Klapa polskiej gry „Copa City”. Kosztowała ponad 40 mln zł, a producent składa wniosek o upadłość
W projekt „Copa City” zainwestowali znani polscy piłkarze i właściciele klubów Ekstraklasy. Gigantyczny budżet i znane nazwiska nie pomogły zdobyć rynku gier. Spółka Triple Espresso złożyła wniosek o upadłość.
Fot. Triple Espresso
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym polega gra „Copa City”.
- Jak duże pieniądze zaangażowano w projekt i jacy znani ludzie ze świata piłki nożnej do niego dołączyli.
- Jakie wady wytykali grze recenzenci.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Za produkcję gry „Copa City” odpowiedzialna była spółka Triple Espresso, której szefem został Jakub Szumielewicz, były wiceprezes Legii Warszawa. W firmie działali też Bogusław Leśnodorski, były prezes Legii i Dominik Ebenenge, dawny kierownik ds. rozwoju sportowego warszawskiego klubu. Wszyscy związani byli z Legią w latach 2013-17.
Po odejściu z klubu zainteresowali się światem gamingu. W końcu postanowili stworzyć wielką grę strategiczną, która – jak mówili w uproszczeniu, ale też bardzo ambitnie – miała „dopełnić rynek”. Już tłumaczymy ten plan. Słynna gra „FIFA” (obecnie „FC”) zaspokajała czysto piłkarski głód gracza. Mógł on po prostu rozgrywać mecze. Gra „Football Manager” polegała na budowaniu drużyny – transferach, zmianach w składzie itd. W grze „Copa City” gracz ma za zadanie zorganizować mecz.
„Copa City”. Pomysł na grę
– W naszej grze celem jest organizacja meczu piłkarskiego w konkretnym mieście. Gdy pracowaliśmy w Legii, często docierały do nas pełne emocji pytania: dlaczego nie wszystko zagrało tak, jak należy? Dlaczego coś nie zadziałało idealnie? Teraz mówimy kibicom: „Sprawdźcie się sami!”. Nie było dotąd gry, w której zadaniem gracza jest zorganizowanie meczu od A do Z – od kampanii promocyjnej po… przystrzyżenie murawy. Wypełniamy tym samym lukę na rynku. Nasza gra kończy się z pierwszym gwizdkiem sędziego – mówił nam Jakub Szumielewicz przed premierą produkcji.

Fot. Triple Espresso
Spółka pozyskała ponad 100 inwestorów, w tym gronie znaleźli się m.in. polscy piłkarze (Jakub Moder czy Jan Bednarek), a także właściciele polskich klubów sportowych: Zbigniew Jakubas z Motoru Lublin czy Michał Świerczewski z Rakowa Częstochowa.
Jakub Szumielewicz mówił nam, że produkcja gry pochłonęła ponad 20 mln złotych, a taką samą kwotę spółka miała wydać na marketing. Umowy licencyjne podpisała m.in. z Arsenalem, Bayernem Monachium czy brazylijskim Flamengo (wraz z Maracaną, słynnym stadionem). Kluby, których mecze można organizować w grze, miały zaangażować się też w jej promocję. Władze Triple Espresso podkreślały, jak realistycznie odwzorowane są miasta pojawiające się w grze. Dodawano, że również kultury kibicowskie danych klubów zostały należycie oddane.
„Copa City”. Czym twórcy chcieli uwieść fanów?
Gdy pytaliśmy szefów Triple Espresso o to, gdzie tu są emocje, to odpowiadali, że fani gier strategicznych szukają nie tyle emocji, ile intelektualnego wyzwania.
– Ale emocje również się pojawiają. Mecz zaplanowany jest na konkretną godzinę, więc trzeba się z wszystkim wyrobić. Trzeba kalkulować, budżet jest ograniczony, a każda złotówka musi być uzasadniona. Jeśli chce się więcej pieniędzy, trzeba na nie zapracować. Istotne jest też bezpieczeństwo – jeśli do miasta przyjeżdża 50 tys. kibiców, a utkną na moście, gracz przegrywa. Warto przyciągać tłumy, ale trzeba im zapewnić m.in. strefy cateringowe. W naszej grze kibice komentują wszystko na bieżąco – wyrażają niezadowolenie, a w mediach społecznościowych i prasie pojawia się ostra krytyka – tłumaczył Jakub Szumielewicz.
Gracz miał zwiększać poziomy zadowolenia i bezpieczeństwa kibiców. Oba te wskaźniki widział na ekranie.
„Copa City”. Dlaczego się nie udało
Produkcja nie porwała jednak miłośników gier strategicznych. Przez prawie pół roku nie przebiła się na rynku, wyniki sprzedaży okazały się bardzo marne. W recenzjach można było przeczytać, iż całość rozgrywki jest zbyt zagmatwana (budowanie stref kibica itd.).
Ale też niewielu graczy wypróbowało nowy produkt. A zatem – wiele wskazuje na to, że zawiódł sam pomysł. Na portalu Spider's Web czytaliśmy: „To tak, jakby w momencie Małyszomanii wypuścić nie kultowe Deluxe Ski Jumping, lecz grę, w której składa się bułki z bananem i sprzedaje kibicom skoków narciarskich. Niby wspólny mianownik jest, ale naśladując Małysza, wolelibyśmy skakać, a nie jeść kojarzone z nim danie. Być tym, który daje sygnał do skoku, a nie sprzedaje grzańca pod Wielką Krokwią”.
Spółka Triple Espresso na początku listopada zgłosiła wniosek o upadłość.
Główne wnioski
- Gra „Copa City” , stworzona przez byłych szefów Legii Warszawa, polega na organizowaniu meczów w różnych wielkich piłkarskich miastach. Spółka Triple Espresso, producent gry, podpisała umowy m.in. z Arsenalem, Bayernem Monachium czy brazylijskim Flamengo. Gracz ma zapewnić kibicom odpowiedni poziom zadowolenia i bezpieczeństwa w drodze na stadion, wszystko dzieje się w dobrze odwzorowanych miastach.
- W XYZ opisywaliśmy plany twórców gry na długo przed premierą, pytaliśmy ich m.in. o to, czy gra na pewno będzie odpowiednio emocjonująca dla użytkowników. Jakub Szumielewicz, prezes spółki, mówił, że w grach strategicznych bardziej chodzi o intelektualne wyzwanie, a nie o emocje. Niemniej dowodził, że „Copa City” nudna na pewno nie będzie, gdyż gracze zmierzą się z presją czasu (by zdążyć z organizacją meczu) i presją kibiców (którzy chcą komfortowo spędzić czas w mieście).
- Premiera gry miała miejscu w czerwcu, a na początku listopada spółka Triple Espresso złożyła wniosek o upadłość. Produkcja i marketing pochłonęły ponad 40 mln złotych, zainwestowali w projekt m.in. reprezentanci Polski w piłce nożnej czy szefowie klubów grających w Ekstraklasie.
