Rosyjskie boty i wpływy z USA. Jak referendum w Kanadzie stało się lekcją dla Europy
Treści generowane przez sztuczną inteligencję, farmy botów i bezpośrednie wycieczki polityczne ze Stanów Zjednoczonych – referendum w Albercie stało się soczewką, w której skupiły się wszystkie techniki współczesnej wojny hybrydowej. Kurz po referendum opadł, pora przyjrzeć się kanadyjskiej prowincji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- 1. O co chodziło w referendum w Albercie w sprawie secesji od Kanady i skąd podobieństwa do brexitu.
- Dlaczego Rosja i USA próbowały ingerować w opinię publiczną w Albercie.
- Czy referendum było wyrazem niechęci do imigrantów.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Październikowe referendum w Albercie, które zakończyło się sukcesem zwolenników jedności kraju, jest ważną lekcją także dla postbrexitowej Europy. To opowieść o dwóch wątkach: że kraj ma wartość widoczną, zanim się go straci oraz że imigracja to problem nie tylko dla starych ksenofobów.
Alberty nie było wśród założycieli Kanady w 1867 r. Zaczęła być prowincją dopiero w 1905 r., kiedy wydzielono ją z Terytoriów Północnozachodnich. Dziś to właśnie Alberta jest najbogatszą prowincją, tworzącą 15 proc. kanadyjskiego PKB, dokładającą netto do budżetu federalnego 18 mld dolarów rocznie i odpowiedzialną za 31 proc. kanadyjskiego eksportu, głównie dzięki ropie naftowej.
Niedoceniona prowincja
Jednocześnie jest prowincją z największymi pretensjami, bo mieszkańcy czują się niedocenieni. Ważną rolę odgrywa religia. Alberta głosuje głównie na konserwatystów, ma nawet swoją społeczność mormonów, którzy przywędrowali tam z amerykańskiego Utah pod koniec XIX w. Politolog Clark Banack z Uniwersytetu Alberty opublikował 10 lat temu książkę tłumaczącą wpływy ewangelikalnych chrześcijan na współczesne konserwatywne nastawienie wyborców w Albercie.
Jednak ruchy podpinające się pod skrajny konserwatyzm z religijnym zabarwieniem, bo taki charakter ma Alberta Prosperity Project, dążące do secesji Alberty, przegrały 19 października, gdy 75 proc. głosujących w referendum opowiedziało się za pozostaniem Alberty w Kanadzie.
Brexit wersja 2.0, czyli komu z Kanadą po drodze
Porównanie sytuacji Alberty i Wielkiej Brytanii przewijało się często w wypowiedziach polityków. Premier Mark Carney, który w 2016 r. był szefem Bank of England i z pierwszego rzędu oglądał konsekwencje brexitu, przed 19 października spędził dwa dni w Albercie, spotykając się z mieszkańcami i mówiąc o znaczeniu głosowania na „tak” za Kanadą. Carney wielokrotnie w minionych miesiącach ostrzegał przed powtórką scenariusza brexitu, mówiąc o „niebezpiecznym blefie”.
Warto wiedzieć
Alberta - referendum 19 października
Pytanie 10, dwie opcje (secesja Alberty)
„Czy Alberta powinna pozostać prowincją Kanady” – 1 551 857 głosów (75 proc.)
„Rząd Alberty powinien rozpocząć prawny proces wymagany przez kanadyjską konstytucję, by przeprowadzić w prowincji referendum nt. tego, czy Alberta powinna oddzielić się od Kanady” – 518 997 głosów (25 proc.)
Pytania 1-5, dotyczące imigracji, ponad 50 proc. odpowiedzi za większą kontrolą imigracji
1. Czy popierasz to, by rząd Alberty przejął większą kontrolę nad imigracją w celu obniżenia imigracji do bardziej stabilnych poziomów (…)?
2. Czy popierasz to, by rząd Alberty wprowadził prawo stanowiące o tym, by tylko obywatele kanadyjscy, stali rezydenci oraz osoby ze statusem imigranta uznanym przez Albertę mogli korzystać z programów finansowanych przez prowincję (…)?
