Kategoria artykułu: Biznes

Czy żywienie obywateli to kwestia polityczna? „Rewolucja w odwróconej piramidzie Trumpa jest pozorna”

Biały Dom zaprezentował nową piramidę żywieniową – podstawę oficjalnych wytycznych dietetycznych dla Amerykanów na najbliższe lata. Dokument, firmowany hasłem „Make America Healthy Again”, zapowiada zmianę podejścia do tego, co i jak powinni jeść obywatele USA. Co rzeczywiście się zmieniło? I dlaczego prezydent Stanów Zjednoczonych postanowił uczynić dietę jednym z elementów swojej politycznej agendy?

Biały Dom zaprezentował nową piramidę żywieniową, podstawę oficjalnych wytycznych pokarmowych dla Amerykanów, które będą obowiązywać przez najbliższe lata. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy odwrócona piramida żywieniowa Trumpa to realna rewolucja, czy raczej korekta kursu,
  2. Jakie zasady żywieniowe znalazły się w nowych wytycznych.
  3. Czy sposób odżywiania społeczeństwa stał się dziś kwestią polityczną.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W oficjalnym dokumencie USDA – „Wytyczne żywieniowe dla Amerykanów na lata 2025–2030” – sekretarz zdrowia i opieki społecznej Robert F. Kennedy Jr. nie pozostawia wątpliwości co do skali problemu. W jego ocenie Stany Zjednoczone znajdują się w stanie głębokiego kryzysu zdrowotnego, którego źródłem jest sposób odżywiania społeczeństwa.

Administracja Donalda Trumpa zaprezentowała więc nową, odwróconą piramidę żywieniową, mającą stać się podstawą przyszłych rekomendacji dietetycznych.

– Aby Ameryka znów była zdrowa, musimy wrócić do podstaw. Amerykańskie gospodarstwa domowe powinny opierać swoją dietę na pełnowartościowej żywności: białku, nabiale, warzywach, owocach, zdrowych tłuszczach i produktach pełnoziarnistych. Równocześnie konieczne jest radykalne ograniczenie żywności wysoko przetworzonej, bogatej w rafinowane węglowodany, cukry dodane, nadmiar sodu oraz sztuczne dodatki – podkreśla Robert F. Kennedy.

W dokumencie podkreślono, że ponad 70 proc. dorosłych Amerykanów zmaga się z nadwagą lub otyłością. Niemal co trzeci nastolatek w wieku 12–17 lat ma stan przedcukrzycowy. Zdaniem autorów raportu to efekt dekad błędnych decyzji politycznych. Te promowały tanią, przetworzoną żywność i interwencje farmakologiczne zamiast profilaktyki oraz edukacji żywieniowej.

Kennedy wskazuje również na brak koordynacji pomiędzy instytucjami federalnymi, stanowymi i lokalnymi oraz niewystarczające wsparcie dla producentów „prawdziwej żywności”. Nowe wytyczne mają to zmienić. System żywnościowy ma zostać przebudowany tak, aby wspierał rolników, hodowców i firmy oferujące produkty o wysokiej wartości odżywczej. Jednocześnie ma być dostępny cenowo dla przeciętnych rodzin.

– Przywracamy prawdziwą żywność do centrum amerykańskiej diety. Tę, która odżywia organizm, wzmacnia i sprzyja zdrowiu. Przyszłość Ameryki zależy od tego, co uprawiamy. Od tego, co podajemy na stoły i jakie wybory żywieniowe podejmujemy każdego dnia – podkreśla sekretarz zdrowia.

Choć język dokumentu brzmi jak manifest zdrowotny, trudno nie dostrzec jego politycznego wymiaru. Nowa piramida żywieniowa staje się bowiem nie tylko narzędziem edukacyjnym. To także element szerszej narracji o państwie, odpowiedzialności i roli rządu w kształtowaniu stylu życia obywateli.

