Jest wyrok dla Sebastiana M., który pędził ponad 300 km/h autostradą. W efekcie spłonęła rodzina
8 lat więzienia dla Sebastiana M., sprawcy wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina – zadecydował sąd.

Sebastian M. musi też wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 500 tys. zł każdemu z rodziców zmarłych oraz bratu jednej z ofiar. W sumie to 2,5 mln zł. Sąd orzekł wobec oskarżonego zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na 15 lat. Skazany o warunkowe zwolnienie z zakładu karnego mógł ubiegać się dopiero po odbyciu trzech czwartych kary (sześć lat).
Wyrok jest nieprawomocny.
– Oskarżony, wykorzystując drogę publiczną, zamiast się udać na dedykowany takim eksperymentom tor Formuły 1, sprawdzał, ile uda się maksymalnie wydobyć prędkości z tak stuningowanego BMW. Nie wiadomo, ile tego rodzaju eksperymentów oskarżony zdołał wcześniej skutecznie przeprowadzić, poza tym jednym, jaki został ujawniony, który zakończył się tragedią całej, trzyosobowej rodziny – uzasadniła sędzia Renata Folkman.
Prokuratura chciała ośmiu lat więzienia, co jest aktualnie najwyższym możliwym wymiarem kary przy kwalifikacji prawnej wskazanej w akcie oskarżenia. Obrońca i sam oskarżony żądali uniewinnienia.
Opinia biegłych: BMW jechało z prędkością ponad 300 km/h
Proces przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim trwał rok. W sumie w sprawie zebrano blisko 30 tomów akt.
W jego trakcie sędzia Renata Folkman przesłuchała m.in. świadków wypadku, pracujących na miejscu policjantów i strażaków, pasażerów BMW, właścicieli firmy poprawiającej osiągi samochodu oskarżonego oraz byłego pracownika Sebastiana M.
Obszerną opinię przed sądem przedstawili również biegli z zespołu rekonstrukcji wypadków. Oświadczyli, że BMW oskarżonego jechało z prędkością od 315 do 329 km/h, podczas gdy Kia poruszała się z włączonym tempomatem z prędkością ok. 140 km/h. Zespół ekspertów jednoznacznie ustalił, że przed zderzeniem kierujący Kią nie zmieniał toru jazdy i cały czas poruszał się środkowym pasem. Oznacza to, że BMW uderzyło w Kię, a nie, jak twierdziła obrona oskarżonego, że samochód nagle zajechał drogę Sebastianowi M.
Prokuratura dwa tygodnie temu wniosła do sądu o uznanie Sebastiana M. za winnego zarzucanego mu czynu i wymierzenie mu kary ośmiu lat więzienia. To najwyższy możliwy wymiar kary wynikający z kwalifikacji prawnej wskazanej w akcie oskarżenia.
– Państwo nie dysponuje w tej sprawie karą w pełni odpowiadającą ciężarowi tej tragedii. Nie ma takiej kary, która przywróci rodzinie Patryka, Martyny i Oliwiera przyszłość, którą Sebastian M. unicestwił w ciągu kilku sekund. Istnieje tylko najwyższa kara, jaką wolno wymierzyć zgodnie z ustawą. To osiem lat pozbawienia wolności – zaznaczył w mowie końcowej prok. Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Nie ma takiej kary, która przywróci rodzinie Patryka, Martyny i Oliwiera przyszłość, którą Sebastian M. unicestwił w ciągu kilku sekund. Istnieje tylko najwyższa kara, jaką wolno wymierzyć zgodnie z ustawą. To osiem lat pozbawienia wolności – zaznaczył w mowie końcowej prok. Aleksander Duda.
Zawnioskował także, by oskarżony mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie z zakładu karnego dopiero po odbyciu trzech czwartych kary (sześciu lat) oraz aby sąd orzekł wobec niego zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 15 lat. Żądania oskarżyciela uzupełnia wniosek o 2,2 mln zł zadośćuczynienia na rzecz rodzin ofiar wypadku.
Prokurator zwracał przed sądem uwagę na brawurową i bardzo szybką jazdę BMW prowadzonego przez Sebastiana M. Jak mówił, w ten sposób odrzucił on reguły bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a także reguły odpowiedzialności za swój czyn.
– Gdy znalazł się na autostradzie, zajął lewy pas i wbił pedał gazu w podłogę, rozpoczynając w ten sposób rosyjską ruletkę z życiem innych uczestników – podkreślił.
Sebastian M. po wypadku uciekł do Zjednoczonych Emiratów Arabskich
Obrończyni Sebastiana M., adwokat Katarzyna Hebda, zawnioskowała o uniewinnienie oskarżonego. W mowie końcowej, podobnie jak w trakcie procesu, kwestionowała ustalenia biegłych dotyczące przebiegu wypadku, na których opiera się akt oskarżenia. Takiego samego zdania jest oskarżony, który również domaga się uniewinnienia.
– Nie ma dnia, abym nie myślał o wypadku, który nie powinien się wydarzyć. Ta tragedia zmieniła los i życie wielu rodzin. Przekroczyłem prędkość, do czego nie powinienem dopuścić. Przepraszam – mówił.
Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW uderzyło w Kię, która wpadła na bariery energochłonne i momentalnie stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina – małżeństwo i ich pięcioletni syn – zginęła na miejscu.
Oskarżony w maju 2025 r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie.
Źródło; PAP