Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Miquido zbudowało aplikacje dla ponad 100 mln osób. Teraz przechodzi głęboką transformację

Polska firma, obsługująca światowe firmy, zatrudniała w szczycie ponad 300 specjalistów IT. Kryzys wymusił redukcję zespołu o jedną trzecią. Właściciel ściągnął z globalnej korporacji polskiego menedżera z jasnym celem: podwoić wyniki w trzy lata. Pomoże nowa strategia.

Piotr Dzwonnik, prezes Miquido
Polskim firmom IT nie brakuje kompetencji, tylko odwagi i pomysłu na sprzedaż wysokiej jakości produktów – podkreśla Piotr Dzwonnik, nowy prezes Miquido. Fot. materiały prasowe/Miquido

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co doprowadziło do kryzysu w Miquido i w jakiej sytuacji finansowej jest spółka.
  2. Na czym opiera się prowadzona przez nią transformacja.
  3. Jakie cele przyświecają nowemu prezesowi.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

„Nie pozwól, aby dobry kryzys się zmarnował” – mawiał Winston Churchill. Tę zasadę powinni mieć na uwadze w ostatnich latach właściciele software house’ów. Po pandemicznym boomie na usługi IT popyt drastycznie spadł, a rozwój AI przedefiniował potrzeby klientów i modele biznesowe.

Przekonała się o tym m.in. Escola, wśród jej inwestorów jest Marcin Kuśmierz (aktualnie prezes Allegro). Po bolesnej transformacji AI – okresowo zatrudnienie spadło o połowę – twórca aplikacji mobilnych zmienił strategię.

Nowe podejście do biznesu ma także założone w 2011 r. Miquido, choć fundamentem niezmiennie pozostaje rozwój oprogramowania głównie na smartfony. Zmienił się także prezes. Krzysztof Kogutkiewicz, współzałożyciel firmy z Krakowa, przekazał ster po 15 latach.

– Nie wierzę w nieprzerwany wzrost organiczny w tempie 50 proc. rocznie. Dlatego uznam, że wykonałem dobrą robotę, jeśli po trzech latach podwoimy wyniki [w 2025 r. przychody wyniosły 45,3 mln zł – red.]. Już w 2027 r. chcemy wrócić do dwucyfrowej dynamiki przychodów. Mam też jeden osobisty, kluczowy, niefinansowy cel: zbudowanie w firmie kultury wzrostu i pewności siebie. Chcę, byśmy z dumą opowiadali szeroko o naszych osiągnięciach – mówi Piotr Dzwonnik, prezes Miquido od września 2026 r.

Co łączy i dzieli polskie firmy IT i globalne korporacje

Menedżer jest dobrze znany w polskim sektorze IT. W latach 1999-2008 był dyrektorem sprzedaży w Comarchu i ComputerLandzie (dziś Sygnity). Później przez kilkanaście lat pracował w amerykańskich korporacjach: Oracle i Avaya. Odpowiadał m.in. za zespoły sprzedażowe w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Przed samym dołączeniem do Miquido doradzał polskim firmom technologicznym.

– Nie rzucam się więc na nieznaną wodę, tylko wracam do znanego akwenu. Dwie dekady temu w lokalnych firmach struktury definiowaliśmy sami i walczyliśmy o każdy kontrakt trochę „na hura”. Natomiast w międzynarodowych korporacjach spotkałem się z bardzo rozbudowanymi zespołami z wąską odpowiedzialnością i „brutalnym” egzekwowaniem rezultatów pracy – wspomina Piotr Dzwonnik.

Wskazuje, że różnice tkwią głównie w podejściu do celów biznesowych, skali działalności, kultury organizacji i dostępności pieniędzy. Na koniec zawsze liczy się robienie zdrowego, przewidywalnego biznesu. W Miquido zamierza wykorzystać doświadczenie w zorganizowanym podejściu do biznesu – dalekiego od „zróbmy i się zobaczy”.

– Trzeba dobrze się zastanowić nad celem do osiągnięcia, niezbędnymi strukturami i kompetencjami oraz metodami mierzenia efektów. Jestem zwolennikiem kompletnego opomiarowania. Tylko w ten sposób można sprawdzić, co działa a co nie. To pozwala budować biznes odporny na różne zawirowania, których jest mnóstwo i to na różnych polach. Geopolityka, makroekonomia, nowe technologie – w każdej z tych sfer dzieje się bardzo dużo – wyjaśnia Piotr Dzwonnik.

