Kategorie artykułu: Biznes Lifestyle

Dlaczego nie warto iść na skróty? Jakub B. Bączek o motywacji i nonkonformizmie (WYWIAD)

Badania pokazują, że w większości jesteśmy konformistami – wybieramy bezpieczeństwo, etat i przewidywalność. Jakub B. Bączek zwraca uwagę, że nonkonformizm zawsze ma cenę, ale tylko on otwiera drogę do realnej sprawczości i poczucia sensu.

– Bez gradacji i w przypadkowej kolejności kompetencjami przyszłości są i będą: krytyczne myślenie i fact-checking, odporność psychiczna – rozumiana także jako antykruchość – oraz zdolności adaptacyjne oparte na optymizmie – mówi Jakub B. Bączek. Fot. materiały prasowe Jakuba B. Bączka

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak i o czym marzą Polki i Polacy – oraz jak marzenia przekuwać w działanie.
  2. Co nas naprawdę motywuje i gdzie szukać trwałej motywacji.
  3. Czy sprawczości można się nauczyć.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Magdalena Brzózka, XYZ: Pana hasło biznesowe brzmi: „marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia”. Jak to się robi?

Jakub B. Bączek: To hasło dotyczy wewnątrzsterowności [przekonanie, że źródło kontroli nad własnym życiem leży w nas samych, a nie na zewnątrz: w okolicznościach, innych ludziach, systemie czy „szczęściu” – przyp. red.] i mocy sprawczej. Jako przedsiębiorca, ale też osoba pracująca ze sportowcami i biznesem, widzę jedno: nic nie dzieje się samo. Najkrótszą drogą do sukcesu pozostaje ciężka praca.

Dziś świat z każdej strony obiecuje drogi na skróty: „schudnij w dwa dni”, „zostań milionerem w weekend”. Ja wierzę, że za hasłem „marzenia się spełnia” stoi zaproszenie do determinacji i rozsądnego działania. Jako przedsiębiorca nie liczę na cud. Moi klienci ze świata sportu także nie. Przygotowujemy się do wyzwań tak rzetelnie, by maksymalizować prawdopodobieństwo sukcesu – finansowego czy sportowego. Ono nigdy nie wynosi 100 proc., ale chodzi o to, by zwiększać swoje szanse działaniem, a nie myśleniem magicznym.

Czy chcemy mieć wpływ na własne życie?

Z badań wynika, że w większości jesteśmy konformistami. Wolimy przynależeć do bezpiecznej, przeciętnej grupy: pracować na etacie, żyć przewidywalnie i stabilnie – i oczywiście nie ma w tym nic złego. Problem w tym, że gdyby wszyscy byli konformistami, trudno byłoby znaleźć ludzi, którzy odważyliby się postawić w centrum Paryża wieżę Eiffla albo budować kolonię na Marsie.

Nonkonformizm ma jednak swoją cenę. Jest nią ryzyko porażki, bycie ocenianym, krytykowanym. Sam wielokrotnie słyszałem w trakcie budowania marki osobistej i biznesów: „przesadzasz”, „po co ci to”, „jesteś wariatem”, „za wysoko sięgasz”.

Ale gdy ktoś raz sprawdzi na sobie jakość, jaką jest wewnątrzsterowność – nauczy się decyzyjności i potraktuje ją jak kompetencję – ten smak rekompensuje koszty. I co najważniejsze: tego można się nauczyć.

Na co mamy wpływ

Od czego zacząć tę naukę?

Tu pomocni są stoicy. Jedno z prostych ćwiczeń polega na podzieleniu kartki na dwie kolumny. W jednej zapisujemy to, na co nie mamy wpływu, w drugiej – to, na co wpływ mamy. Oprócz oczywistości, takich jak pogoda czy korki w Warszawie, wpisujemy tam kwestie związane ze zdrowiem, finansami, relacjami, podróżami czy prowadzeniem firmy.

Niektórzy znacznie bardziej zapełniają kolumnę „mam wpływ”. To osoby, które uznają wiele obszarów życia za przestrzeń do kreowania rozwiązań.

