Kategorie artykułu: Lifestyle Społeczeństwo

Rektor UJ o krytykuje zasady ewaluacji uczelni. „Przestaliśmy masowo patentować, bo to nie ma sensu” (WYWIAD)

– Ja się strategią umiędzynarodowienia nie przejmuję – mówi o nowym planie otwarcia polskiej nauki na świat prof. Piotr Jedynak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, najstarszej uczelni w Polsce. – Oszacowano, że 25 proc. studentów przyjedzie spoza Polski, gdy mamy najgorszą od lat politykę wizową, która blokuje przyjazdy. Nie będzie też fali „uchodźców naukowych” – ocenia. UJ realizuje własną strategię rozwoju: nie stawia na masowe patentowanie, nie zatrzymuje studentów na siłę, inwestuje 100 mln zł w infrastrukturę laboratoryjną i koncentruje się na zdobywaniu prestiżowych grantów badawczych.

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Piotr Jedynak
- Nowe kryteria ewaluacji uczelni niewiele różnią się od starych. Są archaiczne, w ogóle nie stymulują jakości naukowej, za to zachęcają do podnoszenia wszelkimi możliwymi metodami uśrednionego wyniku - mówi rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Piotr Jedynak. Fot. Anna Wojnar UJ

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego rektor najstarszego i najbardziej rozpoznawalnego polskiego uniwersytetu uważa, że zmiana zasad oceny uczelni nie poprawi ich funkcjonowania ani pozycji międzynarodowej.
  2. Czemu wymuszane regulacjami patentowanie badań może wypaczyć sens działalności naukowej – podobnie jak wcześniej zrobiła to tzw. punktoza.
  3. Jaką strategię rozwoju przyjmuje Uniwersytet Jagielloński, dlaczego nie podąża ślepo za trendami, w co inwestuje i w jaki sposób wspiera badaczy.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Jeszcze w tym półroczu Ministerstwo Nauki podsumuje i oceni ostatnich pięć lat funkcjonowania polskich uczelni. Zmienią się też zasady ewaluacji na kolejne lata. Jednym z najczęściej dyskutowanych elementów reformy jest zwiększenie znaczenia transferu innowacji z uczelni do biznesu. Jak pan ocenia fakt, że większą rolę w ocenie szkół wyższych mają odgrywać patenty – zwłaszcza zagraniczne – komercjalizacja badań czy usługi badawcze? Dla politechnik może to być naturalny kierunek, ale jak te zmiany wpisują się w specyfikę uniwersytetów, gdzie dominują kierunki nietechniczne? Czy to pana niepokoi?

Prof. Piotr Jedynak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego: Ani mnie to nie martwi, ani mnie nie cieszy. Ja mam na temat obecnego i przyszłego modelu ewaluacji działalności naukowej w Polsce zdanie umiarkowane. Podobnie zresztą, jak większość rektorów polskich uniwersytetów.

Zmiana zasad ewaluacji uczelni nic nie zmienia

Nowe reguły niewiele różnią się od starych, poza dołożeniem komponentu oceny instytucjonalnej dotyczącego oceny potencjału uczelni. Kryteria są dyskusyjne, w ogóle nie stymulują jakości naukowej, za to zachęcają do podnoszenia wszelkimi możliwymi metodami uśrednionego wyniku punktowego.

Kryteria oceny krajowej polskich uniwersytetów choć trochę powinny być zbieżne z trendami światowymi, a kompletnie od nich odstają. Nie ma żadnego rankingu światowego, który by brał pod uwagę średni wynik publikacyjny w danym uniwersytecie mierzony liczbą punktów za te publikacje jako dominujący wskaźnik.

Kryteria w światowych rankingach dotyczą najlepszych osiągnięć naukowych, prestiżu kadry i tak dalej. Nigdzie w świecie, gdzie osiąga się sukcesy naukowe, nikt nie posługuje się uśrednieniami. W dłuższym horyzoncie czasu prowadzi to do obniżenia poziomu naukowego jednostki. U nas w UJ na przykład w naukach biologicznych pracuje kilkaset osób w czterech świetnych jednostkach. Są to: Wydział Biologii, Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii, Małopolskie Centrum Biotechnologii i Jagiellońskie Centrum Rozwoju Leków. Średni wynik tak dużej grupy osób nie będzie arytmetycznie tak wysoki jak 12 osób z instytutu, który nie prowadzi działalności dydaktycznej.

