Kategorie artykułu: Kampus XYZ Społeczeństwo

Rektor SWPS: Państwo powinno współfinansować badania uczelni niepublicznych. Matching funds zamiast jałmużny (WYWIAD)

Na uczelnie niepubliczne, na których uczy się jedna trzecia wszystkich studentów w Polsce, przypada zaledwie 0,06 proc. publicznych wydatków na badania naukowe w szkolnictwie wyższym. – Chcemy, żeby to się zmieniło – mówi prof. Roman Cieślak, rektor Uniwersytetu SWPS.

SWPS rektor Roman Cieślik
– Dzisiejsi studenci oczekują podmiotowego traktowania. Nie chcą być petentami. Chcą mieć wpływ na swoją ścieżkę kształcenia, dobrą jakość edukacji niezależnie od lokalizacji i większą elastyczność – uważa prof. Roman Cieślak, rektor Uniwersytetu SWPS. Fot. SWPS

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na czym polega propozycja SWPS zwiększenia finansowania MNiSW na badania i rozwój na uczelniach niepublicznych.
  2. Jak zmieni się model studiowania w filiach SWPS w kilku polskich miastach.
  3. Dlaczego rektor krytycznie ocenia wyniki ostatniej ewaluacji uczelni w Polsce.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Katarzyna Mokrzycka: Panie profesorze, czy pana uczelnię stać na zatrudnienie noblisty? W Polsce marzymy o tym, żeby do naszych uczelni trafiali naukowcy światowego formatu. Myślał pan o pozyskaniu dla SWPS takiego badaczażeby podnieść prestiż, wzmocnić którąś z dyscyplin albo po prostu wzmocnić pozycję w światowych rankingach?

Prof. Roman Cieślak: Mamy kilku badaczy, którzy należą do grona najlepiej cytowanych naukowców na świecie, jak profesorowie Bogdan Wojciszke, Piotr Winkielman, John Nezlek czy Aleksandra Łuszczyńska. Wierzę jednak, że uczelnię zmienia przede wszystkim kultura organizacyjna, a nie pojedyncze spektakularne nazwiska.

Ale byłoby was na to stać?

Prawdopodobnie tak. Tylko byłaby to zła inwestycja. Uważam, że jesteśmy na etapie, na którym nie warto iść na skróty. Zatrudnienie noblisty mogłoby poprawić pozycję w rankingach i samopoczucie uczelni, ale nie zmieniłoby systemowo sposobu jej funkcjonowania. Naszym celem jest budowanie trwałej jakości całej instytucji, a nie tworzenie pojedynczych wysp doskonałości.

Warto wiedzieć

Prof. dr hab. Roman Cieślak

Rektor Uniwersytet SWPS. Pełni tę funkcję od 2016 roku. Profesor nauk społecznych. Psycholog od lat zajmujący się m.in. sposobami radzenia sobie ze stresem i wypaleniem zawodowym.

Jest przewodniczący Rady Rektorów ERUA (European Reform University Alliance).

SWPS

Ostatnio głośno było o nobliście chemiku Omarze Yaghim, który przeniósł się z amerykańskiej uczelni do instytutu badawczego w Chinach. To pokazuje, że takie transfery są możliwe i przyciągają uwagę świata.

Nie twierdzę, że nigdy nie należy tego robić. Patrzę jednak z perspektywy rektora uczelni niepublicznej w Polsce, której działalność finansują przede wszystkim studenci. Nie wiem, czy miałbym odwagę powiedzieć im, że ich czesne przeznaczamy na zatrudnienie jednego noblisty.

Na co więc przeznaczacie czesne studentów? W co warto inwestować?

Blisko 70 proc. naszego budżetu stanowią wynagrodzenia. Przestrzeń do inwestowania jest więc ograniczona, ale istnieje. Prowadzimy własne programy stypendialne i pomagamy studentom zdobywać stypendia zewnętrzne. Bardzo dużo inwestujemy również w badania oraz systemy informatyczne i w rozwój nowej oferty dydaktycznej.

Mowa o nowych kierunkach studiów?

Nie tylko o nowych kierunkach, także o nowym sposobie studiowania. Obserwujemy bardzo ciekawą zmianę. Wielu kandydatów wybiera dziś przede wszystkim miasto, w którym chce studiować, a dopiero później konkretną uczelnię czy kierunek. Mobilność młodych ludzi jest znacznie większa niż kiedyś i my to uwzględniamy, dlatego rozwijamy uczelnię również geograficznie. Działamy w Warszawie oraz w aż pięciu naszych filiach – w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i Sopocie. I rozważamy otwarcie filii w Gdańsku.

