Kategorie artykułu: Biznes Newsy Technologia

Kto stoi za scamem na Facebooku? Raport pokazuje tropy prowadzące do Rosji

AIO Software to formalnie dubajska, a w praktyce rosyjska firma, która odpowiada za znaczną liczbę oszukańczych reklam na platformie Meta – wynika z raportu prezentowanego 22 października w Sejmie. Redakcja XYZ dotarła do jego szczegółów i nowych faktów.

Przedstawiciele ScamWatch wzięli się za fałszywe reklamy. Głównie na Facebooku
Przedstawiciele ScamWatch wzięli się za fałszywe reklamy. Głównie na Facebooku. Fot. Dominic Lipinski/PA Images via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dokąd prowadzą tropy z oszukańczych reklam wykorzystujących wizerunki celebrytów, polityków i przedsiębiorców.
  2. Jak działają narzędzia, które mogą pomagać w ukrywaniu fałszywych kampanii przed kontrolą platform reklamowych.
  3. Jakich wyjaśnień autorzy raportu oczekują od Mety i czego wciąż nie wiadomo o danych internautów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Fałszywe kampanie reklamowe wykorzystujące wizerunki znanych celebrytów, przedsiębiorców czy polityków do wyłudzania pieniędzy w internecie stały się prawdziwą plagą. Użytkownicy mediów społecznościowych niejednokrotnie widzą tego typu publikacje, a po kliknięciu trafiają na specjalnie przygotowane strony internetowe, tzw. landing page’y. Tam mogą stracić pieniądze – i dane.

Schemat ten nie jest tajemnicą. Od dawna przestrzegają przed nim zarówno media, jak i specjaliści. Wciąż jednak występuje zarówno w mediach społecznościowych, jak i wyszukiwarkach internetowych czy stronach z kampaniami automatycznymi. Walka z nim jest trudna, bo przestępców chroni wiele mechanizmów. Jednym z nich jest tzw. cloaking, czyli ukrywanie scamowych reklam pod płaszczykiem prawdziwych kampanii.

XYZ dotarł do przełomowego raportu zespołu ScamWatch, który będzie zaprezentowany w Sejmie. Wynika z niego, że za ogromną liczbą tego typu działań stoi jedna firma: zarejestrowana w Dubaju AIO Software. W praktyce, jak tłumaczą autorzy raportu, to rosyjska firma AIO Tech z siedzibą w Sankt Petersburgu.

Dubaj w regulaminie, Petersburg w ogłoszeniu

AIO Software to firma zarejestrowana w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Oferuje platformę SaaS przeznaczoną do zarządzania kampaniami reklamowymi, analityki, trackingu, filtrowania ruchu, cloakingu oraz integracji z platformami reklamowymi, w tym Meta. Na czele firmy stoją Rosjanie, w tym Valeriy Zakharov. Oprócz niego na liście pracowników można znaleźć innych Rosjan.

Zespół ScamWatch dotarł do ogłoszeń, które wiążą AIO Software z AIO Tech z siedzibą przy Aptekarskim Prospekcie 16D w Petersburgu. Co ciekawe, potencjalni pracownicy mogą liczyć np. na wynagrodzenie w USDT – to tzw. stablecoin (kryptowaluta) powiązany z amerykańskim dolarem.

Co to AIO Tech? To także firma, która oferuje różnego rodzaju usługi związane z kampaniami reklamowymi. Na stronie głównej widnieje proste hasło: Marketing platform for media buyers and teams. W praktyce firma dysponuje wieloma usługami i narzędziami, w tym właśnie służącymi do śledzenia ruchu, profilowania grupy docelowej, budowy własnych sieci stron internetowych, ale także tzw. cloakingu.

Firma informuje również o uczestnictwie w rosyjskich wydarzeniach branży afiliacyjnej w Moskwie, Petersburgu i Soczi. W swojej komunikacji przedstawia Valeriya Zakharova jako współzałożyciela. Lista beneficjentów rzeczywistych pozostaje jednak nieznana.

Zdaniem eksperta

Musimy wdrożyć DSA

Działalność grup manipulujących informacją staje się coraz bardziej zaawansowana i zintensyfikowana. AI sprawia, że operacje wpływu są tańsze i łatwiejsze do prowadzenia na masową skalę. Według unijnej służby dyplomatycznej w 2025 roku co czwarty wykryty incydent zagranicznej manipulacji informacją wiązał się z użyciem narzędzi AI. Fałszywe nagrania, podrobione artykuły i komentarze w wielu językach powstają dziś szybciej niż kiedykolwiek, a deepfake’i ze znanymi osobami stały się podstawą zarówno scamów, jak i operacji wpływu.

