Kategoria artykułu: Biznes

Dyskonty przemysłowe dobijają małe sklepy. „Podgryzają też duże sieci”

Oferują więcej, taniej i bliżej. Zastępują małe sklepy, targi i bazary, ale odbierają klientów także dużym sieciom. Dyskonty przemysłowe rozpychają się na polskim rynku, a przy tym walczą też między sobą. „Każdy z nich szuka swojego wyróżnika” – zauważa ekspert.

Polska to trudny rynek, także dla dyskontów przemysłowych – wskazuje ekspert. Fot. XYZ

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie produkty Polacy kupują najczęściej w dyskontach przemysłowych.
  2. Komu zagrażają dyskonty przemysłowe.
  3. Jaką ofertą poszczególne dyskonty zabiegają o klienta.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Pepco ma w Polsce prawie 1500 sklepów. Sinsay blisko 700, a Action – ponad 450. Liczby wciąż rosną, a do tego dochodzą KiK, Dealz, TEDi, czy Woolworth.

Ale ktoś na tej ekspansji musi tracić.

Co Polacy kupują w dyskontach przemysłowych?

Raport YouGov, do którego XYZ dotarło jako pierwsze, nie pozostawia złudzeń: Polacy masowo chodzą do dyskontów po dekoracje, artykuły biurowe i papiernicze, produkty gospodarstwa domowego czy ubrania. Lista zakupów jest jednak znacznie dłuższa.

– Dyskonty odpowiadają na typowo polską potrzebę: lubimy robić zakupy. Często chodzimy do sklepów, odwiedzamy wiele sieci i lubimy miejsca, w których oferta jest bardzo szeroka. Dla wielu osób to swego rodzaju rozrywka. Na tle Europy to dość wyjątkowe – tłumaczy Rafał Dobrowolski, menedżer ds. analiz strategicznych w YouGov.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Główną grupą docelową dyskontów są kobiety, choć Action oferuje także bardziej „męskie” kategorie.

Dyskonty wypierają małe sklepy i targi. Ale nie tylko

– Dyskonty przemysłowe, podobnie jak dyskonty spożywcze czy sieci modowe, zyskują na odchodzeniu klientów od handlu tradycyjnego – wskazuje analityk BM mBanku Janusz Pięta.

Zagrożone są przede wszystkim małe sklepy niezrzeszone – papiernicze, odzieżowe, AGD czy z zabawkami.

– One już teraz są na wymarciu. Dyskonty przemysłowe mogą je dobić. Zagrażają też targom i bazarom, zastępując je w roli miejsca, w którym można kupić wszystko. Są wygodniejsze, mają niższe ceny i nie przeszkadza im pogoda – mówi Rafał Dobrowolski.

Dyskonty przemysłowe rywalizują też z dyskontami spożywczymi, które również oferują dekoracje, zabawki czy ubrania.

– Podgryzają też duże marki: sieci odzieżowe czy sieci meblowe z wyposażeniem wnętrz, takie jak Ikea czy Jysk – wskazuje Rafał Dobrowolski.

Zdaniem eksperta

Jak działają dyskonty przemysłowe?

Dyskonty przemysłowe mają zweryfikowany, efektywny i optymalny kosztowo model operacyjny. Ideą dyskontów jest oferowanie atrakcyjnych produktów w niskich cenach.
Dlatego posiadają zoptymalizowany system operacyjno-logistyczny.

Kupują starannie dobrany towar w dużych ilościach, przez co w dobrej cenie, a następnie szybko sprowadzają go do Polski. Wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku – od prognoz sprzedażowych, zakupów na miejscu, załadunku na statek po rozładunek w portach, rozwóz do centrów dystrybucyjnych oraz wyłożenie produktów w sklepach. Klient, wchodząc do sklepu, musi zawsze mieć na półce dostępny, atrakcyjnie wyeksponowany towar. Gdy półka jest pusta, wówczas nie pracuje.

Do tego dyskonty przemysłowe wciąż odświeżają ofertę podążając za kalendarzem. Z wyprzedzeniem myślą o tym, czego będziemy potrzebować. W efekcie przed 1 listopada mamy znicze i produkty halloweenowe, a przed Bożym Narodzeniem ozdoby, itd.

Kolejnym ważnym elementem są lokalizacja oraz skala. Dyskonty są dostępne w niemal każdej miejscowości w Polsce. Dzięki temu są blisko klienta i budują rozpoznawalność.

To wszystko służy temu, by jak najmniejszym kosztem obsłużyć jak najwięcej osób w jak najkrótszym czasie.

