Morawiecki odejdzie z PiS? Historia partyjnych rozłamów i ich zwycięzców
W czwartek o północy mija ultimatum władz PiS dla członków stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego. Były premier i jego ludzie mogą odejść z partii. Historia wcześniejszych rozłamów pokazuje jednak, że bunt przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu rzadko kończył się sukcesem.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaka była historia dawnych secesji z Prawa i Sprawiedliwości.
- Czym sytuacja Mateusza Morawieckiego różni się od położenia dawnych buntowników.
- Na jakie poparcie może liczyć ewentualne ugrupowanie byłego premiera.
40 szabel, wydarzenie organizowane z myślą o 1 tys. uczestników, publiczne pranie brudów w mediach społecznościowych oraz wyraźnie przedrozłamowa atmosfera. W Prawie i Sprawiedliwości nadszedł moment, by oczekiwać na kolejne decyzje.
Jednym z realnych scenariuszy jest odejście z partii polityków związanych z Mateuszem Morawieckim. Nawet jeśli nie nastąpi ono w najbliższych dniach, możliwości rozłamu nie można wykluczyć w kolejnych miesiącach.
Porównania z wcześniejszymi secesjami z PiS
Ewentualne odejście Mateusza Morawieckiego i jego ludzi byłoby dopiero początkiem prawdziwych wyzwań. Historia rozłamów w Prawie i Sprawiedliwości może dawać byłemu premierowi powody do niepokoju. Jednocześnie Morawiecki dysponuje atutami, których brakowało politykom formacji Polska Jest Najważniejsza czy Solidarnej Polski.
Właściwie całe ostatnie 20 lat historii PiS to opowieść o cyklicznych odejściach z partii i szumnych zapowiedziach budowy nowych ugrupowań na prawicy. Najczęściej kończyły się one jednak powrotem buntowników do PiS na warunkach Jarosława Kaczyńskiego albo ich osunięciem się w polityczny niebyt.
PiS powstało w 2001 r. na fali popularności Lecha Kaczyńskiego, pełniącego funkcję ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. W kolejnych latach partia konsolidowała i integrowała mniejsze środowiska prawicowe, budując jeden obóz polityczny, który w 2005 r. wygrał zarówno wybory parlamentarne, jak i prezydenckie.
Kronika klęsk prawicowych rozłamów
Pierwsze poważne roszady nastąpiły krótko przed utratą władzy przez PiS w 2007 r. Z partii odszedł ówczesny marszałek Sejmu Marek Jurek, protestując przeciwko odrzuceniu projektu zmiany konstytucji, który miał wprowadzić całkowity zakaz aborcji. Utworzył Prawicę Rzeczypospolitej, która pozostała ugrupowaniem marginalnym.
Partia Marka Jurka wystartowała w przedterminowych wyborach parlamentarnych jesienią 2007 r. z list Ligi Polskich Rodzin Romana Giertycha i nie przekroczyła progu wyborczego. Podobnie kończyły się kolejne wybory, w których Prawica Rzeczypospolitej wystawiała samodzielny komitet.
Marek Jurek został europosłem dopiero w 2014 r., startując z list Prawa i Sprawiedliwości. Dziś jest publicystą, a Prawica Rzeczypospolitej pozostaje niewielką partią, która nie odgrywa istotnej roli w polskiej polityce.
Również w 2007 r. z PiS odeszli m.in. Kazimierz Michał Ujazdowski, Jarosław Sellin i Jerzy Polaczek. Utworzone przez ich środowisko ugrupowanie Polska Plus nie odniosło jednak sukcesu. Sellin i Polaczek wrócili do macierzystej partii po katastrofie smoleńskiej. Ujazdowski zmienił natomiast polityczny front. Od siedmiu lat jest senatorem – najpierw reprezentował Koalicję Obywatelską, a obecnie należy do Klubu Senackiego Trzeciej Drogi.
Polska była najważniejsza
Katalizatorem kolejnych odejść z PiS stały się porażki wyborcze. W przedterminowych wyborach prezydenckich w 2010 r. kandydatem partii był Jarosław Kaczyński, który w drugiej turze przegrał z Bronisławem Komorowskim. Podczas kampanii sztab budował wizerunek prezesa PiS jako polityka umiarkowanego i koncyliacyjnego. Jego hasło wyborcze brzmiało: „Polska jest najważniejsza”.
