Rząd ogłosił definicję local contentu. „Nie ma odwrotu od repolonizacji"
Rząd stawia kolejny krok w realizacji idei repolonizacji polskiej gospodarki. Zasada, która ma przyświecać drugiej części kadencji gabinetu Donalda Tuska, właśnie zyskuje obiektywne kryteria pomiaru. Resort aktywów państwowych przedstawił długo wyczekiwane zasady określania „krajowości podmiotów". Ich przyjęcie będzie zalecane podmiotom wydającym publiczne pieniądze.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym polega polityka wspierania local contentu.
- W jaki sposób MAP proponuje mierzyć „krajowość" podmiotów.
- Co o stawianiu na lokalnych dostawców mówią prezesi spółek z udziałem Skarbu Państwa.
Ministerstwo Aktywów Państwowych (MAP) zaprezentowało oczekiwaną przez polskie firmy definicję local contentu. Idea stawiania na krajowy komponent w inwestycjach ma być jednym z filarów polityki gospodarczej rządu premiera Donalda Tuska w drugiej części jego kadencji. Definicja local contentu ma zapewnić obiektywne miary realizacji zapowiedzi premiera o repolonizacji gospodarki i obietnice resortów, że będą stawiać na krajowych dostawców w realizacji miliardowych inwestycji.
Repolonizacja oparta na przyznaniu priorytetu dla polskich firm w łańcuchach dostaw w inwestycjach infrastrukturalnych i energetycznych to jedno z zadań, jakie postawił sobie rząd po rekonstrukcji gabinetu przez premiera latem 2025 r. Wojciech Balczun po objęciu stanowiska ministra aktywów państwowych zapowiedział przygotowanie definicji local contentu przez specjalny zespół. Poza samą definicją opracowane miały zostać także „KPI repolonizacji" (Key Performence Indicators, kluczowe wskaźniki efektywności, narzędzie używane powszechnie we współczesnym zarządzaniu – red.). To wskaźniki pozwalające określić, czy osiągnięto zakładany poziom „lokalności" czy też „polskości" inwestycji.
Polskie firmy czekały na definicję local content
Ogłoszenie definicji oraz KPI local contentu było mocno wyczekiwane przez przemysł i usługodawców w Polsce. Ich przedstawienie Wojciech Balczun zapowiadał jeszcze pod koniec 2025 r. MAP ogłosiło, że przyjęło definicję local contentu w lutym 2026 r. i miało ją przedstawić na początku marca. Ostatecznie przesunęło to na kwiecień. Donald Tusk i Wojciech Balczun przedstawili, co będzie uznawane za komponent krajowy. Wyjaśnili, jak traktować spółki, które działają w Polsce i tutaj płacą podatki, ale są częścią międzynarodowych koncernów. Konferencja odbyła się w znajdującej się pod Toruniem siedzibie Apatora – polskiej spółki dostarczającej urządzenia i systemy pomiarowe, takich jak liczniki prądu.
– Local content to jest kwestia suwerenności. Chodzi o to, żeby decyzje o tym, co produkować, zapadały w Polsce. Nie jest to proste ze względu na to, że przynależymy do UE. To jest dla nas ważne, ale będziemy robić wszystko, by realizować to hasło „wybieraj polskie". Będziemy szukać na to wszystkich dostępnych pomysłów. Nikt mi nie wmówi, że UE może nam zabronić, żebyśmy inteligentnie preferowali polskie firmy – mówił premier Donald Tusk podczas konferencji.
Tam, gdzie to możliwe, wybierać polskie
Założenie planu jest proste – podmioty wydające publiczne pieniądze mają wybierać najpierw spółki działające w Polsce. Jeśli produkt lub usługa nie są oferowane przez polską firmę, w drugiej kolejności wybór ma padać na europejskich dostawców, a w kolejnej – na dostawców z krajów współpracujących z UE. To przede wszystkich USA, ale także partnerzy z Azji, jak Japonia czy Korea Południowa i europejskie kraje spoza Wspólnoty, jak Wielka Brytania czy Norwegia.
