Kategoria artykułu: Biznes

Przydomowe wiatraki nie wykręciły sukcesu. Branża alarmuje: nikt nie panował nad tym bałaganem

Program wspierający inwestycje w przydomowe elektrownie wiatrowe nie osiągnął zamierzonych efektów. Zainteresowanie było mniejsze od oczekiwań, a w wielu przypadkach zainstalowane wiatraki produkowały zbyt mało energii albo... w ogóle nie działały. Branża alarmuje o przekrętach ze strony sprzedawców turbin. Eksperci mówią zaś, że w takiej formie program w ogóle nie powinien ruszyć.

Przydomowa turbina wiatrowa
W ramach programu Moja Elektrownia Wiatrowa można było otrzymać nawet 30 tys. zł dotacji na przydomowy wiatrak. Program został jednak tak skonstruowany, że natychmiast pojawili się nieuczciwi sprzedawcy, oferujący mało wydajne turbiny albo wręcz atrapy. Fot. Godong/Universal Images Group/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego program Moja Elektrownia Wiatrowa został zamknięty.
  2. Jakie są efekty programu.
  3. Jak realizację programu oceniają eksperci.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Program Moja Elektrownia Wiatrowa miał wypromować energię wiatrową jako źródło produkcji energii dla gospodarstw domowych. Przydomowe wiatraki są obecne na rynku od lat, ale nie były wspierane przez państwo tak jak panele słoneczne. Ogłoszony przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) program dotacyjny – z niebagatelnym budżetem 400 mln zł – miał to zmienić. Pierwszy nabór wniosków ruszył w czerwcu 2024 r., a cała inicjatywa miała trwać aż do 2029 r. Na mały wiatrak zamontowany przy domu można było otrzymać nawet 30 tys. zł i dodatkowe 17 tys. zł na magazyn energii elektrycznej.

Program został jednak tak skonstruowany, że natychmiast pojawili się nieuczciwi sprzedawcy, oferujący mało wydajne turbiny albo wręcz atrapy. NFOŚiGW próbował uszczelnić system. W tym celu wprowadził obowiązek udowodnienia, że wiatrak jest zainstalowany i faktycznie działa. Ostatecznie Fundusz zmniejszył budżet programu do 150 mln zł i zamknął go 20 lutego 2026 r.

Wiatrakowy przekręt

Branża wiatrakowa od początku alarmowała o patologiach w programie. W mediach społecznościowych zaroiło się od sprzedawców, którzy proponowali turbiny wiatrowe o mocy 6 kW, na które można było otrzymać maksymalne dofinansowanie, czyli 30 tys. zł. Stanowiło to mniej więcej połowę wartości całej inwestycji. Problem w tym, że w wielu przypadkach te urządzenia warte były znacznie mniej. Sprzedawcy oferowali jednak w pakiecie także panele fotowoltaiczne w bardzo promocyjnej cenie, obiecując ostatecznie tani prąd ze słońca, a nie z wiatru.

W niektórych przypadkach zdarzyło się dokładnie to samo, co w przypadku nieuczciwych sprzedawców pomp ciepła. Beneficjenci dostawali nieefektywne urządzenia, niedostosowane do warunków w danej lokalizacji. Pozostali więc z wiatrakami, które w praktyce produkują niewiele energii i nie pomagają im obniżyć rachunków za prąd.

– Niestety, Fundusz nie miał żadnej kontroli nad tym, jakie turbiny są montowane. Firmy otrzymywały pieniądze z dofinansowania, a ich klienci zostawali z urządzeniami, które nie działały. Nikt nie panował nad tym bałaganem – mówi nam Krzysztof Adamczok, właściciel NGW-Chestermatic, firmy produkującej małe elektrownie wiatrowe.

Zamknięcie programu

NFOŚiGW potwierdza, że miał sygnały o nieprawidłowo działających urządzeniach i niezadowolonych beneficjentach programu.

– W wakacje 2025 r. wprowadziliśmy dodatkowe wymagania w regulaminie programu. Do wniosku trzeba było dołączyć dowód na to, że elektrownia przydomowa została zainstalowana i działa prawidłowo. Mogła to być na przykład dokumentacja fotograficzna, a do tego wyciąg np. z rachunku, który wskazuje na to, że wiatrak produkuje energię – wyjaśnia Anna Trudzik, dyrektorka Departamentu Energetyki Prosumenckiej w NFOŚiGW.

Ostatecznie jednak Fundusz zdecydował się zamknąć program. Do 20 lutego 2026 r. do programu wpłynęło prawie 5 tys. wniosków na ponad 150 mln zł. Łączna zadeklarowana moc mikroinstalacji wiatrowych wyniosła prawie 21 MW.

– Program nie cieszył się takim zainteresowaniem, jak tego oczekiwaliśmy. Chcieliśmy dać impuls do tego, by Polacy inwestowali w tego typu źródła energii. Jednak warunki techniczne i pogodowe powodują, że te inwestycje nie sprawdzają się na szeroką skalę. Poza tym mieliśmy bardzo dużo sygnałów, że przydomowe turbiny wiatrowe produkują za mało energii. W trakcie naszych kontroli sami beneficjenci wskazywali, że nie są zadowoleni z ich działania. Uznaliśmy, że nie ma szans na to, by ten program się dalej rozwijał. W takiej sytuacji zdecydowaliśmy przesunąć zarezerwowane na to pieniądze na inne cele – tłumaczy Anna Trudzik.

