Kategoria artykułu: Świat

Jest strategia, brakuje farmerów. Kto będzie uprawiał ziemię w Kanadzie?

Kanada ma od kilku tygodni krajową strategię bezpieczeństwa żywnościowego. Jednak nie odpowiada ona na ważne pytanie: kto będzie uprawiał ziemię i czy będą to głównie wielkie korporacje. Kanada ma bowiem sporo problemów: starzejących się farmerów, brak zachęt dla młodych i niezrównoważony rozwój rolnictwa.

Czerwona stodoła na kanadyjskiej farmie
Kanadyjscy farmerzy mają prawny sposób trwałej ochrony swoich gospodarstw, tzw. Farmland Easement Agreement, który zabezpiecza przed zmianami przeznaczenia ziemi rolnej na przyszłość i niektórzy farmerzy z FEA korzystają. Rządowa strategia bezpieczeństwa żywnościowego brzmi ładnie jako hasło, ale na razie skuteczniejsi są sami farmerzy. Fot. Getty

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy strategia bezpieczeństwa żywnościowego rządu Kanady sprzyja farmerom.
  2. Dlaczego młodym farmerom w Kanadzie trudno zacząć pracować w rolnictwie i czy rząd federalny może chronić rolnictwo przed deweloperami, korporacyjnymi właścicielami ziemi i centrami danych.
  3. Dlaczego kanadyjskie farmy skazane są na nieustanny wzrost i co z tym ma wspólnego globalizacja.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Kiedy premier Mark Carney ogłaszał w połowie czerwca rządową strategię bezpieczeństwa żywnościowego, podkreślał, że zależność Kanady od importu żywności stanowi problem, a wojny, susze czy cła przekładają się na ceny w sklepach. „Będziemy produkować więcej żywności w kraju, więcej przetwarzać w kraju i dostarczać Kanadyjczykom więcej kanadyjskiej żywności” – mówił premier.

Rząd przeznaczył 3,2 mld dolarów kanadyjskich na rozwój produkcji żywności. Ciekawe jednak, kto tę żywność wyprodukuje. Farmerzy jako grupa zawodowa są coraz starsi, a młodszym, o ile nie przejmują farmy od rodziców czy dziadków, coraz trudniej pokonać bariery wejścia na rynek. Jest też drugie ważne pytanie: gdzie ta żywność będzie uprawiana. Konkurencją dla farmerów są nie tylko wielkie korporacje agrobiznesu, ale także big techy budujące centra danych oraz rozbudowujący suburbia deweloperzy, którzy wykupują od odchodzących na emeryturę rolników ziemię. Od 2001 r. z kanadyjskiego rolnictwa ubyło ponad 5 mln hektarów, czyli 8,6 proc. powierzchni farm.

Bezradny rząd federalny

Pytam więc federalne ministerstwo rolnictwa, czy w kontekście strategii bezpieczeństwa żywnościowego rząd federalny może podjąć jakieś działania, by ograniczyć przekształcanie żyznej ziemi rolnej w place budów. Tym bardziej, że jednym z celów rządu federalnego jest zwiększenie dostępności domów i mieszkań. Zatem Ottawa stawia przed sobą dwa sprzeczne cele. Próbuję też dowiedzieć się, co może zrobić rząd federalny, by ograniczyć wykupywanie ziemi rolnej przez inwestorów, którzy przekształcają model kanadyjskiego rolnictwa z rodzinnej działalności w relację wielkich właścicieli ziemskich i zależnych od nich dzierżawców.

Biuro prasowe ministerstwa rolnictwa odpowiada, że „własność i planowanie wykorzystania terenu należy do jurysdykcji prowincji”. To prowincje są „odpowiedzialne za tworzenie zasad zarządzania użyciem ziemi rolnej, tego jak jest projektowana, chroniona i używana”. Biuro prasowe zapewnia przy tym, że rząd Kanady współpracuje „z prowincjami, terytoriami i partnerami branżowymi, by wspierać długoterminowy zrównoważony rozwój i konkurencyjność kanadyjskiego rolnictwa”.

Probkem całego kraju

Jednak art. 95 kanadyjskiej konstytucji  znajdujący się w rozdziale o podziale władzy, mówi że owszem, to parlamenty w prowincjach uchwalają prawo związane z rolnictwem, ale „parlament Kanady może od czasu do czasu uchwalać prawo dotyczące rolnictwa” w całym kraju lub jego części. Ustawy dotyczące rolnictwa uchwalane przez prowincje będą obowiązywać „tylko wówczas jeśli nie są sprzeczne z innymi ustawami parlamentu Kanady”.

Można sobie wyobrazić parlament w Ottawie uchwalający zasady ochrony ziemi rolnej przed deweloperami czy też ułatwiający wejście na rynek młodym pokoleniom rolników. Ci nie chcą kupować od razu 327 hektarów farmy przeciętnej wielkości, a woleliby zacząć od stu hektarów. Można też sobie wyobrazić ustawę chroniącą cenne ziemie rolne i zasoby wodne przed centrami danych, które big techy chcą budować w Kanadzie, tak jak ostatnio Meta w Albercie. Owszem, prowincje są drażliwe na punkcie swoich uprawnień, a niektóre chronią ziemię rolną (choć z zasady zakładają wyjątki od tej reguły). Jednak Sąd Najwyższy Kanady, czyli ostateczna instancja, orzeka, jak np. w kwestii opłat za emisje gazów cieplarnianych w 2021 r., że pewne sprawy przekraczają granice prowincji i stają się problemem całego kraju.

