PiS na krawędzi rozłamu. Czy Mateusz Morawiecki zostanie usunięty z partii?
Były premier i jego stronnicy dostali tydzień na podjęcie decyzji: albo stowarzyszenie, albo partia. Eksperci są zgodni: konsekwencje ewentualnego rozłamu w PiS dotkną całą scenę polityczną.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na jakim etapie jest obecnie Prawo i Sprawiedliwość.
- Czy Mateusz Morawiecki z jego sojusznikami może opuścić partię.
- Jakie konsekwencje dla całej sceny politycznej niesie ewentualny rozłam w PiS.
Wydarzenia w Prawie i Sprawiedliwości ponownie nabrały rozpędu. Wiosną tego roku co chwilę słyszeliśmy o kolejnych walkach partyjnych frakcji, kłótniach o wizję partii czy kształt przyszłych koalicji. W pewnym momencie na włosku zawisła przyszłość Mateusza Morawieckiego i jego stronników, co udało się wygasić na słynnej już kolacji u Adama Bielana.
Kolejne ultimatum dla stowarzyszeń w PiS
W PiS czas jednak nie biegnie liniowo, a zatacza pętle. Wskutek środowej decyzji komitetu politycznego partii bieg wydarzeń na linii Mateusz Morawiecki-Nowogrodzka ponownie wystartował z punktu zero, czyli ponownego wezwania funkcjonujących w ramach partii stowarzyszeń do zaprzestania ich działalności.
Do decyzji niemal natychmiast podporządkowało się stowarzyszenie „Po Pierwsze Polska” z frakcji tzw. maślarzy – czyli zwolenników licytowania się na radykalizm z Konfederacjami. Ustami Jacka Sasina stowarzyszenie zakończyło swoją niezbyt długą działalność.
Inaczej zareagował Mateusz Morawiecki na wezwanie tzw. PKP-u partii. Morawiecki w oświadczeniu na portalu X stanowczo bronił stowarzyszenia Rozwój Plus. W ocenie byłego premiera działalność stowarzyszenia to odpowiedź na rozwojowe i ambicjonalne potrzeby Polaków.
– Mamy unikatową szansę zbudowania Wielkiej Polski, o jakiej marzyły pokolenia. Nie możemy stracić z oczu tego celu, tonąc w bagnie konfliktów. Taki jest i pozostanie cel działań [stowarzyszenia Rozwój Plus – red.] – napisał Morawiecki.
Dynamika wydarzeń przypomina tę z kwietnia, kiedy komitet polityczny PiS wezwał do zaniechania działalności partyjnych stowarzyszeń. Wówczas ostatecznie ustąpił Kaczyński, który zezwolił Morawieckiemu na dalszą działalność. Jak się okazało – do czasu. Dziś atmosfera partyjna wydaje się sprzyjać rozłamowi bardziej niż kilka miesięcy temu.
Świadczy o tym determinacja Mateusza Morawieckiego, który w czwartek poinformował o wypełnieniu miejsc na wydarzenie jego stowarzyszenia Rozwój plus Wy, które ma się odbyć 31 lipca w Warszawie. Były premier zarazem twierdzi, że chce pozostać w PiS oraz w stowarzyszeniu, ale nie kryje się z tym, kogo uważa za winnego sytuacji PiS.
– W momencie największego kryzysu rządu Tuska, ogromnej liczby afer, zawału służby zdrowia i konfliktów w koalicji, wywołanie wewnętrznego podziału w naszej partii przez wąską grupę intrygantów jest ostatnią rzeczą, której nam potrzeba – napisał w czwartkowe popołudnie na platformie X Mateusz Morawiecki.
Nowogrodzka pozostaje nieugięta
Zdeterminowani są także politycy z frakcji tzw. maślarzy, którzy wzywają w mediach społecznościowych na pozostanie w PiS.
Swoją porcję oliwy do ognia dolał w czwartkowy poranek rzecznik partii Rafał Bochenek.
– Cele stowarzyszenia Rozwój Plus są jasne – polityczne i stoją w sprzeczności z działalnością PiS. Co więcej, działalność stowarzyszenia prowadzi do rozbijania struktur partii, wykorzystywania zasobów PiS do budowania własnej organizacji oraz podsycania konfliktów – napisał Bochenek na platformie X.
Morawiecki i jego sojusznicy mają czas do kolejnego czwartku, aby odnieść się do decyzji centrali. Inaczej mówiąc: wybrać między trwaniem w stowarzyszeniu Rozwój Plus a trwaniem przy Nowogrodzkiej.
Scenariusze na stole
Wydaje się, że tym razem wybór może mieć realne konsekwencje polityczne. A na stole scenariuszy jest kilka. I zarazem trudno rozsądzić, który z nich naprawdę się wydarzy.