– Są dziedziny, w których polski produkt nie zastąpi unikatowego produktu oferowanego tylko przez zagraniczną firmę. Ale musimy wykorzystać każdą możliwość, żeby tam, gdzie to możliwe, wybierać polskie. Musimy doprowadzić do tego, żeby wszyscy mieli to zakodowane – biało-czerwone jest lepsze. Idea local contentu od dzisiaj staje się naszym wspólnym zobowiązaniem. Obca siła nie może wpływać na to, co my tutaj produkujemy. Nie jest patriotą polityk, który promuje produkcję obcą kosztem lokalnym, a tak się zdarza. Tak, będziemy egoistami, w rozumieniu dbania o własny interes – powiedział Donald Tusk.
Na dwa tygodnie przez rządowym ogłoszeniem w fabryce Apatora uruchomienie pilotażu pomiaru local contentu ogłosił Główny Urząd Statystyczny (GUS). Pomiar będzie dotyczył zarówno zamawiającego, jak i wykonawców na trzech poziomach łańcucha dostaw. Branżą, w której rozpocznie się pilotaż, jest energetyka. Zgodnie z założeniami pilotażu firmy mają raportować dane związane z komponentem krajowym bezpośrednio do GUS. Pomiar będzie obejmował takie elementy jak wynagrodzenia osobowe, wartość sprzedanych towarów i materiałów, usługi czy pozostałe koszty firmy.
Polska gospodarka musi zmienić model rozwoju
Jak wskazywał podczas konferencji Wojciech Balczun, za ideą priorytetyzowania polskich spółek stoi przekonanie, że potrzeba zmiany modelu rozwoju polskiej gospodarki.
– To jest historyczny moment. Jesienią ubiegłego roku dyskutowaliśmy o tym, co powinno być najważniejsze dla rządu nie tylko na drugą część kadencji, ale na lata. Jesteśmy w momencie, kiedy kończy się etap transformacji polskiej gospodarki. Wiemy, jaką musieliśmy zapłacić cenę, żeby stać się taką gospodarką, jaką jesteśmy. Staliśmy się dostarczycielami taniej siły roboczej, dobrym rynkiem dla naszych partnerów – mówił minister aktywów państwowych podczas konferencji prasowej poświęconej ogłoszeniu szczegółów planu rządu.
Local content w praktyce. Co ogłosił rząd?
Nie będzie twardych wymogów ustawowych, narzucających wybór krajowego dostawcy, kiedy to możliwe. Możliwość wprowadzenia takich regulacji jest ograniczana chociażby prawem UE, które gwarantuje wszystkim unijnym firmom dostęp do rynku na jednakowych zasadach. Zamiast tego rząd deklaruje stosowanie polityk i wytycznych. Resort aktywów państwowych ma ogłosić kodeks dobrych praktyk local content. Na konferencji zapowiedziano, że stanie się to „niezwłocznie". Nie padła jednak konkretna data. Specjalne wymogi obejmą spółki Skarbu Państwa, które mają powołać pełnomocników ds. local contentu. Zarządzający spółkami z udziałem państwa będą zaś rozliczani z tego, jak realizują repolonizacyjną politykę rządu.
– Za rekomendacjami dla spółek Skarbu Państwa pójdą KPI dla zarządów. Muszą zadziałać nie tylko rekomendacje miękkie, ale także narzędzia sprawcze – powiedział minister Balczun.
Resort przygotował też propozycję kryterium oceniającego „krajowość" danej firmy do stosowania w zamówieniach publicznych. Wagi kryteriów przedstawionych przez MAP to:
- 25 proc. – czy siedziba właściciela podmiotu (beneficjenta rzeczywistego) znajduje się w Polsce,
- 25 proc. – czy główny przedmiot działalności podmiotu znajduje się w Polsce,
- 15 proc. – czy rezydencja podatkowa podmiotu znajduje się w Polsce,
- 15 proc. – czy ponad 50 proc. pracowników podmiotu płaci w Polsce podatki i składki ZUS,
- 10 proc. – czy podmiot ma siedzibę w Polsce według KRS/CEiDG oraz prowadzi w Polsce nieprzerwaną działalność przez trzy lata,
- 10 proc. – czy ponad 50 proc. rocznych obrotów podmiotu jest osiągana w Polsce.