Wybór studiów rozłożony na lata

Dzisiejsi studenci oczekują podmiotowego traktowania. Nie chcą być petentami. Chcą mieć wpływ na swoją ścieżkę kształcenia, dobrą jakość edukacji niezależnie od lokalizacji i większą elastyczność.

Są osoby, które chciałyby studiować szeroko rozumianą humanistykę czy nauki społeczne, ale nie potrafią jeszcze wskazać konkretnej ścieżki zawodowej. Innych interesuje jakiś obszar, ale nie definiowany w kategoriach dyscyplin. Chcemy więc dać im możliwość stopniowego doprecyzowania wyboru. Rozumiem 18-latka, który nie umie czy nie chce się zdecydować, co ma zawodowo robić do końca życia. Dlatego my chcemy młodym ludziom otworzyć drogę do zmiany decyzji w trakcie studiów – co do kierunku, specjalizacji czy proporcji zajęć z różnych dyscyplin, a nawet dziedzin.

Nazywamy to „nowym modelem kształcenia”. Przygotowujemy rozwiązania, które pozwolą studentowi poruszać się pomiędzy grupą powiązanych kierunków. To model, w którym student podejmuje kilka mniejszych decyzji na kolejnych etapach studiów, a one ostatecznie prowadzą do uzyskania konkretnego dyplomu.

Na razie, ze względu na przepisy, możliwość swobodnego kształtowania swojej ścieżki edukacyjnej jest ograniczona. Dlatego budujemy pakiety czterech, pięciu kierunków, pomiędzy którymi student będzie mógł się przemieszczać. Mam nadzieję, że w przyszłości ten model będzie jednak można rozszerzać, bo nie utrzymamy sposobu studiowania, jaki wszyscy znamy.

Czekamy na opinię Polskiej Komisji Akredytacyjnej dla kierunków studiów, pomiędzy którymi taka mobilność będzie możliwa. Liczę, że ten nowy model wdrożymy w kolejnym roku akademickim, czyli 2027/2028.

Przygotowujemy rozwiązania, które pozwolą studentowi poruszać się pomiędzy grupą powiązanych kierunków. To model, w którym student podejmuje kilka mniejszych decyzji na kolejnych etapach studiów, a one ostatecznie prowadzą do uzyskania konkretnego dyplomu.

Student szykowany dla pracodawcy

Uwzględniacie w tych pomysłach potrzeby rynku pracy? Uważa pan, że one zwiększą szanse absolwenta?

Więcej! Działamy pod potrzeby rynku pracy. Badamy bowiem nie tylko rynek kandydatów, ale także rynek przyszłych odbiorców i ich umiejętności. Sprawdzamy potrzeby pracodawców, a także potrzeby społeczne. Dlatego będziemy proponować różne kierunki studiów w tych elastycznych pakietach w zależności od kontekstu lokalnego.

Pierwsza polska krzyżówka uczelni niepublicznej z publiczną

Czy w tym elastycznym modelu studiowania trzymacie się tylko waszych najmocniejszych specjalizacji – core biznesu SWPS, czyli psychologii, nauk społecznych – czy będziecie też rozszerzać zakres kompetencyjny o zupełnie nowe dyscypliny?

Już to robimy. Mamy humanistykę, sztukę, w Warszawie kierunek informatyczny i studia łączące psychologię z informatyką. W tym roku akademickim w filii we Wrocławiu uruchamiamy nowy kierunek Infosecurity poświęcony przeciwdziałaniu dezinformacji, a w Warszawie – nowoczesny marketing, integrujący psychologię, marketing i rozwiązania cyfrowe. W ciągu zaledwie trzech tygodni wypełnione zostały wszystkie miejsca. To zainteresowanie pokazuje, że młodzi ludzie nie szukają nowości dla samej nowości. Szukają programów, które mają praktyczny sens i łączą różne kompetencje.

Na przyszły rok przygotowujemy zaś pierwszy w kraju interdyscyplinarny projekt edukacyjny realizowany wspólnie przez uczelnię publiczną i niepubliczną. Razem z Politechniką Wrocławską szykujemy studia wspólne, które połączą psychologów ze specjalistami od sztucznej inteligencji.

