Kategorie artykułu: Biznes Świat

Mniejsze stacje nie sprzedają benzyny, sprzedają się same. W Rosji umacnia się paliwowy oligopol

Wielokilometrowe kolejki na stacjach benzynowych znikają. Ale to nie koniec kryzysu paliwowego w Rosji. Jego ofiarą są drobni prywatni operatorzy, a wkrótce znowu będą kierowcy.

Samochody stoją w kolejce na stacji paliw Gazpromnieft na przedmieściach rosyjskiej stolicy.
Braki paliwa i konieczność wielogodzinnego wyczekiwania w kolejkach były jeszcze niedawno jednym z głównych problemów Rosjan. Dziś na stacjach już prawie nie ma oczekujących. Ale to nie oznacza, że problem zniknął. Władze inaczej zarządzają niedoborami. Fot. Contributor/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego w Rosji zniknęły wielokilometrowe kolejki po benzynę.
  2. Dlaczego ofiarami kryzysu stają się teraz prywatni właściciele stacji paliw.
  3. Jak kryzys może w przyszłości wzmocnić rosyjski paliwowy oligopol.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Zanim ukraińskie drony zaczęły masowo niszczyć magazyny firmy Wildberries, zwanej rosyjskim Amazonem, zwykli Rosjanie żyli przede wszystkim powszechnymi brakami benzyny.

Na stacjach w niemal całym kraju ustawiały się gigantyczne, często kilkukilometrowe kolejki samochodów. Kierowcy godzinami, a bywało, że nawet dniami, czekali na dostawę paliwa. Ale nawet gdy się już doczekali, nie mogli zatankować „do pełna”, bo sieci wprowadzały ograniczenia, np. do 20 litrów na auto. Absolutnie zakazane było też kupowanie paliwa do kanistrów.

Moskwa ponad wszystko

Paliwowy kryzys nastał w związku z atakami ukraińskich wojsk dronowych na rosyjskie rafinerie. Przełomowym momentem było poważne uszkodzenie rafinerii w moskiewskiej dzielnicy Kapotnia. To duży zakład, który mógł przerabiać nawet 11 mln ton ropy rocznie. Co ważniejsze, miał strategiczne znaczenie, zaspokajał bowiem 40 proc. zapotrzebowania stolicy na paliwa i nawet 70 proc. zapotrzebowania obwodu moskiewskiego. Szybko okazało się, że uszkodzenia są tak poważne, iż wznowienie produkcji będzie możliwe najwcześniej pod koniec roku – informowały źródła agencji Reuters. Aby zaradzić sytuacji, władze postanowiły skierować do Moskwy dostawy m.in. z rafinerii na Uralu i Syberii. W efekcie paliwowy kryzys rozlał się na prawie cały kraj. Ograniczenia sprzedaży benzyny – głównie limity ilościowe dla kierowców – wprowadzono w zdecydowanej większości rosyjskich regionów – informowało niezależne radio Echo Moskwy. Innym skutkiem był oczywiście wzrost cen.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Warto wiedzieć

Cuda na pylonie

Na początku sierpnia Władimir Putin odwiedził milionowy Krasnojarsk, trzecie co do wielkości miasto na Syberii. Jego mieszkańcy ze zdziwieniem zauważyli, że w dniu wizyty prezydenta ceny paliw na lokalnych stacjach benzynowych radykalnie spadły – według lokalnych szacunków o 20-28 proc. Jednocześnie zniesiono limity dotyczące ilości tankowanego paliwa. Przedstawiciele lokalnych władz oraz samej sieci tłumaczyli ten „cud” czasową poprawą logistyki i dodatkowymi dostawami. Dzień po wizycie głowy państwa ceny wróciły do wcześniejszego, wyższego poziomu.

Podobny przypadek miał miejsce półtora tygodnia wcześniej w Irkucku. Według relacji mieszkańców tego miasta przed przyjazdem Władimira Putina gwałtownie spadły ceny paliwa na lokalnych stacjach, przy czym na wszystkich obowiązywały identyczne stawki.

