Kategorie artykułu: Biznes Lifestyle Świat

Czy matcha ma ojczyznę? Japońsko-chiński spór o zielony proszek

Od kilku lat świat szaleje na punkcie sproszkowanej zielonej herbaty o tysiącletniej historii. Wzrost globalnego popytu na matchę sprawił, że o jej historyczne dziedzictwo spierają się dwa wschodnioazjatyckie mocarstwa.

Miseczka matchy z miotełką do spieniania
Matcha to sproszkowana zielona herbata wysokiej jakości. Przez stulecia z jej wytwarzania słynęła Japonia. Chiny w ciągu kilku lat przejęły 70 proc. globalnej produkcji. Fot. ASMR / Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego chińska prowincja Guizhou w kilka lat stała się największym producentem matchy na świecie, mimo że napój ten jest powszechnie kojarzony z Japonią.
  2. Jak strukturalny kryzys japońskiego rolnictwa – starzejący się rolnicy i kurczące się areały uniemożliwia Japończykom wykorzystanie globalnego boomu na matchę.
  3. Jakie narzędzia prawne i marketingowe stosują japońscy producenci, aby odróżnić swój oryginalny produkt od chińskich zamienników.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W Tongren, mieście w górzystej prowincji Guizhou w południowo-zachodnich Chinach, taśmy produkcyjne pracują w dzień i w nocy. Z fabryki uznawanej za największą wytwórnię matchy na świecie, zielony proszek bez przerwy trafia do chłodni, a stamtąd, w kontenerach, do odbiorców w kilkudziesięciu krajach świata. Tylko ten jeden zakład może teoretycznie wytwarzać rocznie równowartość ponad 70 proc. całej rocznej produkcji matchy w sąsiedniej Japonii. W całej Guizhou, a także w prowincjach Zhejiang, Anhui i Jiangxi na wschodzie kraju takich miejsc jest jednak znacznie więcej.

Wyspecjalizowane chińskie plantacje i przetwórnie zaczęły wyrastać zaledwie kilka lat temu. Od około 2019 r. chińskim producentom udała się nie lada sztuka: skorzystali na globalnym trendzie i zdominowali rynek, który ma się dynamicznie rozwijać.

Według zajmującej się badaniami rynkowymi firmy Grand View Research, w ubiegłym roku światowy rynek matchy był wart ponad 5 mld dolarów. W 2033 r. jego wartość ma sięgnąć 8,9 mld dolarów.

Dla Japończyków ten produkt, wytwarzany ze zmielonych liści herbaty tencha, to część narodowej tożsamości i kilkusetletnich rytuałów. Chińczycy starają się przypomnieć o swoich własnych tradycjach, a przy okazji rozwinąć zacofane gospodarczo, rolnicze regiony.

Ceremonia parzenia herbaty
Kobieta przygotowuje matchę w czasie japońskiej ceremonii herbacianej. Japońska tradycja parzenia herbaty ma ponad tysiącletnią historię. Fot. Lisa Maree Williams / Getty Images

Warto wiedzieć

Moda na matchę

Prozdrowotni influencerzy i kawiarnie około 2020 r. zaczęły intensywnie promować matchę jako substytut kawy. Szybko okazało się, że fotografie i wideo z latte, deserami i wypiekami w jaskrawozielonym kolorze świetnie sprawdzają się na platformach społecznościowych. Podobnie jak podkreślanie zdrowotnych właściwości herbacianego proszku. Ponieważ zawiera on L-teaninę, spożywające matchę osoby zamiast chwilowego przypływu energii doświadczają płynnych, długotrwałych skutków uwalniania kofeiny. W dodatku matcha to nie napar, ale sproszkowane w całości liście herbaty. Pijąc ją, spożywa się pełne spektrum przeciwutleniaczy, witamin i minerałów.

W ubiegłym roku wartość japońskiego eksportu zielonego proszku osiągnęła rekordowe 84,7 mld jenów (497 mld dolarów). To prawie sześciokrotnie więcej niż w 2019 r. Chińscy plantatorzy zaczęli się przestawiać na produkcję matchy siedem lat temu. W 2025 r. odpowiadali już za 70 proc. globalnej produkcji.