Action idzie szeroko, Pepco wraca do swojego DNA

Za to wśród samych dyskontów przemysłowych główna rywalizacja toczy się między Pepco a Action. Nie konkurują jednak w tych samych kategoriach produktowych.

Action oferuje 14 kategorii produktowych, wśród których odzież, która jest znakiem rozpoznawczym Pepco i Sinsaya, odgrywa marginalną rolę. Dużo ważniejsze są narzędzia, akcesoria samochodowe czy artykuły elektryczne i elektroniczne.

– Każdy dyskont szuka swojego wyróżnika – mówi Bartosz Marczuk, dyrektor butiku interimowo-doradczego Company Doctors.

Do tego Action oferuje wiele produktów FMCG – żywność, chemię gospodarczą i kosmetyki.

Tymczasem Pepco w ostatnim roku wycofało się z FMCG na poziomie grupy. Efektem tej decyzji była sprzedaż najpierw Poundlanda, a potem Dealz za symboliczną złotówkę.

– Pepco rzeczywiście miało swoją przygodę z produktami FMCG, ale nastąpiło to w momencie, gdy grupą zarządzała ekipa menedżerów z Tesco. Przyniosła stamtąd kulturę i model pracy oraz przetestowała je w Pepco, ale po niepowodzeniu firma wróciła do swojego DNA, czyli do odzieży. Kiedyś była to przede wszystkim odzież dziecięca, a teraz, wraz ze spadkiem dzietności, coraz częściej dla dorosłych – mówi Bartosz Marczuk.

– Kategoria FMCG jest niskomarżowa. „Wycięcie” jej poprawia obraz spółki, bo pozostawia biznes o wyższych marżach i niższych nakładach inwestycyjnych – dodaje Janusz Pięta.

Dealz i KiK na rozdrożu

Eksperci zastanawiają się, w którą stronę pójdzie Dealz pod nowym właścicielem. Na dziś ma mieszaną ofertę, obejmującą produkty przemysłowe oraz wysoko przetworzoną żywność, ale osiągnięcie rentowności może wymagać zmian modelu.

W podobnej sytuacji jest KiK. Niemiecka sieć zamknęła ponad 40 sklepów w Polsce i przechodzi reorganizację.

– Dealz i KiK mają lekcję do odrobienia. Pozwolili peletonowi uciec i teraz muszą znaleźć sposób na rentowność, zanim zaczną nadrabiać dystans – twierdzi Bartosz Marczuk.

„Może zobaczymy kiedyś Action w rozmiarze Żabki”

Jak wskazuje, na rynku mogą pojawić się też nowi gracze. Jednym z nich jest marka ShockPrice, którą prezes Modivo Dariusz Miłek chce konkurować z należącym do LPP Sinsayem.

– Ale Polska to bardzo trudny rynek. Marks & Spencer trzykrotnie próbował tu wejść i trzykrotnie się wycofywał – przypomina Bartosz Marczuk.

Jego zdaniem największy potencjał do rozwoju mają najwięksi gracze – Pepco, Sinsay i Action.

– Barierą dla rozwoju dyskontów mogłoby być przesycenie rynku, ale do tego jeszcze daleko. Choć nie notują już kilkunastoprocentowych wzrostów, wciąż rosną w tempie 5-7 proc. rocznie i w średnim terminie najpewniej utrzymają to tempo. Teraz wchodzą do coraz mniejszych miejscowości z mniejszymi lokalami. Pytanie, czym zaskoczą klientów w przyszłości. Być może wejdą w jakiś „baby format” i zobaczymy Action w rozmiarze Żabki – zastanawia się partner zarządzający Bartosz Marczuk.

Główne wnioski

  1. Dyskonty przemysłowe rosną kosztem tradycyjnego handlu. Polacy chętnie kupują tam dekoracje, artykuły papiernicze, odzież, artykuły gospodarstwa domowego czy narzędzia. Najbardziej zagrożone są małe sklepy niezrzeszone, a także targowiska i bazary. Coraz mocniej konkurują też z dużymi sieciami.
  2. Kluczem do sukcesu modelu biznesowego dyskontów są szeroka oferta i niskie ceny. Sieci stale odświeżają asortyment, mają sprawną logistykę i są obecne nawet w małych miejscowościach. Każda szuka przy tym swojego wyróżnika.
  3. Największa rywalizacja toczy się między Pepco a Action. To one, wraz z Sinsayem, mają według Bartosza Marczuka największy potencjał wynikający ze skali. Na rynku mogą pojawiać się też nowi gracze, tacy jak ShockPrice, ale przebicie się nie będzie łatwe.