Od rapu po „Pieśni Współczesne”. Zamknięcia rozdziałów Miuosha (WYWIAD)
– Nie wyobrażam sobie, że nie będę robić kolejnych albumów „Pieśni…”. To jest dla mnie temat niewyczerpany. Ale na razie potrzebuję się skupić na innych projektach – mówi Miuosh. Artysta zdradza XYZ, czy rzeczywiście kończy z rapem.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wyglądają obecnie przygotowania do projektu „Pieśni Współczesne – Antologia”. Dlaczego zmieniono lokalizację oraz którzy artyści pojawią się na scenie.
- Czy Miuosh nie chce już wracać do rapu, który tworzył kilkanaście lat temu.
- Czy według muzyka artyści powinni zabierać głos w ważnych sprawach jak np. polityka czy wojna.
Jakub Szymanek, XYZ: W czerwcu mamy bardzo ważne wydarzenie – twój wielki koncert na stadionie w Katowicach – jak wyglądają przygotowania?
Miłosz Paweł Borycki, Miuosh: Mam w sobie coś takiego – nie wiem, czy to wada czy zaleta – że angażuję się we wszystko, co widać i słychać na koncercie. Zatem jeśli można wymyślić coś ciekawego, oryginalnego, coś pokazać, zbudować – idę w to i właśnie nad tym działamy.
Jesteś perfekcjonistą – lubisz mieć wszystko pod kontrolą, dopięte na ostatni guzik?
Nawet nie. Chodzi mi bardziej o emocje, które chcę dać ludziom. Może to dziwnie zabrzmi, bo koncert jest na stadionie, ale jestem bardziej zwolennikiem teatru niż koncertów stadionowych i wielkich widowisk. Chodzi mi o bliskość z widzem. Przez te lata wszystkich moich poczynań wokół spektakli teatralnych nauczyłem się, jak aktorzy i reżyser wiedzą, żeby wprowadzić widza w swój świat – dać mu coś więcej niż tylko to, po co przyszedł do teatru.
Warto wiedzieć
Miuosh
Miłosz Paweł Borycki, czyli Miuosh to raper, kompozytor, autor tekstów i producent muzyczny pochodzący z Katowic. Artystyczną drogę zaczął w 2001 r. w hip-hopowym zespole Projektor, zaś sześć lat później zadebiutował solowym albumem „Projekcje”. Nagrał 18 albumów, z których siedem uzyskało status Złotych Płyt, 2 Platynowych, a jeden Podwójnej Platyny. Występował na scenie z wieloma znakomitymi polskimi artystami m.in.: Andrzejem Smolikiem, Jimkiem czy Katarzyną Nosowską. Dużą popularność przyniosła mu współpraca z zespołem Śląsk i projekt „Pieśni Współczesne”. W 2019 r. zorganizował specjalny koncert na Stadionie Śląskim z ponad 40-tysięczną publicznością.
Coś wyjątkowego
Wydaje mi się, że najfajniejszą pracą – poza muzyką – w projekcie „Pieśni współczesne” od pierwszego koncertu po ten, który odbędzie się w czerwcu, jest danie ludziom możliwości przeżycia czegoś wyjątkowego. Przez te wszystkie ponad 80 koncertów uparłem się na pewną narrację, która pozwalała nam tworzyć spektakl, do którego zabieramy naszych widzów i dajemy im szansę oderwania się od rzeczywistości i podróż do innego świata.
Co do kontroli, nie mam tak, że muszę nad wszystkim mieć pieczę. Nad tym projektem pracuje duża grupa ludzi, którymi się otaczam od samego początku. To osoby, które mają swoją wrażliwość artystyczną i super pomysły, którymi wzbogacają ten projekt. Lubię z nimi rozmawiać i dzielić się swoimi wizjami koncertu, i obecnie nad tym pracujemy.
Czyli trwa teraz etap budowania scenariusza na koncert?