XYZ

Kto wymyślił matchę?

Japońsko-chińskie potyczki o matchę zaczynają przypominać spór Polaków z Rosjanami o to, kto wymyślił wódkę. W tej ostatniej kwestii historycy zgodnie przyznali rację Polakom. W sprawie herbacianego proszku sprawy są nieco bardziej skomplikowane. Chińscy komentatorzy i media państwowe przypominają, że technika ubijania sproszkowanej herbaty bambusową miotełką powstała nie na Wyspach Japońskich, tylko na kontynencie. Wywodzi się z czasów dynastii Song, rządzącej od X do XIII wieku. Do Japonii trafiła za sprawą buddyjskich mnichów pod koniec tego okresu – w czasie, gdy Chińczycy porzucili starą metodę na rzecz parzenia liści. To Japończycy sztukę wytwarzania i stosowania zielonego proszku doprowadzili do perfekcji.

Sporne pozostaje to, co z tej historii i kulturowych potyczek wynika. Dla Pekinu narracja o „powrocie do źródeł” i „odzyskaniu matchy dla Chin” to element szerszej strategii. Tak jak wcześniej w dziedzinie gier wideo czy literatury fantastycznej, Chiny chcą konkurować z Japonią również na polu herbacianym.

Masowa produkcja z Państwa Środka

Według danych China Tea Marketing Association cytowanych przez anglojęzyczny państwowy dziennik „China Daily”, produkcja matchy za Wielkim Murem w 2025 r. przekroczyła 12 tys. ton. Odpowiada to blisko 70 proc. światowej podaży. Wynik, który podają obecnie rządowe media, jest znacznie wyższy niż wcześniejsze szacunki branżowe, mówiące o spodziewanych 5 tys. ton. Dla porównania japońska produkcja herbaty tencha – surowca, z którego wytwarza się matchę – w 2024 r. wyniosła ok. 5,3 tys. ton.

Chińczycy zdominowali rynek po 2018 r., kiedy lokalni rolnicy masowo przestawili się z uprawy tradycyjnej herbaty na bardziej opłacalną uprawę pod matchę. Według analiz szanghajskiego eksportera Biguotea koszt produkcji w Chinach jest od jedną trzecią do nawet połowy niższy niż w Japonii. Czyni to chińską matchę wyjątkowo konkurencyjną w przemyśle spożywczym: lodach, wypiekach czy napojach takich jak boba. Ale już nie w segmencie najwyższej jakości, o czym więcej za chwilę.

Japonia przegapiła boom?

Paradoksem obecnej sytuacji jest fakt, że Japonia, której powiązania z matchą wydają się oczywiste, nie jest w stanie w pełni wykorzystać rosnącego globalnego popytu. Eksport wprawdzie rośnie, ale napotyka na ścianę w postaci demografii. Plantacje herbaty w Kraju Kwitnącej Wiśni zmagają się z niedoborem siły roboczej. Areał upraw w głównych regionach producenckich skurczył się w ciągu dekady o 29 proc.

Przyczyna jest strukturalna. Jak pisze Nikkei, między 2000 a 2020 r. w Japonii ubyło aż 53 tys. rolników uprawiających herbatę. W większości przypadków z przyczyn demograficznych: plantatorzy przechodzą na emeryturę i nie zostawiają następców. Ponad 70 proc. japońskich farmerów herbacianych ma dziś więcej niż 65 lat, a jedynie ok. 1,5 tys. mniej niż 49 lat.

Dynamika tradycyjnego rynku japońskiego jest całkiem inna od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Wiele farm prowadzą starsze osoby, a komunikacja bywa trudna ze względu na barierę językową. Niektóre firmy nie mają nawet stron internetowych ani adresów e-mailowych. Importerzy, który chcą oprzeć swój biznes na najlepszym produkcie, muszą włożyć w to realny wysiłek. My osobiście polecieliśmy do Kioto i pojechaliśmy do naszego dostawcy w Uji, żeby ustalić warunki współpracy opowiada Bartosz Gawęda, współzałożyciel krakowskiej firmy YUME Matcha.