SWPS wierny ojcom-założycielom

SWPS to jednak przede wszystkim psychologia i nauki humanistyczne. To skłania mnie do pytania, które zadaję wszystkim rektorom uniwersytetów: czy w dzisiejszych czasach ma sens utrzymywanie kierunków, które nie uczą konkretnego zawodu i twardych kompetencji poszukiwanych przez rynek pracy? Szkolą za to w dziedzinach, po których ukończeniu bardzo często zaczyna się trudny proces biegania z CV od firmy do firmy. Ja się nie spodziewam, że powie pan, iż dni pana uczelni są policzone. Czy jednak przewiduje pan dla niej jakąś konieczną ewolucję?

Nasze korzenie są jednoznacznie psychologiczne. Uniwersytet SWPS powstał z inicjatywy profesorów Instytutu Psychologii PAN, którzy chcieli stworzyć uczelnię opartą na bardzo wysokich standardach badawczych. Psychologia pozostaje naszym fundamentem, ale od dawna nie jest jedynym obszarem działalności. Rozwijamy nauki społeczne, humanistyczne, kierunki artystyczne, jak grafika, wzornictwo, a także informatykę. Działamy dziś w kilku dziedzinach badawczo i dydaktycznie, dlatego spełniamy definicję pełnego uniwersytetu. Świadomie nie prowadzimy studiów z medycyny, nauk o zdrowiu, czy nauk przyrodniczych, ale droga rozwoju uczelni pozostaje otwarta i możemy podążyć także jeszcze innymi ścieżkami.

Rozumiem, że możecie, ale czy taki ma pan plan?

Teraz – nie. Uniwersytet powinien przygotowywać ludzi nie tylko do wykonywania zawodu, ale do funkcjonowania w społeczeństwie, którego kształtu jeszcze nie znamy. To nasi absolwenci będą współtworzyć przyszły rynek pracy. Rolą uniwersytetu nie jest więc wyłącznie dostosowywanie się do zmian, ale także ich współtworzenie. A miękkie umiejętności, które wynosi się z kierunków innych niż ścisłe, będą na wagę złota w czasach życia współdzielonego z algorytmami AI.

I tu pojawia się pytanie o losy absolwentów. Jak wygląda współczynnik ich zatrudnienia? Bo skoro płacą, to z pewnością wymagają.

Generalnie w Polsce nie mamy dziś problemów z bezrobociem. Oczywiście nie każdy, kto ukończył psychologię, pracuje później jako psycholog. Ale też wielu naszych studentów wybiera psychologię dlatego, że to rozwija kompetencje potrzebne w innych zawodach, które wykonują. Studiują u nas menedżerowie, specjaliści HR, prawnicy…

Studiowanie jako hobby też się opłaca w biznesie

Mówi pan o studiach podyplomowych?

Nie chodzi wyłącznie o studia podyplomowe. I to jest bardzo ciekawe: coraz więcej osób wraca na kolejne, regularne studia licencjackie lub magisterskie, kształcąc się na drugim, a nawet na trzecim kierunku. To bardzo wyraźny trend kształcenia przez całe życie. Często słyszę historie o tym, że kiedyś nie mogli sobie pozwolić na naukę czegoś, co zawsze chcieli poznać, więc realizują takie marzenie albo potrzebę już jako dorośli ludzie.

To brzmi jak studiowanie dla hobby, dla osób dobrze sytuowanych finansowo, a nie z potrzeby zdobycia zawodu.

Motywacje są bardzo różne. To, co dziś wygląda jak rozwijanie pasji czy zainteresowań, później często przekłada się na konkretne kompetencje wykorzystywane w biznesie i życiu zawodowym. System szkolnictwa wyższego bardzo się zmienia. Coraz więcej osób wybiera studia dlatego, że chce lepiej rozumieć świat, rozwijać się i dopiero później świadomie zdecydować, którą drogą zawodową pójść. Oczywiście są także osoby kierujące się wyłącznie wysokością przyszłych zarobków, ale to nie jest jedyny model podejmowania decyzji.

Uczelnia z wyboru czy z konieczności?

Ilu studentów ma dziś SWPS?

Około 16,5 tysiąca.