Taką nazwę przyjęła później partia rozłamowców, tworzona głównie przez polityków zaangażowanych w kampanię Kaczyńskiego. Joanna Kluzik-Rostkowska, Elżbieta Jakubiak, Paweł Kowal, Paweł Poncyljusz, Michał Kamiński i Adam Bielan wystartowali w 2011 r. w wyborach parlamentarnych pod szyldem PJN.
Bez powodzenia – ugrupowanie zdobyło niewiele ponad 2 proc. głosów. Po wyborczej klęsce formacja się rozpadła. Dziś Kluzik-Rostkowska, Kowal i Poncyljusz działają w Koalicji Obywatelskiej lub w jej otoczeniu. Michał Kamiński zasiada w Senacie jako polityk PSL, choć jego przyszłość wśród ludowców pozostaje niepewna. Spośród założycieli PJN jedynie Adam Bielan ponownie znalazł się w obozie PiS i jest obecnie jedną z ważniejszych postaci próbujących godzić zwaśnione frakcje w partii.
Suwerenna Polska formalnie przegrała, ale…
2011 r. przyniósł kolejną porażkę Prawa i Sprawiedliwości. Partia była osłabiona, podzielona i pozbawiona przekonującego pomysłu, by rzucić wyzwanie Platformie Obywatelskiej. Wyborcza klęska doprowadziła do kolejnej secesji. Po krytyce nieudanej kampanii parlamentarnej z PiS usunięto grupę posłów na czele ze Zbigniewem Ziobrą i Jackiem Kurskim.
Buntownicy utworzyli własny klub parlamentarny, a następnie partię Solidarna Polska. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. ugrupowanie otarło się o próg wyborczy, zdobywając 3,98 proc. głosów. Był to jego ostatni samodzielny start. Już rok później politycy Solidarnej Polski znaleźli się na listach PiS, współtworząc projekt Zjednoczonej Prawicy.
Formalnie pozostawali odrębną partią, nie powołali jednak własnego koła ani klubu parlamentarnego. Mimo niewielkiej reprezentacji przez osiem lat rządów prawicy wywierali wpływ na politykę państwa zdecydowanie większy, niż wynikałoby to z ich liczebności.
Zbigniew Ziobro przez dwie kadencje kierował Ministerstwem Sprawiedliwości, w którym najważniejsze stanowiska zajmowali głównie politycy jego ugrupowania. Jacek Kurski przez lata stał natomiast na czele mediów publicznych, przekształconych wówczas w propagandowe zaplecze koalicji rządzącej.
Solidarna Polska, przemianowana później na Suwerenną Polskę, poniosła więc porażkę jako samodzielne ugrupowanie, ale odniosła sukces jako niewielka, zdyscyplinowana frakcja wewnątrz obozu władzy.
…jej idee przejęły partię od środka
W 2024 r. Suwerenna Polska połączyła się z PiS, a jej najważniejsi politycy weszli do władz partii. Formalna historia ugrupowania dobiegła końca, jednak jego wpływ na dzisiejszą kondycję Prawa i Sprawiedliwości pozostaje znaczący.
Europoseł PiS Piotr Müller, sojusznik Mateusza Morawieckiego, kilka miesięcy temu mówił nawet o „suwpolizacji” partii.
– Ja wolałbym, abyśmy zostali przy rdzeniu programu PiS jako partia eurorealistyczna, krytyczna wobec tego, co się dzieje w UE, ale jednocześnie chcąca być członkiem UE i elementem szeroko rozumianego Zachodu, w klasycznym, dobrym tego słowa znaczeniu – tłumaczył w lutym 2026 r. Müller, pytany o znaczenie tego określenia.
Suwerenna Polska zniknęła zatem jako osobna organizacja, lecz reprezentowany przez nią sposób myślenia o Unii Europejskiej, państwie i politycznej polaryzacji wyraźnie przesunął PiS w prawo.
Centroprawica kontra alt-prawica
Szybki przegląd losów secesjonistów z Prawa i Sprawiedliwości pokazuje przede wszystkim ich porażki w starciu z Nowogrodzką. Dzisiejszy PiS działa jednak w zupełnie innym otoczeniu niż partia sprzed 10 czy 15 lat.
Na popularności zyskują narracje radykalnej prawicy, wynoszące na sondażowe wyżyny ugrupowania wyrosłe z obozu Konfederacji. W tym samym kierunku przesunęła się partia Jarosława Kaczyńskiego, czego potwierdzeniem była nominacja Przemysława Czarnka na kandydata PiS na stanowisko premiera.