Polskiemu biznesowi nie brakuje jakości tylko odwagi

Krzysztof Kogutkiewicz docenił nie tylko kompetencje Piotra Dzwonnika, ale też jego bezbłędną ocenę sytuacji spółki. Natomiast on sam po prawie 30 latach w IT chce dzielić się doświadczeniem i wspomóc polską firmę.

– Poza tym rynek software house jest bardzo trudny, a ja wręcz uwielbiam wyzwania. Gdybym chciał, żeby było łatwo, zostałbym w poprzedniej roli. Właściciele Miquido zaimponowali mi ambicją, pozytywną energią oraz profesjonalnym podejściem do technologii i zarządzania. Sky is the limit, musimy tylko się przegrupować – mówi Piotr Dzwonnik.

Jego zdaniem polskie firmy IT są w światowej czołówce kompetencji i innowacji. Ostatnie, co powinny mieć, to jakiekolwiek kompleksy. Brakuje im za to uzasadnionej dumy z osiągnięć i przebicia psychologicznej bariery, by zacząć o nich głośno mówić.

– Muszą też zmienić podejście, by więcej z nich osiągnęło światowy sukces. Dziś przeważa koncentracja na produkcie, a brakuje doświadczenia w przełożeniu go na biznes. Tymczasem globalne korporacje to olbrzymie maszyny marketingowo-sprzedażowe. Produkt jest ważny, ale nie ważniejszy od tego, komu i jak można go sprzedać – tłumaczy menedżer.

Najpierw wystrzał wyników, później problemy

Bieżąca dekada jest dla Miquido słodko-gorzka. W okresie pandemii COVID-19 popyt na mobilne aplikacje wystrzelił. Przychody i zysk operacyjny podwoiły się w latach 2019-2022 do odpowiednio: 64,9 i 6,2 mln zł. Kolejne dwa lata przyniosły spadek sprzedaży i łącznie kilkumilionową stratę. Odbicie nadeszło w 2025 r.

– W 2024 r. spółka straciła kluczowego klienta, odpowiadającego za prawie jedną trzecią przychodów. Odrobiliśmy lekcję i dywersyfikujemy portfel, by nie dopuścić do powtórki. Największy klient przyniesie nam w tym roku ok. 13 proc. przychodów, a pierwsza piątka – łącznie prawie połowę. Przed nami jeszcze sporo pracy w tym zakresie – mówi Piotr Dzwonnik.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Bieżący rok spółka uznaje za czas transformacji i w konsekwencji stabilizacji wyników. Spodziewa się przychodów na poziomie 45 mln zł, a efektów zmian od początku przyszłego roku.

– Natomiast pod względem skorygowanej marży EBITDA jesteśmy blisko 9 proc., a w 2027 r. chcemy przekroczyć 10 proc. Trudno będzie dojść do 20 proc., ale 15 proc. uznajemy docelowo za bardzo realny cel. To zdrowy poziom dla software house’ów na świecie. Zakładane cele uwzględniają wyłącznie organiczny wzrost. Na razie kompletnie nie myślimy o przejęciach – mówi Piotr Dzwonnik.

Zdaniem eksperta

Wymagające czasy weryfikują liderów i przynoszą nowych

Po intensywnych inwestycjach w technologie w czasach COVID-19 rynek aplikacji mobilnych w pewien sposób się nasycił. Większość potrzebujących ich firm już je ma, a polskie sukcesy – np. Sinsay i Żappka – są omawiane na całym świecie. Z roku na rok obserwuję też coraz mniej dużych, jakościowych zapytań wśród firm z segmentu enterprise.

Dlatego w najpierw dołożyliśmy nowe kompetencje z obszaru transformacji cyfrowej, a potem dołączyliśmy do Solity i oferujemy jej usługi w Polsce. Kolejnym kierunkiem z kilkoma widocznymi wdrożeniami – m.in. ostatnią aplikacją Pepco czy Tattum – jest masz autorski framework Atlas. Pozwala przyspieszyć wytworzenie i obniżyć koszty. Oba wspomniane produkty powstały w około sześć miesięcy – także dzięki wielu innowacyjnym narzędziom AI.