Globalizacja jednak przynosi szkody

Po ogłoszeniu rządowej strategii żywnościowej National Farmers Union of Canada (NFU), jedna z organizacji kanadyjskich farmerów, w której cele wpisana jest m.in. właśnie suwerenność żywnościowa, z zadowoleniem przywitała zidentyfikowanie problemu przez rząd. Jednak NFU, która promuje zrównoważone rolnictwo, prawo do wykorzystywania zebranych nasion i ziaren i uczestniczy w pracach La Via Campesina, ruchu małych i średnich farmerów działającym w 81 krajach, ma duże wątpliwości. Jak komentowała w czerwcu przewodnicząca NFU Jenn Pfenning, strategia „wreszcie uznaje szkody, jakie korporacyjna koncentracja i globalne rynki czynią naszemu systemowi żywnościowemu”. Dodawała, że „to otwiera drzwi do zmian politycznych, które raczej rozwiązują problemy strukturalne niż (tylko zajmują się – red.) symptomami systemu żywnościowego, który działa sprawnie dla nielicznych”.

Według spisu powszechnego w rolnictwie z 2016 r., 97 proc. kanadyjskich farm było własnością rodzin farmerskich, podobnie jak w USA. Przy czym przeciętna farma w Kanadzie jest prawie dwa razy większa niż w USA, (327 hektarów i 180 hektarów). To, jak podkreślało Statistics Canada w swojej analizie, może przyczyniać się do wyższej wyceny farmy liczonej jako ziemia z budynkami: statystycznie 3,2 mln dolarów kanadyjskich w Kanadzie wobec 2 mln dolarów (w przeliczeniu na dolary kanadyjskie) w USA.

„Wysokie ceny ziemi, ograniczony dostęp do kapitału” – wylicza Farm Credit Canada (FCC),  istniejąca od 1936 r.  federalna agencja, która dostarcza usług finansowych farmerom, w tym – kredytów. Wielkość farm w Kanadzie to część problemu strukturalnego: są zbyt atrakcyjne dla instytucjonalnych inwestorów i poza zasięgiem dla początkujących farmerów.

70 proc. młodych farmerów mniej

Na drogą ziemię mogą pozwolić sobie nieliczni. Think tank Canadian Centre for Policy Alternatives opisywał kolejną część strukturalnego problemu: koncentrację własności. Na rolniczych kanadyjskich Preriach, czyli w Albercie, Saskatchwan i Manitobie, gdzie znajduje się 70 proc. kanadyjskich ziem rolnych, działają prawdziwi obszarnicy. 8 proc. farm w Saskatchewan kontroluje 38 proc. ziemi. 6 proc. farm w Albercie kontroluje 40 proc. ziemi i 4 proc. farm w Manitobie kontroluje 24 proc. ziemi rolnej. „Taka koncentracja sprawia, że coraz trudniej młodym farmerom wejść w rolnictwo, przy spadku liczby młodych farmerów nawet o 70 proc. w ciągu jednego pokolenia” – pisali autorzy raportu.

Jeszcze w 2001 r. prawie 40 tys. „operatorów farm”, czyli osób odpowiedzialnych za codzienne decyzje na farmie (według nomenklatury kanadyjskiego urzędu statystycznego) miało poniżej 35 lat. W 2021 r. niespełna 22,7 tys.  Kiedy Statistics Canada, kanadyjski urząd statystyczny, publikował wyniki spisu powszechnego w rolnictwie przeprowadzonego w 2021 r., podkreślał, że utrzymują się widoczne wcześniej trendy, takie jak konsolidacja w rolnictwie i rosnący wiek „operatorów farm”.

Kredyty na miarę i granty

Problem wieku dobrze widzi Farm Credit Canada. Pod koniec ub.r. FCC szacował, że w 2026 r. ponad połowa kanadyjskich farmerów będzie miała ponad 60 lat, a średni wiek „operatora” wyniesie 57 lat (55 lat w 2016). Za to liczba młodych farmerów, czyli przed czterdziestką, od lat znacząco się nie zmienia. W dodatku co roku, tak jak od 1996 do 2021, działalność kończy średnio 3500 farm. Ich właściciele odchodzą z rolnictwa i sprzedają ziemię np. deweloperom lub ich farmy są kupowane przez jeszcze większe farmy.

FCC sugeruje więc, że trzeba zwiększyć dostęp do kapitału i do ziemi, potrzebne są kredyty „szyte na miarę” i granty. FCC wymienia też pozytywny przykład rządowej swatki, czyli program z Kolumbii Brytyjskiej, (B.C. Land Matching Program). Dostęp do niego mają wyłącznie nowi farmerzy szukający ziemi i właściciele ziemi, którzy szukają kogoś, kto ich ziemię będzie uprawiał.