Kryteria oceny uczelni są dyskusyjne i nie stymulują realnej jakości badań. Zamiast tego zachęcają do poprawiania wyniku punktowego wszelkimi dostępnymi metodami.

My rekomendowaliśmy w procesie ewaluacji profesjonalną ocenę instytucjonalną, obejmującą poziom doskonałości naukowej. I mamy ku temu proste miary. To pozyskane granty ERC, centra doskonałości naukowej Dioscuri, granty z programu Horyzont, publikacje w czasopismach z pierwszego poziomu i badacze, którzy znajdują się w 2 proc. najczęściej cytowanych naukowców. To są może niedoskonałe, ale przyzwoite miary doskonałości naukowej. Natomiast średni wynik punktowy za publikacje czy patenty, rozumiany jako suma osiągnięć wszystkich pracowników to fatalny pomysł na pomiar jakości nauki.

Uśrednione zasady oceny są tak niemiarodajne, że w Polsce dają kuriozalny efekt: z perspektywy światowej Uniwersytet Jagielloński to jest najlepszy ośrodek naukowy w Polsce, ale w perspektywie lokalnej już nie?

Warto wiedzieć

Prof. dr hab. Piotr Jedynak

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w kadencji 2024 – 2028. Profesor nauk ekonomicznych. Ukończył zarządzanie i marketing na AGH. Ma na koncie ok. 150 publikacji naukowych. Jego zainteresowania naukowe dotyczą zarządzania ryzykiem, zarządzania strategicznego, zasobami ludzkimi oraz zarządzania w szkolnictwie wyższym.

Całe naukowe życie związany jest z UJ, gdzie poza pracą naukową pełnił także różne funkcje i zajmował stanowiska kierownicze.

Jest członkiem Rady Gospodarczej przy Wojewodzie Małopolskim. Współpracował z biznesem jako doradca, audytor lub przedstawiciel UJ. Doradzał m.in. w zakresie projektowania, implementacji i doskonalenia systemów zarządzania około 90 organizacji, w tym np.: Toyota Tsusho Europe, British Telecom, Krakowski Holding Komunalny, Głuchołaskie Zakłady Papiernicze.

Przewodniczy Kolegium Rektorów Szkół Wyższych Krakowa, jest członkiem Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich i przewodniczącym zespołu doradczego ds. nieuczciwych praktyk publikacyjnych.

Źródło: UJ

Patenty – nowa odsłona „punktozy”

Zawsze, kiedy modyfikuje się model ewaluacji, zmieniając strukturę kryteriów czy dokładając inne wagi, podlegające temu jednostki szybko się adaptują. W tym przypadku adaptują się nie do realnego zapotrzebowania na patenty tylko do dyrektyw. Realne zapotrzebowanie wynika z potrzeby przedsiębiorców. Żaden przepis wewnętrzny dotyczący uczelni nie zmusi firm do stosowania rozwiązań patentowanych wypracowanych w nauce, jeśli firmy nie będą czegoś same chciały zastosować. To nie przeszkodzi jednak wielu uczelniom patentować na potęgę.

Uczelnie adaptują się nie do realnego zapotrzebowania na patenty tylko do dyrektyw. Część uczelni wprowadziła politykę patentową zorientowaną na poprawę wyników ewaluacji, a nie na osiąganie realnych rezultatów patentowych, które się przyczynią do wdrożenia czegoś w życie.

Samo patentowanie nie jest bowiem trudnym zadaniem. Są już ośrodki, które wyłącznie w celach ewaluacyjnych uzyskują dużą liczbę patentów. Tylko ile z tych patentów zostało poprzez proces komercjalizacji wdrożonych w praktyce? Tylko przeprowadzona komercjalizacja może być wymierną oceną sukcesu innowacji z uczelni. Nie same patenty, nawet jeśli są to patenty uzyskane w trybie międzynarodowym.

