Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Iceye idzie po pół miliarda euro przychodów. Stawia na jeden sektor (WYWIAD)

Dyskusja o tym, na czym ma skupić się Iceye, jest na dzisiaj zamknięta. Spółka stawia na współpracę z sektorem obronnym – mówi nam założyciel firmy Rafał Modrzewski. Pytamy go, jak idzie współpraca z polską armią i czy startup z branży kosmicznej zdecyduje się na IPO.

Prezes i założyciel Iceye Rafał Modrzewski
Prezes i założyciel Iceye'a Rafał Modrzewski uważa, że Europa musi bardziej agresywnie myśleć o tym, jakie projekty mogą się jej udać. – Potrzebujemy setek, jeśli nie tysięcy satelitów. Dla prywatnych firm to wykonalne, więc czemu nie dla całego kontynentu – mówi przedsiębiorca. Fot. materiały prasowe

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak dużą część działalności Iceye'a stanowi obecnie współpraca z sektorem obronności.
  2. Co prezes Iceye'a Rafał Modrzewski mówi o planach wejścia spółki na giełdę.
  3. Jak układa się współpraca Iceye'a z Siłami Zbrojnymi RP.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Iceye to startup działający w dziedzinie projektowania i produkcji systemów obserwacji Ziemi, opartych na satelitach wyposażonych w radar z syntetyczną aperturą (SAR). Współzałożycielami przedsiębiorstwa są Polak Rafał Modrzewski i Fin Pekka Laurila. Iceye prowadzi biura w Polsce, Finlandii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i USA.

Założona w 2014 r. polsko-fińska spółka stworzyła jedną z największych na świecie flot satelitów SAR. Dostarczają dane m.in. dla rządów, sektora ubezpieczeniowego oraz firm zajmujących się analizą danych geoprzestrzennych. Technologia Iceye'a jest wykorzystywana także przez wojsko. Spółka dostarcza rozwiązania m. in. ukraińskiej armii. Pod koniec 2025 r. spółka joint-venture Iceye'a oraz niemieckiego giganta zbrojeniowego Rheinmetall wygrała kontrakt na zlecenia dla Bundeswehry o wartości brutto ok. 1,7 mld euro. Iceye współpracuje także z polskim wojskiem. Na orbitę trafiły już satelity rozpoznawcze przeznaczone dla polskiej armii.

W grudniu 2025 r. firma poinformowała o zamknięciu najnowszej rundy finansowej o łącznej wartości 200 mln euro. Pieniądze przekazało duże grono inwestorów z całej Europy, w tym fundusz General Catalyst. Włączyli się także polscy inwestorzy – fundusz Vinci utworzony przez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz należący do Rafała Brzoski RiO Family Office.

W rozmowie z prezesem Rafałem Modrzewskim pytamy o to, czy w 2026 r. spółce uda się, jak w latach poprzednich, podwoić przychody. W 2025 r. wyniosły one 250 mln euro. Rozmawiamy też o strategicznej szansie, jaka stoi przed polskim sektorem kosmicznym oraz o tym, czy kolejnym krokiem rozwoju spółki powinien być giełdowy debiut.

Iceye stawia głównie na jeden sektor

Martyna Maciuch, XYZ: Iceye zamknęło 2025 r. z portfelem zamówień w wysokości 1,5 mld euro. Za jaką część waszej działalności odpowiada obecnie sektor obronny?

Rafał Modrzewski, prezes i współzałożyciel Iceye'a: Zdecydowaną większość. Od jakiegoś czasu wspieramy głównie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Dyskusja o tym, w jakich proporcjach mamy zajmować się np. zbieraniem danych satelitarnych o lasach, pokrywie lodowcowej czy obronnością, jest dla nas na kilka najbliższych lat w praktyce zamknięta. Dzisiaj zajmujemy się obronnością. Pytanie brzmi raczej: jakimi dokładnie obszarami w ramach obronności się zajmujemy i w jakim regionie świata. Jeśli chodzi o to pierwsze, koncentrujemy się na pozyskiwaniu informacji wywiadowczych. Geograficznie dziś bardzo mocno stawiamy na Europę.

Dlaczego akurat ten rynek?

Widzimy, że właśnie tutaj jest dziś największa potrzeba, żeby jak najszybciej coś zrobić. Sytuacja międzynarodowa i ostatnie konflikty – takie jak wojna na Ukrainie czy obecnie na Bliskim Wschodzie – dość jasno pokazują pewien trend zmian. Do gry bardzo mocno wchodzi sektor kosmiczny. Technologie satelitarne stają się właściwie podstawowym elementem systemów wczesnego ostrzegania i w ogóle systemów bezpieczeństwa państw.