Platformy deklarują walkę z dezinformacją i oszustwami, ale w praktyce, szczególnie w Polsce, ta walka jest mało skuteczna. Z naszego doświadczenia wynika, że wielkie firmy technologiczne obsługują zgłoszenia z dużym opóźnieniem albo je odrzucają, szczególnie gdy pochodzą od zwykłych użytkowników. Problem pogłębia to, że Polska wciąż nie w pełni wdrożyła unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA). DSA zobowiązuje platformy, takie jak Meta, do priorytetowego rozpatrywania zgłoszeń od zaufanych sygnalistów, czyli wyspecjalizowanych organizacji zgłaszających treści naruszające prawo.

Dlatego Polska musi w pełni wdrożyć unijny DSA i konsekwentnie go egzekwować. Państwo powinno też regularnie i jawnie informować obywateli o wykrytych operacjach wpływu według publicznych kryteriów. Platformy z kolei powinny zapewnić badaczom dostęp do danych, zainwestować w skuteczną moderację treści w języku polskim i skutecznie kontrolować reklamy, zanim trafią do odbiorców, a nie dopiero po zgłoszeniach.

Co się dzieje na Facebooku i TikToku

Jak wynika z analizy twórców raportu, AIO Software (a precyzyjniej skrypty łączące reklamy z narzędziami AIO Software) pojawia się w ogromnej liczbie kampanii scamowych, które trafiają do polskich użytkowników. Chodzi np. o pojawiające się od wielu tygodni reklamy wykorzystujące wątki z zamachami na celebrytów, polityków czy przedsiębiorców. Pomimo zgłoszeń AIO Software nie stracił jednak dostępu do narzędzi deweloperskich Mety.

Co ciekawe, firma AIO Software już raz pojawiła się w dziennikarskim śledztwie. W maju japoński serwis Qiita (to forum dla specjalistów IT) szeroko opisał kampanię scamerską na TikToku. Wykorzystywano w niej wideo z użyciem technologii deep fake z premierem Sanae Takaichim. Strona docelowa zachęcała użytkowników do zarejestrowania się na platformie AI inwestycyjnej PolarisAI, zbierała ich imię i nazwisko, numer telefonu i adres e-mail.

„Zebrane informacje wydają się być strukturą, która jest przekazywana do dalszych operacji oszustw za pośrednictwem affiliate/lead processing SaaS o nazwie AIO” – napisali autorzy publikacji w serwisie Qiita.

Analitycy nie wiążą AIO wprost jako autora ataku.

– AIO jest trudne do wyjaśnienia jako „niewinny SaaS” – zauważają jednak autorzy publikacji w serwisie Qiita.

W tekście pojawia się wątek ukraiński. Zdaniem analityków kampanię scamową prowadził ktoś, kto posługiwał się językiem ukraińskim, a nie rosyjskim (chodzi o kalki językowe specyficzne dla języka ukraińskiego). Ta teoria zakłada, że z narzędzi rosyjskiej firmy korzystali Ukraińcy jako klienci.

Jak działa AIO Tech

Jak działa AIO Tech? W instrukcji dotyczącej kampanii na Facebooku firma opisuje dwa filtry: AIO Cloak i AIO Filter Service. Pierwszy ma m.in. blokować boty i roboty indeksujące oraz pozwalać na dobór ruchu według kraju, języka czy urządzenia. Drugi przedstawiany jest jako rozwiązanie bardziej zaawansowane.

Dokumentacja opisuje również możliwość zastąpienia zablokowanej domeny bez ponownego uruchamiania kampanii na Facebooku. Wymiana adresu docelowego może pozwalać na kontynuowanie kierowania użytkowników do kolejnej strony. W osobnej instrukcji firma omawia uwzględnianie prowizji za wynajmowane konta reklamowe oraz użycie przeglądarki antydetect podczas ich podłączania. Takie przeglądarki służą do zarządzania odrębnymi profilami i ograniczania możliwości powiązania ich ze sobą.

Nie każda filtracja ruchu oznacza oszustwo. Odrzucanie botów, dopasowywanie wersji językowej czy testowanie różnych stron docelowych może mieć zwykłe zastosowanie marketingowe. Problem pojawia się wtedy, gdy narzędzia służą do ukrywania przed kontrolą treści pokazywanej potencjalnym ofiarom.