3. Czy popierasz wymóg mieszkania w Albercie przez 12 miesięcy dla imigrantów bez stałego statusu przed uzyskaniem dostępu do programów finansowanych przez prowincję?
4. Czy popierasz wprowadzenie „rozsądnej opłaty” dla osób bez uregulowanego stałego statusu i ich rodzin za korzystanie ze służby zdrowia i szkolnictwa?
5. Czy popierasz wymóg okazywania dokumentów poświadczających obywatelstwo przy wyborach w prowincji?
Pytania 6-9 dotyczyły zmian w konstytucji przeprowadzanych we współpracy z innymi, skłonnymi do tych zmian prowincjami. Ponad 50 proc. głosujących odrzuciło te propozycje
Zmiany do kanadyjskiej konstytucji mogą być wprowadzone tylko wtedy jeśli Izba Gmin, Senat oraz przynajmniej siedem prowincji reprezentujących przynajmniej 50 proc. ludności Kanady się na to zgodzą.
6. Czy popierasz przejęcie przez prowincje kompetencji w mianowaniu sędziów sądów niektórych instancji od rządu federalnego?
7. Czy popierasz zniesienie Senatu?
8. Czy popierasz prawo prowincji do wyjścia z kanadyjskich programów takich jak publiczna służba zdrowia przy zachowaniu finansowania z budżetu federalnego?
9. Czy popierasz zwiększenie uprawnień prowincji do uchwalania własnych praw?
– Premier Wielkiej Brytanii David Cameron, konserwatysta, był tak pewny siebie, że wywołał referendum na temat brexitu. I przegrał. Wielka Brytania wyszła z Unii Europejskiej. Premier Alberty Danielle Smith ze skrajnie prawicowej UCP (United Conservative Party of Alberta) też była pewna siebie. Przegrała, choć miała całą siłę rządu prowincji za sobą. Alberta pozostaje w Kanadzie. Choć wynik w obu przypadkach był odmienny, grano na podobnych lękach, w tym przed imigracją, pojawiło się dużo dezinformacji adresowanej do społeczeństwa, które było niezadowolone. W obu przypadkach pojawiły się też podobne bodźce z zewnątrz. Różnica wynika ze zmian, do których w ostatnich latach doszło w Kanadzie – podsumowuje w rozmowie z XYZ Thomas Lukaszuk, urodzony w Polsce były wicepremier Alberty, który zainaugurował i prowadził przez półtora roku kampanię Forever Canadian na rzecz pozostania Alberty w kanadyjskiej konfederacji.
Te zmiany to m.in. rosnące poczucie sensu tworzenia jednego państwa, widoczne w opublikowanym w październiku badaniu EKOS. Ośrodek zapytał o przywiązanie ankietowanych do najbliższej im geograficznie wspólnoty: czy jest to lokalne sąsiedztwo, prowincja, kraj, czy też świat. Kanadyjczycy przywiązani są przede wszystkim do kraju – mówi o tym 46 proc. Ponad dwa razy mniej (21 proc.) wybiera prowincję. W 1981 r. na kraj wskazywało ok. 30 proc. ankietowanych, na prowincję – ok. 20 proc. Jak podsumowuje EKOS: nie ma bezpośrednich zagrożeń referendami czy secesją, jednak samo rozbudzenie separatystycznej debaty nie wzięło się znikąd.
Alberta, czyli rosyjski i amerykański poligon
Zarówno w przypadku brexitu jak i wexitu, jak określa się w Kanadzie pomysły na secesję zachodnich prowincji (Alberta, Saskatchewan, Manitoba), olbrzymią rolę odegrały populistyczne ugrupowania oraz zagraniczne wpływy bazujące na lokalnych żalach i pretensjach.
