Podatek od nadmiarowych zysków zbulwersował branżę paliwową. „Stawka wśród najwyższych w Europie”
Branża paliwowa mocno skrytykowała przygotowany przez Ministerstwo Finansów projekt nakładający na nich ekstrapodatek. POPiHN żąda wstrzymania prac nad projektem w tej formie, a niektóre firmy oczekują wprowadzenia podobnych obciążeń dla sprzedawców gazu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego rząd chce wprowadzić podatek od nadmiarowych zysków branży paliwowej.
- Kto zapłaci nowy podatek i w jakiej wysokości.
- Co o propozycji resortu finansów mówi branża paliwowa i analitycy.
Do 5 czerwca trwają publiczne konsultacje projektu ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych przez producentów i importerów paliw. O możliwości wprowadzenia takiej daniny informował premier Donald Tusk pod koniec marca. Zapowiadał wówczas interwencję rządu w sprawie rosnących cen paliw na stacjach. To reakcja na wybuch wojny na Bliskim Wschodzie, która doprowadziła do zablokowania cieśniny Ormuz i wywołała kryzys naftowy na całym świecie.
Nowy podatek – jak tłumaczy resort finansów – ma „przeciwdziałać sytuacjom, w których wzrost cen surowców przekłada się na nieproporcjonalnie wysokie marże firm”. Przede wszystkim jednak ma załatać straty w budżecie państwa wynikające z wprowadzenia pakietu antykryzysowego. Regulacje, które obniżają ceny paliw na stacjach, kosztują krajowy budżet 1,6 mld zł miesięcznie. Branża paliwowa nie pozostawia jednak na projekcie suchej nitki.
Najwięcej zapłaci Orlen
Zgodnie z propozycją Ministerstwa Finansów nowy podatek zapłacą firmy produkujące paliwa i prowadzące sprzedaż importowanych paliw. W Polsce paliwa produkują: Orlen oraz Aramco (saudyjski koncern posiada 30 proc. Rafinerii Gdańskiej). W sumie, jak szacuje resort finansów, daninę zapłaci około 20-30 firm. Łączny zysk z tego tytułu dla budżetu państwa ma wynieść 5 mld zł. Z tego najwięcej, bo aż 3 mld zł, zapłaci Orlen.
Opodatkowana ma być tylko ta część przychodów, która ma charakter nadzwyczajny, a więc nie zostałaby osiągnięta w normalnych warunkach rynkowych. Punktem odniesienia ma być ostatni rok obrotowy. Podstawę stanowić więc będzie nadwyżka ponad osiągane wcześniej marże, powiększona o dodatkowe 20 proc. Stawka podatku wyniesie 75 proc. podstawy opodatkowania.
„Korekta o 20 proc. stanowi dodatkowy instrument gwarancyjny, który chroni podatników przed opodatkowaniem przychodów wynikających ze zwykłych wahań rynkowych lub organicznego wzrostu działalności. Opodatkowaniu podlegać będzie wyłącznie nadwyżka ponad ten próg – identyfikowana jako nadwyżka wynikająca ze wstrząsu podażowego będącego skutkiem konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie” – tłumaczy MF w uzasadnieniu projektu.
Z danych przedstawionych przez resort finansów wynika, że średnia miesięczna wartość marży handlowej w branży naftowej w Europie Północno-Zachodniej wzrosła z 5,33 dolarów za baryłkę w lutym 2026 r. do 23,17 dolarów w marcu 2026 r. To efekt tego, że ceny gotowych paliw rosły znacznie szybciej niż ceny surowca – ropy naftowej.
Branża nie chce nowego podatku
Jak można się było spodziewać, projekt ustawy spotkał się z ostrą krytyką branży paliwowej. Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) alarmuje, że planowany podatek może przynieść poważne skutki dla całej gospodarki.
„Proponowane rozwiązania grożą ograniczeniem inwestycji, osłabieniem bezpieczeństwa paliwowego państwa i utrudnieniem realizacji celów transformacji energetycznej.
Przedstawiciele branży podkreślają, że wzrost cen paliw i wyników części firm nie jest efektem nadzwyczajnych korzyści osiąganych kosztem rynku. To konsekwencja globalnego kryzysu energetycznego, napięć geopolitycznych i zaburzeń w łańcuchach dostaw. Przedsiębiorcy działający w Polsce ponoszą dziś ogromne koszty związane z zakupem surowców, logistyką i utrzymaniem dostępności paliw dla odbiorców” – przekazała nam POPiHN w oświadczeniu.
Organizacja dodaje, że już teraz sektor paliwowy należy do najbardziej obciążonych fiskalnie branż polskiej gospodarki. Przekonuje, że nowa danina uderzy w przyszłe inwestycje w magazyny paliw, terminale, nowoczesną infrastrukturę oraz rozwój paliw alternatywnych.
„Branża stoi przed historycznie dużymi wydatkami związanymi z transformacją energetyczną i realizacją unijnych celów klimatycznych. Nałożenie kolejnego wielomiliardowego obciążenia mogłoby ograniczyć możliwości finansowania projektów niezbędnych dla modernizacji sektora i zwiększenia odporności gospodarki na przyszłe kryzysy” – twierdzi POPiHN.
Branża apeluje o wstrzymanie prac
Branża wskazuje też na brak pełnych informacji o konstrukcji podatku. Mówi też o ryzyku podwójnego opodatkowania oraz możliwej sprzeczności proponowanych rozwiązań z prawem krajowym i unijnym. Polska nakładała już jednak wcześniej podobne daniny. W tym tzw. odpis gazowy dla producentów gazu czy składkę solidarnościową dla producentów węgla i koksu.