Scenariusz jest już gotowy. Teraz budujemy dookoła niego pozamuzyczne wydarzenia na scenie, jak światło, pirotechnika czy ruch. Chcemy pokazać te projekty zupełnie inaczej niż w przeszłości. W przypadku tego koncertu nie mamy żadnych ograniczeń, które dają np. różne sale koncertowe. Mamy tutaj możliwość zrobienia czegoś zupełnie na swoich zasadach, w inny sposób niż dotychczas i chcemy to wykorzystać.

Największy koncert siedzący
Czym będzie różnić się ten koncert od poprzednich, np. tego na Stadionie Śląskim w 2019 r. czy później w NOSPR?
Pierwszy raz mamy możliwość zagrania razem pierwszego i drugiego tomu „Pieśni współczesnych”. Przez te wszystkie lata projekt ewoluował i się zmieniał. Teraz chcemy oba projekty pokazać w jeszcze inny sposób, w trochę innej kolejności, według innego scenariusza niż w przeszłości. Chcemy zestawić te emocje, które staram się przekazać od pierwszego tomu przez drugi na jednej scenie. Zwłaszcza że pierwszy tom jest zupełnie inny niż drugi. Czerwcowym koncertem chcemy pokazać, co mówiliśmy w 2021 r., a co w 2024 r. i jak to wszystko łączyło się w mojej głowie od samego początku.
Jak dokładnie będzie wyglądać ta „inność” – będą nowe aranżacje znanych utworów?
Tak, aczkolwiek nie wszystkich utworów. Część z nich chciałbym inaczej zagrać i tak wszystko zaaranżować, żeby jak najmocniej przybliżyć te 20 tys. osób do sceny. To będzie największy koncert siedzący, jaki można sobie wyobrazić. Ludzie, którzy tam będą, przeniosą się na zupełnie inną płaszczyznę emocjonalną.
Wspomniałeś o ograniczeniach w różnych salach, czy stadion nie daje takich ograniczeń?
Zależy który stadion.
Koncert miał się odbyć na Stadionie Śląskim, natomiast na początku tego roku nastąpiła zmiana na stadion w Katowicach. Dlaczego?
Wydaje mi się, że Stadion Śląski od początku przerażał trochę odbiorców, bo jest to ogromny obiekt, na którym po usadzeniu 50 tys. osób, traci się bliskość z artystą. Okazało się, że jest możliwość przeniesienia koncertu na nowoczesny, wybudowany półtora roku temu stadion w Katowicach, gdzie wszyscy będą bliżej sceny.
To będzie pierwsze wydarzenie pozasportowe na stadionie w Katowicach. Różnie bywa z koncertami na stadionach – niektóre mają problem z akustyką – koncert w Katowicach będzie taką trochę niewiadomą?
Ja, moja ekipa i ten projekt jesteśmy gwarantem tego, że to będzie dobre wydarzenie. Oczywiście stadion sprawdziliśmy pod każdym kątem i wiemy, że wszystko tam będzie idealnie brzmieć.
A czy były inne opcje brane pod uwagę – stadiony lub hale w innych miastach?
Pojawiały się różne pomysły np. żeby zamiast stadionu przygotować trzy koncerty halowe i w ogóle przesunąć to na przyszły rok. Wtedy zaproponowałem Arenę Katowice. Bardzo szybko doszliśmy do porozumienia z miastem. Sprawdziliśmy stadion. Okazało się, że możemy też utrzymać tę samą datę. I teraz uważam, że to jest najlepsze rozwiązanie, jakie mogło spotkać ten projekt. Chociaż pewnie sobie trochę wrogów narobiłem, bo część osób zwróciła bilety przez to, że zmieniliśmy lokalizację. Natomiast mogę im teraz powiedzieć, że powinni je kupić jeszcze raz, bo będą później żałować, że zrezygnowali z takiego koncertu.