Radio Swoboda
Ceny na jednej ze stacji paliw w Krasnojarsku 3 sierpnia, czyli w dniu wizyty Władimira Putina w mieście, oraz dzień później.
Na stacjach paliw w Krasnojarsku w dniu wizyty prezydenta Rosji ceny były o 20-28 proc. niższe niż wcześniej. Po wyjeździe Władimira Putina z miasta wszystko wróciło do kryzysowej „normy”. Fot. prmira.ru

Dziś jednak na stacjach paliwowych w Rosji kolejek już prawie nie ma. Nie oznacza to jednak wcale, że kryzys zażegnano. Owszem, pomogło to, że niektóre z zaatakowanych przez Ukraińców rafinerii ponownie uruchomiły część mocy produkcyjnych. Rosja nie tylko zakazała eksportu wszelkiego rodzaju paliw, ale zaczęła nawet sprowadzać je z zagranicy. Oba rozwiązania oznaczają, że kraj cofnął się w rozwoju o kilkanaście lat.

Kilkanaście lat wstecz

Najlepiej świadczy o tym fakt, że dopuszczono produkcję, import i sprzedaż benzyny klasy Euro 3, a na początku sierpnia nawet standardu Euro 2. Dodajmy, że takie paliwo wycofano w Rosji z użytku w 2013 r. (a w Unii Europejskiej – na początku 2006 r.). Ma to oczywiście i będzie miało jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy konsekwencje ekologiczne i społeczne. Posiadacze nowszych samochodów, których silniki nie są dostosowane do paliwa niższych klas, już borykają się z poważnymi problemami.

Warto wiedzieć

Kiedyś eksporter paliw, dziś ich importer

Rosja, która przez dekady należała do największych na świecie producentów i eksporterów ropy oraz produktów naftowych, dziś sama musi sprowadzać benzynę z zagranicy. Najpierw zaczęła importować paliwa z Białorusi, później także z Kazachstanu oraz z Indii. W tym ostatnim przypadku pojawił się poważny problem, ponieważ tamtejsza benzyna zawiera dwukrotnie więcej domieszki alkoholu. Okazało się to kłopotem dla właścicieli nowszych samochodów, których silniki nie zawsze są przystosowane do takiego paliwa.

Pojawił się również pomysł sprowadzania paliwa z rządzonego przez talibów Afganistanu. Ostatnio rosyjskie firmy zaczęły importować benzynę także z Maroka – kraju, który ma niewielkie własne wydobycie ropy i większość potrzebnych surowców sprowadza z zagranicy, m.in. od sąsiadów.

Reuters, Echo Moskwy, Dożd'

Największe znaczenie miała jednak inna decyzja, której konsekwencjami będą zapewne istotne zmiany na detalicznym rynku paliw. Chodzi o obowiązek sprzedaży części paliw przez Petersburską Międzynarodową Giełdę Towarowo-Surowcową (SPIMEX). Dotychczas producenci musieli wystawiać na niej co najmniej 15 proc. produkcji. Na początku lipca rząd obniżył ten poziom do 10 proc., a w pierwszych dniach sierpnia – do zaledwie 2 proc. Jak pisze dziennik „Kommiersant”, wicepremier Aleksandr Nowak wyjaśnił ten ruch koniecznością zapewnienia dostaw priorytetowym odbiorcom.

Trzecia kolejność dostaw

Rosyjscy producenci mogli więc teraz zupełnie legalnie większość produkcji skierować na własne stacje.

– Teraz koncerny najpierw zaopatrują własne stacje, następnie duże regionalne sieci, a dopiero później mniejszych odbiorców. Ci ostatni dostają więc „to, co zostanie”. W niektórych regionach w ogóle nie wystarcza dla nich paliwa, w innych mogą je kupić tylko po bardzo wysokich, niekonkurencyjnych cenach – mówi anonimowo przedstawiciel sektora paliwowego, z którym rozmawiała zbliżona do Kremla gazeta „Izwiestija”.

– To uniemożliwia osiągnięcie rentowności i oferowanie cen konkurencyjnych wobec stacji należących do dużych graczy. Z problemami boryka się praktycznie 100 proc. prywatnych stacji paliw w Rosji – dodaje Marat Murtazin, prezes branżowego Związku „Naftowy Klub Petersburga”.