– Rozwód za porozumieniem stron raczej się nie wydarzy. Jeżeli już do niego dojdzie, to z orzeczeniem o winie. Czyjej? To będzie zależało od tego, czy Mateusz Morawiecki odejdzie sam, czy zostanie wyrzucony. Jeżeli wyjdzie sam, to on będzie temu winny. Jeśli natomiast zostanie usunięty z szeregów PiS, to wina leżeć będzie po stronie samego Jarosława Kaczyńskiego oraz oczywiście Przemysława Czarnka i tej ekipy, która stanowi wewnętrzną opozycję w stosunku do Morawieckiego. Sam Morawiecki na pewno nie weźmie na siebie winy w takim scenariuszu. W tej chwili trwa więc gra o to, kto ten proces będzie kontrolować i jak najmniej na nim straci. Oczywiście zawsze pozostaje opcja, że do żadnego rozwodu ostatecznie nie dojdzie – analizuje Marcin Duma, były szef pracowni sondażowej IBRiS.
W ocenie Marcina Dumy wiele zależy od stopnia determinacji centrali partii. Potencjalne pozbycie się Morawieckiego i jego sojuszników wiąże się jego zdaniem z kosztami dla partii.
– Pytanie brzmi, jak dalece zdeterminowana jest druga strona konfliktu. Taki ruch nie będzie bezkosztowy. Wyrzucony z PiS Mateusz Morawiecki będzie miał tych ewentualnych punktów sondażowych trochę więcej niż Morawiecki, który odszedłby dobrowolnie. Jego opowieść jest taka, że będzie łowił wyborców, którzy Prawo i Sprawiedliwość opuścili, ponieważ czują się zawiedzeni. Prawda jest jednak taka, że jego odejście uszczupli aktualne szeregi wyborców PiS. Jeżeli oponenci pokroju Patryka Jakiego doprowadzą do jego usunięcia, skończy się na tym, że Prawu i Sprawiedliwości wyświetli się poparcie z „jedynką z przodu” i to nie tylko w badaniach CBOS, ale i w innych sondażach – uważa Marcin Duma.
Politolog: konsekwencje rozpadu dotkną całą scenę polityczną
Konsekwencje rozpadu PiS dotknęłyby zresztą nie tylko samych zainteresowanych, ale szerzej – całą scenę polityczną. Dr hab. Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, zwraca uwagę na rozdrobnienie i tak już podzielonej prawicy.
– Pierwszą i podstawową konsekwencją jest oczywiście głębszy podział elektoratu prawicy, który przecież już dzisiaj jest podzielony. Obecnie jednak największą część tego tortu wciąż trzyma Prawo i Sprawiedliwość. W momencie, w którym pojawia się Mateusz Morawiecki z własnym projektem, jest w stanie wyjąć część elektoratu PiS, a być może zyskać również kosztem Konfederacji. Jego ugrupowanie mogłoby faktycznie liczyć na głosy trochę szerszej grupy ludzi. Nie mówimy tutaj o dwudziestoprocentowym poparciu, ale gdyby Morawiecki hipotetycznie zdobył cztery czy pięć punktów procentowych kosztem PiS i zebrał do tego jeszcze jeden czy dwa punkty z elektoratu niezdecydowanego – który w polskiej polityce zawsze szuka czegoś nowego – dałoby mu to minimum parlamentarne. Oznacza to jednak wprost, że prawicowy elektorat jeszcze bardziej by się rozdrobnił – mówi politolog.
Ordynacja D'Hondta sprzymierzeńcem rządu
Znaczenie ruchu Morawieckiego dla sceny politycznej jest tym istotniejsze, jeśli przypomnimy sobie sposób dzielenia mandatów w polskim parlamencie.
– Model D'Hondta zawsze premiuje duże ugrupowania. Najprościej to ilustrując: jedno ugrupowanie, które zyska 40 proc. głosów, będzie miało więcej miejsc w parlamencie niż dwa ugrupowania, które zyskają po 20 proc. Jeżeli głosy na prawicy podzielą się na przykład na poziomie 20, 10 i 5 proc., a Koalicja Obywatelska, Lewica i inne ugrupowania rządzące zdobędą w większych blokach podobną lub większą pulę, to rządy po prostu się nam nie zmienią. Innymi słowy, powstanie takiego nowego ugrupowania jest de facto na korzyść dzisiejszej władzy – zwraca uwagę dr hab. Olgierd Annusewicz.
Olgierd Annusewicz: Morawiecki sam z partii nie wyjdzie
W jego ocenie Morawiecki sam z PiS nie odejdzie, a co najwyżej zostanie z niej wypchnięty przez niesprzyjającą mu centralę partii.