W oficjalnym dokumencie sygnowanym przez USDA (United States Department of Agriculture) „Wytyczne żywieniowe dla Amerykanów na lata 2025-2030” Robert F. Kennedy Jr., sekretarz zdrowia i opieki społecznej w administracji Donalda Trumpa, zapewnił, że Ameryka jest chora. Dlatego przedstawiono nową, odwróconą piramidę żywieniową. Fot. realfood.gov

Nowa piramida żywieniowa USA – ewolucja, nie rewolucja

Nowe rekomendacje w mediach na całym świecie przedstawiane są jako „odwrócona piramida żywieniowa”. Sprawdzamy, co tak naprawdę zostało odwrócone.

– W mojej ocenie nie mamy do czynienia z rewolucją w rozumieniu nauk o żywieniu. To raczej zmiana akcentów komunikacyjnych i próba uporządkowania przekazu zdrowia publicznego. I to w kraju, który zmaga się z epidemią otyłości i chorób metabolicznych – ocenia Anna Radowicka, dietetyczka i technolożka żywności.

Na czym bowiem polega ta „rewolucja” i dlaczego w dużej mierze jest pozorna?

Jeśli wskazać elementy rzeczywiście nowe lub mocniej zaakcentowane, są to trzy obszary. Chodzi o odejście od żywności wysoko przetworzonej i większy nacisk na tzw. real food, silniejsze ograniczenie cukru oraz podkreślenie roli białka. To ostatnie zwłaszcza w kontekście sytości i ochrony masy mięśniowej.

Jak podkreśla ekspertka, są to kierunki zgodne z aktualną wiedzą naukową. Trudno jednak mówić o przełomie.

– Walka z nadmiarem cukru i żywnością wysoko przetworzoną nie jest żadną nowością. To raczej spóźnione wpisanie do oficjalnych zaleceń tego, co od lat wynika z badań i obserwacji zdrowia publicznego. W tym sensie mamy do czynienia bardziej z formalizacją znanego kierunku niż z rzeczywistą zmianą paradygmatu – zaznacza Anna Radowicka.

Czy to dobry kierunek dla kraju z narastającą otyłością?

– Tak, ale z istotnymi zastrzeżeniami. Kierunek jest słuszny, ponieważ żywność wysoko przetworzona i nadmiar cukru rzeczywiście napędzają epidemię otyłości. Chodzi o wysoką gęstość energetyczną, niską sytość, łatwość spożycia oraz agresywny marketing. Warto jednak doprecyzować coś, co w debacie publicznej często umyka. Problemem nie jest samo przetworzenie żywności, lecz jej ultraprzetworzenie połączone z określonym profilem produktu. Z dużą kalorycznością, niską zawartością błonnika, wysokim udziałem cukru, soli i niskiej jakości tłuszczów oraz niską wartością odżywczą białka – wyjaśnia ekspertka.

Jak dodaje, uproszczenie przekazu do hasła „przetworzone = złe” może być wręcz szkodliwe.

– Pasteryzacja, mrożenie, kiszenie czy obróbka termiczna nie są same w sobie problemem. Z perspektywy technologii żywności są to często procesy niezbędne, zwiększające bezpieczeństwo i trwałość produktów. Kluczowe jest to, jak i po co dana żywność została przetworzona – podkreśla Anna Radowicka.

Zdaniem eksperta

Piramida Trumpa to nie instrukcja, co i jak jeść. To raczej manifest światopoglądowy prawej strony sceny politycznej w USA

Nowa piramida żywieniowa Trumpa idealnie wpisuje się w jego długofalową narrację. Przestajemy działać jak oni, zajmować się ideologicznym bullshitem, wracamy do zdrowego rozsądku, do realnego życia ludzi w Ameryce i ich codziennych problemów. Dokładnie w ten sam sposób Trump mówi o energii, przemyśle, rodzinie, a teraz także o jedzeniu. I warto to jasno powiedzieć – to nie jest wyłącznie marketingowy trik, lecz klasyczny miks trumpizmu: realne napięcie społeczne + kultura + gospodarka + PR + język wprost. Czasem aż zbyt wprost – ale właśnie to jego najtwardszy elektorat lubi najbardziej.