Uważa pan, że historia się powtórzy i po zmianie zasad ewaluacji patenty stworzą nowy rozdział w encyklopedii punktozy i nadużyć, podobnie jak wcześniej publikacje?

Ależ już tak się dzieje! I ten wykrzywiony system będzie się rozwijał. Patenty już w obecnej ewaluacji są uwzględnione. Część uczelni wprowadziła więc politykę patentową zorientowaną na poprawę wyników ewaluacji, a nie na osiąganie realnych rezultatów patentowych, które się przyczynią do wdrożenia czegoś w życie.

Dlaczego przestali zgłaszać patenty?

Jeszcze kilka lat temu Uniwersytet Jagielloński był jednostką, która zgłaszała najwięcej patentów spośród wszystkich uczelni w Polsce. I to mimo że nie jest uczelnią techniczną. Nie czyniliśmy tego w celach ewaluacyjnych, bo akurat wówczas nie miało to wielkiego znaczenia. Zmieniliśmy jednak tę politykę ze względów pragmatycznych. Przestaliśmy zgłaszać niektóre pomysły jako patenty, bo to nie ma sensu. Uczelnia ponosi opłaty patentowe, wynalazcy oczekują ochrony licencji na różnych rynkach, a znaczna część opatentowanych rozwiązań nie ma szansy na komercjalizację. Ta zależy od potrzeb przedsiębiorcy.

Przestaliśmy zgłaszać niektóre pomysły jako patenty, bo to nie ma sensu. Patentujemy tylko te osiągnięcia, które naszym zdaniem mają szansę na wdrożenie w gospodarce.

Jak zmieniliście te zasady?

Oceniamy realne możliwości komercjalizacji prowadzonych badań i patentujemy tylko te osiągnięcia, które naszym zdaniem mają szansę na wdrożenie w gospodarce. W przeciwieństwie do niektórych innych ośrodków naukowych w Polsce, które patentami optymalizują wynik ewaluacyjny my stawiamy na efekt, który można zmierzyć konkretami, korzyściami dla biznesu. Mamy szereg aktywności na styku uniwersytet – samorząd, uniwersytet – biznes, gdzie realizujemy konkretne projekty wdrożeniowe. Mamy bardzo dużo doktoratów wdrożeniowych realizowanych właśnie wspólnie z biznesem.

Ale w jaki sposób oceniacie te „realne możliwości”? Co decyduje o tym, że dany projekt, innowacja, technologia zostają uznane za rokujące komercyjnie? Czy decyduje o tym przedsiębiorca, który przychodzi i mówi: „potrzebujemy takiego rozwiązania”, a uczelnia składa wówczas wniosek patentowy?

Czasami obserwacja zapotrzebowania pracodawców może być źródłem kierunku prowadzenia badań. Częściej jednak nasze osiągnięcia patentowe nie wynikają z prostej oceny potrzeb rynku – bo one mogą się zmieniać – tylko z badań podstawowych. W badaniach podstawowych powstają odkrycia niekoniecznie powiązane z aktualnym zapotrzebowaniem, które jednak z czasem zaczynają mieć stosowany charakter. Dowiodła tego świetnie ubiegłoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie chemii. Wynikała z badań podstawowych, które później znalazły zastosowanie w wielu sektorach.

Tylko takie prowadzenie badań – oparte na wieloletnich programach, łączących zespoły badawcze i kończących się realnym osiągnięciem o potencjale patentowym – ma sens.

Natomiast zmuszanie wszystkich pracowników do patentowania wyłącznie po to, by poprawić wynik ewaluacyjny, jest rozwiązaniem absurdalnym. Podobnie jak wrzucanie do jednego worka uczelni technicznych i uniwersytetów. Na politechnikach w zdecydowanej większości kierunków i dyscyplin istnieje naturalny potencjał patentowy. W humanistyce czy naukach społecznych taki potencjał jest natomiast nieporównywalnie mniejszy, co czyni mechaniczne porównania całkowicie nieadekwatnymi.