Mamy plejadę artystów, którzy wystąpią na koncercie, w tym m.in.: Jakub Józef Orliński, Krzysztof Zalewski, Kwiat Jabłoni, Ralph Kamiński, Igo, Kayah, Natalia Szroeder czy Igor Herbut – czy tutaj mogą jeszcze nastąpić pewne zmiany – pojawią się dodatkowi goście na scenie?
Być może ktoś się jeszcze pojawi. Cały czas analizuję koncert. Możemy zaskoczyć widzów pewnym gościem, ale niech to będzie niespodzianka.
Jakie emocje już teraz tobie towarzyszą – euforia, stres, nerwy czy po prostu spokojnie podchodzisz do tego wydarzenia?
Przede wszystkim ciekawość. Nie stresuję się, bo wiem, że wszystko będzie super z naszej strony. Natomiast chciałbym, żeby koncert był w 100 proc. sprzedany. Mam nadzieję, że żaden artysta nie zachoruje albo nic mu się nie stanie. Będziemy mogli być w pełnym składzie, bo jest to też dla nas pewnego rodzaju podsumowanie i zakończenie tego projektu. I chciałbym wszystkim podziękować, z którymi widywałem się w studiu i graliśmy koncerty.
Czy to oznacza koniec tego projektu?
Absolutnie nie, to będzie kropka – zamknięcie pewnego rozdziału. Tak, żeby móc zacząć prace nad kolejną częścią „Pieśni współczesnych”. Na razie wszyscy potrzebujemy przerwy od tego projektu. Natomiast nie wyobrażam sobie szczerze, że nie będę robić kolejnych albumów „Pieśni…”. To jest dla mnie temat niewyczerpany. Ale na razie potrzebuję się skupić na innych projektach, w które się zaangażowałem jak choćby trasa koncertowa na 20-lecie Zakopower, gdzie jestem dyrektorem artystycznym czy program Must Be the Music.

Czy Miuosh żegna się z rapem?
Ostatnio w mediach pojawiła się informacja o tym, że rezygnujesz z rapowania i koncertowania.
Ze śpiewania raczej nie. Kaśka Nosowska mi powiedziała, że znając mnie ponad 10 lat i widząc, jak pracuję i znajduję sposób na wypuszczanie przez wokal moich emocji, które są najprawdziwsze, nie wytrzymam długo cicho i może zostanę kimś między Nickiem Cavem a Leonardem Cohenem. I przyznam szczerze, że trafiła z tym idealnie, bo tak bym chciał. Byłaby to dla mnie kolejna niesamowita przygoda.
Czyli wątek raperskiej emerytury jest już nieaktualny?
Jeśli chodzi o rap, myślę o nagraniu pożegnalnej płyty i trasie koncertowej. Ale to nie wyklucza, że za 20 lat nie nagram ponownie rapowej płyty. Jay Z nagrywał trzy swoje ostatnie płyty, a Elton John gra ostatnią trasę koncertową od 20 lat. Dlatego teraz stawiam po prostu kropkę na końcu zdania. Jest to zamknięcie pewnego rozdziału – być może ostatniego rozdziału.
Moje utwory, które nagrałem np. 16 lat temu, są bardzo emocjonalne i mówią o tym, co wtedy przeżywałem. A teraz nie chcę już wracać do tych emocji i wspomnień, które dzięki Bogu są już za mną. A żeby dzisiaj dobrze zabrzmiały te utwory, muszę w środku siebie wrócić do tego, co miałem wtedy – o czym pisałem. To wszystko wpływa na moje emocje i modulację głosu. Mam 40 lat, zupełnie inne życie i emocje na co dzień. Zatem zamykam tamten tom mojej rapowej przygody, ale myślę, że otworzy się jakiś tom drugi, który będzie bardziej wokalny, ale jednocześnie być może z elementami rapowymi.
Media informowały o twojej pożegnalnej trasie koncertowej, która odbędzie się jesienią.