W przypadku piramidy żywieniowej Trump nie próbuje nagle zostać dietetykiem Amerykanów. Robi coś, co konsekwentnie robi od lat – bierze temat, który realnie frustruje ludzi, i opowiada go po swojemu. O co więc tutaj chodzi? O zmęczenie ultraprzetworzoną żywnością, sprzecznymi zaleceniami ekspertów oraz poczuciem, że oficjalne wytyczne coraz mniej mają wspólnego z codziennym życiem i amerykańską tradycją. Tradycją, w której na pierwszym miejscu zawsze był zdrowy rozsądek, rytuał i praktyczność, a nie ideologia i technokratyczny ton.

Trump nie mówi Amerykanom, co mają jeść. Mówi im raczej, że „przestajemy wam wmawiać, że to, co znacie i rozumiecie, jest złe”. To bardzo skuteczny zabieg komunikacyjny w społeczeństwie whisky, hamburgera i steaka. Kraju kurczaka w panierce, frytek i burrito. Miejsca, w którym po wszystko się podjeżdża, kupuje w drive-thru i zjada w swoim pick-upie.

Ta warstwa kulturowa – czyli powrót do „prawdziwego jedzenia”, zakorzenionego w amerykańskiej tożsamości, a nie w globalnych trendach czy dietetycznych modach – jest kluczowa, by zrozumieć sens tego ruchu. Do tego dochodzi jeszcze trzeci poziom, często pomijany: gospodarka. Ta narracja wspiera lokalne rolnictwo, produkcję i amerykański rynek. Jedzenie przestaje być wyłącznie kwestią zdrowia – staje się także sprawą suwerenności i narodowej sprawczości.

Dlatego patrząc na całość, nowa piramida nie jest instrukcją tego, co i jak jeść. To manifest światopoglądowy prawej strony amerykańskiej sceny politycznej: mniej oderwanych od rzeczywistości elit, mniej pouczania „z góry”, więcej normalności i więcej Ameryki w Ameryce.

Białko – rozsądny kierunek, ale kluczowa jest jakość źródeł

W nowych zaleceniach z USA wyraźnie wybrzmiewa większa rola białka. Proponowany zakres jego spożycia wynosi 1,2–1,6 g na kilogram masy ciała.

– To podejście ma sens. Zwłaszcza w kontekście ochrony masy mięśniowej u osób starszych, redukcji masy ciała oraz stabilizacji glikemii i uczucia sytości. Jednocześnie trzeba wyraźnie podkreślić, że większa podaż białka nie może automatycznie oznaczać zwiększenia spożycia czerwonego mięsa czy tłustego nabiału – wyjaśnia Anna Radowicka.

Jak zaznacza, w nowoczesnym podejściu kluczowa jest jakość źródeł białka, a nie wyłącznie jego ilość.

– Priorytet powinny stanowić ryby, owoce morza, chude mięso oraz wartościowe źródła roślinne. To one najlepiej wpisują się w aktualną wiedzę żywieniową i długofalowe cele zdrowotne – podkreśla ekspertka.

Największa kontrowersja: niespójność zaleceń dotyczących tłuszczów

Najbardziej dyskusyjnym elementem nowej piramidy żywieniowej Donalda Trumpa – jak wskazuje ekspertka – jest sposób potraktowania tłuszczów.

– Dokument jest nie tylko kontrowersyjny, ale miejscami wręcz wewnętrznie sprzeczny. Z jednej strony utrzymany zostaje limit tłuszczów nasyconych na poziomie 10 proc. dziennej podaży energii, co pozostaje zgodne z obowiązującą wiedzą naukową i zaleceniami dotyczącymi ryzyka sercowo-naczyniowego. Z drugiej strony te same wytyczne promują rozwiązania, które w praktyce utrudniają realizację tego założenia – tłumaczy Anna Radowicka.

Jak wylicza ekspertka, chodzi m.in. o nacisk na pełnotłusty nabiał. To dopuszczanie – a miejscami wręcz promowanie – smażenia na maśle lub łoju wołowym. To też silna ekspozycja czerwonego mięsa w warstwie wizualnej materiałów.