Zmuszanie wszystkich pracowników do patentowania wyłącznie po to, by poprawić wynik ewaluacyjny, jest rozwiązaniem absurdalnym.

Stara fasada, nowoczesna zawartość

Nie obawia się pan jednak, że niewłączanie się w nowy nurt wyznaczany przez Ministerstwo Nauki sprawi, iż Uniwersytet Jagielloński straci na nowych zasadach ewaluacji?

Wbrew temu, co się może wydawać UJ szczyci się dużą skłonnością do wprowadzania innowacji i nowoczesnych rozwiązań, które wcale nie stoją w kolizji z naszą tradycją. Wśród klasycznych uniwersytetów w Polsce wyróżnia nas świetna infrastruktura badawcza. A cały czas realizujemy intensywnie szereg kolejnych projektów inwestycyjnych.

Dlaczego „wbrew temu, co się może wydawać”? Chodzi o zabytkowy sznyt UJ?

Dochodzą do nas czasami opinie, że nasz uniwersytet kojarzy się głównie historycznie. Niewielu gości wychodzi poza zabytkowe Collegium Novum czy Collegium Maius. A wystarczy pojechać na trzeci kampus, żeby wyrobić sobie pogląd, choćby powierzchowny, jak nowoczesne laboratoria czy pracownie są w uniwersytecie, a w ślad za tym – nowoczesne kształcenie i nowoczesne badania. Ostatnie lata to są dwa duże infrastrukturalne projekty na Wydziale Chemii i Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej. To powoduje, że jesteśmy atrakcyjnym miejscem pracy także dla badaczy z nauk ścisłych. Zdarza się, że trafiają do nas laureaci prestiżowych grantów ERC, bo na uczelni, z której występowali o ten grant nie ma wystarczających możliwości prowadzenia badań.

W sumie dzisiaj ewaluowanych jest u nas 30 dyscyplin naukowych, a w praktyce badacze prowadzą badania w jeszcze większej liczbie. To daje możliwość prowadzenia projektów właściwie w sposób niczym nie limitowany i pokazuje prawdziwą interdyscyplinarność. Gdy dodam, że nie mamy oporów we współpracy z innymi ośrodkami naukowymi, to można powiedzieć, że nasi badacze nie mają żadnych barier, jeśli chodzi o prowadzenie projektów badawczych.

Trafiają do nas laureaci prestiżowych grantów ERC, ponieważ na macierzystych uczelniach nie mają odpowiednich warunków do prowadzenia zaawansowanych badań.

Ile wyłożyliście dotąd na inwestycje w zaplecze naukowo–badawcze?

Aktualnie realizujemy pięć projektów infrastrukturalnych związanych z doskonaleniem warunków prowadzenia badań w kilku jednostkach. Łączna wartość tych inwestycji to 100 mln zł. Wszystkie środki pochodzą z funduszy europejskich.

Faza intensyfikacji osiągnięć naukowych

Bogactwo różnych dyscyplin naukowych, form kształcenia i prowadzenia badań zmienia naszą obecna optykę. Po sześciu latach uczestniczenia w programie Inicjatywa Doskonałości Uczelnia Badawcza (IDUB) chcemy przejść do fazy intensyfikacji uzyskiwania prestiżowych osiągnięć naukowych. Już mamy bardzo duże sukcesy. W ostatnim konkursie w NCN „Opus” uzyskaliśmy najwięcej środków z wszystkich polskich uczelni, czyli 77 mln zł.

Ale najbardziej interesujące pieniądze czekają w Unii Europejskiej. Nasz obecny kierunek polega na tym, by – nie zaniedbując udziału w konkursach krajowych – pozyskiwać znacznie większe środki z funduszy europejskich.

Nasz obecny kierunek polega na tym, by – nie zaniedbując udziału w konkursach krajowych – pozyskiwać znacznie większe środki z funduszy europejskich.