W ubiegłym tygodniu rozmawialiśmy z Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Tam również jest pełna świadomość, że w przyszłości prowadzenie konfliktów zbrojnych i działań obronnych będzie się rozpoczynało od wykorzystania zdolności kosmicznych. Choć niekoniecznie w takim wymiarze, w jakim wyobrażaliśmy to sobie jeszcze kilka lat temu.

Dyskusja o tym, w jakich proporcjach mamy zajmować się np. zbieraniem danych satelitarnych o lasach, pokrywie lodowcowej czy obronnością, jest dla nas na kilka najbliższych lat w praktyce zamknięta. Dzisiaj zajmujemy się obronnością.

To znaczy?

Nie chodzi o to, żeby mieć jednego satelitę i co jakiś czas robić za jego pomocą zdjęcie. Obecnie potrzeba dużych, zintegrowanych, wielosensorycznych systemów podpiętych do algorytmów sztucznej inteligencji.

Europa musi myśleć bardziej agresywnie?

Jakiś czas temu mówił pan o potrzebie budowy konstelacji tysiąca satelitów dla Europy. Skąd ta liczba?

Europa musi zbudować własne zdolności wywiadowcze oraz obserwacyjne na poziomie odpowiadającym współczesnym konfliktom – konstelacja musi liczyć setki, jeśli nie tysiące satelitów. Czas rewizyty [okres, po którym satelita ponownie obrazuje ten sam punkt na Ziemi – red.] musi być bardzo krótki, a taki system powinien zapewniać dostęp do danych właściwie w czasie rzeczywistym.

Jestem zwolennikiem namawiania Europy i Europejczyków do myślenia w trochę bardziej agresywny sposób. Tak, żeby mniej bali się większych projektów. Dlatego zaproponowaliśmy konstelację około tysiąca satelitów – to liczba która w pierwszej chwili może wydawać się dość szalona. Ale w żaden sposób szalona nie jest. Prywatne firmy Elona Muska czy Jeffa Bezosa wystrzeliwują już dziś tysiące satelitów, więc dla całego kontynentu jest to poziom jak najbardziej osiągalny.

Chcemy w ten sposób rozpocząć dyskusję o tym, jakie zdolności kosmiczne są potrzebne, jeśli poważnie myślimy o bezpieczeństwie państw europejskich. Toczą się już pewne działania w tym zakresie. Mamy program IRIS², który ma zapewnić zdolności łączności satelitarnej dla instytucji publicznych. Mamy też program budowy zdolności obserwacji Ziemi EOGS. W ten sposób mają być finansowane przyszłe zdolności europejskie. Nie na takim poziomie, jak to, co zaproponowaliśmy my, ale o znacznie większej skali niż cokolwiek, co proponowano wcześniej.

Warto wiedzieć

Europa stawia na obserwację i łączność

Konstelacja IRIS² ma być odpowiedzią UE ma wyzwania związane z komunikacją stojące przed sektorem publicznym i prywatnym. Wieloorbitalna konstelacja ma połączyć korzyści oferowane przez satelity niskiej orbity okołoziemskiej (LEO), geostacjonarne (GEO) i średniej orbity okołoziemskiej (MEO). IRIS² ma zapewnić bezpieczne usługi komunikacyjne UE i jej państwom członkowskim, a także łączność szerokopasmową dla obywateli europejskich, firm prywatnych i organów rządowych. Konstelacja ma położyć kres tzw. martwym strefom w Europie. System będzie obsługiwał szeroką gamę aplikacji rządowych, głównie w obszarach nadzoru (np. granic), zarządzania kryzysowego oraz łączenia i ochrony kluczowej infrastruktury (np. w zakresie bezpiecznej komunikacji dla ambasad UE).

EOGS z kolei ma być unijnym systemem zbierania danych satelitarnych udostępnianym państwom członkowskim, wspierającym je w obszarze bezpieczeństwa i obrony.

Agencja Unii Europejskiej ds. Programu Kosmicznego, Komisja Europejska

Czyli to krok w dobrym kierunku?

Te programy są ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, z perspektywy bezpieczeństwa – dobrze, że takie prace się toczą i że Europa chce budować zdolności obserwacji Ziemi. Po drugie, na rozwój obszaru, w którym rozwijane są w Polsce silne kompetencje, zarezerwowano bardzo duże fundusze w europejskim budżecie.

Jestem zwolennikiem namawiania Europy i Europejczyków do myślenia w trochę bardziej agresywny sposób.

My dyskusję o potrzebie rozwoju systemu obserwacji staramy się prowadzić na poziomie europejskim. Ale na poziomie polskim też powinniśmy prowadzić takie rozmowy. Ktoś musi powiedzieć: nadszedł ten moment, by mocno i w sposób strategiczny skupić się na europejskich kontraktach związanych z obserwacją Ziemi.