– To istotny problem. Zaleceń żywieniowych nie ocenia się po intencjach. Ważne, czy da się je realnie wdrożyć bez konfliktu z fizjologią i codziennymi nawykami. Jeśli przekaz jest niejednoznaczny, społeczeństwo wybiera najprostszy wniosek – na przykład, że masło i łój są „w porządku”, bo są naturalne. A to może pozostawać w sprzeczności z celem ograniczania ryzyka metabolicznego – podkreśla Anna Radowicka.

Problemem nie jest „zakaz”, lecz przekaz wizualny

Ekspertka podkreśla, że w dietetyce nie chodzi o demonizowanie czerwonego mięsa, lecz o jego racjonalne ograniczanie.

– Jeżeli w warstwie graficznej czerwone mięso, zwłaszcza w wersji tłustej, mocno się eksponuje, to komunikacyjnie działa to jak rekomendacja. Tymczasem nadmierne spożycie czerwonego mięsa zwiększa ryzyko chorób dietozależnych. Z perspektywy epidemiologii żywienia pozostaje elementem, który jednak powinniśmy ograniczać – wskazuje Anna Radowicka.

Na plus ekspertka ocenia natomiast uwzględnienie w zaleceniach produktów fermentowanych oraz odniesień do mikrobiomu.

Nowa piramida żywieniowa USA nie jest zła sama w sobie, ale jest ryzykowna komunikacyjnie. Mogła być znacznie bardziej radykalna i ideologiczna – w tym sensie „mogło być gorzej”. Największym zagrożeniem tych wytycznych jest jednak sposób ich społecznego odczytania.

– To element nowoczesnego podejścia, który coraz częściej pojawia się w rekomendacjach i dobrze, że został ujęty bez modowych uproszczeń. Nowa piramida żywieniowa USA nie jest zła sama w sobie, ale jest ryzykowna komunikacyjnie. Mogła być znacznie bardziej radykalna i ideologiczna – w tym sensie „mogło być gorzej”. Największym zagrożeniem tych wytycznych jest jednak sposób ich społecznego odczytania – podkreśla dietetyczka.

Jak zaznacza, jeśli przekaz zinterpretujemy jako przyzwolenie na powrót do dużych ilości tłustych produktów odzwierzęcych, a ograniczenie tłuszczów nasyconych pozostanie jedynie formalnym zapisem, dokument może nie spełnić swojego celu zdrowotnego.

– W zaleceniach żywieniowych kluczowe są spójność i wykonalność. Obecnie mamy do czynienia z mieszanką elementów sensownych oraz takich, które wymagają doprecyzowania. W przeciwnym razie odwrócona piramida może stać się paliwem dla polaryzacji żywieniowej. Nie będzie więc realnym narzędziem poprawy zdrowia populacji – podsumowuje Anna Radowicka.

Czy żywienie to dziś kwestia polityczna?

Analiza nowych wytycznych żywieniowych dla Amerykanów prowadzi do szerszego pytania: czy sposób odżywiania stał się tematem politycznym?

– Rząd USA zaprezentował nową piramidę pod hasłem „Make America Healthy Again”, wyraźnie nawiązującym do sloganu wyborczego Donalda Trumpa. Sam Trump nie jest jednak twarzą tych zaleceń ani autorytetem w dziedzinie dietetyki. Mamy tu raczej do czynienia z politycznym brandingiem i zabiegiem komunikacyjnym – zauważa Katarzyna Krzywicka-Zdunek, socjolożka z teamu socjolozki.pl.

Jak dodaje, trudno nie dostrzec rozdźwięku między promowanym przekazem a publicznym wizerunkiem Trumpa.

– Jego styl życia i sposób odżywiania, utrwalony w mediach, nie kojarzą się ze zdrową dietą. Zdjęcia z fast foodami, colą czy lodami nie czynią z niego wiarygodnego ambasadora zmian żywieniowych. Jednocześnie mam wrażenie, że sama piramida nie jest aż tak problematyczna, jak przedstawia się ją w debacie publicznej. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że problemem nie są same założenia, lecz sposób ich przedstawienia – przede wszystkim graficzny i komunikacyjny. Brak precyzyjnych wyjaśnień sprzyja uproszczeniom i błędnym interpretacjom – podkreśla Katarzyna Krzywicka-Zdunek.