Ustalenie, że tak było w danym przypadku, wymaga porównania rzeczywistych odpowiedzi strony. Sama obecność funkcji cloakingowej w ofercie dostawcy tego nie rozstrzyga.

Zdaniem eksperta

AI uderza w ludzi

Współczesna dezinformacja nie opiera się już wyłącznie na zasięgu, lecz na umiejętności kształtowania percepcji. Rozwój sztucznej inteligencji sprawia, że treści generowane przez boty stają się coraz bardziej naturalne, wiarygodne i trudniejsze do odróżnienia od autentycznych wypowiedzi użytkowników. Największym zagrożeniem nie jest jednak pojedyncza fałszywa informacja, ale zdolność do masowego wzmacniania określonych narracji i tworzenia wrażenia społecznego konsensusu. W ten sposób dezinformacja staje się narzędziem wpływu, które może oddziaływać na nastroje społeczne, opinie i decyzje odbiorców.

Meta to nie koniec. Integracja z Googlem

AIO deklaruje korzystanie ze zweryfikowanej aplikacji do integracji z Metą. W dokumentacji pojawia się nazwa AIO&Meta. Opisane są dwa sposoby podłączenia konta: przez aplikację albo przy użyciu tokena deweloperskiego.

Co ciekawe, Google wymienia AIO SOFTWARE – FZCO na liście certyfikowanych dostawców trackerów kliknięć wraz z trzema domenami: aiotrack.org, ai-track.net i ai-trk.com. Certyfikacja dotyczy śledzenia kliknięć w Google Ads.

Zdaniem eksperta

Prawo a fake'i

Obserwujemy pewien paradoks współczesnych mediów społecznościowych. Z jednej strony platformy próbują ograniczać szkodliwe zjawiska, ale sposób, w jaki przyciągają uwagę użytkowników, może sprzyjać ich rozpowszechnianiu. Platformy deklarują konkretną ilość usuniętych, moderowanych treści czy liczbę usuniętych kont, ale nie mamy danych porównawczych. Nie wiemy, jaki procent wszystkich manipulacyjnych treści jest skutecznie eliminowany. Nie mamy informacji, do ilu użytkowników dotarły szkodliwe materiały, zanim zostały usunięte. To zasadnicza różnica między mierzeniem aktywności moderatorów a mierzeniem rzeczywistego bezpieczeństwa użytkowników.

W Polsce prace nad regulacjami dotyczącymi funkcjonowania platform internetowych zostały podzielone na dwie odrębne ustawy. To istotne rozróżnienie, ponieważ każda z nich odpowiada na inne wyzwania związane z egzekwowaniem unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA).

Pierwsza ustawa, podpisana już przez prezydenta, wejdzie w życie 6 listopada 2026 roku. Ustanawia ona krajowy system nadzoru nad platformami, powierzając Prezesowi UKE funkcję Koordynatora ds. usług cyfrowych. Regulator otrzyma kompetencje kontrolne i sankcyjne, będzie również odpowiedzialny za współpracę z Komisją Europejską i organami innych państw członkowskich. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ nadzór nad największymi platformami społecznościowymi jest w znacznej części realizowany na poziomie unijnym.

Druga ustawa, uchwalona przez Sejm 8 października i następnie przyjęta z poprawkami przez Senat, dotyczy procedur reagowania na nielegalne treści. Przewiduje możliwość wydawania nakazów uniemożliwienia dostępu do określonych materiałów naruszających prawo, w tym związanych z poważnymi przestępstwami, oraz mechanizmy sądowej kontroli takich decyzji. Prace legislacyjne nad tymi przepisami nie zostały jeszcze zakończone.

Z perspektywy przedsiębiorców oba rozwiązania są potrzebne. Coraz większym problemem są oszukańcze reklamy, deepfake'i, podszywanie się pod firmy i ich przedstawicieli oraz zorganizowane kampanie dezinformacyjne. Wyzwaniem pozostaje jednak nie tylko usuwanie nielegalnych treści, ale również odpowiedzialność platform za mechanizmy ich rozpowszechniania. Jeżeli algorytmy premiują przekazy wywołujące skrajne emocje, to nawet sprawny system moderacji może okazać się niewystarczający.

Dlatego skuteczność nowych regulacji powinniśmy oceniać nie przez liczbę zablokowanych materiałów, ale przez rzeczywiste ograniczenie skali nadużyć, szybkość reakcji platform i przejrzystość ich działania. Jednocześnie nie możemy tracić z pola widzenia ochrony wolności wypowiedzi. Państwo powinno skutecznie przeciwdziałać działaniom nielegalnym, ale nie może przejmować roli arbitra rozstrzygającego, które legalne opinie mogą funkcjonować w debacie publicznej.