W efekcie niedoborów siły roboczej ceny gwałtownie rosną. Zgodnie z danymi cytowanymi przez dziennik „Nishinippon Shimbun”, ceny liści tencha na tegorocznych aukcjach przekroczyły 10,8 tys. jenów (ok. 72 dolary) za kilogram. To mniej więcej dwukrotność poziomu z 2025 r. Rosnące ceny doprowadziły też do oszustw. Zaczęto odnotowywać przypadki sprzedaży sproszkowanych liści sencha jako matchy. Branżowe organizacje uznały, że to sygnał ostrzegawczy dla zagranicznych nabywców.

Nawet gdyby w Japonii rozpoczęto zmasowane inwestycje w ten rynek, efekty nie będą widoczne przed końcem dekady. Nowo posadzone krzewy tencha osiągają pełną wydajność dopiero po czterech lub pięciu latach.

Japończycy sięgają po prawo

Japońscy producenci starają się chronić swoją markę środkami prawnymi. W lipcu 2025 r. lokalna izba handlowa producentów herbaty w prefekturze Kioto złożyła wniosek o rejestrację miejscowych liści tencha w ramach systemu oznaczeń geograficznych. To mechanizm prawny przypominający europejskie przepisy o ochronie produktów regionalnych. Dzięki nim szampan może powstawać tylko w konkretnych regionach Francji, a bryndza wyłącznie na Podhalu i w Beskidach. Tokio forsuje przepisy, gdzie produkt o nazwie matcha będzie mógł być legalnie wytwarzany wyłącznie na ograniczonym terenie i ma wymagać ściśle określonych metod produkcji.

Jest tu jednak haczyk. Rygorystyczne wymogi w przeszłości wielokrotnie windowały ceny, ograniczając w ten sposób konkurencyjność. W 2020 r. producenci z prefektury Aiczi złożyli wniosek o wyrejestrowanie tamtejszego produktu „Nishio Matcha”, którego sprzedaż przestała przynosić zyski.

Organizacje branżowe, takie jak Centralne Japońskie Stowarzyszenie Przemysłu Herbacianego, zabiegają o międzynarodowe egzekwowanie nazw regionalnych. „Na konkurencyjnych rynkach Azji Południowo-Wschodniej pojawiają się produkty, przy których trudno stwierdzić, czy oryginał jest japoński, czy chiński. Miejscowi konsumenci mają trudności z rozpoznaniem, komu ufać” – mówiła Sadami Suzuki, sekretarz generalna stowarzyszenia.

Już w 2019 r. koalicja producentów z Kioto skłoniła chińskie władze do zablokowania rejestracji znaku towarowego „Uji” dla wyrobów herbacianych w Chinach. Nie zapobiegło to jednak wykorzystywaniu określenia „Uji Matcha” w nazwach firm i marek.

Zdaniem eksperta

Jakość zawsze będzie limitowana

Na światowym rynku matchy Chiny niezwykle dynamicznie nadrabiają dystans produkcyjny wobec Japonii. W ostatnich latach napływa do nas bardzo wiele niezamawianych ofert chińskich producentów, którzy korzystają z potęgi tamtejszego e-commerce. Proponowane niskie ceny są pokusą dla firm nastawionych na szybki zysk, które sprzedają wyrób z Chin jako rzekomo „japoński" albo pod niejasnym opisem pochodzenia. Dlatego do matchy oferowanej przez duże sieci czy globalne marki podchodzę z rezerwą. W mojej ocenie fizycznie nie jest możliwe zapewnienie takim wolumenom produktu dobrej jakości. Nasza firma sprowadza matchę wyłącznie z Japonii, ponieważ wychodzimy z założenia, że to Japończycy doprowadzili proces jej wytwarzania do perfekcji. Różnice w podejściu do procesu produkcji przekładają się na wysoką jakość.