I od kilku tygodni widać to zresztą bardzo wyraźnie przy dystrybutorach. Ceny na stacjach niezależnych są o kilkanaście, a nawet o kilkadziesiąt procent wyższe niż na Rosniefcie, Gazpromniefcie czy Łukoilu.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W tej sytuacji właściciel prywatnej stacji ma tylko dwa wyjścia: zawiesić działalność albo sprzedać biznes. I coraz częściej decyduje się na to drugie rozwiązanie.

AAAAA stację pilnie sprzedam

Tylko w ciągu pierwszego miesiąca po najdotkliwszych atakach na rosyjskie rafinerie na portalach ogłoszeniowych ukazało się ponad 150 anonsów o sprzedaży stacji. Dotyczyły obiektów w co najmniej kilkunastu obwodach. Oferentami byli przede wszystkim drobni przedsiębiorcy. Ceny stacji wahały się – w zależności od lokalizacji, wyposażenia czy okresu działalności – od niespełna 1 mln rubli (około 46 tys. zł) do 150 mln rubli (7,3 mln zł). Pod młotek trafiła także sieć 13 stacji w Ufie, za którą właściciel chciał otrzymać 350 mln rubli (17 mln zł).

Anastazja Bunina, ekspertka rynku z firmy Gainful, przewiduje, że najlepsze z wystawionych na sprzedaż stacji znajdą nabywców i będą nimi największe rosyjskie koncerny paliwowe. Dojdzie zatem do jeszcze większej konsolidacji rynku.

Kilku głównych graczy – Rosnieft (wraz z Basznieftem), Gazpromnieft, Łukoil i Tatnieft – ma łącznie „tylko” około 8,4 tys. placówek, czyli około 31 proc. wszystkich stacji funkcjonujących obecnie w Rosji. Ich znaczenie jest jednak znacznie większe. Jak szacuje firma analityczna OMT-Konsałt, odpowiadają one za około 60 proc. rosyjskiego rynku detalicznego.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Według ekspertów proces stopniowego odbierania rynku małym graczom przez największe koncerny rozpoczął się wyraźnie już w ubiegłym roku.

Oligopol się umacnia

Zmiany, jakie wprowadzono w ostatnich tygodniach, mogą znacznie przyspieszyć tę konsolidację, która będzie oznaczać dalsze wzmocnienie oligopolu.

Rosnieft i kontrolowany przez niego Basznieft to de facto firmy państwowe. Rząd centralny sprawuje również kontrolę nad Gazpromem i jego paliwowym ramieniem – Gazpromnieftem. Tatnieft należy do władz Republiki Tatarstanu. W tej wielkiej piątce tylko Łukoil jest formalnie prywatnym koncernem, jednak w praktyce również pozostaje zależny od decyzji władz państwowych. Jeszcze większa dominacja państwowych i powiązanych z władzami koncernów to mniejsza konkurencja. Efektem mogą więc być wyższe ceny.

Główne wnioski

  1. Rosja opanowała widoczny objaw kryzysu paliwowego, czyli gigantyczne kolejki na stacjach. Zaatakowane przez ukraińskie drony rosyjskie rafinerie przeprowadziły doraźne naprawy i częściowo wznowiły produkcję. Władze zaczęły sprowadzać paliwo z zagranicy oraz podjęły inne decyzje administracyjne. Jednocześnie wzrost cen ograniczył zużycie benzyny przez zwykłych Rosjan. W efekcie na stacjach prawie nie ma już kolejek.
  2. Teraz kryzys uderza przede wszystkim w niezależne stacje. Zmniejszenie skali obowiązkowej sprzedaży paliw przez giełdę, pozwoliło największym koncernom kierować gros produkcji do własnych sieci. Prywatni operatorzy albo w ogóle nie mogą już kupić paliwa, albo płacą za nie bardzo wysokie ceny, które nie pozwalają im konkurować na rynku.
  3. Największymi beneficjentami problemów rynku mogą zostać najwięksi gracze. Mniejsze stacje coraz częściej trafiają na sprzedaż. Najlepsze z nich kupią najwięksi – Rosnieft, Gazpromnieft, Łukoil i Tatnieft. Dzięki temu wzmocnią swoją pozycję rynkową, a co za tym idzie – także oligopol. Ostatecznie koszty poniosą ponownie kierowcy, którzy na jeszcze mniej konkurencyjnym rynku zapłacą za paliwo jeszcze więcej.