Ślad kodu nie pokazuje całej drogi danych

Dokumentacja produktu potwierdza możliwości zbierania danych formularzy oraz analizowania zachowania odwiedzających. Przykłady konfiguracji obejmują m.in. przewijanie strony, czas wizyty i nagrania sesji. Formularze mogą obsługiwać imię, nazwisko, adres e-mail oraz numer telefonu.

Nie wiadomo jednak, które z tych funkcji działały w opisanym przypadku, jakie dane faktycznie wysłano i kto je otrzymał. Nie można też ustalić miejsca przechowywania danych wyłącznie na podstawie nazwy narzędzia. AIO pozwala klientom podłączać własne serwery, domeny i konta dostawców infrastruktury. Oznacza to, że poszczególne wdrożenia mogą różnić się sposobem hostowania i zarządzania.

Autorzy raportu wskazują, że „samo wykrycie piksela AIO na landingu nie dowodzi cloakingu ani przesyłania danych do Rosji”.

Zdaniem eksperta

Zagrożenie coraz większe

Mamy twarde dane o ogromnej skali zjawiska scamu i dezinformacji. Według NASK w I półroczu 2026 r. zgłoszono ponad 65 tys. takich treści, a 76 proc. pozostało bez reakcji platform. Raport „Dezinformacja oczami Polaków” pokazał, że 91 proc. badanych uwierzyło w co najmniej jeden fałszywy przekaz, ale w Polsce wciąż brakuje badań jednoznacznie dowodzących, ile osób faktycznie zmieniło przez to poglądy. Mimo to realną skuteczność widać zarówno w debacie publicznej, zachowaniach społecznych, ale także w konkretnych sytuacjach, kiedy w fałszywych inwestycjach wyłudzane są od Polaków realne kwoty.

AI usunęła dwie główne bariery, którymi były koszt skali i bariera językowa. Zamiast fizycznych farm z kaleczącymi język trollami, jeden operator może dziś zarządzać tysiącami botów, które prowadzą wielowątkowe dyskusje bezbłędną, potoczną polszczyzną. Generatory audio i wideo pozwalają też w kilka minut stworzyć fałszywe nagrania celebrytów czy polityków, przed czym regularnie ostrzega m. in. CERT Polska.

Co ciekawe, jak wskazuje tegoroczny raport unijnej dyplomacji (EEAS), AI wykorzystano w 27 proc. wykrytych incydentów, ale masowa produkcja nie przekłada się automatycznie na wyższe zaangażowanie odbiorców, a ślady zostawiane w czatbotach (np. OpenAI czy Anthropic) pomagają wręcz namierzać sprawców. Największym zagrożeniem nie jest dziś więc pojedynczy deepfake, lecz masowe fabrykowanie pozornie autentycznych dyskusji. Prowadzi to do zatrucia debaty publicznej w myśl zasady: „skoro wszystko może być fałszywe, nie można wierzyć w nic”.

Autorzy chcą wyjaśnień od Mety

Końcowa część dokumentu zawiera apel do Mety i polskich instytucji. Autorzy domagają się m.in. wyjaśnienia, czy platforma rozpoznawała infrastrukturę wykorzystywaną w oszukańczych kampaniach, jak weryfikowała strony docelowe i kto płacił za reklamy wykorzystujące cudzy wizerunek.

Problem cloakingu nie jest Mecie nieznany. W 2020 r. Facebook informował o pozwie i działaniach technicznych wobec dostawcy LeadCloak, którego narzędzia służyły do obchodzenia kontroli reklam. Redakcja XYZ zlokalizowała także wiele innych firm i narzędzi (m.in. z Indii), które również pozwalają na tego typu operacje.

O szczegółach mają opowiedzieć przedstawiciele zespołu ScamWatch w czasie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu do spraw przeciwdziałania oszukańczym reklamom, oszustwom internetowym oraz wykorzystywaniu deepfake’ów.

Warto wiedzieć

ScamWatch. Co to za organizacja

ScamWatch to inicjatywa służąca wykrywaniu i dokumentowaniu oszukańczych reklam internetowych oraz sprawdzaniu, jak reagują na nie platformy. Jej uruchomienie ogłosił 27 sierpnia 2026 r. Rafał Brzoska, założyciel InPostu. Rozwiązanie stworzył Sebastian Kondracki, współtwórca polskiego modelu językowego Bielik, wraz z zespołem startupu Augurium. W projekt zaangażowani są również eksperci z Rafał Brzoska Foundation.