– Bazowo i na pierwszy rzut oka należy przyjąć oczywiste założenie, że wyjście Morawieckiego z PiS-u i samodzielny start jego ugrupowania w wyborach działa matematycznie na niekorzyść obecnej opozycji. Pytanie, dlaczego tak się dzieje, skoro oni mają dokładnie ten sam zakres informacji co my? Zakładam, że kierownictwo się z tym w pełni liczy. Być może ktoś kalkuluje w ten sposób: „dobrze, najwyżej zostaniemy w opozycji, ale ostatecznie wykończymy politycznie Morawieckiego” – analizuje politolog.
Naukowiec z UW dostrzega jednak także potencjalne korzyści dla prawicy wskutek dekompozycji dotychczasowego kształtu PiS.
– Z drugiej strony, jeżeli nowe ugrupowanie wejdzie potem z Prawem i Sprawiedliwością w koalicję przedwyborczą i nie będą ze sobą konkurować w dniu głosowania, może to przynieść pewne korzyści. Jest to co prawda jak mieszanie w zupie bez dosypywania przypraw, ale czasem wystarczy zamieszać, żeby konsystencja potrawy się poprawiła. Być może plan zakłada, że teraz na prawicy wszyscy się pokłócą, a przed wyborami się pogodzą, z czego ostatecznie ich wyborcy będą zadowoleni – rozważa Olgierd Annusewicz.
Były szef IBRiS: Morawiecki i Kaczyński to pragmatycy
To jednak jeden z wielu możliwych scenariuszy. Marcin Duma nie wyklucza scenariusza najmniej spektakularnego.
– Nie mam jednoznacznego przekonania, że obecna sytuacja musi się skończyć rozłamem. Niemniej jednak, w takich warunkach bardzo dużo zależy od przypadku i emocji, które mogą doprowadzić do tego, że sytuacja wymknie się spod kontroli. Już dzisiaj Prawu i Sprawiedliwości naprawdę niewiele brakuje do tego, żeby emocje wzięły górę – uważa były szef pracowni IBRiS.
Marcin Duma zwraca także uwagę, kto według niego ma najbardziej pragmatyczną ocenę sytuacji.
– Należy też podkreślić, że ludźmi, którzy chyba najmniej emocjonalnie podchodzą do tej sprawy, są główni gracze. Z jednej strony Mateusz Morawiecki, który jest politykiem na wskroś pragmatycznym. Strategia i cele są dla niego najważniejsze, a emocje pozostają na dalszym planie. Z drugiej strony stosunkowo mało emocjonalny w działaniu jest sam Jarosław Kaczyński, który chłodno kalkuluje i rozgrywa sytuację – nawet jeśli na zewnątrz prezentuje emocjonalność jako formę podejścia do problemu. Jest jednak trzeci aktor, tym razem zbiorowy – czyli to środowisko, w którym mamy Patryka Jakiego, Przemysława Czarnka i Jacka Sasina. Tam emocje odgrywają kluczową rolę i to one bywają jednym z głównych doradców politycznych – uważa Marcin Duma.
Grill stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego ma odbyć się ostatniego dnia lipca. Ultimatum dla członków stowarzyszeń mija z kolei tydzień wcześniej. Czy lipcowy festiwal przerodzi się w inaugurację kolejnej formacji na polskiej prawicy?
– Zobaczymy, jaka będzie temperatura nadchodzącego grilla Mateusza Morawieckiego. Jeśli będzie bardzo gorąco to grill może się zmienić w „roast” – podsumowuje były szef IBRiS.
Główne wnioski
- Komitet polityczny Prawa i Sprawiedliwości zażądał rozwiązania wewnątrzpartyjnych stowarzyszeń. Mateusz Morawiecki odmówił likwidacji swojej organizacji i w ten sposób rzucił bezpośrednie wyzwanie centrali ugrupowania. Decyzja ta zaostrza trwający konflikt z politycznymi oponentami w łonie partii.
- W ocenie Marcina Dumy przyszłość ruchu Morawieckiego w dużym stopniu zależy od tego, czy były premier odejdzie z PiS z własnej woli czy zostanie z niej usunięty. Zdaniem byłego szefa IBRiS kluczowe dla budowy poparcia formacji Morawieckiego jest to, kto w optyce opinii publicznej poniesie winę za rozpad PIS.
- Eksperci przewidują różne warianty rozwoju sytuacji i wskazują na możliwe wypchnięcie byłego premiera ze struktur formacji. Taki rozłam osłabiłby poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości w nadchodzących miesiącach. Pojawienie się nowego bytu na prawicy zadziałałoby na korzyść obecnego rządu przez specyfikę metody podziału mandatów.
