Szpitale wyposażone na bogato. Teraz mogą upaść. Który minister odpowie za niegospodarność?
Jedna publiczna ręka dała szpitalom miliardy złotych na zakup sprzętu medycznego z KPO. Druga właśnie obcięła kontrakty na badania, sprawiając, że ten nowy sprzęt nie będzie pracował.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ile dostały szpitale z KPO na doposażenie i dlaczego te inwestycje nie skrócą kolejek na badania.
- Jakie straty i długi mają szpitale, według najnowszego raportu.
- Ilu polskim szpitalom publicznym grozi dziś bankructwo.
– Polacy będą stać w najdłuższych kolejkach w Europie. Pieniędzy na remonty i sprzęt dla szpitali jest za dużo. Coraz więcej brakuje za to na leczenie – powiedział dokładnie rok temu w wywiadzie dla XYZ Wojciech Wiśniewski, ekspert z branży szpitali, krytykując helikopter z pieniędzmi z KPO dla polskich szpitali.
Nikt go nie posłuchał. A dziś przez kraj przetacza się protest szpitali powiatowych, które już w I kwartale roku zamknęły zapisy na wiele tegorocznych badań.
Pieniądze z helikoptera dla szpitali
Zaledwie rok temu jedna ręka władzy przekazała szpitalom 18 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) na inwestycje w remonty i doposażenie placówek. Czasu na ich wydanie od początku było bardzo mało. I od początku wiadomo było, że będzie to robota „na wariata” – to określenie jest adekwatne do tego, co się działo przez ostatni rok. Założone budowy trzeba było skreślić na starcie – nie było czasu na wielomiesięczne przetargi, projektowanie itd. Potrzebne były szybkie efekty. Pozostawały zakupy. Szybkie i drogie.
– Nie ma dziś jeszcze danych, ile sprzętu i za ile kupiły placówki. Rozliczanie programu KPO zacznie się w lipcu. Nieoficjalne informacje ze szpitali pokazują jednak, że niektórzy dostawcy sprzętu podnosili ceny nawet o 30 proc. – mówi Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. ochrony zdrowia Federacji Przedsiębiorców Polskich.
To była okazja jedyna w swoim rodzaju. Nigdy wcześniej szpitale nie miały na zakup sprzętu tak dużych środków. Sprzęt nowej generacji dawał szansę na zupełnie nową jakość badań. Jak mówi Grażyna Rubiś-Liolios, dyrektor generalna GE Healthcare w Polsce, nowoczesny rezonans magnetyczny, który jest dostępny także na polskim rynku, skraca dziś czas trwania badania nawet o 30 proc.
Dostawcy sprzętu medycznego przyznają, że przychody im wzrosły. Ale nie można mieć pretensji do prywatnych firm, które żyją ze sprzedaży, że sprzedawały, gdy kupcy nawet się nie targowali.
Bez strategii, bez odpowiedzialności
Problem w tym, że gdy Ministerstwo Rozwoju i Technologii – czyli rząd – ogłaszało wielomiliardowy program KPO inwestycji dla szpitali, NFZ i Ministerstwo Zdrowia – też rząd – doskonale wiedziały, jak zła jest kondycja finansowa funduszu zdrowia. To jedenastocyfrowa dziura finansowa w trendzie rosnącym, bez nadziei na załatanie. Już wtedy było pewne, że na badania więcej nie będzie, choćby urządzenia były za darmo.
Nikt jednak nie pokusił się wówczas o rozpisanie scenariusza, w którym NFZ będzie ciąć kontrakty właśnie na badania diagnostyczne, w których wykorzystuje się ten nowy sprzęt.
Rok później druga ręka władzy publicznej obcięła więc kontrakty NFZ na badania diagnostyczne, takie jak rezonans, tomograf, endoskopia. W efekcie urządzenia, z których ledwie zdjęto opakowania, będą pracować w najlepszym razie na „pół gwizdka”.
– Przecież gdyby w prywatnej firmie centrala zleciła drogie inwestycje w oddziałach, nikomu nie przeszłoby przez myśl, żeby odciąć im zlecenia, dzięki którym te inwestycje mają szansę wykonać robotę, do której powołana jest firma. A nam najpierw dali duże pieniądze na zakupy urządzeń, a później powiedzieli, że nie będą finansować ich pracy – ocenia anonimowo dyrektor jednej z placówek powiatowych.
Wojciech Wiśniewski dodaje, że w Polsce nikt się nie liczy z efektywnością wydatków.
– Każdy polityk chętnie chwali się tym, ile wydaliśmy na coś. Nawet jeśli to przyniesie straty – mówi Wojciech Wiśniewski.
„50 szpitalom grozi zamknięcie”
Szpital w podkrakowskich Proszowicach z KPO dostał 35,6 mln zł na unowocześnienie diagnostyki nowotworowej. Zakupy to długa lista, w tym m.in. pełne wyposażenie pracowni endoskopii (wideokolonoskopy), rezonans magnetyczny, tomograf, kilka aparatów USG, stoły operacyjne. Ogółem szpital inwestuje około 70 mln zł. Ale wczoraj już nie dało się umówić na kolonoskopię – w kwietniu do końca roku terminów brak.
Takich szpitali jest co najmniej kilkadziesiąt. I to nie jest ich wina. Przetaczający się przez Polskę protest szpitali powiatowych to najlepszy komentarz sytuacyjny.
– 50 szpitalom grozi zamknięcie – mówi w rozmowie z XYZ Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Pytany o to, czy Związek policzył, ile dokładnie szpitale zainwestowały w sprzęt medyczny w ciągu ostatniego roku, mówi, że chciałby, ale nie ma na to czasu.