Na pewno nie będzie to tegoroczna jesień. Myślę, że jesienią dam moim słuchaczom taką rozgrzewkę w postaci dwóch, trzech singli i wideoklipów prowadzących do premiery albumu pod koniec tego roku lub wiosną przyszłego roku. I dopiero później trasa koncertowa jesienią 2027 r.
Stadiony czy bardziej kluby?
Nie mogę jeszcze tego zdradzać. Chciałbym na pewno przygotować większy rapowy koncert, gdzieś w czerwcu 2028 r., będący podsumowaniem – klamrą mojej rapowej działalności. Na pewno Arena Katowice byłaby idealnym miejscem na taki koncert. Jest jeszcze taka rzecz, którą robiłem już dwa razy i chciałbym ją zrobić po raz trzeci. Wydaje mi się, że zasłużyłem na to, żeby ją tym razem zrobić trzeci raz samemu.
Mówisz o zamknięciach pewnych muzycznych rozdziałów – czy w związku z tym robiłeś różne podsumowania swojej kariery – tego, co udało się osiągnąć, a co nie?
Nigdy tego nie robiłem. Wolę patrzeć w przód i trzymać się jednego albo dwóch pomysłów, które mam w głowie na najbliższy czas i je realizować. Natomiast zawsze starałem się tak tworzyć projekty, żeby nigdy nie uzależniać się od swojej działalności muzycznej. Dlatego bardzo mocno zainwestowałem we własne studio, do którego zapraszam innych artystów. Bardzo lubię współpracować z młodymi twórcami, którzy jeszcze są niepewni tego wszystkiego, a ja jestem pewny, że oni zdobędą ten kraj i pozostaną na lata na scenie muzycznej. Bardzo długo nastawiałem się na to, żeby moją działalność rozwinąć do tego stopnia, aby np. po 40. móc zajmować się produkcją i nie martwić się o finanse.
Rola jurora
Czy chęć współpracy z młodymi twórcami przekonała cię do zaangażowania się Must Be the Music?
Długo się zastanawiałem nad dołączeniem do programu. Przekonała mnie dopiero rozmowa z Edwardem Miszczakiem. Nie rozmawialiśmy o pieniądzach, jak się może niektórym wydawać, a o mnie i tego, jaki on ma pomysł na mnie w programie.
Mamy kolejną edycję, w której bierzesz udział, czyli rozumiem, że przekonał cię na dobre?
Bardzo wkręciłem się w ten program. Poczułem te emocje i zaangażowanie uczestników. Jest to super program telewizyjny, co widać po rekordowej oglądalności i emocjach, jakie wzbudza w social mediach.
Nie wiem, czy to kwestia montażu, ale jesteś tam takim trochę złym policjantem.
Po prostu taki jestem. Jeśli coś mi się nie podoba, mówię to. A jak coś jest super, to chwalę takich ludzi. Ale fakt, że w mediach społecznościowych cytaty z moich wypowiedzi czy „shortsy” ze mną mają większe zasięgi niż Natalii, Dawida czy Sebastiana, którzy moim zdaniem są bardziej „otrzaskani” w mediach, bo raczej zawsze stroniłem od show-biznesu i zresztą dalej to robię.
Kto jest twoim stylistą w programie i na co dzień – bo patrząc na ciebie, widać, że tutaj nic nie jest przypadkowe.
Tak ubierać nauczyła mnie moja żona. Pokazała mi pewne kierunki i są takie dwie marki, które noszę niemalże non stop. Nie jest to żadna współpraca – a bardzo bym chciał, ale to jest chyba niemożliwe. W programie to stylistka Kasia Jabłońska z ekipą i moją żoną dbają o moje stylizacje. Nie ukrywam, że to, co przywożą na plan, czasami, a nawet często zostaje później ze mną.
To jak się nosisz w programie, odzwierciedla twój styl bycia i gust muzyczny?