Mimo że takie aplikacje wymagają nieustannego utrzymania i rozwoju, rynek będzie jeszcze bardziej wymagający. Zwłaszcza że mniejsze firmy najpewniej wybiorą tzw. vibe coding [programowanie bez kompetencji w tym zakresie dzięki narzędziom AI – red.] do budowy swojego MVP [wersja produktu z wyłącznie kluczowymi funkcjonalnościami – red.]. W wielu przypadkach może okazać się to wystarczające.

Dziś nasz biznes jest bardziej wymagający, ale reguły są prostsze. Liderami staną się organizacje, które konsekwentnie zbierały doświadczenia w danym sektorze lub w obszarze kompetencji. Równolegle niezwykle ważna staje się elastyczność modelu rozliczeń. Np. rozliczanie za efekty zastępuje tzw. time & materials [czas pracy i koszt zużytych zasobów – red.]. Jeszcze kilka lat temu było to nie do zaakceptowania.

Ostatnią i chyba najtrudniejszą rzeczą jest międzynarodowe skalowanie biznesu. To potrafi naprawdę niewielu, a podejmowane próby często nie przynoszą efektów. Wymagające czasy weryfikują liderów, ale też przynoszą nowych. Dlatego będę przyglądał się, co nowego pokaże Miquido.

100 pracowników mniej, rekrutacje AI-first

Wynikowa sinusoida jest powiązana z poziomem zatrudnienia. W pandemicznym szczycie przekroczyła 300 osób, ale spadła do ponad 200 obecnie. Znów ma zacząć rosnąć, choć wolniej.

– Gdy rynek wyhamował, właściciele podjęli trudną decyzję o dostosowaniu załogi do nowych realiów. Nie mogli dłużej pozwolić sobie na długą tzw. ławkę oczekujących na projekty, bo odbijało się to na wynikach finansowych. Obecnie ok. 80 proc. zespołu jest zaangażowana w konkretne projekty. Moim celem jest podwojenie wyników, ale niekoniecznie zatrudnienia. Będziemy je systematycznie zwiększać, niemniej priorytetem jest poprawa efektywności – wyjaśnia Piotr Dzwonnik.

Zapewnia, że firma nie zwalnia ludzi przez AI, tylko robi jeszcze więcej dzięki jej wykorzystaniu. Dlatego szuka przede wszystkim osób, które potrafią projektować i nadzorować jej pracę. Sztuczna inteligencja szybciej wygeneruje kod, ale potrzebni są specjaliści rozumiejący potrzeby klienta, przekładać je na polecenia dla agentów AI i zweryfikować efekty.

– Doświadczony pracownik nie zawsze oznacza lepszy – to zależy, jakie ma doświadczenia. Jesteśmy otwarci na juniorów dopiero wchodzących na rynek pracy. Dzięki wewnętrznym szkoleniom potrafimy bardzo szybko przygotować ich do pracy z klientami. Jest jednak jeden warunek: praca w modelu „AI-first”. Osoby otwarte na korzystanie z nowych narzędzi zdecydowanie wciąż mają szansę na dobrą pracę w IT – mówi szef Miquido.

Dojrzałe korporacje zamiast niestabilnych startupów

Z aplikacji stworzonych przez polską firmę korzysta ponad 100 mln osób z całego świata. Wśród jej klientów (obecnie ok. 40) są nie tylko lokalni potentaci – m.in. Tui, Play i Orlen – ale też globalne korporacje jak Dolby, Warner Music Group czy Universal Music Group.

– Mamy duży potencjał wzrostu razem z nimi, ale do realizacji celów potrzebujemy zwiększyć bazę. Mierzymy głównie w segment enterprise [korporacje – red.], w którym możemy zapewnić największą wartość. Odpowiada on już za ponad połowę przychodów. W tym roku wejdziemy do jeszcze jednej lub dwóch korporacji – mówi Piotr Dzwonnik.

Jeszcze kilka lat temu w strukturze klientów przeważały startupy. Dziś są w zdecydowanej mniejszości. Mają w większości bardzo krótki cykl życia – często krótszy od projektu – a spółce zależy na długoterminowej współpracy. Skupia się więc na stabilnych, dojrzałych organizacjach.