W ciągu ostatnich sześciu lat już radykalnie wzrosła liczba prestiżowych grantów ERC realizowanych w naszym uniwersytecie. Gdy wdrażaliśmy program IDUB mieliśmy dwa granty ERC, dzisiaj mamy ich 15. I pewnie moglibyśmy mieć jeszcze więcej, gdyby nie wymagania niektórych badaczy trudne do spełnienia w polskich warunkach. Nie chodzi o zaplecze badawcze tylko o ich wybory osobiste, bariery przeprowadzkowe no i kwestie finansowe.

Mówi pan o ściąganiu naukowców z zagranicy?

Mówię raczej o przyciąganiu prestiżowych grantów.

Powiedział pan "bariery przeprowadzkowe".

Czasami dotyczy to też Polaków, którzy są w innych miastach albo mieliby powrócić z zagranicy, gdzie odbywają różne staże naukowe. Mamy również politykę stymulowania własnych badaczy, których jest prawie 5 tysięcy. Programy wsparcia, które oferujemy w pozyskiwaniu i realizacji tych prestiżowych grantów sprawdzają się. A czasami rzeczywiście chodzi o obcokrajowców.

Fali uchodźców naukowych nie będzie

Pojawiła się nowa strategia umiędzynarodowienia Polski. Zakłada m.in., że co czwarty student w Polsce będzie obcokrajowcem. Jej elementem są także programy zachęcające naukowców z zagranicy do pracy badawczej w Polsce. Jak pan ocenia te rozwiązania? Pomogą ściągnąć tych naukowców, którzy dostali w USA rykoszetem po cięciach w finansowaniu nauki?

Powiem wprost, że ja się strategią umiędzynarodowienia nie przejmuję. Działamy w zakresie własnych możliwości UJ. Na temat planu pozyskiwania studentów powiem tyle, że oszacowano, iż 25 proc. studentów przyjedzie spoza Polski, gdy mamy najgorszą od lat politykę wizową, która blokuje przyjazdy.

Ja się strategią umiędzynarodowienia nie przejmuję. Zakłada się napływ 25 proc. studentów spoza Polski w sytuacji, gdy mamy jedną z najgorszych od lat polityk wizowych, realnie utrudniającą przyjazdy.

Z pracownikami też nie będzie łatwo. Fali „uchodźców naukowych" nie będzie. Przecież wiele uczelni już prowadzi programy „New Blood”, których celem jest pozyskanie nowych naukowców. Mają na to nawet pieniądze, a i tak rzadko się udaje. Badacze z dobrych uczelni na świecie mają bardzo wysokie oczekiwania. A często nie są lepsi niż ci, których mamy w Polsce. Nie możemy im przecież wypłacać trzykrotnie większego wynagrodzenia tylko dlatego, że mają inny paszport. Nie możemy im formalnie opłacić transportu, kosztu przeprowadzki i szkoły dla dzieci. A wielu jest przyzwyczajonych do takiego traktowania. Chcą mieć premię za ryzyko w kraju, którego często nie znają. Traktują to jak wyzwanie. Myślą o tym, że Ukraina bliziutko. Najczęściej pracę w Polsce wybierają ci, którzy mają z nią jakieś związki – albo sami wracają do ojczyzny, lub rodzina pochodzi z tego regionu Europy.

Złe trendy? UJ jest ponad to

Dwa problemy, które mimo różnic łączą dziś wszystkie polskie uczelnie: trendy demograficzne i zjawisko porzucania studiów, czyli tzw. drop-out. Demografia spowoduje wkrótce gwałtowny spadek liczby klientów szkół wyższych. Drop-out powoduje, że już macie wielkie zawirowania, bo w trakcie studiów z UJ średnio odchodzi 40 proc. osób. Czy to skłania pana do myślenia o połączeniu z inną uczelnią?

Nie przeraża mnie specjalnie problem demograficzny. Raz, że mamy markę i poziom, który kompensuje kwestie demograficzne. Dwa - nasz uniwersytet jest już dziś bardzo silnie zorientowany na prowadzenie badań naukowych, podobnie jak na kształcenie. 90 proc. naszych nauczycieli akademickich prowadzi badania naukowe. W innych uczelniach ten wskaźnik jest niższy lub zdecydowanie niższy, w niektórych zaledwie kilkunastoprocentowy. Dla szkół, gdzie 80 proc. kadry tylko uczy, trendy demograficzne są wielkim wyzwaniem.