A ilu z nich trafia na SWPS jako na uczelnię pierwszego wyboru, po maturze? Bo wciąż pokutuje przekonanie, że uczelnie niepubliczne są gorsze i studenci idą tam dopiero wtedy, gdy nie dostali się na wymarzoną uczelnię publiczną. Nie zgodzi się pan z tym?

Jedna trzecia wszystkich studentów w Polsce studiuje dziś na uczelniach niepublicznych. Ale za swoją edukację płaci ponad połowa wszystkich studentów – ponad 600 tys. osób. Bo także na uczelniach publicznych funkcjonują płatne studia. System wygląda więc inaczej, niż się powszechnie uważa.

Jedna trzecia wszystkich studentów w Polsce studiuje dziś na uczelniach niepublicznych. Ale za swoją edukację płaci ponad połowa wszystkich studentów – także na uczelniach publicznych.

Jeśli chodzi o SWPS to są kierunki, na których część kandydatów traktuje nas jako drugi wybór. Ale są też takie, w których jesteśmy uczelnią pierwszego wyboru. Dotyczy to przede wszystkim psychologii i nauk społecznych. Potwierdzają to zarówno rankingi międzynarodowe, jak i krajowe wyniki ewaluacji działalności naukowej.

Ocena jakości naszej pracy jest na tyle wysoka, że jako zaledwie jedna z dwóch niepublicznych instytucji w Polsce możemy ubiegać się o udział w programie IDUB [Inicjatywa Doskonałości Uczelnia Badawcza – program Ministerstwa Nauki – przyp. red.]

Inicjatywa bez finansowego pokrycia

Tylko po co to panu, panie profesorze? Uczelnia państwowa, która zakwalifikuje się do IDUB może dostać nawet kilkaset milionów złotych. W waszym przypadku musicie się zadowolić prestiżem, bo finansowanie publiczne uczelni niepublicznych w tym konkursie pozostaje symboliczne.

To prawda, obecne kwoty, które nam gwarantuje udział w IDUB są raczej śmieszne: my możemy otrzymać od państwa maksymalnie 600 tys. zł rocznie, albo, co bardziej realne, około 60 tys. zł rocznie. To nie odpowiada skali naszej działalności badawczej, bo sami inwestujemy w badania i rozwój około 30 mln zł rocznie.

I właśnie to jest jeden z największych problemów systemu. Wszystkie uczelnie niepubliczne w Polsce na działalność badawczą w ramach subwencji otrzymują łącznie około 18 mln zł rocznie. To oznacza, że na uczelnie, na których studiuje jedna trzecia wszystkich studentów, przypada 0,06 proc. publicznych wydatków na badania naukowe w szkolnictwie wyższym. Dysproporcja jest ogromna.

Z czego wynika kwota 18 mln zł? Jaki mechanizm ją wyznacza?

Wielokrotnie próbowaliśmy dociec, jaki algorytm wyznacza finalną kwotę.  Ale nie ma żadnego mechanizmu. Trudno racjonalnie uzasadnić tę kwotę, bo nie ma prawnej przeszkody, by publiczne pieniądze trafiały na badania do uczelni niepublicznych na równi z publicznymi. To politycy decydują o jej wysokości i ta niewielka kwota to czysto uznaniowa decyzja.

Jeden z największych problemów systemu: wszystkie uczelnie niepubliczne w Polsce na działalność badawczą w ramach subwencji otrzymują łącznie około 18 mln zł rocznie. To oznacza, że na uczelnie, na których studiuje jedna trzecia wszystkich studentów, przypada 0,06 proc. publicznych wydatków na badania naukowe w szkolnictwie wyższym.

Mimo to staramy się pokazywać, że odpowiedzialnie gospodarując środkami, można prowadzić badania na wysokim poziomie, skutecznie zarządzać uczelnią i osiągać realny wpływ społeczny.

Udział w IDUB ma to potwierdzać. Chcemy być zauważeni jako polskie ośrodki efektywnie prowadzące aktywność badawczą. To jest pierwszy krok, by uczelnie niepubliczne zacząć traktować na równi z publicznymi. I mamy pomysł jak to zrobić.