Problem w tym, że gdyby wszyscy byli konformistami, trudno byłoby znaleźć ludzi, którzy odważyliby się postawić w centrum Paryża wieżę Eiffla albo budować kolonię na Marsie.

Zachęcam, by zacząć od autodiagnozy – uczciwej rozmowy z samym sobą i zapisania wszystkiego na papierze. Wtedy ujawniają się nasze przekonania. Przykład: moi pracownicy teoretycznie nie mają wpływu na wysokość wypłaty. Ale to pozór. Jeśli nauczą się samodzielności, dostaną zaufanie, narzędzia i udział w sukcesie firmy, może się okazać, że wynagrodzenie trafi do kolumny „mam wpływ”. Bo im lepiej pracują, optymalizują działania i im bardziej są skuteczni, tym więcej zarabiają.

O czym i jak marzą Polacy?

A czy my w ogóle wiemy, o czym marzymy? Czy potrafimy stawiać sobie cele i marzyć?

Dla mnie zawsze jednym z najsmutniejszych momentów podczas sesji jeden na jeden, które prowadzę, jest chwila, gdy klient lub klientka mówi, że nie ma już marzeń. Czuję wtedy coś w rodzaju smutku, bo to trochę opowieść o rezygnacji, trochę o wypaleniu, ale też o tym, że zaczynamy się w pewien sposób starzeć – i nie chodzi tu o PESEL, tylko o postawę życiową. A przecież fantastyczne jest mieć te marzenia i je w sobie pielęgnować.

Mam swój emocjonalny barometr, dzięki któremu rozróżniam, co jest moim celem zawodowym, a co prywatnym marzeniem. Cel zazwyczaj wywołuje we mnie napięcie, poczucie przymusu, potrzebę kontroli. Z kolei kiedy marzę – na przykład: „chciałbym pojeździć konno na stepie w Mongolii” – automatycznie pojawia się uśmiech na twarzy i czuję dobre emocje gdzieś w środku. To bardziej ekscytacja, radość, czasem nawet euforia.

Dzięki temu wiem, co jest celem dla mojej firmy, a co osobistym pragnieniem – czymś, co sprawia, że jeszcze bardziej chce mi się żyć. Oczywiście marzyć można zarówno prywatnie, jak i zawodowo; nie widzę nic złego w tym, by te perspektywy się przenikały. Bardzo lubię powiedzenie: „Głowę miej w chmurach, ale nogi na ziemi”. Mam prawo do dużych ambicji, ale pod koniec dnia jestem odpowiedzialny za wypłaty dla pracowników. Nie mogę więc odfrunąć w wizjach zbyt daleko – trzeba wykonać bardzo konkretną pracę, by zrealizować konkretne cele.

O czym dziś pan marzy i jak realizuje swoje cele i marzenia? Czy to wciąż ta kartka, o której pan wspominał?

Od wielu lat pracuję z kartkami – konsekwentnie je wypełniam. Jedno marzenie już ujawniłem: koń, step, Mongolia. To mój plan podróżniczy na ten rok i bardzo mnie cieszy. Powoli podejmuję konkretne działania, by tam pojechać. Z wiekiem jednak coraz bardziej cieszą mnie także rzeczy, które kiedyś uznałbym za banalne. Dziś marzy mi się na przykład posadzenie pomidorów w ogródku i zjedzenie świeżego pomidora – nie z dyskontu, tylko z własnego krzaczka. Gdyby ktoś powiedział mi to dziesięć lat temu, pewnie bym parsknął śmiechem i zapytał, co to ma wspólnego z moimi biznesami.

Kluczowe jest jednak to, że odniosłem sukces. Gdybym nie był w miejscu, w którym jestem dziś, te pomidory pewnie w ogóle nie znalazłyby się na mojej kartce. Dzięki wypracowanej niezależności finansowej pojawiła się przestrzeń na nowe marzenia – właśnie takie. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale są niezwykle pomocnym środkiem do realizacji dobrego życia i dobrostanu. Środkiem, nie celem.