– Zwłaszcza że najczęściej działają one na wielu rynkach, co zwielokrotnia ich potrzeby. Ponadto nie chcemy konkurować ceną. Gdy staje się dla kogoś decydująca, odpuszczamy. Nie jestem zainteresowany redukowaniem jakości i zakresu dobrych pomysłów wyłącznie w celu obniżenia ceny – klienci by na tym stracili. Duże, dobrze prosperujące przedsiębiorstwa nie mogą sobie na to pozwolić – wyjaśnia Piotr Dzwonnik.

Zdaniem eksperta

Koncentracja na korporacjach nie zaskakuje

Rynek usług IT coraz wyraźniej przesuwa się w stronę klientów enterprise. Startupy i firmy technologiczne kupują ostrożniej, podczas gdy banki, ubezpieczyciele czy telekomy mają budżety i silną presję na wdrażanie AI. W tym segmencie polskie spółki konkurują ze sobą, ale też z globalnymi firmami doradczymi, integratorami i dostawcami gotowych produktów.

AI obniża wartość pisania kodu, więc przewagą nie jest niższa cena roboczogodziny. Kluczowe stają się: znajomość branży klienta, spełnianie wymogów bezpieczeństwa i regulacyjnych oraz odpowiedzialność za wynik biznesowy. Przyspiesza też tempo realizacji – dwa lata na pierwszą wersję to przeszłość.

Największym wyzwaniem jest połączenie szybkości z wymaganiami dużych organizacji. Demo można zbudować błyskawicznie, ale bezpieczne wdrożenie i integracja z systemami sprzed 20 lat to zupełnie inna skala trudności. Dlatego wiele firm utyka na etapie pilotaży.

Barierą są też procesy zakupowe, nadal zakładające z góry określony zakres projektu. Tymczasem rozwiązania AI wymagają po wdrożeniu stałego monitorowania i dostosowywania do zmieniających się warunków.

Polska równie ważna jak świat

W 2020 r. udział krajowej sprzedaży wyniósł 36 proc., a zagranicznej 64 proc. Dwa lata później proporcje się odwróciły, a w 2025 r. eksport osiągnął 53 proc. Zmiany Miquido uzasadnia przyspieszeniem rozwoju w Polsce. Utrzymanie zbliżonych proporcji go usatysfakcjonuje.

– W Polsce niezmiennie widzimy – choćby po aktualnych przetargach – duży potencjał. Pracujemy nad kilkoma naprawdę dużymi firmami. Natomiast do międzynarodowej ekspansji podchodzimy w bardzo skoncentrowany sposób. Obsługujemy korporacje z USA i Azji, ale skupiamy się na Europie, a szczególnie Europie Środkowej i Wschodniej. W tym regionie jest jeszcze dużo do zrobienia, biorąc pod uwagę nasycenie zachodnioeuropejskich rynków. Wyjątkiem jest dla nas DACH [kraje niemieckojęzyczne – red.] i Wielka Brytania, gdzie chcemy mocniej zaznaczyć obecność – mówi Piotr Dzwonnik.

Podkreśla, że żaden z obsługiwanych sektorów się nie wybija. Liderem jest wellbeing, ale po kilkanaście procent udziału w przychodach mają energetyka i media oraz bankowość i fintech. Niewiele mniejsze jest znaczenie turystyki i ochrony zdrowia.

– W tych sektorach mamy największe doświadczenie, a obserwujemy, że klienci coraz bardziej doceniają głęboką wiedzę domenową. Idziemy jednak szeroko także m.in. po e-commerce i rozrywkę. Nie rezygnujemy z żadnej branży. Wyjątkiem jest sektor publiczny, w który nie chcę się angażować, bo liczy się w nim głównie cena – podkreśla Piotr Dzwonnik.

Aplikacje mobilne pozostają fundamentem

Miquido wywodzi się z aplikacji mobilnych i na nich zamierza się koncentrować. Rynek uznaje za bardzo dynamiczny, a po upowszechnieniu się narzędzi AI jeszcze przyspieszył. Klienci nie chcą już czekać dwóch lat na produkt. Oczekują pierwszej wersji w dwa, trzy miesiące i sukcesywnego rozwoju.