Polski sektor kosmiczny stoi przed dużą szansą

Dlaczego?

Za polskie kontrakty płacimy sami. Europejska konstelacja komunikacyjna czy obserwacyjna jest z naszego punktu widzenia produktem eksportowym. I to takim, na którym warto się skupić. Jeśli więc toczy się jakaś dyskusja, to dotyczy ona raczej tego, czy zdajemy sobie sprawę, że stoimy przed bardzo dużą szansą dla Polski. A jeśli tak, to czy już podejmujemy odpowiednie kroki, żeby mieć na to pomysł i te kontrakty jak najszybciej wygrać.

Czy decydenci dostrzegają ten potencjał i robią coś w tym kierunku?

Myślę, że zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje. Im więcej osób ma świadomość tej szansy, tym lepiej. Oczywiście różne grupy interesów w Europie będą mieć różne pomysły na to, co należałoby zrobić – tak działa nowoczesna gospodarka. Na poziomie europejskim kluczowe decyzje już jednak zapadły. Batalia rozgrywa się teraz o to, skąd i jaką konstelację obserwacji Ziemi kupimy. Mamy dziś realną szansę odegrać ważną rolę w kształtowaniu jednego z największych kosmicznych projektów europejskich. Głos polskich władz i instytucji będzie tu miał kluczowe znaczenie.

To dla Iceye'a duża szansa?

Oczywiście szanse są zarówno dla nas, jak i dla innych firm polskiego sektora kosmicznego, który w ostatnich latach bardzo mocno rozwinął się w obszarze obserwacji Ziemi. To Iceye, ale też takie firmy jak Scanway czy Creotech. W tym się specjalizujemy, to szansa dla nas wszystkich.

Jakie są główne przeszkody?

Tu nie chodzi o przeszkody, tylko o to, żeby działać w sposób dobrze skoordynowany. Mamy ministra Andrzeja Domańskiego, który często podkreśla wagę inwestycji w przemysł kosmiczny i wykonuje wręcz ambasadorską pracę w sprawach związanych z inwestycjami Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Mamy Ministerstwo Rozwoju, Polską Agencję Kosmiczną oraz całą grupę firm. Z naszej perspektywy kluczowe jest, aby jak najczęściej siadać do jednego stołu i rozmawiać o tym, jak skoordynować działania agencji, instytucji publicznych i przemysłu, tak aby maksymalizować nasz udział w europejskich programach.

Iceye wstrzeliło się w potrzeby rynku

A bariery dla rozwoju Iceye'a? Czy może jesteście w tak dobrej sytuacji, że nie macie przed sobą żadnych barier?

Sektor, w którym działamy, jest bardzo rozwojowy, a potrzeba technologii i produktów, które dostarczamy, jest ogromna. Rozwijając firmę, w pewnym momencie przychodzi etap, w którym osiąga się tzw. product-market fit, czyli moment, kiedy produkt jest idealnie dopasowany do potrzeb rynku. My to mamy. Pod względem czasu wejścia na rynek i realnych potrzeb klientów można powiedzieć, że trafiliśmy idealnie.

Wykonanie i zdolności operacyjne zawsze są kluczowym wyzwaniem – niezależnie od tego, jak dobry jest produkt i moment wejścia na rynek. Chodzi o to, żeby móc wykorzystać tę ogromną szansę. Po naszej stronie liczy się teraz przede wszystkim to, żeby nigdzie po drodze się nie potknąć. Przez ostatnie cztery lata z rzędu podwajaliśmy nasze wyniki finansowe – każdego roku notowaliśmy dwukrotny wzrost przychodów.

W tym roku znowu się to uda?

Taki jest plan. Ale trochę łatwiej się podwaja milion na dwa miliony niż 250 milionów na 500. Na pewno więc pracy przed nami co nie miara. Natomiast firma kosmiczna, która ma ok. 500 mln euro przychodów, to dzisiaj skala europejskiego lidera. To pokazuje, że mamy w Polsce podmiot, który realnie może dostarczać nowe zdolności dla największych europejskich programów. To wyjątkowa szansa, bo firmy z tej części Europy zazwyczaj startują z trudniejszej pozycji niż konkurenci z największych rynków, na których od lat funkcjonują ugruntowani gracze. Tym bardziej warto z tej szansy skorzystać i skupić się na europejskich programach.

Finansowanie jest kluczowe. Co z IPO?

Skoro jesteście w tak dobrej pozycji, to czy po ostatniej, zakończonej w grudniu rundzie finansowania, planujecie następną? Czy kolejnym krokiem Iceye'a powinno być już IPO?