Ambicja czy fantazja

Jak odróżnić ambitną wizję od nierealistycznej, romantycznej fantazji?

Nawet jeśli wyznaczony cel okaże się zbyt duży, a marzenie na dziś abstrakcyjne, nie ma w tym nic złego. Zawsze możemy się skorygować, zrobić krok wstecz i sprawdzić, czy realizacja nas rozwija, czy raczej dociska i generuje presję zamiast frajdy. Bo w gruncie rzeczy nie chodzi wyłącznie o cel końcowy – o wynik na koniec roku obrotowego czy cyklu olimpijskiego – lecz o zarządzanie drogą do niego i o to, by także po drodze mieć satysfakcję i radość.

Kierowałbym się tu cytatem przypisywanym Konfucjuszowi: „Celuj w Księżyc – nawet jeśli nie dolecisz, i tak znajdziesz się wśród gwiazd”. Droga jest ważna; droga bywa celem.

Często tłumaczę to sportowcom. Zawodowy sport – wbrew wyobrażeniom kibiców – bywa niezwykle monotonny. Siatkarz niemal codziennie realizuje jedną, czasem dwie jednostki treningowe. To mozolna, ciężka praca, w której po latach naprawdę nie ma już nic „sexy”. Gdyby sportowcy skupiali się wyłącznie na wielkim celu – mistrzostwie Polski czy grze w kadrze, może zabrakłoby im paliwa po drodze.

Dlatego tak ważne jest regulowanie się między treningami i traktowanie każdego z nich jako małą przygodę w tym monotonnym cyklu. Zarządzanie drogą pozwala utrzymać motywację, doceniać to, co już zostało osiągnięte i nie wypalić się po drodze. Ci, którzy cały czas cisną wyłącznie na wynik i nagradzają się raz w roku, ryzykują co najmniej rozczarowanie.

Gdzie szukać motywacji

Co dziś motywuje Polki i Polaków? Gdzie szukać motywacji?

Istnieją trzy filary motywacji w XXI w., o których pisze m.in. Daniel Pink. Pierwszym z nich jest autonomia. Im większy mamy wpływ na własne życie, tym większa szansa, że będziemy czerpać z niego satysfakcję. Autonomia potrafi sprawić, że nawet z pozoru nudne, wtórne zadanie zaczyna być interesujące.

Drugim filarem jest dążenie do mistrzostwa. Oznacza ono poczucie postępu – im wyraźniej widzimy, że się rozwijamy, tym silniej rośnie nasze poczucie własnej wartości. Niezależnie od tego, czy mówimy o bieganiu, zarządzaniu zespołem czy pracy artystycznej, dążenie do mistrzostwa realnie nas napędza.

Trzeci, najgłębszy i jednocześnie najtrudniejszy do osiągnięcia poziom, to poczucie sensu. Pięknie pisał o nim Viktor Frankl w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. Chodzi o moment, w którym czujemy, że robimy coś większego niż my sami – coś, co ma znaczenie, co zostawia ślad albo czyni świat choć odrobinę lepszym miejscem. Gdy pojawia się poczucie sensu, motywacja gwałtownie rośnie. Robienie czegoś wartościowego dla innych ludzi, połączone z możliwością godnego zarabiania, daje ogromną satysfakcję.

Mimo to pracę nad motywacją warto zaczynać od małych kroków. Każdy duży cel dobrze jest podzielić na jednodniowe „porcje”, tak aby każdy dzień był realnym krokiem w stronę realizacji marzenia czy planu. Liczne badania pokazują też, jak istotne jest posiadanie partnera w działaniu. Z własnego doświadczenia wiemy, że wykonamy więcej ćwiczeń na siłowni, gdy trenujemy z kimś innym. Towarzysz – wspólna pasja z partnerem, partnerką, przyjacielem czy przyjaciółką – ktoś, kto trzyma kciuki i wspiera, znacząco wzmacnia motywację.