POPiHN apeluje do rządu o wstrzymanie prac nad projektem w obecnej formie i rozpoczęcie szerokich konsultacji z rynkiem na temat nowych rozwiązań.
Co z producentami gazu?
Projekt ustawy krytykuje też Unimot, który importuje paliwa do Polski. Jego zdaniem specjalną daninę powinni płacić także wytwórcy gazu.
– Stawka 75 proc. należy do najwyższych w Europie, co pokazuje, jak restrykcyjny charakter ma ten projekt. Warto również zwrócić uwagę, że europejski windfall tax [podatek od nadmiarowych zysków – red.] był pierwotnie projektowany jako danina od nadzwyczajnych zysków sektora naftowego i gazowego. Tymczasem w polskim projekcie gaz został wyłączony z opodatkowania. Taka decyzja budzi poważne wątpliwości. Szczególnie w kontekście tego, że ceny gazu w Polsce należą obecnie do najwyższych na świecie – według dostępnych danych zajmujemy w tym zestawieniu drugie miejsce po Ukrainie. Trudno więc znaleźć uzasadnienie dla pominięcia tego segmentu rynku – komentuje Adam Sikorski, prezes Unimotu.
Polityczna decyzja
Analitycy giełdowi do pomysłu opodatkowania nadmiarowych zysków branży paliwowej, w tym Orlenu, podchodzą sceptycznie.
– Uważam, że mówienie o nadmiarowych zyskach w sytuacji braku towaru na rynku jest szkodliwe. Jeśli jakiegoś produktu brakuje, to jego ceny rosną i firmy, które są w stanie go wytworzyć, na tym zarabiają. Na tym polega biznes. Po to firmy inwestują w swoje moce produkcyjne, rozwijają swoje kompetencje, aby na tym zarabiać. Co innego, jeśli jakiś podmiot wykorzystuje sytuację rynkową, spekulując i sztucznie windując ceny. Takie sytuacje się zdarzają, ale to nie jest ten przypadek. Tutaj ceny są kształtowane przez globalne czynniki – podkreśla Łukasz Prokopiuk, analityk DM BOŚ.
Dodaje, że rynek spodziewał się ekstrapodatku od zysków producentów paliw. Niepewne było tylko to, w jakim stopniu dotknie on branżę.
– Obecna propozycja nie jest scenariuszem skrajnie negatywnym. Odczytuję ją jako chęć kompensacji przez państwo strat budżetu, wynikających z wprowadzenia obniżek cen na stacjach benzynowych. Obniżek, które w mojej ocenie nie są konieczne, bo Polska ma najtańsze paliwa w Europie. To była raczej polityczna decyzja, za którą teraz spółki muszą zapłacić – kwituje Łukasz Prokopiuk.
Resort nie widzi ryzyka
Ministerstwo Finansów przekonuje natomiast, że dodatkowa danina nie powinna zachwiać finansami branży paliwowej.
„Projekt dotyczy opodatkowania nadwyżki przychodów wypracowanych przez podmioty z uwagi na zaistniałe uwarunkowania zewnętrzne, które nie były zakładane w okresie opracowywania strategii na 2026 r. Stąd nie przewiduje się wpływu projektowanych zmian na innowacje i inwestycje firm” – czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy.
Resort podkreśla też, że wprowadzenie podatku zostało już wcześniej zasygnalizowane rynkowi. Dlatego planowane regulacje zostały już uwzględnione w wycenach akcji spółek giełdowych.
Główne wnioski
- Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt ustawy o podatku od nadmiarowych zysków spółek paliwowych. Jego celem jest „przeciwdziałanie sytuacjom, w których wzrost cen surowców przekłada się na nieproporcjonalnie wysokie marże firm”. Przede wszystkim jednak nowa danina ma załatać straty w budżecie państwa, wynikające z wprowadzenia obniżek na stacjach benzynowych. Obniżenie cen paliw kosztuje państwo 1,6 mld zł miesięcznie. Szacowane wpływy z nowego podatku mają wynieść 5 mld zł. Z tego aż 3 mld zł ma zapłacić Orlen.
- Projekt ustawy mocno krytykuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN). Według niej planowany podatek może skutkować ograniczeniem inwestycji przez branżę paliwową i osłabieniem bezpieczeństwa paliwowego państwa. POPiHN apeluje do rządu o wstrzymanie prac nad projektem w obecnej formie. Branża chce natomiast rozmawiać na temat innych rozwiązań.
- Zdaniem Unimotu, który importuje paliwa do Polski, zaproponowana stawka podatku (75 proc.) należy do najwyższych w Europie. Wskazuje też, że daniny nie zapłacą producenci gazu, choć ceny tego surowca też mocno wzrosły. – Trudno znaleźć uzasadnienie dla pominięcia tego segmentu rynku – komentuje Adam Sikorski, prezes Unimotu. Z kolei Łukasz Prokopiuk z DM BOŚ nie widzi uzasadnienia dla mówienia o nadzwyczajnych zyskach branży paliwowej. Jego zdaniem nowy podatek ma na celu jedynie skompensowanie strat budżetu państwa po obniżeniu cen na stacjach. – To była polityczna decyzja, za którą teraz spółki muszą zapłacić – kwituje analityk Łukasz Prokopiuk.