My zawsze pracujemy nad następną rundą! Na dziś nie ma decyzji co do ewentualnego wejścia na giełdę, a na pewno na tyle konkretnej, żebyśmy się mogli nią podzielić z rynkiem.

Finansowanie oczywiście jest kluczowe. Pozyskiwanie większej ilości kapitału zawsze jest czymś interesującym dla firmy. Dzisiaj spółka jest bardzo dobrze dokapitalizowana i dochodowa, więc w dużej mierze finansuje swój rozwój z bieżącej działalności. Teraz musimy skupić się na dowożeniu wartości dla klienta i rozwijaniu nowych produktów. Dzisiaj to priorytet numer jeden.

To nad jakimi nowymi produktami pracujecie?

Nie mogę niestety uchylić rąbka tajemnicy. Mogę jedynie powiedzieć, że są to produkty, które wpisują się ogólnie w nasz zakres kompetencji i uważamy je za szalenie potrzebne. Rozmawiamy z klientami. Słyszymy od nich, czego im najbardziej brakuje na rynku. To nasze zadanie – jeżeli czegoś brakuje, podejmujemy wyzwanie i staramy się jak najszybciej wprowadzić to na rynek.

Na dziś nie ma decyzji co do ewentualnego wejścia na giełdę, a na pewno na tyle konkretnej, żebyśmy się mogli nią podzielić z rynkiem.

Dzisiaj mogę powiedzieć też, że nie jest to jeden projekt, tylko kilka różnych projektów. W odpowienim czasie będziemy informować o efektach naszych prac badawczo-rozwojowych. Na pewno pojawi się coś nowego i ekscytującego.

Są pomysły na rozszerzenie współpracy z polskim wojskiem

Skupiacie się teraz na Europie, ale czy jesteście otwarci na współpracę z innymi rynkami?

Jak najbardziej. Zawsze będziemy na to otwarci. Jesteśmy bardzo międzynarodową spółką. Mamy biura na całym świecie i zawsze z sukcesem sprzedawaliśmy nasze produkty na rynkach międzynarodowych. Instytucje ze Stanów Zjednoczonych są ogromnym klientem od lat. W gronie naszych klientów oprócz krajów europejskich są między innymi: Japonia, kraje Bliskiego Wschodu czy Brazylia. I z tego doświadczenia powinniśmy dziś świadomie korzystać. Trzeba tworzyć takie produkty, które nie tylko zaspokajają nasze własne potrzeby, ale też nadają się na eksport na całym świecie.

Warto wiedzieć

Iceye od roku ma umowę z polskim wojskiem

W maju 2025 r. Agencja Uzbrojenia podpisała z konsorcjum złożonym z Iceye'a i Wojskowych Zakładów Łączności nr 1 wartą 860 mln zł umowę na dostawę Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi w programie MikroSAR. Umowa obejmowała dostawy trzech satelitów rozpoznawczych dla polskiej armii.

Iceye, MON

A jak układa się współpraca z Siłami Zbrojnymi RP? Czy toczą się już rozmowy o tym, żeby ją przedłużyć albo zwiększyć jej skalę?

Z Wojskiem Polskim współpracuje nam się bardzo dobrze. Realizujemy umowę zgodnie z harmonogramem – od podpisania kontraktu nie minęło jeszcze 12 miesięcy, a trzy satelity są już na orbicie, niedługo możemy spodziewać się czwartego, finalizujemy szkolenie operatorów wojskowych i jesteśmy gotowi do przekazania systemu Siłom Zbrojnym. Jesteśmy również w pełni przygotowani do realizacji pozostałych opcji przewidzianych w kontrakcie. To projekt pod wieloma względami wyjątkowy – wynieśliśmy na orbitę pierwszego w historii satelitę Sił Zbrojnych RP, a tempo, w jakim dostarczamy i wdrażamy cały system, wyznacza zupełnie nowy standard w branży.

Pomysłów na rozszerzenie współpracy z Siłami Zbrojnymi jest wiele i sądzę, że w najbliższym czasie będzie działo się naprawdę dużo.

Główne wnioski

  1. Iceye koncentruje działania na technologiach dla obronności. Większość portfela zamówień spółki to zlecenia z tego sektora. Głównym rynkiem dla Iceye'a staje się Europa.
  2. CEO Iceye'a Rafał Modrzewski uważa, że polski sektor kosmiczny stoi przed historyczną szansą. Europa dąży do budowy własnych, zaawansowanych zdolności obserwacji Ziemi. Właśnie w takich technologiach specjalizują się polskie spółki z sektora kosmicznego.
  3. Na dziś nie ma jednoznacznej decyzji o wejściu Iceye'a na giełdę. Spółka obecnie w dużej mierze finansuje swój rozwój z bieżącej działalności, ale w grę wchodzą także dalsze rundy finansowania od inwestorów.