– Populiści mogą składać najrozmaitsze szalone obietnice, że wszystko będzie wspaniale, jeśli zagłosujecie za niepodległością, a jeśli Alberta zostanie niepodległym krajem, będą same plusy, żadnych minusów – mówił w publicznej telewizji CBC Ian Cooper, naukowiec pracujący w Brexit Institute, działającym przy Uniwersytecie Dublińskim, Dublin City University. Ian Cooper urodził się w Saskatchewan, dorastał w Albercie.
Środowiska separatystów utrzymywały, że chodzi o lepszy dostęp do amerykańskiego rynku i suwerenność. Idea suwerenności jest dość specyficzna. Media opisały rozmowy secesjonistów z Amerykanami nt. Alberty jako 51. stanu, w tym o przekazywaniu dochodów z eksploatacji złóż ropy naftowej czy wręcz udostępnienia rzek Alberty, o czym na początku października donosił dziennik „The Globe and Mail”.
Kolejny cel Donalda Trumpa
– Trump i jego środowisko składali obietnice, było nawet spotkanie w Mar-a-Lago. Przedstawiciele Partii Republikańskiej przyjechali do Calgary na rozmowy, republikańscy politycy wypowiadali się wprost na temat swojego poparcia, republikanie udostępnili drogie oprogramowanie służące do poszukiwania wyborców skłonnych do poparcia separatystów – wylicza Thomas Lukaszuk.
W sierpniu działające na kanadyjskim Uniwersytecie Regina Centre for Artificial Intelligence, Data, and Conflict (CAIDAC) wykryło destabilizujące działania tzw. farm kontentu i influencerów, nie tylko rosyjskich, ale także amerykańskich. Jak mówił w telewizji CTV News współkierujący CAIDAC Brian McQuinn, celem było „nastawienie jednych przeciwko drugim tak, byśmy nie postrzegali osoby, która ma odmienną opinię jako kogoś z odmienną opinią, komu zależy na kraju, ale jako wroga kraju”. Badacze znaleźli setki stron internetowych i wpisów w mediach społecznościowych, które powielały polaryzującą narrację. We wrześniu, kanadyjski „National Observer” zidentyfikował sieć 23 generowanych przez AI separatystycznych stron internetowych, których celem byli farmerzy, młodzi ludzie, byli żołnierze, matki i pracownicy sektora naftowego. Ślady prowadziły do USA.
– W identyfikacji procesu skąd przychodzi dezinformacja, bardzo pomógł nam atak Ukrainy na centra danych Yandeksu. Nagle w dniach poprzedzających referendum ucichły boty, ilość dezinformacji znacząco spadła – mówi Thomas Lukaszuk.
Teorie spiskowe i zielone ludziki
W internecie można znaleźć informacje sugerujące, że ok. 10 lat temu amerykańscy dyplomaci w Albercie oceniali, że w tej prowincji ok. 100 tys. osób ma amerykański paszport. Świeższych danych brak. Czy USA może chcieć „bronić” Amerykanów w Albercie? Profesor Maria Popova, politolożka z montrealskiego McGill University i dyrektorka naukowa Centrum Jeana Monneta w Montrealu mówiła w kwietniu, że wsparcie Rosji dla ukraińskich separatystów w Donbasie może dostarczyć Kanadzie wniosków w sprawie separatystów w Albercie.
Kanadyjski magazyn „The Walrus” publikował w dniu referendum tekst amerykańskiej analityczki wojskowej Brynn Tannehill, która przypomniała kanadyjski raport z maja br. na temat referendum, opublikowany wspólnie przez DisinfoWatch, Global Centre for Democratic Resilience oraz CASiLabs, w którym napisano, że „zdolność Kanady do swobodnego podejmowania decyzji politycznych, bez zagranicznego przymusu czy manipulacji (…) jest aktywnie kontestowana przez zagranicznych aktorów, którzy próbują kształtować demokratyczną przyszłość Kanady. Trzy odrębne typy aktorów wykorzystujących debatę separatystów w Albercie są widoczne: Rosja, Stany Zjednoczone i ekonomiczni oportuniści korzystający z AI”.