Jej zdaniem w nowej piramidzie rzeczywiście pojawiają się elementy kontrowersyjne. Jednak znacznie rzadziej zwraca się uwagę na te, które są dość racjonalne. Chodzi przede wszystkim o nacisk na żywność nieprzetworzoną, ograniczenie cukru, większą rolę warzyw i owoców oraz tzw. zdrowych tłuszczów. W tym sensie intencją twórców wydaje się powrót do podstaw i do zdroworozsądkowego podejścia do odżywiania.

– Prawda jest jednak taka, że Donald Trump cieszy się wśród swoich wyborców tak dużym autorytetem, iż niezależnie od tego, co powie lub poprze, znaczna część elektoratu to zaakceptuje – często bez głębszej refleksji. Paradoksalnie to nie jego zwolennicy, lecz przeciwnicy znacznie uważniej analizują niespójności, hipokryzję czy symboliczne nadużycia. W efekcie po raz kolejny do sfery politycznej wciągany jest obszar, który niekoniecznie powinien być jej częścią – zauważa Katarzyna Krzywicka-Zdunek.

Prawda jest jednak taka, że Donald Trump cieszy się wśród swoich wyborców tak dużym autorytetem, iż niezależnie od tego, co powie lub poprze, znaczna część elektoratu to zaakceptuje – często bez głębszej refleksji.

Jak dodaje, rodzi to pytanie, czy żywienie obywateli powinno w ogóle stać się tematem politycznym.

– Moim zdaniem tak, ale pod pewnymi warunkami. Tylko wtedy, gdy mówimy o polityce rozumianej jako odpowiedzialny program społeczny, a nie narzędzie kampanii wyborczej czy budowania wizerunku konkretnego lidera. Tym bardziej że Stany Zjednoczone realnie mierzą się z problemem otyłości i chorób dietozależnych – podkreśla ekspertka.

Dlatego kluczowa pozostaje edukacja i rzetelne tłumaczenie intencji stojących za nowymi zaleceniami. Zdaniem ekspertki konieczne jest jasne wyjaśnianie, skąd bierze się odwrócona piramida żywieniowa. Dlaczego wygląda w taki sposób oraz co w praktyce oznacza obecność mięsa i nabiału na jej szczycie? To właśnie wokół tych elementów narosło najwięcej emocji i nieporozumień.

– Zamiast upolityczniania tematu potrzebujemy głosu dietetyków i realnych autorytetów, którzy pomogą zrozumieć sens i kontekst proponowanych zmian – podsumowuje Katarzyna Krzywicka-Zdunek.

Zdaniem eksperta

„Odwrócenie” piramidy żywieniowej w USA jest uproszczeniem, a nie realną zmianą zaleceń żywieniowych

Ten system ma swoje plusy i minusy. W narracji amerykańskiej rzeczywiście mocniej wybrzmiewa zwiększenie roli białka w diecie – i z tym akurat trudno się nie zgodzić.

W Polsce o znaczeniu odpowiedniej podaży białka mówi się od lat, zwłaszcza w kontekście redukcji masy ciała, leczenia otyłości, insulinooporności czy zwiększonej aktywności fizycznej. Wiemy, że białko poprawia sytość, pomaga chronić masę mięśniową podczas odchudzania i odgrywa kluczową rolę u osób aktywnych fizycznie. W tym sensie obecne zalecenia nie są żadną nowością, lecz raczej nadrabianiem zaległości wobec tego, co w dietetyce funkcjonuje od dawna.

Jeśli chodzi o produkty węglowodanowe, warto wyraźnie podkreślić, że mimo uproszczonej warstwy graficznej nie zostały one z diety „wyrzucone”. Na podstawie samej wizualizacji można odnieść wrażenie, że ich rola została ograniczona, jednak w treści zaleceń nadal mowa jest o czterech porcjach produktów węglowodanowych dziennie. To jednoznacznie pokazuje, że nadal stanowią one istotny element diety – podobnie jak warzywa i owoce, które wciąż pozostają jej fundamentem i w żaden sposób nie zostały zdegradowane.