Paradoks wymuszonego wzrostu

Jak podaje NFU, korporacyjni właściciele ziemi rolnej stali się jednym z najbardziej dochodowych sektorów biznesu w Kanadzie. Skala działalności jest atrakcyjna dla agrokorporacji, ale staje się przeszkodą dla farmerów. Na coraz większe i droższe farmy potrzebne są coraz większe kredyty, o czym mówi jasno FCC. Ale jednocześnie, jak podkreślają naukowcy, wiele farm powiększa się tylko dlatego, żeby w ogóle utrzymać się na rynku.

W opublikowanej w lipcu br. pracy naukowej, Henri Chevalier z Uniwersytetu Waterloo, doktorant pracujący na wydziale środowiska, zasobów i zrównoważonego rozwoju, pyta „dlaczego farmy muszą powiększać produkcję, by przeżyć”. Przy tym na analizę danych finansowych farm nakłada kontekst globalny: 60 proc. światowego rynku nasion/ziaren należy do zaledwie czterch firm. Kanadyjski kontekst z kolei to opisywany już wcześniej w XYZ problem oligopolu: 80 proc. sprzedaży żywności w Kanadzie przechodzi przez pięć korporacji.

Na te same zjawiska wskazują organizacje takie jak Via Campesina, a Henri Chevalier opisuje konsekwencje tych zjawisk jako presję z dwóch stron: ci, którzy dostarczają ziaren i nasion do zasiewów sprzedają je drogo, a z drugiej strony pozycja rynkowa daje sieciom supermarketów możliwość wymuszania opłat za umieszczenie towaru na półce. To nawet 6 tys. dolarów kanadyjskich za jeden produkt. Kolejny etap to wartość, którą dodają do cen przetwórcy żywności. W Kanadzie 83 centy z każdego dolara wydawanego na żywność wydawane są na koszty kolejnych etapów po opuszczeniu farmy przez produkt – opisuje Henri Chevalier, podając przykład kukurydzy. W Ontario farmer dostaje do 25 centów za kilogram zebranej kukurydzy, kilogram płatków kukurydzianych kosztuje 7,50 dolara, co oznacza przebicie 30 do 1.

Technologiczne błędne koło

Także nowe technologie, zachwalane w rządowej strategii żywnościowej, nie zawsze są przyjazne dla farmera.  Wspomniane już NFU wątpi, czy wykorzystanie innowacji technologicznych „zwiększy krajową produkcję, zapewni godność ekonomiczną farmerów lub zmniejszy koszty żywności dla Kanadyjczyków”. Henri Chevalier tłumaczy, że o ile nowe technologie oznaczają obniżkę kosztów dla tych, którzy są wśród pierwszych je stosujących i przynoszą istotnie wzrost dochodów, to w dłuższym terminie ich upowszechnienie oznacza zwiększenie produkcji ogółem. To o z kolei prowadzi do spadku cen. Czyli farmer wydaje na technologie tylko po to, by zarobić jeszcze mniej.

Okazuje się też, że wsparcie i subsydia dla rolników powodują wzrosty wyceny wartości ziemi rolnej oraz wymuszanie inwestycji w technologie. A potem zaczyna się błędne koło: farmerzy muszą inwestować coraz więcej w technologie i maszyny tylko po to, żeby pozostać na rynku. Potrzeba im też coraz więcej zasobów nieodnawialnych, czyli ziemi i wody. W Kanadzie szeroko znaną sprawą jest np. kwestia rosnącego zapotrzebowania na wodę ze strony producentów żurawiny. Quebec jest drugim co do wielkości na świecie producentem żurawiny, ale raport dla rządu Quebec z sierpnia ub.r. ostrzegał, że dalsze rozwijanie produkcji może zagrozić rzekom w centralnej części prowincji.

Główne wnioski

  1. W 2026 r. ponad połowa kanadyjskich farmerów będzie miała ponad 60 lat, średni wiek osoby podejmującej decyzję na farmie wyniesie 57 lat. Liczba młodych, czyli przed czterdziestką, farmerów od lat znacząco się nie zmienia. Kanadyjskie rolnictwo ma problem z brakiem młodych farmerów, dla których bariery wejścia na rynek są zbyt wysokie.
  2. Co roku w Kanadzie działalność kończy ok. 3500 farm: ich właściciele odchodzą z rolnictwa lub sprzedają ziemię jeszcze większym farmom. Część ziemi rolnej przejmują firmy deweloperskie, część służy celom przemysłowym. Od 2001 r. z kanadyjskiego rolnictwa ubyło ponad 5 mln hektarów, czyli 8,6 proc. powierzchni farm.
  3. Kanadyjscy farmerzy są pod stałą presją na utrzymywanie niskich cen. To m.in. efekt oligopolu pięciu sieci supermarketów żywnościowych na rynku. Nawet nowoczsne technologie mogą jednak paradoksalnie prowadzić do dalszego zmniejszania opłacalności produkcji.