Nie przeraża mnie specjalnie problem demograficzny. 90 proc. naszych nauczycieli akademickich prowadzi badania naukowe. W innych uczelniach ten wskaźnik jest niższy. Dla szkół, gdzie 80 proc. kadry tylko uczy, trendy demograficzne są wielkim wyzwaniem.

Drop-out analizujemy, ale mnie to zjawisko przesadnie nie martwi, ponieważ rokrocznie mamy zdecydowanie więcej kandydatów niż miejsc. Na odchodzenie z danych studiów czy z uczelni wpływ mają często warunki całkowicie niezależne od uniwersytetu. Jakieś makrotrendy, z którymi nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Niektórzy wskazują na rynek pracy, szczególnie w takich miejscach jak Małopolska, który chłonie tych ludzi już po studiach licencjackich. To powoduje, że nie podejmują oni studiów magisterskich. Bywa, że studenci nie radzą sobie z obciążeniem zajęć i nauki. Ale słyszałem też, że często młodzi ludzie podejmują studia po to, żeby móc korzystać ze studenckich ulg. Ponieważ nawet, gdy odejdą po kilku tygodniach, zgodnie z prawem uczelnia nie może ich od razu wykreślić. Możemy to zrobić najwcześniej po zakończeniu semestru.

Mamy w UJ program, którego zadaniem jest ustalić, co możemy robić lepiej, by studenci nie rezygnowali. Analizujemy atrakcyjność kierunków, także atrakcyjność i jakość procesu uczenia, ale czasem to po prostu nie ma związku ze szkołą.

Z kim połączy się Uniwersytet Jagielloński?

Temat konsolidacji uczelni jest szeroko dyskutowany i od tego się już nie ucieknie. Szczególnie, że ten temat wybrzmiał w ostatniej dużej zmianie ustawowej. W praktyce procesy konsolidacyjne w mniejszym lub większym stopniu już się odbywają. Ustawa przewiduje federację uczelni, łączenie uczelni i włączenie uczelni.

Uniwersytet Jagielloński też nie jest zamknięty na procesy konsolidacyjne, ale nie w formule rekomendowanej przez ministerstwo, czyli nie w formule federacji. Formuła federacji znacząco komplikuje system zarządzania uczelnią. Ponadto jeśli łączące się uczelnie mają podobny wizerunek marki, równie silny, to nikt nie chce zrezygnować z własnej marki. Trudno się rozstać z własną nazwą, symboliką, historią. Konsolidacja ma głębszy sens, gdy jest uczelnia, która jest skłonna włączyć się do innej istniejącej uczelni.

Uniwersytet Jagielloński też nie jest zamknięty na procesy konsolidacyjne, ale nie w formule rekomendowanej przez ministerstwo, czyli nie w federacji.

Czy ktoś zgłosił się do pana z pomysłem połączenia uczelni?

Rozmawiamy w Krakowie o możliwościach integracji naszych uczelni w różnych konfiguracjach. Ale to proces powolny i bardzo złożony, bo prosta suma dwóch uniwersytetów to jeszcze nie jest żaden sukces

Analiza konsolidacji jak w biznesie

Trzeba ściśle przeanalizować konsekwencje takiego połączenia, zaczynając od diagnozy stanu finansów, stanu prowadzenia badań naukowych, pokrewności dyscyplin, relacji, przez kierunki studiów, kryteria rekrutacyjne, aż po konsekwencje wizerunkowe i pozycję w rankingach. Uczelnie nie są wyłączone z potrzeby profesjonalnej analizy konsekwencji, jak due diligence w przypadku fuzji i przejęć przedsiębiorstw. To pozwala zdecydować, czy fuzja ma sens. Tak samo powinniśmy to analizować w szkolnictwie wyższym. Niestety część przykładów, które znam nie dowodzi profesjonalnego podejścia. Obserwuję też oswajanie różnych kultur organizacyjnych uczelni w długim marszu po ewentualne połączenie.

O jakim horyzoncie czasowym przygotowań do takich połączeń realnie mówimy?