Na tym tle Mateusz Morawiecki i jego stronnicy próbują budować inną opowieść: o Polsce konserwatywnej, ale zarazem nowoczesnej, prorozwojowej i trwale zakotwiczonej w strukturach Unii Europejskiej.
W przypadku secesji Stowarzyszenie „Rozwój Plus” stanęłoby jednak przed podobnymi problemami jak wcześniejsze formacje rozłamowe. Środowisko Mateusza Morawieckiego musiałoby zbudować własne struktury terenowe, stworzyć od podstaw strategię wyborczą, pozyskać rozpoznawalnych kandydatów i przede wszystkim sfinansować kampanię bez dostępu do partyjnej subwencji.
Politolog: problemy Morawieckiego mogą być także jego szansą
Zwraca na to uwagę dr Mateusz Zaremba, politolog z SWPS.
– Podstawowe wyzwanie pozostaje niezmienne i jest wspólne dla wszystkich tego rodzaju rozłamów: nowe ugrupowanie opuszcza macierzystą partię bez silnych struktur terenowych. Z doświadczenia wiemy, że takie inicjatywy początkowo dynamicznie rosną dzięki zainteresowaniu mediów i wyborców, ale z czasem ich poparcie spada właśnie z powodu słabości organizacyjnej. Widzieliśmy to na przykładzie ruchu Szymona Hołowni, który, aby przetrwać, musiał ostatecznie oprzeć się na zapleczu i strukturach Polskiego Stronnictwa Ludowego – przypomina dr Mateusz Zaremba.
Politolog wskazuje również na kolejne problemy, z którymi musiałoby się zmierzyć środowisko Mateusza Morawieckiego. Zaznacza jednak, że niektóre z nich mogą stanowić szansę dla nowej formacji.
– Kluczowym problemem jest brak państwowego finansowania, które umożliwiłoby skuteczne przeprowadzenie kampanii i podjęcie równej walki z ugrupowaniami zakorzenionymi już w parlamencie. Jednocześnie pozorna trudność, czyli wycofanie części wyborców z aktywnego uczestnictwa w polityce, może okazać się szansą. W debacie publicznej często ograniczamy się do analizowania przepływów elektoratu między partiami, zapominając, że równie ważna, o ile nie kluczowa, jest migracja wyborców między udziałem w głosowaniu a absencją – zauważa politolog.
Właśnie w tej grupie dr Zaremba dostrzega potencjalny elektorat nowego ugrupowania.
– Taka partia mogłaby zmobilizować zniechęconych wyborców, którzy dziś planują zostać w domach, i skłonić ich do ponownego pójścia do urn. Pozostaje pytanie, z kim dokładnie Mateusz Morawiecki zdecydowałby się budować ten projekt, gdyby rzeczywiście odszedł z PiS. Z medialnych doniesień można jednak wnioskować, że w tej sprawie kości zostały już rzucone – uważa dr Mateusz Zaremba.
Rozpoznawalność przewagą i obciążeniem
Wysoka rozpoznawalność Mateusza Morawieckiego jest jego przewagą nad wcześniejszymi secesjonistami, ale może się również okazać obciążeniem. Sześć lat sprawowania urzędu premiera pozostaje świeże w pamięci wyborców. Były szef rządu nie musiałby więc budować swojej marki od podstaw.
Jednocześnie odpowiada politycznie za sukcesy i porażki rządów Zjednoczonej Prawicy. Ciążą na nim również nierozliczone zarzuty związane z działalnością instytucji państwowych z okresu jego premierostwa, w tym Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.
W porównaniu z wcześniejszymi buntownikami Morawiecki może także liczyć na większe zaplecze parlamentarne. Według nieoficjalnych szacunków jego środowisko skupia około 40 posłów, a także znacznie liczniejszą grupę działaczy terenowych. Do czasu rozstrzygnięcia ultimatum postawionego członkom Stowarzyszenia „Rozwój Plus” są to jednak wyłącznie spekulacje.
Sondażowe sufity wiszą nisko
Mniej spekulacyjny charakter mają sondażowe ryzyka związane z powstaniem nowej partii. Po prawej stronie sceny politycznej jest już ciasno, a kolejnemu ugrupowaniu trudno byłoby pozyskać nowych wyborców, zamiast jedynie odbierać ich PiS.