SWPS chce pieniędzy – zgłasza pomysł do ustawy

Kilka dni temu w ramach konsultacji projektu ustawy o szkolnictwie wyższym zgłosiliśmy własną propozycję modelu dofinansowania badań na uczelniach niepublicznych w ramach IDUB – na razie system tego nie przewidział. Proponujemy matching funds. W sytuacji, gdy uczelnia niepubliczna kwalifikuje się do pierwszej grupy uczelni (tych, które mogą otrzymać zwiększenie subwencji o 10 proc.), rekomendujemy, aby Ministerstwo Nauki dokładało niepublicznym uczelniom drugie tyle, ile one same wydają na badania i rozwój. SWPS na badania wykłada rocznie 30 mln zł ze środków własnych, więc w naszym przypadku to byłoby dodatkowe 30 mln zł.

Dla grupy otrzymującej w ramach programu IDUB dodatkowe 2 proc. subwencji proponujemy dofinansowanie w wysokości 25 proc. własnych nakładów uczelni. Powstałby mechanizm pozwalający wykorzystać ich efektywność i potencjał. Inwestycja w naukę to cele publiczne, warto je więc realizować nie tylko z czesnego studentów, lecz także z pieniędzy podatnika – nawet na niepublicznych uczelniach. Dziś tylko dwie instytucje niepubliczne kwalifikują się do udziału w konkursie. To zatem niewielka skala wydatków i niewielkie ryzyko, więc doskonała sposobność, by przetestować model.

Inwestycja w naukę to cele publiczne, warto je więc realizować nie tylko z czesnego studentów, lecz także z pieniędzy podatnika – nawet na niepublicznych uczelniach.

Ewaluacja, czyli frustracja

Ministerstwo opublikowało wyniki ewaluacji polskich uczelni za ostatnie 4 lata. Uczelnie mogą odetchnąć, bo wyniki są dobre. Czyli wszyscy, którzy mieli być zadowoleni – są zadowoleni, pieniądze będą płynąć, ministerstwo będzie się chwalić, jakie mamy dobre szkolnictwo wyższe i naukę na wysokim poziomie. Pan też uważa, że jest tak dobrze? Bo studenci nadal porzucają studia, naukowcy skarżą się na niedofinansowanie, środowisko techtransferu uważa, że uczelnie marnują pieniądze, bo nie wdrażają w gospodarce swoich badań, a światowe rankingi wciąż ustawiają je daleko za czołem listy.

Oczywiście, że nie uważam, że jest dobrze. Paradoksalnie, bo jako rektor uczelnie ewaluowanej w ośmiu dyscyplinach z trzema kategoriami A+ i pięcioma kategoriami A powinienem chwalić się wynikami i nie krytykować systemu ewaluacji. Doświadczam jednak przede wszystkim frustracji. Czy ktoś policzył, ile czasu i pieniędzy kosztowała ewaluacja? Czy ktoś porównał, jak wysokość subwencji przekłada się na wyniki ewaluacji? Pieniędzy na szkolnictwo wyższe i naukę jest w Polsce za mało i śmiem twierdzić, że zawsze będzie za mało. Tym bardziej powinniśmy je sensownie wydawać.

Bardzo rzadko zadajemy sobie w kraju pytanie, jak publiczne pieniądze przekładają się na rzeczywiste efekty nauki i szkolnictwa wyższego.

Pana zdaniem obecny system finansowania nauki i szkolnictwa wyższego nie premiuje za efektywność i nie karze za jej brak?

Efektywność można mierzyć na wiele sposobów. Można patrzeć na jakość kształcenia, losy absolwentów, publikacje naukowe czy pozyskiwane granty. Ale same wskaźniki publikacyjne też mają swoje ograniczenia – wiemy przecież, że można je sztucznie pompować. Dlatego równie ważne jest pytanie, czy wyniki badań rzeczywiście wpływają na polityki publiczne, rozwiązania społeczne czy funkcjonowanie instytucji. To jest prawdziwy wpływ nauki. Nauka powinna pomagać przewidywać problemy, diagnozować wyzwania i projektować odpowiednie rozwiązania.

Jako rektor uczelni z trzema kategoriami A+ i pięcioma kategoriami A powinienem chwalić się wynikami i nie krytykować systemu ewaluacji. Doświadczam jednak przede wszystkim frustracji. Czy ktoś policzył, ile czasu i pieniędzy kosztowała ewaluacja? Czy ktoś porównał, jak wysokość subwencji przekłada się na wyniki ewaluacji?