Jeden z bardziej zaawansowanych procesów konsolidacyjnych, który toczy się na północy Polski, pewnie zakończy się powstaniem federacji jeszcze w tej kadencji władz uczelni.

A gdy mówi pan o Krakowie – chodzi o fuzję czy o przejęcie innej uczelni?

Uniwersytety takie jak Uniwersytet Jagielloński są skłonne ewentualnie włączyć inną uczelnię we własne struktury. Na pewno nie wchodzi w grę połączenie, bo to oznaczałoby korekty nazw, a my z całą historią i wizerunkiem naszej marki absolutnie to odrzucamy. Wykluczone, żebyśmy modyfikowali nazwę Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Uniwersytety takie jak Jagielloński są skłonne ewentualnie do włączenia innej uczelni we własne struktury. Nie jesteśmy zainteresowani uzupełnianiem struktury naszego uniwersytetu o szkoły, które nie prowadzą badań naukowych.

Z jaką uczelnią prowadzicie rozmowy?

Na razie nie chcę o tym mówić, bo to nie jest etap podjętych decyzji, ani nawet formalnych rozmów.

Chodziło mi o to, czy mowa o uczelni humanistycznej czy technicznej?

Nie mamy kryterium: techniczne czy nietechniczne. Raczej patrzymy na to, czy uczelnia, która chciałaby z nami w przyszłości być w jednym, dużym Uniwersytecie Jagiellońskim, spełnia nasze kryteria progowe. Na pewno nie jesteśmy zainteresowani uzupełnianiem struktury naszego uniwersytetu o szkoły, które nie prowadzą badań naukowych. Nie możemy obniżyć swojego prestiżu.

Jeden z ekspertów od rozwoju regionalnego powiedział mi, że lekarstwem na kiepskie kształcenie w szkołach prywatnych albo masową migrację młodzieży z mniejszych do dużych miast jest otwieranie filii najlepszych polskich uczelni w średnich ośrodkach. To ma sens, pana zdaniem?

Nie jestem zwolennikiem tworzenia filii. Po pierwsze, musielibyśmy tam stworzyć warunki do studiowania takie, jak w Krakowie, po drugie znaleźć wykładowców na satysfakcjonującym poziomie. Tworzenie filii wymagałoby modyfikacji systemu zarządzania uczelnią. Trzeba byłoby stworzyć strukturę nadzoru nad nimi.

A gdy już przyjdzie ten niż demograficzny, o którym rozmawialiśmy, to w tych miejscach i tak nie będzie kogo kształcić. Trochę to przypomina sytuację oddziałów położniczych w małych miejscowościach, gdzie pozostali lekarze, pozostała infrastruktura, tylko nie ma porodów.

UJ nie tworzy kierunków pod bieżące potrzeby rynku

Czy Uniwersytet Jagielloński reaguje na potrzeby lokalnego rynku pracy? Wielu rektorów zachęca biznes do ścisłej współpracy, a pod potrzeby firm powstają nowe kierunki studiów. Czy pan ulega takim trendom?

Nie tworzymy kierunków studiów reaktywnie, na bieżące potrzeby konkretnej grupy pracodawców. To nie jest nasza strategia. Część tych pracodawców, na przykład z oddziałów zagranicznych firm, podejmuje czasem strategiczne decyzje, że przenosi biznes z Polski zagranicę. Dla nas to oznaczałoby pozostanie na co najmniej kilka lat z kierunkiem, na który popyt właśnie się przeniósł w inny region świata.

My obserwujemy globalne trendy na rynku pracy i pod nie ewentualnie przygotowujemy ofertę. To oczywiste, że bardzo szybko zareagowaliśmy na znaczący wzrost znaczenia sztucznej inteligencji i uruchomiliśmy stosowny kierunek. Ale widzimy więcej niż tylko AI – utworzyliśmy także logopedię. Rozwijamy też ofertę w języku angielskim więc powiedziałbym, że uciekamy do przodu i skupiamy się bardziej na trendach globalnych niż lokalnych. Potwierdzeniem słuszności naszej strategii jest zaś to, że większość naszych absolwentów dostaje pracę i to pracę w wyuczonym zawodzie. Dotyczy to nie tylko medycyny, ale też biochemii, biofizyki, a także administracji i prawa.

