy atak USA na Iran pogrzebały międzynarodowe zasady prawne. Jednak w tym przypadku, gdyby Polska chciała w przyszłości (odległej, ale jednak) myśleć o stworzeniu własnej broni tego rodzaju, musiałaby liczyć się z poważnymi konsekwencjami międzynarodowymi.

W takim przypadku moglibyśmy zapewne narazić się na międzynarodowe sankcje.

Nuclear sharing to jedyna droga dla Polski

Skupmy się zatem na tym, co możemy. Nie wiadomo na ten moment, co dokładnie położą na stole Francuzi. Być może będzie to np. tymczasowa obecność francuskich samolotów, wyposażonych w pociski z głowicami jądrowymi w polskich bazach lotniczych. To oczywiście rozwiązanie tymczasowe i niepewne. Nie mielibyśmy bowiem żadnego prawa do ich użycia.

Prawo to pozostaje w wyłącznej gestii francuskiego prezydenta. Można jednak przyjąć, iż byłby to sygnał w stronę Rosji, która posiada głowice atomowe w Obwodzie królewieckim, a także najprawdopodobniej na Białorusi.

Dróg do pozyskania tego rodzaju uzbrojenia jest kilka. Mówił o nich, podczas konferencji, niezależny analityk ds. technologii atomowych, Łukasz Kulesa.

Jedną z nich jest sprint. Taki, jaki wykonały w latach 40. Stany Zjednoczone. Wielkim wysiłkiem finansowym stworzyły własną bombę atomową. Pomogły w tym korzystne uwarunkowania międzynarodowe. W tym ucieczka z Europy najlepszych wówczas specjalistów z Europy.

Opcję skrytego programu wybrał Iran. Dziś płaci za to wysoką cenę, uginając się pod bombami i pociskami Izraela i USA. Dla obu tych krajów program atomowy Teheranu od dawna jest zagrożeniem i jest sukcesywnie niszczony. Irańscy naukowcy giną w zamachach, a zakłady nuklearne są regularnie niszczone przez Izrael.

Wreszcie jedną z opcji jest program prowadzony ze wsparciem. W taki sposób broń atomową pozyskały w latach 60. komunistyczne Chiny, które technologię otrzymały z ZSRR. Zaś program brytyjski był owocem współpracy Anglików i Amerykanów nad Projektem Manhattan.

Nie mamy reaktorów

Zanim jednak zaczniemy myśleć o polskiej bombie atomowej, powinniśmy się skupić nad pokojowym wykorzystaniem energii z rozszczepiania jądra atomów. Jak przekonywał podczas debaty w PISM dr Piotr Magierski z Politechniki Warszawskiej, mamy w kraju fizyków i specjalistów.

Gorzej jest, jak mówił, z finansowaniem technologii. Nie mamy reaktorów, które pozwoliłyby polskim naukowcom i inżynierom „oswoić się” z wyzwaniami technologicznymi, których wymaga atom. Na tym więc, na budowie elektrowni, powinniśmy się skupić w pierwszej kolejności. A to idzie nam opornie.

Zanim zaczniemy myśleć na nowo o własnej bombie atomowej, zacznijmy od jej zastosowania w warunkach pokoju. Skądinąd, nie dalej jak w pierwszym tygodniu marca odniósł się do tego tematu zastępca sekretarza wojny USA, Elbridge Cloby. Polityk stwierdził, że USA byłyby przeciwne rozwijaniu zdolności nuklearnych przez takie państwa jak Polska, Niemcy czy kraje skandynawskie.

– Nie słyszałem wiarygodnych informacji na temat tego, by europejskie rządy naprawdę myślały o niezależnym kupnie broni atomowej i złamaniu ich zobowiązań wynikających z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej – stwierdził Elbridge Colby.

Jak na razie zamyka to wizje o posiadaniu polskiej bomby atomowej. Osobną i poboczną kwestią jest zresztą to, czy potrafilibyśmy zaabsorbować niebywale skomplikowaną technologię w wymiarze militarnym.

Nasze państwo powinno zatem zintensyfikować wysiłki, by budować elektrownię. Niemniej debata, która odbyła się w PISM, jest pewnym początkiem, dyskusją, postawieniem pytań.

Główne wnioski

  1. Nie da się wykluczyć, że w Polsce pojawią się w możliwej do przewidzenia przyszłości, pociski z głowicami jądrowymi. Jeśli dojdzie do skutku rozszerzenie francuskiego parasola nuklearnego dla Europy, możemy być jednym z jego beneficjentów.
  2. Debata, która odbyła się w czwartek, 19 marca w PISM jest próbą rozpoczęcia dyskusji na temat możliwości posiadania przez nasz kraj broni jądrowej. Do tego jednak bardzo daleka droga.
  3. Polska jest związana traktatami międzynarodowymi w zakresie nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Przeciwna temu jest również administracja amerykańska.