My staramy się właśnie w ten sposób działać. Przygotowujemy raporty oparte na badaniach, które mają być wykorzystywane przez administrację publiczną i decydentów. Kilka lat temu opublikowaliśmy pierwszy raport dotyczący kształcenia psychologów w Polsce. Wywołał bardzo żywą dyskusję, bo pokazywał problemy istniejącego systemu. W tym samym czasie rozpoczęły się prace nad ustawą o zawodzie psychologa oraz standardami kształcenia. Nie twierdzę, że to nasz raport był jedyną przyczyną tych zmian, ale z pewnością dostarczył danych potrzebnych zarówno środowisku naukowemu, jak i politykom.

Co ważne, nie był to projekt zamknięty w SWPS. Przygotowywaliśmy go wspólnie z Uniwersytetem Jagiellońskim, później dołączył Uniwersytet Warszawski i kolejne środowiska akademickie. To pokazuje, że współpraca między uczelniami publicznymi a niepublicznymi jest możliwa i przynosi dobre efekty.

Bardzo rzadko zadajemy sobie w kraju pytanie, jak publiczne pieniądze przekładają się na rzeczywiste efekty nauki i szkolnictwa wyższego.

Podobnie było w przypadku dyskusji o ustawie regulującej psychoterapię. Zauważyliśmy, że środowisko akademickie praktycznie nie uczestniczyło w rozmowach. Dlatego z naszej inicjatywy, wspólnie z Uniwersytetem Jagiellońskim, Uniwersytetem Warszawskim i Instytutem Psychologii PAN, powołaliśmy Koalicję dla Psychoterapii. Przygotowujemy opracowania pokazujące, jakie rozwiązania wynikają z aktualnej wiedzy naukowej i przekazujemy je instytucjom publicznym.

Ważne jest to, że to my wyszliśmy z inicjatywą. Uważam, że środowisko akademickie powinno być bardziej proaktywne. Nie wystarczy opublikować artykuł w specjalistycznym czasopiśmie i uznać, że zadanie zostało wykonane. Trzeba umieć komunikować wyniki badań prostym językiem, docierać z nimi do mediów i prowadzić debatę publiczną. Tak właśnie postępowaliśmy z raportem o kształceniu psychologów. Dzięki temu temat zaczął żyć poza środowiskiem akademickim.

Underdog i sfora: razem, ale osobno

Ostatni rok był dla środowiska naukowego walką o pieniądze, ale chyba także o szacunek dla nauki. Czy jako uczelnia niepubliczna czujecie się częścią tej samej wspólnoty?

Oczywiście. Podpisałem protest środowiska naukowego, bo uważam, że polskie szkolnictwo wyższe jest niedofinansowane. To dotyczy całego systemu.

Ale czy uczelnie publiczne traktują was jak równorzędnych partnerów? Nie czuje się pan wykluczany z grona nauki?

Gdybym chciał opowiadać o wszystkich sytuacjach, w których jako przedstawiciel uczelni niepublicznej byłem pomijany, zlekceważony czy traktowany nierówno, nasza rozmowa trwałaby bardzo długo. Przyjmuję, że muszę działać w systemie, który nie jest do końca sprawiedliwy. Ale właśnie dlatego satysfakcję daje mi to, że mimo tych ograniczeń osiągamy wyniki, które potrafią zaskoczyć środowisko akademickie. Kiedy okazuje się, że jesteśmy obecni w światowych rankingach, skutecznie zdobywamy granty badawcze albo osiągamy dobre wyniki naukowe, pokazujemy, że nawet w niesprzyjającym systemie można zbudować silny uniwersytet.

Trzecia droga do komercjalizacji badań naukowych

Czy powiedziałby pan, że dzisiaj działalność badawcza jest na SWPS ważniejsza niż jeszcze dekadę temu?

Uczelni w Polsce jest około 350. Takich, które intensywnie prowadzą badania w naukach społecznych i osiągają w nich dobre rezultaty, jest niewiele. Badania są więc naszym wyróżnikiem i pokazują potencjał, który zbudowaliśmy. To obszar strategicznie bardzo ważny.

Niedawno ukazały się też bardzo ciekawe dane o patentach i komercjalizacji. Uczelnie w Polsce odpowiadają za większość zgłoszeń patentowych, ale ich przychody z komercjalizacji są śladowe. Uczelnia niepubliczna ma tu, pana zdaniem, jakąś rolę do odegrania?