Nie ma się też co obrażać na to, że absolwenci różnych innych kierunków uzyskują czasem pracę w innych sektorach. Koncepcja lifelong learning już jest faktem. To oczywiste, że w zdecydowanej większości zawodów trzeba będzie odświeżać wykształcenie wielokrotnie w karierze zawodowej.

Ale też nie ma się co obrażać na to, że absolwenci różnych innych kierunków uzyskują czasem pracę w innych sektorach. Koncepcja lifelong learning już jest faktem. To oczywiste, że w zdecydowanej większości zawodów trzeba będzie odświeżać swoje wykształcenie wielokrotnie podczas czasu trwania kariery zawodowej.

Koła naukowe kształtują wynalazców

Bardzo praktyczną kuźnią kadr na uczelniach są koła naukowe. W wielu firmach, na przykład w firmach biotechnologicznych, praca laboratoryjna z okresu studiów to cenne aktywo młodego pracownika. Na przykład skłonność do eksperymentowania, do odkrywania innowacji. Nie będzie przecież dobrego działu badawczo–rozwojowego w jakiejkolwiek firmie, jeśli tam trafią rzemieślnicy, którzy skończyli studia, ale nigdy nie mieli aspiracji odkrycia czegoś nowego. W kołach naukowych można to stymulować, a część tych studentów później przekuwa kompetencje, które tam uzyskali do swojej pracy zawodowej.

Zmienia się także sam model kształcenia akademickiego. W ramach projektu „Uczelnia przyszłości” trwa pilotaż nowego modelu nauki wyższej, stawiającego na indywidualny tok studiowania.

Mamy już od dawna takie modele kształcenia. One występują wszędzie i w stosunku do wszystkich studentów, dlatego że to trochę zależy od liczebności studentów na danym kierunku. To są typowe tutoriale, zaliczamy te aktywności pracownikom do pensum dydaktycznego.

Nie chodzi nam o masowe wprowadzenie tego rozwiązania w stosunku do wszystkich studentów – to nigdy nie będzie kształcenie dominujące. Chcemy wyłowić w ten sposób talenty spośród wszystkich studentów, bo spośród studentów chcemy też mieć przyszłych doktorantów i pracowników.

Główne wnioski

  1. Krytyka zasad ewaluacji uczelni: Prof. Piotr Jedynak, rektor UJ, krytycznie ocenia uśrednione kryteria ewaluacji uczelni, wskazując, że nie stymulują one realnej jakości badań naukowych. Uniwersytet Jagielloński zrezygnował z masowego patentowania, ograniczając je wyłącznie do projektów o rzeczywistym potencjale wdrożeniowym. Sukces naukowy powinien być – zdaniem rektora – mierzony przede wszystkim poprzez granty ERC i inne prestiżowe granty europejskie, a także obecność badaczy w gronie najczęściej cytowanych naukowców.
  2. Rozwój UJ: Uniwersytet Jagielloński przeznaczył 100 mln zł na rozwój infrastruktury badawczej, traktując ją jako kluczowy element przyciągania najlepszych naukowców. Ta strategia przynosi już wymierne efekty: w ciągu sześciu lat uczelnia zdobyła 15 grantów ERC oraz najwyższe w kraju dofinansowanie z NCN – 77 mln zł. Rektor Jedynak sceptycznie ocenia natomiast rządową strategię umiędzynarodowienia, nie wierząc, że doprowadzi ona do masowego napływu zagranicznych badaczy i studentów.
  3. Wyzwania przyszłości: Zdaniem rektora Jedynaka spadek liczby studentów nie stanowi dla UJ zasadniczego zagrożenia – mimo zjawiska drop-outu chętnych nadal jest więcej niż dostępnych miejsc. Uniwersytet pozostaje otwarty na procesy konsolidacyjne, jednak wyłącznie w formule włączania innych uczelni w swoje struktury, a nie poprzez federację.