Kategorie artykułu: Polityka Świat

Przyszłość Ukrainy po wojnie. Będą warunki

Polska odsłona Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy rozpoczyna się w cieniu napięć polsko-ukraińskich. Ze strony polityków i ekspertów słychać jednak nadzieję, że gdańska konferencja przyniesie inne efekty niż jej poprzednie edycje.

Eliza Zeidler, Paweł Kowal, Aleksandra Dulkiewicz
Gdańsk jest miastem-gospodarzem piątej edycji Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy. Na zdjęciu: Eliza Zeidler (wiceszefowa resortu aktywów państwowych), Paweł Kowal (poseł KO) i Aleksandra Dulkiewicz (prezydent Gdańska). Fot. Flickr/URC

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak polityczne napięcia wpłynęły na konferencję w Gdańsku.
  2. Jakie są efekty ostatnich ukraińskich działań wojennych.
  3. Od czego politycznie mogą zależeć dalsze losy Ukrainy.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy od miesięcy była zapowiadana jako ważny element polsko-ukraińskiej współpracy w odbudowie kraju zaatakowanego przez Rosję. Ostatnie przygotowania do gdańskiego wydarzenia odbywały się jednak w cieniu rosnących napięć między prezydentami Polski a Ukrainy.

Ich najnowsza odsłona zaczęła się od nazwania ukraińskiej jednostki wojskowej imieniem UPA – Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wywołało to oburzenie polskich władz, ponieważ UPA brała udział w Rzezi Wołyńskiej. Prezydent Karol Nawrocki próbował wymóc na Zełenskim zmianę tej decyzji zapowiadając, że odbierze mu Order Orła Białego nadany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Zełenski zdania nie zmienił, a order odesłał do Polski krótko po decyzji prezydenta Nawrockiego. Podobnie postąpiło kilku jego poprzedników oraz inni ukraińscy politycy.

Wołodymyr Zełenski odwołał udział w Konferencji, choć jako prezydent Ukrainy był współorganizatorem i współzapraszającym. Przyjazd do Gdańska odwołała także jego żona. W ostatnich tygodniach – gdy trwała dyskusja o możliwości odebrania Zełenskiemu odznaczenia – polscy politycy pytani o udział ukraińskiego prezydenta w konferencji mówili bardziej z nadzieją niż z pewnością. Ranga ukraińskiej delegacji została obniżona i przewodzi jej szefowa ukraińskiego rządu Julia Swyrydenko.

W wydarzeniu nie bierze udziału także polski prezydent. Współpracownicy Karola Nawrockiego informowali, że prezydent nie otrzymał zaproszenia. Rzecznik rządu Adam Szłapka tłumaczył się formułą wydarzenia, wskazując, że w poprzednich edycjach tej konferencji udział brali głównie szefowie rządów. Dodał, że Pałac Prezydencki nie wykazywał zainteresowania wydarzeniem.

Od początku wojny między Polską a Ukrainą nie było tak silnych negatywnych emocji. Premier Donald Tusk wyraził w środę nadzieję, że gdańska konferencja przyczyni się do obniżenia poziomu napięć w relacjach polsko-ukraińskich.

Konferencja w Gdańsku

Choć oficjalny start Konferencji z udziałem m.in. szefowej Komisji Europejskiej i szefów europejskich rządów zaplanowano na czwartek 25 czerwca, wydarzenia towarzyszące odbyły się już w środę. W Ratuszu Głównego Miasta odbyła się 15. sesja Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Ukrainy. Z kolei w Europejskim Centrum Solidarności dyskutowano o powojennych perspektywach dla Ukrainy.

W panelu otwierającym Forum Think Tank wzięli udział Paweł Kowal – poseł Koalicji Obywatelskiej, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych i pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy oraz Anna Gvozdiar – ukraińska wiceminister ds. strategicznych gałęzi przemysłu.

Ukraina atakuje rosyjską infrastrukturę. Są kolejne cele

Politycy odnosili się do ostatnich ataków ukraińskich dronów na rosyjską infrastrukturę naftową. Według doniesień Reutersa naprawa moskiewskiej rafinerii może potrwać co najmniej pół roku. Ukraina na tym nie poprzestanie. Zdaniem Pawła Kowala ostatnie ataki świadczą o słabości Rosji. Jego zdaniem koniec Władimira Putina jest coraz bliższy.

– Ta teza powtarza się w różnych analizach. Wiąże się to z poprawiającą się pozycją militarną Ukrainy w ostatnim czasie. Również z tym, że wyczerpuje się limit gospodarki wojennej. Putin będzie się powoli mierzyć z pytaniami, do czego doprowadził Ukrainę i Rosję. Być może najbliższe półrocze jest kluczowe – oceniał Paweł Kowal.