Prawdziwa matcha, z pierwszego lub drugiego zbioru, jest i pozostanie zasobem limitowanym. Po pierwsze dlatego, że mielenie liści na tradycyjnych kamiennych młynach to proces powolny i kosztowny. Część firm korzysta z maszyn do tego nieprzeznaczonych, co pozwala na hurtową produkcję i znaczące obniżenie kosztów. Kłopot w tym, że taki produkt nie rozpuszcza się w całości, pozostawiając charakterystyczny „piasek”. Problemem ograniczającym dostępność stała się też zmiana klimatu. Nietypowe fale upałów, nieregularne opady i przesunięcia w porach zbiorów wpływają na jakość i wielkość plonów, co dodatkowo zawęża i tak już ograniczoną pulę najlepszego surowca.

Polski rynek matchy specialty jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju, więc konsumenci dopiero się uczą, na co zwracać uwagę . Niestety ich niewiedza bywa nieuczciwie wykorzystywana. Hasła takie jak „matcha z Japonii", „pierwszy zbiór" czy „ceremonialna" dla początkującego konsumenta brzmią jak gwarancja najwyższej jakości, ale w praktyce bywają wydmuszką marketingową. Na rynku brakuje regulacji i jasnych standardów, które pozwalałyby zweryfikować takie deklaracje.

Jakość kontra skala

Eksperci z branży podkreślają, że rywalizacja toczy się nie tylko na płaszczyźnie skali, ale także jakości i smaku. Japońską matchę ceremonialną mieli się na granitowych żarnach obracających się z prędkością kilkudziesięciu obrotów na minutę. W ciągu godziny daje to od 30 do 40 gramów proszku i cząstki wielkości 5-10 mikronów. Chińskie młyny kulowe działają od 125 do 250 razy szybciej, przetwarzając 5-10 kg na godzinę. Według czasopisma naukowego „Frontiers in Nutritionskutkiem jest grubsze mielenie i uboższy profil aromatyczny.

„Nigdy nie piłem dobrej matchy spoza Japonii, zawsze brakuje jej smaku umami” – stwierdził w rozmowie z portalem Pefrect Daily Grind współwłaściciel kanadyjskiej hurtowni matchy JagaSilk, Jared Nyberg.

Chińska prasa twierdzi tymczasem, że standardy produkcji w Państwie Środka rosną. Podkreśla też, że tamtejsze firmy eksportują swoje wyroby nawet do Japonii i mają certyfikaty zgodne ze standardami Unii Europejskiej. Japońskim producentom nie pozostaje nic innego, jak tylko promować luksusowe walory swoich wyrobów i starać się o ochronę swoich marek.

Główne wnioski

  1. Rynek matchy, wyceniany w ub. roku na ok. 5,1 mld dolarów, w 2033 r. ma być wart blisko 9 mld dolarów. Dzieli się coraz wyraźniej na dwa segmenty: masowy, zdominowany przez tanią i skalowalną produkcję chińską z Guizhou, oraz premium, w którym to Japonia ma silniejszą markę i zachowuje przewagę jakościową. Chiny w ciągu kilku lat niemal od zera powiększyły produkcję, a teraz zapewniają już ok. 70 proc. globalnej podaży.
  2. Spór o to, kto wynalazł matchę, jest historycznie złożony. Technikę jej wytwarzania opracowano w Chinach za czasów dynastii Song (X-XIII wiek). Ale w kolejnych stuleciach o niej zapomniano i to Japonia przez wieki rozwinęła ją w formę, którą świat kojarzy z herbacianymi ceremoniami oraz wysoką jakością. Współczesna debata dotyczy tego, kto dziś ma prawo czerpać z tej tradycji korzyści gospodarcze i wizerunkowe.
  3. Japońska odpowiedź na chińską ofensywę rynkową obejmuje stosowanie oznaczeń geograficznych i kampanie przeciw podróbkom. Ma jednak ograniczoną siłę rażenia, dopóki nie zostanie rozwiązany problem spadku liczby plantatorów. Nawet skuteczna ochrona marki nie zwiększy podaży liści tencha, których zbiory ogranicza brak rąk do pracy.