Od zawsze jarałem się taką bezpośredniością w muzyce, takim brudem, różnymi patentami wykorzystującymi jak najmniej skomplikowanych rzeczy, a jak najwięcej prostych i dobrze wycelowanych. Uwielbiałem Nirvanę i brytyjskiego rocka z lat 70. i 80. Pierwsze płyty Genesis, Pink Floyd, Led Zeppelin czy The Who. Bardzo lubię też nowojorski hard core jak Korn czy Limp Bizkit. Te wszystkie dźwięki kształtowały mnie muzycznie i miały wpływ na to, jak wyglądam.
A ubrania, które noszę, kojarzą mi się z latami 90. i kulturą z tamtego okresu. To jest coś, co mi się podoba, na czym się wychowywałem i lubię teraz gdzieś to przemycać w tym, jaki jestem. Kocham te wszystkie uliczne łachy, jak ja to mówię i dobrze się w tym czuję. Oczywiście, gdzieś po drodze trzeba dobrze umieć to wymiksować, a moja żona to potrafi. Dokładnie rozumie to, co mam w głowie muzycznie i estetycznie, i dzięki temu sprawia, że potrafię wyglądać jak milion dolarów.

Pandemiczne zamieszanie z pieniędzmi
Chciałbym wrócić do jeszcze jednego wydarzenia z przeszłości – dokładnie z pandemii – kiedy to pojawiła się medialna „imba” z tobą, dotacją od rządu dla artystów i zakupu samochodu – jak teraz z perspektywy czasu się odnosisz do tej sprawy?
Przez pandemię ludzie byli w fatalnym stanie, nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. I też finansowym. Pojawił się program rządowy, z którego skorzystało większość artystów w Polsce. Każdy dostał mniej więcej tyle, ile zapłacił w podatkach przez ostatnie lata. U mnie było tego dużo, bo rok wcześniej grałem koncert na stadionie. Dostałem pieniądze, dzięki którym mogłem zapewnić usługi ludziom współpracującym ze mną przy realizacjach projektów, które znajdowały się w tym wniosku. Pieniądze poszły na realizację przyszłych koncertów.
Natomiast w mediach – i to również tych poważnych – pojawiły się w ogóle niezweryfikowane informacje na mój temat, które wywołały mocny hejt w internecie łącznie z pogróżkami wobec mojej rodziny. Uznałem, że trzeba w takim momencie interweniować. Nie miałem nic do ukrycia. Nie miałem złych intencji, biorąc udział w programie rządowym. Komu trzeba było coś wytłumaczyć, to zrobiłem. A innym hejterom powiedziałem dosadnie, co o nich myślę, bo mam prawo się bronić, zwłaszcza jak ktoś grozi mojej rodzinie. Wiele osób z branży później mnie chwaliło, że jako jeden z nielicznych miałem odwagę się odezwać i powiedzieć, co tak naprawdę myślę o tym całym zamieszaniu.
Później pojawił się film na profilu Ralpha Kamińskiego, gdzie powiedziałeś, że za pieniądze z PFR kupiłeś samochód. Oczywiście to był żart, ale zrobiła się kolejna medialna afera.
Przyszedł czas, żeby zmienić samochód w salonie, z którym współpracuję od dekady. Kończył się leasing i wziąłem nowe auto. Przy poprzednim aucie wrzuciłem na media społecznościowe zdjęcie, jak je wybierałem – więc później postąpiłem tak samo. I zrobiła się afera. Wiele osób, które chciało się przy tym ogrzać, komentowało sytuację. I to był naprawdę niski poziom dyskusji. Po prostu robienie afery z niczego. A że jestem człowiekiem o dość nietypowym poczuciu humoru – uważam, że ze wszystkiego, co jest nieprawdą na mój temat, mogę się śmiać, bo to mi przynosi ulgę. Powiedziałem to, co można było później zobaczyć na filmie, który nagrał Ralph. Coś, co było dowcipem, stało się obiektem poważnych dyskusji w mediach i spotkało się znowu z hejtem w mediach społecznościowych. Znowu powiedziałem, co o tym myślę, ale już nie w sieci, a twarzą w twarz kilku osobom, które spotkałem, a które bardzo chciały mi zaszkodzić.