To wszystko pokazuje, że mówienie o „odwróceniu” piramidy żywieniowej jest w dużej mierze skrótem myślowym i medialnym uproszczeniem, a nie opisem realnej zmiany zaleceń. Podobnie wygląda kwestia tłuszczów. Graficzna obecność masła została przez wielu odczytana jako przyzwolenie na jego swobodne spożycie, tymczasem w samych wytycznych wyraźnie zapisano, że tłuszcze nasycone nie powinny przekraczać 10 proc. dziennej podaży energii – dokładnie tak jak wcześniej.

Przy takich założeniach nie ma możliwości jednoczesnego spożywania dużych ilości masła, smalcu czy łoju i pozostawania w granicach rekomendacji. To kolejny przykład rozbieżności między przekazem wizualnym a faktyczną treścią zaleceń.

I właśnie takich nieścisłości jest w tej piramidzie najwięcej – co innego sugeruje grafika, a co innego wynika z opisu i liczb. Dlatego mimo że część mediów przedstawia zmiany jako rewolucję, w praktyce trudno mówić o przełomie. Poza silniejszym zaakcentowaniem ograniczenia cukru, żywności wysokoprzetworzonej oraz naciskiem na jakość produktów, niewiele się tu realnie zmienia.

Warto też pamiętać, że w Polsce obowiązuje własna piramida żywieniowa, w której podstawę stanowią warzywa, owoce i aktywność fizyczna, a całość opiera się na zbilansowanym podejściu, a nie eliminowaniu całych grup produktów. Z perspektywy dietetyki kluczowe nie jest więc to, jak piramida wygląda graficznie, lecz jak jest interpretowana i wdrażana w praktyce – bo to właśnie na tym etapie najczęściej dochodzi do nieporozumień.

Główne wnioski

  1. Biały Dom zaprezentował „Wytyczne żywieniowe dla Amerykanów na lata 2025–2030”. Robert F. Kennedy Jr., sekretarz zdrowia i opieki społecznej w administracji Donalda Trumpa, przekonuje, że Stany Zjednoczone znajdują się w stanie głębokiego kryzysu zdrowotnego, dlatego zdecydowano się na przedstawienie nowej, odwróconej piramidy żywieniowej. Jego zdaniem, aby Ameryka znów była zdrowa, gospodarstwa domowe powinny opierać swoją dietę na żywności pełnowartościowej – bogatej w składniki odżywcze, białko, nabiał, warzywa, owoce, zdrowe tłuszcze oraz pełne ziarna.
  2. Nowe rekomendacje w mediach na całym świecie przedstawiane są jako „odwrócona piramida żywieniowa”. Zdaniem dietetyków nie jest to jednak rewolucja w rozumieniu nauk o żywieniu, lecz raczej zmiana akcentów komunikacyjnych i próba uporządkowania przekazu zdrowia publicznego w kraju, który od lat mierzy się z epidemią otyłości oraz chorób metabolicznych.
  3. Najbardziej dyskusyjnym elementem nowych wytycznych pozostaje kwestia tłuszczów. Dokument bywa w tym zakresie nie tylko kontrowersyjny, ale momentami również wewnętrznie niespójny. Z jednej strony utrzymany zostaje limit tłuszczów nasyconych na poziomie 10 proc. dziennej podaży energii, co odpowiada międzynarodowym rekomendacjom i aktualnej wiedzy na temat ryzyka sercowo-naczyniowego. Z drugiej strony zalecenia jednocześnie promują rozwiązania, które mogą utrudniać realizację tego celu – takie jak nacisk na pełnotłusty nabiał, dopuszczanie, a miejscami wręcz promowanie smażenia na maśle lub łoju wołowym oraz silna ekspozycja czerwonego mięsa w warstwie wizualnej dokumentu.