Zdaniem polityka KO należy przygotowywać się analitycznie na ewentualne zmiany w Rosji.

– Druga rzecz, którą warto robić i jako polityk robię to bardzo często, to pracować z partnerami. Szczególnie w USA i krajach anglosaskich. Widzę tam, że gdy tylko pojawia się temat rozpadu Rosji lub kłopotu z Rosją, to nawet najbardziej antyimperialistycznie nastawieni partnerzy czują obawy – mówił szef sejmowej komisji spraw zagranicznych. W kontekście współpracy ze Stanami Zjednoczonymi mówił o potrzebie lobbingu na rzecz wspierania sankcji.

Przedstawicielka ukraińskiego rządu przyznała, że armia ma setki wytypowanych kolejnych celów ataków dronowych. To infrastruktura przemysłowa istotna dla rosyjskiej gospodarki.

– To kwestia rosyjskiej ropy, która finansuje wojnę, ale również logistyka i brak możliwości eksportu produktów ropopochodnych. Jest wiele obiektów związanych z ropą i rafinerie, których nie da się odbudować. W planach są setki celów – mówiła Anna Gvozdiar.

Jest wiele obiektów związanych z ropą i rafinerie, których nie da się odbudować.

Rozwój dronów

Odnosząc się do ostatnich sukcesów ukraińskiej armii, Paweł Kowal uznał, że rozwój przemysłu dronowego może być pozytywnym zastrzykiem modernizacyjnym nie tylko dla samej Ukrainy, również dla Europy. Zdaniem Kowala Ukraina pod tym względem wyprzedziła Rosję.

– To, co zostanie z tej wojny, to rewolucja dronowa. Jeszcze rok temu miałem wątpliwości, czy to się przebije, czy będzie tylko nowinką w kręgach intelektualnych. Dziś jestem przekonany, że ten postęp technologiczny, będzie czymś – co powiedział mi jeden z ukraińskich generałów – na miarę rewolucji Guderiana [to doktryna blitzkriegu, czyli wojny błyskawicznej polegającej na błyskawicznych atakach dywizji pancernych wspieranych przez lotnictwo – red]. Może nie będzie się to najlepiej kojarzyć, bo w ten sposób Polska została pokonana w 1939 r., ale mam na myśli skok technologiczny. To spowodowało przedłużenie wojny, ale da zwycięstwo Ukrainie – twierdził Paweł Kowal.

To, co zostanie z tej wojny, to rewolucja dronowa.

Unijne aspiracje Ukrainy

W sprawie przyszłości Ukrainy oboje byli zgodni, że powinna znaleźć się w Unii Europejskiej. Oboje również przyznali, że członkostwo w Unii nie może być bezwarunkową nagrodą za walkę z Rosją. Paweł Kowal twierdził, że rozszerzenie Unii Europejskiej ma istotne znaczenie dla polskiego bezpieczeństwa.

– Należę do najbardziej prorozszerzeniowych polityków. To nie jest pogląd ukrainofilski, ale polskocentryczny – mówił Paweł Kowal.

Apelował do Ukraińców, by nie zgadzali się na jedynie częściowe przystąpienie do Unii.

– Jestem fanatycznym zwolennikiem dołączenia Ukrainy do Unii. Jest po stronie ukraińskiej błąd w myśleniu, który był też w Polsce. Odradzam Ukrainie zgodę na częściowe dołączenie do Unii. Zgadzanie się na członkostwo bez praw politycznych pachniałoby kolonializmem. Po drugie, członkostwo w Unii nie jest nagrodą za wojnę ani reparacją wojenną. Z Polakami można tak jeszcze rozmawiać, ale nie z Holendrem i Duńczykiem. Trzeci błąd to błąd suwerenistyczny – czyli wyobrażenie o negocjacjach jak o negocjacjach dwóch państw. To nie są negocjacje dwóch państw, tylko rozmowy z organizacją międzynarodową – mówił Paweł Kowal.

Powojenna przyszłość Ukrainy

Anna Gvozdiar przyznawała, że od Majdanu z 2013 r. Ukraina jednoznacznie opowiada się za Europą. Podkreśliła, że Ukraińcy liczą się z tym, że droga do Unii Europejskiej nie będzie łatwa ani ekspresowa. Twierdziła, że ukraińskie doświadczenie z kryzysowym zarządzaniem państwem w stanie wojny może być cenne dla europejskich partnerów.

– Zgadzam się z panem Kowalem, że to nie będzie nagroda za naszą walkę. Uważam, że przejście Ukrainy w kierunku Europy będzie z korzyścią dla Europy – mówiła przedstawicielka rządu Ukrainy.

Nie zabrakło odniesień do politycznych napięć polsko-ukraińskich. Paweł Kowal przyznał, że paradoksalnie Polska jest lepiej przygotowana na udział w odbudowie Ukrainy od strony ekonomicznej niż politycznej.