System wykorzystuje agentów sztucznej inteligencji do analizowania treści reklam, obrazów, domen i powiązań między kampaniami. Ma pozwalać na identyfikowanie całych operacji oszustów, także wtedy, gdy korzystają oni z wielu reklam i stron internetowych. Monitoring uzupełniają zgłoszenia internautów przyjmowane przez stronę 150proc.pl. Zespół weryfikuje materiały, przekazuje je platformom i sprawdza, jak długo podejrzane reklamy pozostają dostępne. ScamWatch sam ich nie blokuje ani nie rozstrzyga o winie.

Celem projektu jest dokumentowanie skali oszustw i zwiększenie presji na skuteczniejszą ochronę użytkowników. ScamWatch stanowi część szerszej kampanii Brzoski „150% Stop Scam”. Jej organizatorzy postulują, aby platformy płaciły kary w wysokości 150 proc. przychodu uzyskanego z emisji konkretnej oszukańczej reklamy. Pieniądze miałyby zasilać fundusz kompensacyjny. To proponowany mechanizm odpowiedzialności finansowej, który ma sprawić, że zarabianie na takich reklamach przestanie się opłacać.

Problem robi się poważny

Przypomnijmy, zgodnie z opublikowanym 21 października raportem NASK platformy społecznościowe odrzuciły aż 76 proc. zgłoszeń scamu i dezinformacji złożonych przez polskie instytucje. Chodzi o wykorzystywanie propagandy i dezinformacji chociażby w kontekście dostaw agregatów prądotwórczych do Ukrainy, pożaru Puszczy Solskiej oraz proirańskiej kampanii.

W ciągu zaledwie sześciu miesięcy NASK zgłosił platformom około 19 tys. materiałów więcej niż w całym 2025 r. Jednocześnie znacznie wzrósł odsetek zgłoszeń, które nie doprowadziły do usunięcia ani moderacji treści.

We wrześniu zespół ScamWatch poinformował, że niemal 17 proc. reklam na platformach Mety to z dużym prawdopodobieństwem oszustwa. Analizie poddano wówczas 1,7 mln reklam. W dokumencie znalazły się również dane Bitdefender Labs, według których Polska odpowiada za około 18-20 proc. wykrytych przypadków oszukańczych reklam inwestycyjnych na platformach Mety.

Sama kampania „150%. Stop Scam” zebrała do tej pory ponad 190 tys. podpisów.

Główne wnioski

  1. Raport ScamWatch wskazuje na obecność narzędzi AIO w oszukańczych kampaniach kierowanych do polskich internautów. Autorzy wiążą zarejestrowaną w Dubaju AIO Software z AIO Tech działającą w Petersburgu. Wskazują m.in. na ogłoszenia rekrutacyjne i wspólnego współzałożyciela. Obecność skryptów dostawcy w takich kampaniach nie przesądza jednak, że sam je organizował.
  2. Funkcje oferowane przez AIO mogą utrudniać kontrolę reklam, choć część ma również zwykłe zastosowania marketingowe. Dokumentacja opisuje filtrowanie ruchu, wymianę zablokowanych domen oraz korzystanie z przeglądarek ograniczających możliwość powiązania kont. Samo wykrycie narzędzia AIO na stronie nie dowodzi jednak ukrywania oszustwa ani przesyłania danych do Rosji. Nie ustalono, jakie informacje faktycznie zbierano w opisanych przypadkach i kto je otrzymywał.
  3. Autorzy raportu domagają się od Mety wyjaśnień dotyczących wykrywania i blokowania oszukańczych kampanii. Pytają o rozpoznawanie wykorzystywanej infrastruktury, kontrolę stron docelowych oraz podmioty płacące za reklamy. Według raportu AIO mimo zgłoszeń zachowało dostęp do narzędzi deweloperskich Mety. Firma figuruje również na liście certyfikowanych dostawców trackerów kliknięć Google, przy czym certyfikacja ta dotyczy śledzenia kliknięć w Google Ads.

Napisaliśmy o tym, bo uznaliśmy to za ważne i ciekawe. Dla pełnej transparentności informujemy, że fundusz RiO, należący do Rafała Brzoski, prezesa i akcjonariusza InPostu, jest inwestorem w XYZ.