Zwraca jednak uwagę, że szpitale inwestowały nie tylko z KPO – jeszcze wcześniej kupowały lub dostawały sprzęt finansowany także z innych funduszy UE.
– My wciąż działamy w trybie awaryjnym. Cały czas trzeba ratować bieżącą sytuację. Jesteśmy w stanie państwowego interwencjonizmu od prawie trzech dekad. Żeby wreszcie z tego wyjść, potrzebna jest zupełnie nowa ustawa o działalności leczniczej – mówi Waldemar Malinowski.
Przychody nie pokrywają nawet pilnych długów
Raport o stanie szpitali opublikowany przez analityków Związku Powiatów Polskich dwa dni temu nie pozostawia złudzeń, że system finansowania usług zdrowotnych w obecnym kształcie można jeszcze jakoś naprawić. Obecne przychody szpitali nie są w stanie zapewnić im utrzymania. Jak piszą autorki, Bernadeta Skóbel i Ewelina Kocemba, łączna kwota tych zobowiązań wymagalnych szpitali to niemal 1,48 mld zł. Większość z tego – aż 1,28 mld zł – to długi wobec dostawców.
„Ponad 60 proc. analizowanych szpitali ma zobowiązania wymagalne, które w przypadku jednostek sektora finansów publicznych nie powinny występować. Ich obecność oznacza realne problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań i świadczy o głębokim kryzysie płynnościowym” – piszą autorki analizy.
Łączna strata netto 207 analizowanych szpitali przekroczyła 1,26 mld zł. Na poziomie sprzedaży to ponad 1,86 mld zł. Z tego 1,60 mld zł straty przypadło na SP ZOZ, reszta na szpitale działające w formie spółek.
W 88 badanych jednostkach sytuacja jest wyjątkowo trudna, ponieważ skumulowane straty przekroczyły majątek firmy. Dwa szpitale są w sytuacji dramatycznej. W jednym zobowiązania wymagalne zrównały się z przychodami, a w drugim całe przychody już są niższe niż przeterminowane długi.
33 szpitale (16 proc. badanych) mają wskaźnik zadłużenia kapitałów własnych przekraczający 200 proc.
„Co oznacza, że ich zobowiązania dwukrotnie przewyższają wartość kapitałów własnych. To bardzo niebezpieczny sygnał dla stabilności finansowej” – czytamy w raporcie ZPP.
Rewolucja przez odcięcie wynagrodzeń
– Potrzebne są zmiany radykalne. Trzeba wyłączyć wynagrodzenia dla medyków z koszyka kontraktów NFZ. Pensje zjadają pieniądze na leczenie – mówi dyrektor odpowiadający za finanse w jednym ze stołecznych szpitali.
Na wynagrodzenia szpitale ocenione przez analityczki ZPP przeznaczyły w 2025 r. ponad 12,5 mld zł (prawie 41 proc. wszystkich kosztów operacyjnych). Do tego trzeba dodać też koszty tzw. usług obcych – 9,4 mld zł (30,5 proc.), na które w zdecydowanej większości składają się pensje personelu medycznego na kontraktach i innych umowach nieetatowych.
Raport ZPP nie zawiera rekomendacji, ale sugestywnie wskazuje na jeden element, którego odblokowanie mogłoby zmienić sytuacje finansową szpitali. W materiale kilka razy pojawia się uwaga o tym, że szpitale mają tylko jedno źródło przychodów – NFZ, co zwiększa ich wrażliwość na zmiany polityk w obszarze zdrowia.
„Szpitale powiatowe uzależnione są od środków NFZ, które stanowią prawie 94 proc. przychodów netto ze sprzedaży. Brak dywersyfikacji źródeł finansowania czyni placówki podatnymi na decyzje płatnika publicznego oraz zmiany w taryfikacji świadczeń” – oceniają analityczki ZPP.
Czy więc publiczne szpitale powinny dostać możliwość realizowania „po godzinach” usług komercyjnych?
– Być może tak. Ale nie wiem, jaki byłby dzisiaj odbiór społeczny takiego rozwiązania. Na razie i tak nie mogą, bo nie pozwalają na to regulacje o funduszach unijnych, z których sfinansowano wiele zakupów – mówi Waldemar Malinowski.
Główne wnioski
- Marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Z jednej strony rząd przekazał z KPO szpitalom ogromne sumy na zakupy sprzętu medycznego. Z drugiej strony, zanim jeszcze te zakupy zostały rozliczone (co nastąpi w lipcu) NFZ obciął kontrakty dla szpitali na wykonanie badań diagnostycznych. Nowy sprzęt będzie więc nieefektywnie wykorzystywany. W kwietniu wiele szpitali już zamknęło zapisy na badania do końca roku.
- Kryzys finansowy szpitali powiatowych. Szpitale powiatowe są w dramatycznej sytuacji: w niektórych przypadkach przychody z NFZ nie pokrywają nawet najpilniejszych do spłacenia długów. Łączne zobowiązania wymagalne wynoszą prawie 1,48 mld zł (w tym 1,28 mld zł wobec dostawców). Ponad 60 proc. analizowanych szpitali ma poważne problemy z płynnością, a 50 szpitalom grozi zamknięcie. System jest całkowicie uzależniony od jednego płatnika (NFZ – ok. 94 proc. przychodów).
- Brak koordynacji i odpowiedzialności. Decyzje o wielomiliardowych inwestycjach podjęto bez jakiegokolwiek scenariusza finansowania późniejszej pracy sprzętu. Eksperci już rok temu ostrzegali przed takim chaosem, ale nikt ich nie posłuchał. Który minister zapłaci za tę niegospodarność? Konieczne są głębokie, systemowe zmiany w finansowaniu działania szpitali.