Kolejnym ważnym elementem jest mierzenie postępów. Zapisywanie efektów pracy – na kartce, w aplikacji, w notatkach – działa niezwykle mobilizująco. Przykładów nie brakuje: aplikacje do nauki języków, które nagradzają punktami i wirtualnymi gratulacjami, czy inteligentne wagi połączone z telefonem, pokazujące spadek masy ciała na wykresach. Widoczne, mierzalne efekty wzmacniają poczucie sprawczości i podtrzymują motywację w dłuższej perspektywie.

Dziś marzy mi się na przykład posadzenie pomidorów w ogródku i zjedzenie świeżego pomidora – nie z dyskontu, tylko z własnego krzaczka. Gdyby ktoś powiedział mi to dziesięć lat temu, pewnie bym parsknął śmiechem i zapytał, co to ma wspólnego z moimi biznesami.

A ta motywacja – to kwestia charakteru czy systemu, w którym żyjemy?

Motywacja jest konglomeratem wielu czynników; na część z nich nie mamy żadnego wpływu. Najszerszy konsensus naukowy opisuje ją w ramach tzw. modelu biopsychospołecznego. Jedni z nas mają genetyczne predyspozycje do większej decyzyjności, inni mniejsze – i to jest niezależne od naszej woli. Podobnie z nawykami: jedni potrafią wykształcić takie, które wspierają motywację, inni takie, które z czasem ją osłabiają. Geny odgrywają dużą rolę w tym, czy subiektywnie odczuwamy szczęście – ale nie rozstrzygają wszystkiego.

Z motywacją jest podobnie. Niezależnie od tego, z jakim „pakietem startowym” wychodzimy, zawsze można zrobić coś, by była wyższa i prowadziła w stronę determinacji. Kluczowe są codzienne wybory: to, kim się otaczamy, oraz to, jakie nawyki budujemy. Nawet przy słabszym starcie można osiągać bardzo dobre rezultaty. Mam klientów, którzy początkowo odstępowali od innych w parametrach fizjologicznych, a mimo to zostali czołowymi sportowcami – dzięki dobremu środowisku, mądremu treningowi i ambicji.

Jak w przebodźcowanym świecie, nastawionym na natychmiastową gratyfikację, budować determinację i nawyki?

Żyjemy w iluzji lepszego świata. Nie jest tajemnicą, że wpływ mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne Polek i Polaków jest ogromny – i w dużej mierze negatywny. Stałe porównywanie się z innymi niemal zawsze działa na naszą niekorzyść. Obrazy, które widzimy w mediach społecznościowych, są wyselekcjonowane, doświetlone, idealne – z Jamajki, nie z Łodzi. Długotrwałe zanurzenie w tym świecie zwykle odbiera motywację, zamiast ją wzmacniać.

Dlatego w momentach realizacji ważnych celów – przed zawodami, wystąpieniem publicznym, negocjacjami czy ślubem – warto mocno ograniczyć korzystanie z mediów społecznościowych. To trudne, zwłaszcza że zespoły z Doliny Krzemowej projektują te narzędzia tak, by zatrzymywały nas jak najdłużej. Tym bardziej wymaga to świadomej decyzji.

Jakie są i będą kompetencje przyszłości?

Bez hierarchii i w dowolnej kolejności: krytyczne myślenie i umiejętność weryfikacji informacji, odporność psychiczna – rozumiana także jako antykruchość – oraz zdolności adaptacyjne połączone z realistycznym optymizmem. Wiele sytuacji pozostaje poza naszą kontrolą, a świat jest coraz mniej przewidywalny. Pewne jest jednak, że warto zaczynać dzień z możliwie konstruktywnym nastawieniem, nawet jeśli bywa ono lekko „podkoloryzowane”.

Pomaga w tym dieta niskoinformacyjna – okresowe odłączanie się od mediów – oraz prowadzenie dziennika. To prosta, ale skuteczna metoda porządkowania myśli. Pisząc wolniej niż myślimy, selekcjonujemy i strukturyzujemy emocje. Sam akt pisania ma często funkcję terapeutyczną.

Niezwykle ważna jest też umiejętność sięgania po pomoc w momentach kryzysu. Wizyta u psychoterapeuty, psychologa, psychiatry, coacha czy trenera mentalnego nie jest oznaką słabości, lecz dojrzałości. Zwłaszcza dziś, gdy mierzymy się z realną epidemią depresji i zaburzeń psychicznych.