– Sprzyja nam to, że firmy przestają traktować aplikacje jako „centrum obniżania kosztów”, a zaczynają dostrzegać w nich nowe źródło przychodów. A my odpowiadamy nie tylko za to, co ich klient widzi na ekranie smartfona, ale też za integrację ze wszystkimi wewnętrznymi systemami. Dbamy o jak największe możliwości generowania przychodów i usprawniania procesów bez szkód dla użytkowników. To niełatwe zadanie, ale właśnie w nim największą wartość niosą kompetencje i doświadczenie dostawcy technologii – podsumowuje prezes Miquido.

Zdaniem eksperta

Dwojaki wpływ rewolucji AI

Wszystkie rewolucje technologiczne ostatnich 30 lat – dotcomy, e-commerce, mobile, chmura – zwiększały popyt na usługi IT. Sztuczna inteligencja działa inaczej. Z jednej strony wywołuje falę popytu na związane z nią usługi, z drugiej uderza w dotychczasowy model podaży. Część produktów kupowanych od firm IT klient może częściowo zrealizować sam, z pomocą agentów AI.

Szczególnie sektor MŚP [małych i średnich przedsiębiorstw – red.], który ostrożnie podchodzi do strategicznych transformacji IT, upatruje w tym szansy na oszczędności. Mniejsze przedsiębiorstwa nie chcą przy tym być królikami doświadczalnymi – czekają na „sproduktyzowane” usługi z twardymi dowodami skuteczności i referencjami.

Do gry wchodzą też wyspecjalizowani freelancerzy i mikrofirmy, którym agenci AI pozwalają walczyć o klientów dotąd poza ich zasięgiem. Samo posiadanie kompetencji i ludzi nie jest już więc wystarczającą przewagą nad mniejszymi graczami.

Naturalnym kierunkiem dla większych dostawców IT jest segment enterprise, gdzie rygorystyczne wymogi compliance i bezpieczeństwa oraz skala projektów wciąż stanowią barierę wejścia dla małych firm. I właśnie tu można zbudować trwałą przewagę konkurencyjną.

AI przyspieszy też trend skracania cyklu projektów. Jeśli klient widzi, że działający prototyp powstaje w kilka tygodni, nie zaakceptuje wielomiesięcznej analizy przed pierwszą linijką kodu. Projekt z zamkniętym zakresem i datą końcową coraz częściej ustępuje miejsca bardzo popularnym do niedawna projektom time & materials.

To rodzi dwa wyzwania. Pierwsze dotyczy modelu biznesowego. Przy rozliczeniu godzinowym szybsza realizacja oznacza po prostu niższe przychody. Dlatego trzeba przechodzić na rozliczenie za efekt, abonament lub stały zespół produktowy.

Drugie to jakość przy dużym tempie. Szybciej generowany kod to często szybciej narastający dług technologiczny. A w segmencie enterprise każda iteracja wciąż musi spełnić dużo bardziej rygorystyczne wymogi.

Przewagę zbudują ci, którzy połączą szybkość z dyscypliną architektoniczną. I będą mogli wykazać realny wpływ na biznes klienta, a nie tylko „dowieźć” zakres.

Główne wnioski

  1. Wystrzał, spadek i stabilizacja. Miquido skorzystało na pandemicznym boomie na usługi IT, w tym tworzeniu mobilnych aplikacji. Podwoiło wyniki i zwiększyło zatrudnienie do ponad 300 osób. Gdy popyt osłabł, zredukowało zespół do 200 pracowników, bo sprzedaż spadła i pojawiła się strata. Od 2025 r. polska firma stabilizuje wyniki i szykuje się na wzrost.
  2. Nowy prezes, nowa strategia. Zmienioną strategię wdraża nowy prezes. Współzałożyciel firmy oddał ster po 15 latach. Piotr Dzwonnik, nowy szef Miquido, wykorzysta doświadczenie z lokalnych firm IT i amerykańskich korporacji.
  3. Z aplikacji stworzonych przez polską firmę korzysta ponad 100 mln osób z całego świata. Wśród jej klientów są nie tylko lokalni potentaci – m.in. Tui, Play i Orlen – ale też globalne korporacje jak Dolby, Warner Music Group czy Universal Music Group. Nowa strategia zakłada jeszcze większy nacisk na segment enterprise. Jeszcze kilka lat temu w strukturze przychodów przeważały startupy.