Tajna lista słów, których klawiatura Apple nie podpowie użytkownikom. Ekspert: to bardzo łagodna forma cenzury

Apple ma listę około 100 tys. słów i wyrażeń, których klawiatura iPhone'a nie podpowiada podczas wpisywania tekstu. To nie tylko wulgaryzmy, ale także frazy polityczne, takie jak „Wolny Tybet” czy „Zjednoczona Irlandia”.

Podczas tzw. pisania gestem (swipe) użytkownik nie wpisuje kolejnych liter, lecz przesuwa palcem po wirtualnej klawiaturze, a algorytm rozpoznaje odpowiedni wyraz. Jak jednak ustalił badacz Derik Kauffman, Apple ma listę słów i wyrażeń, których klawiatura nie podpowiada. Nie są one zakazane, ponieważ telefon pozwala je wpisać ręcznie. Nie można jednak liczyć na ich automatyczne uzupełnienie.

Na liście są nie tylko wulgaryzmy

Według eksperta na liście znajdują się wulgaryzmy, wyrażenia dotyczące przemocy czy narkotyków, ale także frazy polityczne. Na przykład podczas pisania po angielsku klawiatura nie podpowie wyrażeń „dictator Trump” („dyktator Trump”) czy „sleepy Joe” („śpiący Joe”). Tego drugiego określenia Donald Trump używał pogardliwie wobec swojego poprzednika, Joe Bidena.

Problemy z iPhone'm Duo. Apple obiecuje, że wymieni uszkodzone smartfony

Nie dostaniemy także podpowiedzi przy wpisywaniu fraz „zjednoczona Irlandia” czy „niepodległość Tybetu”. Podobne ograniczenia obowiązują również w innych językach. Na przykład po francusku klawiatura nie uzupełni automatycznie frazy „imigracja jest zbyt duża”.

Jak zauważa Reuters, takie decyzje Apple mogą wpływać na sposób komunikacji między użytkownikami. Zdaniem Derika Kauffmana to również „bardzo łagodna forma cenzury”. Ze względu na liczbę iPhone'ów na świecie nawet tak drobne ingerencje mogą jednak mieć duży wpływ na to, co ludzie piszą.

Koncern zapewnia, że każdy może te frazy wpisać samodzielnie

Reuters sprawdził część wyrażeń wskazanych przez badacza i potwierdził problemy z ich automatycznym uzupełnianiem. Z kolei Apple nie skomentowało liczby pozycji na liście ani jej zawartości. Koncern wyjaśnił jedynie, że klawiatura ma unikać podpowiadania „niestosownych” sformułowań. Dodał jednak, że użytkownicy mogą samodzielnie wpisywać na telefonie dowolne frazy.

Z kolei David Greene, prawnik organizacji Electronic Frontier Foundation (EFF), zajmującej się ochroną praw i wolności w świecie cyfrowym, uważa, że z jednej strony jest to „niepokojące”. Z drugiej zaś może być sposobem ograniczania rozpowszechniania fraz, które mogą być podburzające

– Jeśli jednak zamierzają to robić, użytkownicy powinni być tego w pełni świadomi i mieć możliwość dostosowania ustawień do własnych potrzeb. To nie powinno być utrzymywane w tajemnicy – podsumował David Greene.