Jak dobrze liczyć?
Brynn Tannehill wskazywała, że w Kanadzie głosy liczy się ręcznie, a każde z dziesięciu pytań referendalnych było na odrębnej karcie, więc szczególnie przy wysokiej frekwencji długi czas liczenia może stać się pretekstem do amerykańskiej interwencji.
Proces rzeczywiście był długi. Referendum odbyło się w poniedziałek, Elections Alberta planowało zakończenie liczenia głosów przez 47 tys. pracowników w środę i zaczęło na wszelki wypadek od pytania o separację, więc te dane spływały szybko i już w poniedziałek widoczna była przewaga zwolenników Kanady. Pozostałe karty dot. dziewięciu innych pytań liczono w drugiej kolejności. W piątek 23 października ok. południa czasu lokalnego na stronie Elections Alberta widniała informacja, że policzono głosy we wszystkich 5537 lokalach wyborczych, jednak siedem godzin później licznik znów nie uwzględniał danych z jednej komisji. Towarzyszyło temu wyjaśnienie Elections Alberta, że z powodu błędów proceduralnych część kart została połączona i nie da ich się ponownie rozdzielić.
„Kiedy ostateczne rezultaty się pojawią, będą już wobec nich wątpliwości” – pisała Brynn Tannehill, tłumacząc, jak separatyści mogą wykorzystać teorie spiskowe.
Gospodarka padłaby pierwsza
Nawet jeśli ostatecznie wygrali zwolennicy jedności Kanady, to pojawiły się już gospodarcze konsekwencje działań separatystów. Kanadyjska konstytucja określa kompetencje rządu federalnego i rządów prowincji, a możliwość wprowadzania lokalnych regulacji jest kompetencją, do której rządy prowincji są przywiązane. Jednym ze sztandarowych pomysłów premiera Marka Carneya jest znoszenie barier w handlu i stworzenie jednej gospodarki z trzynastu gospodarek kanadyjskich prowincji i terytoriów.
CBC opublikowało wewnętrzne dokumenty ministerstwa finansów z czerwca, w których analizowano skutki gospodarcze separatystów, od zmniejszenia przychodów budżetu do masowego przenoszenia się mieszkańców Alberty do sąsiednich prowincji w razie wygranej separatystów.
– Sam proces przygotowań secesji odstrasza inwestycje. W biznesie ważny jest zwrot z inwestycji i stabilizacja – tłumaczy Thomas Lukaszuk. Przypomina, jak z powodu referendum nt. secesji Quebecu w 1980 r. banki i firmy uciekły z Montrealu do Toronto. Także w dokumentach ministerstwa finansów znalazł się ten właśnie przykład 0 na przełomie lat 70. i 80. z Montrealu wyniosły się siedziby 263 wielkich firm.
Imigracja, czyli jak wyhodować problem
Pięć pytań w referendum dotyczyło kwestii imigrantów, zaczynając od zwiększenia kontroli nad liczbą imigrantów. Według premier Alberty Danielle Smith i jej rządu koszty opieki zdrowotnej i szkolnictwa dla czasowych rezydentów wynoszą 1 mld dolarów kanadyjskich rocznie. Mieszkańcy Alberty poparli te propozycje ograniczeń. Tu właśnie pojawia się rozbieżność ocen mieszkańców i biznesu.
W podobnym tonie wypowiadają się pracodawcy i związkowcy. Agencja The Canadian Press cytowała wypowiedzi przedstawicieli związku zawodowego w ubojniach firmy Cargill w High River w Albercie, którzy podkreślali, jak trudna jest praca w tym sektorze i jak duża jest rotacja pracowników.
– Ale imigracja jako proces i tak się zmieni – mówi Thomas Lukaszuk, zwracając uwagę na zmiany zachodzące na świecie. Dodaje, że już wiele miesięcy przed referendum organizacje biznesu w Albercie i izby handlowe sygnalizowały problemy związane z pracownikami imigrantami. – Nie da się zapraszać imigrantów, gdy trwa atak na samą ideę imigracji – podkreśla. Jednocześnie przypomina, że to właśnie Danielle Smith w 2024 r. zwróciła się do ówczesnego premiera Justina Trudeau o zwiększenie imigracji tak, by liczba ludności Alberty mogła się podwoić, z 5 mln do 10 mln w ciągu 10 lat.