Nie jesteśmy potentatem patentowym. Mamy kilka opatentowanych rozwiązań. Nauki społeczne i humanistyczne mają mniejszy potencjał do tworzenia technologii nadających się do opatentowania, ale ich rezultaty mogą podlegać innej ochronie prawnej – i z niej korzystamy.

Komercjalizacja efektów badań naukowych jest obszarem zaniedbanym nie tylko w Polsce, lecz w całej Europie. Są badacze, którzy chcieliby rozwijać się ścieżką wdrożeniową, ale system przewiduje właściwie tylko ścieżkę edukacyjną i badawczą. Brakuje trzeciej. Dlatego uważam za bardzo dobry pomysł urlopu dla naukowca na wdrożenie wynalazku lub uruchomienie spin-offu. Być może trzeba pójść dalej i stworzyć pełnoprawną akademicką ścieżkę skoncentrowaną na projektach wdrożeniowych. To musi być jednak rozwiązanie systemowe, a nie regulacja jednej uczelni, bo naukowcy zmieniają miejsca pracy i przejście między ścieżką badawczą a wdrożeniową i z powrotem nie może zależeć od wewnętrznych ustaleń uczelni.

Mamy już teraz w SWPS sprawny mechanizm pomagający naukowcom tworzyć spółki, których działalność wynika z prowadzonych badań. To jeden z naszych kanałów komercjalizacji.

Ludzi przyciąga sprawczość

Wprawdzie nikt nie przychodzi do nas do pracy wyłącznie po to, żeby założyć spółkę. Zdarza się natomiast, że ludzie mówią: chcę u was pracować, bo tu jest sprawczość i można zrobić to, na co się umówimy. Ludzie przychodzą do nas, bo wierzą, że wreszcie będą mogli zrealizować projekty, o których wcześniej tylko rozmawiali.

Uważa pan, że macie to lepiej zorganizowane niż uczelnie publiczne?

Jestem o tym przekonany. Bez cienia wątpliwości.

Bo macie więcej pieniędzy czy procedury są prostsze? Nie dotyczy pana na przykład ryzyko zarzutów o naruszenie dyscypliny finansów publicznych, które wisi w przypadku różnych działań nad każdym rektorem uczelni publicznej.

Jeśli wydajemy publiczne pieniądze, obowiązują nas te same zasady. A sporo środków pozyskujemy z grantów. Różnica polega na organizacji.

Ludzie przychodzą do nas, bo wierzą, że wreszcie będą mogli zrealizować projekty, o których wcześniej tylko rozmawiali. SWPS ma to zorganizowane lepiej niż uczelnie publiczne.

Badacz sam, w pojedynkę, choćby światowa sława, nic nie zrobi bez sprawnego biura badań, biura rozliczania projektów, wsparcia administracyjnego, biblioteki i całego ekosystemu pracującego na rzecz pojedynczego naukowca. Przejście takiego badacza do źle funkcjonującej uczelni, nawet najbogatszej, nic nie da. Jakość obsługi i wsparcia badaczy wpływa na jakość nauki. To jest równie ważne jak same badania.

Główne wnioski

  1. Finansowanie badań. Uczelnie niepubliczne, kształcące jedną trzecią studentów, dostają łącznie zaledwie ok. 18 mln zł rocznie na badania (0,06 proc. publicznych wydatków dla szkół wyższych). SWPS inwestuje w B+R 30 mln zł rocznie z własnych środków. Rektor proponuje model matching funds: państwo dokładałoby drugie tyle do nakładów uczelni, które kwalifikują się do najwyższej grupy uczelni badawczych IDUB.
  2. Nowy model studiowania. SWPS buduje elastyczne ścieżki studiów, pozwalające studentom przemieszczać się między powiązanymi kierunkami i stopniowo precyzować wybór kierunku i zawodu. Uczelnia rozwija interdyscyplinarne programy (m.in. psychologia + AI z Politechniką Wrocławską) oraz filie w sześciu miastach, odpowiadając na mobilność i potrzeby rynku pracy.
  3. Zamiast jednego noblisty zmiana systemu dla wszystkich. Zamiast zatrudniać znanych noblistów, uczelnia stawia na własną sprawną kulturę organizacyjną i sprawczość. Prowadzi proaktywne działania: raporty wpływające na ustawy, Koalicję dla Psychoterapii, system spin-offów. Pokazuje, że przy mniejszej biurokracji można osiągać wysoką efektywność badawczą i komercjalizacyjną także przy znacznie ograniczonych środkach na badania.