Głos artystów w słusznej sprawie
Czy twoim zdaniem artyści powinni zabierać głos w ważnych sprawach jak np. hejt w sieci, polityka czy wojna?
Jeśli są to kwestie społeczne, które uciskają społeczeństwo jak np. hejt, strajk kobiet czy wojna, to tak. Wspomnienie o tym na koncertach jak najbardziej powinno być na miejscu. Natomiast nigdy nie byłem zwolennikiem opowiadania się po którejś ze stron politycznych i namawiania do głosowania na konkretną osobę czy partię. Uważam, że jedni i drudzy mają tyle samo za uszami i są motywowani tymi samymi przesłankami, idąc do polityki. Dlatego na jednych i drugich trzeba tak samo patrzeć.
Czyli muzyka powinna być ponad podziałami politycznymi?
Dokładnie. Sprawy społeczne i dobro ludzi są ponad polityką. Natomiast niestety polityka maksymalnie społeczeństwo podzieliła. Trzeba walczyć o to, żeby ludzie na świecie nie cieszyli się z tego, że puszczają rakiety w stronę drugiego państwa. Trzeba wskazywać na pewne rzeczy. To jest moim zdaniem pewnego rodzaju edukacja. Wiadomo, że jak Krzysiek Zalewski powiesi flagę Palestyny albo Ukrainy na koncercie, to wojna się nie skończy, ale zwraca uwagę na pewien duży problem i uświadamia o tym. Nie wiemy, do ilu osób to dotrze, ale warto próbować. W swojej działalności publicznej miejsca na takie manifesty nie miałem zbyt często, ale przez te 25 lat kariery zwracałem uwagę na wiele różnych spraw w wywiadach, czy wypowiedziach na scenie.
Myślę, że artyści jak najbardziej powinni angażować się w sprawy społeczne, w obronę wolności słowa. Jeśli chcemy takie kwestie poruszać, to mamy być głosem społeczeństwa, a nie tylko głosem dla społeczeństwa. I jeżeli jesteśmy dużymi nazwiskami, to też wielkie nazwiska ze sceny politycznej powinny zwracać na nas uwagę. Jeśli potrafimy sprawić, że to, co mówimy, dotrze do polityków i coś zmieni na lepsze dla społeczeństwa, to powinniśmy to robić.
Główne wnioski
- 20 czerwca na Arenie Katowice po raz pierwszy i ostatni wybrzmią razem utwory z projektów „Pieśni Współczesne” i „Pieśni Współczesne. Tom II”. Koncert będzie podsumowaniem i zarazem zamknięciem pewnego rozdziału w tym projekcie.
- Na scenie Areny Katowice wystąpi ponad 130 muzyków i wokalistów, w tym: Jakub Józef Orliński, Krzysztof Zalewski, Kwiat Jabłoni, Paweł Domagała, Ralph Kaminski, Kayah, Natalia Szroeder, Błażej Król, Natalia Grosiak, Igor Herbut, Igo, Laboratorium Pieśni, Maciej Musiałowski, Tomasz Organek, Julia Pietrucha, Dawid Tyszkowski, Wiktor Waligóra oraz Piotr Zioła.
- „Pieśni Współczesne” to nie jedyny projekt, który zamyka Miuosh. Artysta rozważa także zawieszenie swojej działalności raperskiej, Jak sam mówi, nie kończy z rapem, co zamyka pewien emocjonalny etap życia. W najbliższych czasie planuje skupić się na innych projektach jak choćby jubileuszowa trasa koncertowa zespołu Zakopower, współpraca przy programie Must Be The Music, czy wspólne działanie i nagrywanie z młodymi artystami.