Młody Kanadyjczyk to nie ksenofob, ale jest przeciw imigracji
Mieszkańcy Alberty nie chcieli secesji, ani czterech zmian konstytucyjnych. Natomiast poparli ograniczenia dot. imigracji, co jednak nie musi oznaczać ksenofobii. W tym samym badaniu EKOS, w którym widoczna jest rosnąca identyfikacja Kanadyjczyków z Kanadą, widoczne jest też pęknięcie międzypokoleniowe. Jak to podsumował ośrodek, młodzi Kanadyjczycy „tracą wiarę w zdolność Kanady do urzeczywistnienia postępu gospodarczego i bezpieczeństwa, które kiedyś podtrzymywały marzenie klasy średniej (...) nie każdy, kto jest niezadowolony z polityki imigracyjnej czy rządu uległ dezinformacji czy sprzyja autorytaryzmowi”. W badaniach EKOS odsetek tych, którzy twierdzą, że jest zbyt wielu imigrantów, wzrósł z 14 proc. w 2020 r. do ok. 63 proc. na przełomie 2024 i 2025 r., a potem spadł do 50 proc.
W grudniu ub.r. raport przygotowany przez naukowców z University of Toronto Mississauga nt. zmian nastawienia do imigracji przez minionych 40 lat bazujący na danych Environics Institute opisywał, że to właśnie wśród młodych ludzi najbardziej wzrosło negatywne nastawienie do imigracji, a nie wśród starszych pokoleń. Antyimigracyjne nastroje są najsilniejsze wśród angielskojęzycznych Kanadyjczyków – młodych ludzi w wieku 18-29 lat. Dlaczego? Wyjaśnienie ma resort imigracji, uchodźców i obywatelstwa, prowadzący cykliczne badania postaw Kanadyjczyków: dostępność mieszkań, pracy i jakość usług dla obywateli.
Referendum w Albercie wydaje się przynosić dwie opowieści: jedną o tym jak Kanada stała się ważna dla samych Kanadyjczyków, a drugą – o tym, że imigracja stała się problemem nie tylko dla starych ksenofobów, lecz także dla zwykłych młodych Smithów i Tremblay'ów. EKOS podkreśla, że politycy muszą zainteresować się także interpretacjami obecnymi w społeczeństwie, ponieważ „odbudowa gospodarki i bardziej wiarygodne wspólne rozumienie rzeczywistości są ważne dla spójności kraju”.
Główne wnioski
- Kanadyjczycy coraz wyżej cenią sobie swój kraj i są do niego przywiązani. Pytani o to, z czym się identyfikują, mówią przede wszystkim o Kanadzie: 46 proc. Ponad dwa razy mniej (21 proc.) wybiera prowincję. W 1981 r. na kraj wskazywało ok. 30 proc. ankietowanych, na prowincję – ok. 20 proc.
- Biznes w Albercie poważnie obawiał się skutków secesji i uważał, że sam proces przygotowań odstrasza inwestycje. 63 proc. firm już odczuwało negatywne skutki.
- Mieszkańcy Alberty nie chcieli ani secesji, ani zmian w konstytucji, natomiast poparli propozycje dot. ograniczenia imigracji i wsparcia dla nowych imigrantów bez uregulowanego statusu. Wskazuje to na zmianę postrzegania imigracji i jej poziomów. Według badań antyimigracyjne nastroje, choć nie oznaczające ksenofobii, są najsilniejsze wśród angielskojęzycznych Kanadyjczyków – młodych ludzi w wieku 18-29 lat. Jeszcze kilka lat temu to młodzi Kanadyjczycy byli najbardziej pozytywnie nastawieni do imigracji.