Zdaniem Łukasza Pawłowskiego, prezesa Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, przed ewentualną partią Morawieckiego stałoby wyjątkowo trudne zadanie.
– Kiedy zapytaliśmy w sondażu o partię Morawieckiego, taka inicjatywa uzyskała około 5 proc. poparcia. Co kluczowe, 80 proc. tej grupy stanowili obecni wyborcy Prawa i Sprawiedliwości. Oznacza to, że w dłuższej perspektywie może zadziałać mechanizm lojalnościowy i część z nich po prostu wróci do dawnego obozu politycznego – ocenia Łukasz Pawłowski.
Gra o wewnętrzną pozycję w obozie PiS?
Zdaniem prezesa OGB, Mateusz Morawiecki wcale nie musi planować samodzielnego startu w wyborach parlamentarnych w 2027 r.
– Jestem przekonany, że ewentualne wyjście z PiS nie oznacza, iż Mateusz Morawiecki chce wystartować w wyborach samodzielnie. Jest zbyt doświadczonym politykiem, aby nie dostrzegać, że na scenie nie ma na to miejsca. Brakuje możliwości pozyskania nowych wyborców, szczególnie wśród elektoratu koalicji rządzącej. Należy to traktować raczej jako element wewnętrznej rozgrywki politycznej. Do wyborów pozostał rok, jest więc czas, aby się porozumieć i na nowo ułożyć relacje – analizuje Łukasz Pawłowski.
Podobny manewr wykonała wcześniej Solidarna Polska. Ugrupowanie wystartowało tylko raz samodzielnie w ogólnopolskich wyborach. Już w 2015 r. jego politycy znaleźli się na listach PiS.
Zdaniem Łukasza Pawłowskiego analogia ta pokazuje skalę wyzwania, przed którym stanąłby Mateusz Morawiecki po ewentualnym odejściu z partii.
– Każdy, kto dotychczas opuszczał Prawo i Sprawiedliwość, ostatecznie ponosił porażkę. Teoretycznie wybory do Parlamentu Europejskiego, ze względu na niższą frekwencję, powinny być dla takich inicjatyw łatwiejszym sprawdzianem. Popularność Zbigniewa Ziobry, ówczesnego „złotego dziecka” partii, była wśród twardego elektoratu znacznie większa niż dzisiejsza pozycja Mateusza Morawieckiego, a mimo to jego projekt zakończył się niepowodzeniem – przypomina szef OGB.
W jego ocenie nowe ugrupowanie służyłoby więc przede wszystkim jako narzędzie negocjacyjne.
– Nie sądzę, aby taki podmiot powstał po to, by samodzielnie konkurować z PiS. Jego głównym celem byłoby raczej zdobycie karty przetargowej w przyszłych rozmowach – czy to z władzami PiS, czy z innymi środowiskami politycznymi. Scena może zostać ułożona na nowo, a politycy mają przed sobą rok negocjacji. Samodzielny start po to, by zdobyć 4,5 czy 5,5 proc. poparcia, jest pozbawiony politycznego sensu i obarczony zbyt dużym ryzykiem – podsumowuje Łukasz Pawłowski.
Główne wnioski
- Historia rozłamów w Prawie i Sprawiedliwości pokazuje powtarzający się schemat. Próby budowania odrębnych ugrupowań przez Marka Jurka, polityków Polski Plus czy twórców PJN kończyły się porażką wyborczą i marginalizacją. Buntownicy wracali później do macierzystej partii na warunkach jej władz albo znikali z pierwszego planu polityki.
- Środowisko Mateusza Morawieckiego ma większe zasoby niż wcześniejsi secesjoniści: rozpoznawalnego lidera, grupę parlamentarzystów i prawdopodobnie silniejsze zaplecze terenowe. Jednocześnie musiałoby budować struktury poza PiS, finansować działalność bez państwowej subwencji i przekonać wyborców, że nie jest jedynie kolejną frakcją dawnego obozu władzy.
- Największym problemem pozostaje brak wolnego miejsca na prawej stronie sceny politycznej. Sondaże wskazują, że partia Morawieckiego mogłaby liczyć na około 5 proc. poparcia, przy czym większość jej potencjalnych wyborców pochodziłaby z elektoratu PiS. Dlatego ewentualna secesja może być nie tyle początkiem trwałego, samodzielnego projektu, ile próbą wzmocnienia pozycji negocjacyjnej byłego premiera.