Służby zastrzeliły mężczyznę, który wszedł na teren rezydencji prezydenta USA Donalda Trumpa w Mar-a-Lago
Agenci Secret Service zabili mężczyznę, który wkroczył na teren rezydencji Mar-a-Lago, która należy do prezydenta USA Donalda Trumpa. Służby zapewniają, że był uzbrojony.
Około 20-letni mężczyzna miał przy sobie coś, co wyglądało jak strzelba i kanister z paliwem – podał szef komunikacji Secret Service. Mężczyzna został zostać zauważony przy północnej bramie ośrodka w niedzielę około godz. 1.30 czasu wschodnioamerykańskiego, czyli około godz. 7.30 czasu polskiego.
„Agenci Secret Service oraz funkcjonariusz PBSO [policji Hrabstwa Palm Beach - przyp. red.] skonfrontowali się z tą osobą, a podczas interwencji doszło do wymiany ognia. Żaden z funkcjonariuszy Secret Service ani PBSO nie odniósł obrażeń. W momencie zdarzenia na miejscu nie było żadnych osób objętych ochroną Secret Service”– czytamy.
Jak wynika z komunikatu, 20-latek nie żyje. FBI, Secret Service i policja badają sprawę.
Podejrzany to mieszkaniec Karoliny Północnej. Kilka dni temu jego rodzina zgłosiła jego zaginięcie. Śledczy uważają, że opuścił stan i udał się na południe, po drodze zaopatrując się w broń – ponformował szef komunikacji Secret Service.
W momencie incydentu zarówno Donald Trump, jak i jego żona Melania Trump przebywali w Białym Domu w Waszyngtonie.
Mar-a-Lago to luksusowa rezydencja prezydenta USA Donalda Trumpa w Palm Beach na Florydzie. Amerykański przywódca jest jej właścicielem od 1985 r. Jest nazywana „Zimowym Białym Domem”. Donald Trump gościł tam m.in. węgierskiego premiera Viktora Orbana, chińskiego przywódcę Xi Jinpinga czy japońskiego premiera Shinzo Abe.