– Politycznie Ukraina powinna wejść na ścieżkę szybkich, ale głębokich negocjacji. Niewiadomą jest społeczna sytuacja. Koniec wojny to wybory i dyskusja o tym, co było przed wojną i kto jak się na nią przygotował. Dla Ukrainy funkcjonującej w wojennych warunkach to byłoby coś nowego. Sam jestem ciekaw, jaka byłaby linia dyskusji w Ukrainie i kto by wygrał. Na to chyba najtrudniej odpowiedzieć. Równie trudno odpowiedzieć na pytanie, jak wprowadzać zmiany społeczne, by nie doprowadzić do radykalizacji – mówił polityk KO.

Dla Ukrainy funkcjonującej w wojennych warunkach to byłoby coś nowego.

„Putin będzie potrzebował rozejmu”

Również uczestnicy kolejnego panelu (z udziałem ekspertów od stosunków międzynarodowych) mówili o osłabieniu Rosji. Kurt Volker, były amerykański ambasador przy NATO oraz były przedstawiciel USA ds. Ukrainy, przyznał, że Ukraina zmieniła układ sił w wojnie.

– Ma teraz nad Rosją przewagę w zakresie działań dronowych. Wywiera w ten sposób ogromny wpływ na finanse Rosji, która nie czerpie zysków z gazów i ropy – podkreślał amerykański dyplomata.

Były współpracownik prezydentów George'a W. Busha oraz Donalda Trumpa, przyznał, że amerykańska administracja przyjęła niewłaściwe założenia wobec wojny w Ukrainie.

– Zakładano, że Rosja jest silniejsza, a Ukraina słabsza i że musi coś oddać, by osiągnąć pokój. Trump i jego administracja zdali sobie sprawę, że te założenia nie były właściwe. Putin wygląda na słabnącego, Ukraina jest silniejsza. Trump nie chce się konfrontować z Putinem i mówi o nim wtedy, gdy chce odwrócić uwagę od Iranu. I to jest dobry znak. Putin będzie na jakimś etapie potrzebował rozejmu. Nigdy nie zgodzi się na pokój z Ukrainą, bo oznaczałoby to uznanie jej suwerenności. Zawieszenie broni jest czymś bardziej prawdopodobnym. Sam fakt, że o tym mówią, jest interesujący. Dostrzegają, że trzeba coś zrobić – podkreślał Kurt Volker.

Putin będzie na jakimś etapie potrzebował rozejmu. Nigdy nie zgodzi się na pokój z Ukrainą, bo oznaczałoby to uznanie jej suwerenności.

Amerykanin przyznał, że Władimir Putin i Siergiej Ławrow mogą być zawiedzeni Donaldem Trumpem. Przecenili Trumpa, który nie chciał narzucać Ukrainie poddania terytorium Rosji.

Pytany o nadzieje związane z konferencją przyznał, że podobnie jak po jej poprzednich edycjach nie miałby dużych oczekiwań. Wskazał jednak istotną różnicę.

– Polega ona na tym, co dzieje się w świecie rzeczywistym – Rosja słabnie, Ukraina jest silniejsza. Ważne jest to, co wydarzy się po tej konferencji: czy Ukraina, Polska oraz inne kraje zgodzą się, że potrzebny jest organ stały, budujący agendę i pośredniczący między ukraińskim rządem a sektorem prywatnym. Przez 5 lat tej konferencji to się nie wydarzyło – podkreślił Kurt Volker.

Główne wnioski

  1. Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku rozpoczęła się w cieniu politycznych napięć polsko-ukraińskich dotyczących historii. Z tego powodu Wołodymyr Zełenski odwołał swój przyjazd, a ranga ukraińskiej delegacji została obniżona. Premier Donald Tusk ma jednak nadzieję, że gdańska konferencja przyczyni się do obniżenia poziomu negatywnych emocji.
  2. Ukraińska armia dokonała ostatnio skutecznych ataków na rosyjską infrastrukturę przemysłową. Anna Gvozdiar z ukraińskiego rządu przyznała, że armia wytypowała setki kolejnych celów w rosyjskiej infrastrukturze. Poseł KO Paweł Kowal prognozował, że po wojnie pozostanie rewolucja dronowa. Uważa, że Rosja słabnie. Podobnie sądzi Kurt Volker, były współpracownik amerykańskich prezydentów.
  3. Zarówno strona polska, jak i ukraińska przyznają, że dołączenie Ukrainy do Unii Europejskiej nie będzie bezwarunkowe i ekspresowe. Paweł Kowal zapowiedział, że Polska będzie domagać się okresów przejściowych, np. w obszarach rolnictwa i transportu.