Żyjemy w iluzji lepszego świata. Nie jest tajemnicą, że wpływ mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne Polek i Polaków jest ogromny – i w dużej mierze negatywny.

AI a motywacja

Czy sztuczna inteligencja może wspierać naszą motywację? Jak pan korzysta z tych narzędzi na co dzień w pracy?

Wraz z zespołem stworzyliśmy Jakuba AI Bączka, który „mówi moim językiem”. Model został wytrenowany na podstawie moich książek, podcastów, publikacji i wykładów. Korzystają z niego moi pracownicy oraz część klientów – na przykład ci, którzy funkcjonują w innych strefach czasowych. Wierzę w tę technologię i w to, że może być szczególnie użyteczna dla osób wykluczonych geograficznie lub finansowo, a także dla osób z niepełnosprawnościami i osób wysoko wrażliwych.

Jeśli potrafimy myśleć krytycznie, możemy – moim zdaniem – świadomie korzystać z AI i tworzyć sobie partnera do rozmowy w wybranym obszarze. Jeśli ktoś chce rozpocząć dietę ketogeniczną, pomocny może być czat, który nie tylko zaproponuje jadłospisy, ale też będzie komunikował się językiem motywującym. Podobnie w sytuacji, gdy pojawiają się pierwsze sygnały pogorszenia kondycji psychicznej. Na podstawowym poziomie rozmowa psychoedukacyjna z narzędziem AI może być wsparciem. Nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że jasno zaznaczamy granice: docelowo potrzebny jest kontakt z ekspertem – psychologiem, psychoterapeutą czy lekarzem.

ChatGPT nie musi być dla nas zagrożeniem, jak często alarmują technopesymiści. Historia pokazuje, że przy każdej przełomowej technologii wieszczono koniec świata. Podchodzę do tego z dystansem i technooptymizmem.

A gdyby spojrzeć na to od strony zagrożeń?

Trzeba uczciwie przyznać, że one istnieją. Przykładem jest głośna historia młodego mężczyzny ze Stanów Zjednoczonych z 2025 r., który konsultował z ChatGPT myśli samobójcze. System nie uruchomił wówczas właściwych mechanizmów bezpieczeństwa, a sprawa zakończyła się tragicznie. Jedną z linii obrony firmy – i w tym przypadku jestem skłonny ją uwzględnić – jest argument, że takie sytuacje stanowią bardzo niewielki odsetek wszystkich interakcji, szacowany na 1–2 proc.

Każda tragedia zasługuje na poważną rozmowę, wsparcie i ewentualne zadośćuczynienie. Jednocześnie dostępne dane wskazują, że zdecydowana większość użytkowników korzysta z tych narzędzi bez negatywnych konsekwencji dla zdrowia psychicznego, a podobne przypadki mają charakter incydentalny.

Główne wnioski

  1. Świat z każdej strony obiecuje dziś szybkie skróty: „schudnij w dwa dni”, „zostań milionerem w weekend”. Jakub B. Bączek podkreśla, że za hasłem „marzenia się spełnia” stoi zaproszenie do działania opartego na determinacji, pracy i rozsądnym podejmowaniu decyzji.
  2. Badania pokazują, że większość z nas wybiera konformizm – stabilność, etat, przewidywalność. I nie ma w tym nic złego. Jednak gdyby wszyscy myśleli w ten sposób, trudno byłoby znaleźć ludzi gotowych budować wieżę Eiffla w centrum Paryża czy planować kolonię na Marsie. Nonkonformizm zawsze wiąże się z kosztami.
  3. Motywacja opiera się na trzech filarach, o których pisze m.in. Daniel Pink: autonomii, dążeniu do mistrzostwa oraz poczuciu sensu. Autonomia zwiększa satysfakcję z życia, mistrzostwo buduje poczucie wartości poprzez postęp, a sens – najtrudniejszy do osiągnięcia – nadaje wysiłkowi głębsze znaczenie.