Część osób została na lodzie

Branża wskazuje, że decyzja Funduszu o zatrzymaniu programu spowodowała kolejne turbulencje na rynku. Dotacje przyznawano w formie refinansowania inwestycji, a więc na zrealizowane projekty. Część osób podpisała już umowy z dostawcami turbin i była w trakcie gromadzenia niezbędnej dokumentacji. Tymczasem NFOŚiGW 2 lutego poinformował, że zmienia termin naboru wniosków. Aplikować o dotacje można było tylko do 28 lutego lub do wyczerpania dostępnej puli środków zmniejszonej z 400 mln do 150 mln zł.

– Przysporzyło nam to mnóstwo problemów. Mamy umowy z klientami, którzy wciąż czekają na pozwolenia na budowę. Fundusz zmienił termin naboru wniosków niemal z dnia na dzień. Mógł natomiast poinformować o tym z półrocznym wyprzedzeniem, abyśmy mogli zakończyć rozpoczęte projekty. A tak nasi klienci, którzy ponieśli już jakieś koszty, będą musieli albo stawiać wiatraki za własne pieniądze, albo wyrzucić projekty do kosza. W mojej ocenie wiele osób zostało w ten sposób oszukanych przez państwo – podkreśla Krzysztof Adamczok, właściciel NGW-Chestermatic.

Program miał wiele wad

Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO) od początku twierdził, że program Moja Elektrownia Wiatrowa jest skazany na porażkę.

– Program nie mógł się udać z kilku powodów. Przede wszystkim nie został poprzedzony dokładną analizą sytuacji na rynku małych turbin wiatrowych. Nikt nie sprawdził, jakie są dostępne urządzenia, jaka jest ich efektywność w polskich warunkach, jaka jest opłacalność tego typu inwestycji – wskazuje Grzegorz Wiśniewski, prezes IEO.

Takie analizy przeprowadził za to IEO. Niestety, ich wyniki nie były optymistyczne. Technologia małej energetyki wiatrowej znacząco różni się od technologii fotowoltaicznej, której rozwój NFOŚiGW skutecznie wspierał. Na rynku dostępny jest szeroki wybór małych turbin wiatrowych od dostawców chińskich, w praktyce jednak są one słabej jakości, awaryjne i nieopłacalne.

– Przydałaby się lista certyfikowanych urządzeń, na które można otrzymać dotację. W praktyce sprzedawano albo gadżety, albo prototypy urządzeń, których wydajności wcześniej nie sposób było ustalić – proponuje Grzegorz Wiśniewski.

Alternatywę dla tradycyjnych turbin stanowią rozwiązania innowacyjne, takie jak np. turbiny wiatrowe o pionowej osi obrotu. Tego typu pomysłów jest w Polsce i na świecie dość dużo. Instytut zaznacza jednak, że w praktyce nie spełniają oczekiwań, jakie pokładali w nich wynalazcy. IEO wskazuje, że w poprzednich latach państwo przeznaczyło fundusze na rozwój fabryk takich turbin, ale żaden z projektów nie został ostatecznie zrealizowany.

– Kluczowym błędem było też niedocenienie faktu, że na małych wysokościach nie mamy tzw. wiatru energetycznego, a jedynie porywy, które kompletnie nie odpowiadają charakterystyce pracy małych turbin. Ten program w takiej formie po prostu nie powinien ruszyć. NFOŚiGW ma wiele innych ważnych zadań statutowych związanych z transformacją energetyczną, choćby w ciepłownictwie. Dlatego nie powinien kontynuować programów, które absorbują, ale nie rokują i nie niosą wymiernego efektu ekologicznego oraz nie dają impulsu  gospodarczego – kwituje szef IEO.

Główne wnioski

  1. Program dotacyjny Moja Elektrownia Wiatrowa miał dać impuls do inwestycji w przydomowe wiatraki. Na ten cel NFOŚiGW chciał przeznaczyć 400 mln zł do 2029 r. Pierwszy nabór wniosków ruszył w czerwcu 2024 r. Na mały wiatrak zamontowany przy domu można było otrzymać nawet 30 tys. zł. Maksymalnie 17 tys. zł wynosiła natomiast dopłata do magazynu energii. Program nie spełnił jednak oczekiwań, dlatego Fundusz wstrzymał nabór wniosków.
  2. Branża wiatrakowa od początku alarmowała o patologiach w programie. Część sprzedawców sprzedawała nieefektywne turbiny, na które można było otrzymać maksymalne dofinansowanie. Do tego oferowali panele fotowoltaiczne w promocyjnej cenie. W praktyce obiecywali tani prąd ze słońca, a nie z wiatru. Handlowcy oferowali też urządzenia słabej jakości, niedostosowane do warunków w danej lokalizacji. NFOŚiGW potwierdza, że wielu beneficjentów programu jest niezadowolonych z działania wiatraków.
  3. Instytut Energetyki Odnawialnej od początku ostrzegał, że program nie może się udać. Przede wszystkim nie został poprzedzony dokładną analizą sytuacji na rynku małych turbin wiatrowych. Nie sprawdzono też, jak takie urządzenia działają w polskich warunkach pogodowych. Zabrakło ponadto listy certyfikowanych urządzeń, które kwalifikowałyby się do otrzymania dotacji. – Ten program w takiej formie po prostu nie powinien ruszyć – kwituje szef IEO Grzegorz Wiśniewski.