Dlaczego takie kryteria
Kryterium uwzględniające nie tylko siedzibę, ale także miejsce prowadzenia działalności, zatrudniania pracowników czy płacenia podatków umożliwi zdaniem rządu wzięcie pod uwagę firm, które są częścią zagranicznych grup, ale rzeczywiście działają w Polsce. Jednocześnie ma zagwarantować, że polityka repolonizacji nie zostanie uznana za protekcjonistyczną bądź niezgodną z prawem UE.
Jak wskazywał na konferencji minister Balczun i jak podkreślał minister finansów i gospodarki Andrzej Domański w rozmowie z XYZ wspieranie krajowego komponentu łańcucha dostaw jest też jednym z założeń strategii zakupowej państwa przyjętej pod koniec marca przez Radę Ministrów.
Jak się to robi
Ogłoszenie szczegółów rządowego podejścia do local contentu odbyło się podczas konferencji poświęconej podpisaniu umowy między Eneą a giełdowym Apatorem. Enea to spółka z ponad 52-procentowym udziałem Skarbu Państwa, jeden z czterech największych operatorów energetycznych w kraju. Apator dostarczy firmie inteligentne liczniki prądu. Zgodnie z prawem do 2028 r. 80 proc. kraju ma mieć dostęp do tego typu liczników. Umowa na około 300 mln zł obejmuje dostarczenie ok. 750 tys. urządzeń.
– Enea ma do wydania w następnej dekadzie 100 mld zł. Chcemy, żeby jak najwięcej z tego było wydane w Polsce. Wraz z Apatorem jesteśmy dowodem, że da się to tak wymyślić i skonstruować, by produkcja została w Polsce – mówił na konferencji Grzegorz Kinelski, prezes Enei.
O tym, że działalność spółek Skarbu Państwa musi opierać się na współpracy z lokalnymi dostawcami, powiedział XYZ także prezes Taurona Grzegorz Lot.
– Jeżeli obszary, w których funkcjonujemy, będą się rozwijały, będzie to kołem zamachowym dla gospodarki. Jesteśmy żywotnie zainteresowani tym, żeby lokalne firmy się rozwijały i już wspieramy ten rozwój. Większość inwestycji Taurona w segmencie dystrybucji to pieniądze wydawane lokalnie. Dostosowaliśmy sposób zakupu usług, tak aby móc łatwiej współpracować z mniejszymi firmami. Długoletnia współpraca z dużym partnerem to dla nich zachęta do inwestycji i rozwoju – skomentował Grzegorz Lot.
Prezes PKO BP Szymon Midera wskazał z kolei, że bank zamierza aktywnie włączyć się w realizację programu. Instytucja chce pokazać, jak we wzorcowy sposób przeprowadzić finansowanie dostępne także dla małych i średnich firm, tak aby mogły uczestniczyć w dużych projektach inwestycyjnych.
– Będziemy promować nowy model finansowania inwestycji, który zapewni większą możliwość wejścia w projekty zwłaszcza dla małych i średnich firm oraz większą płynność. Polega to na tym, żeby głęboko fazować duży projekt inwestycyjny i eliminować multiplikujące się gwarancje. Należy w tym celu wykorzystać sprawdzony mechanizm rachunku powierniczego. To zwiększy możliwość skorzystania z dużych fal inwestycyjnych przez małe i średnie firmy, tak aby mogły budować swoje kompetencje – skomentował dla XYZ prezes PKO BP.
Rząd apeluje też do samorządu
Spółki Skarbu Państwa czy instytucje publiczne łatwo będzie nakłonić do stosowania zasad, które zaproponuje Ministerstwo Aktywów. Obsada ich zarządów zależy bowiem właśnie od tego resortu lub innych ministerstw. Twardszym orzechem do zgryzienia będzie nakłonienie do wybierania polskich dostawców przez samorządy. Zwłaszcza jeśli usługi lub towary polskich firm będą droższe.
– Zwracam się do samorządów. Rząd nie ma bezpośredniego wpływu na ich decyzje. Będziemy jednak skutecznie budowali pewien system oceniania tego, kto buduje z zachowaniem zasad local contentu. Będziemy prowadzić ranking samorządów. Nie może być tak, że fundusze unijne trafiają do samorządów, a one nie będą respektowały tej zasady. Oczywiście nikt nie będzie zmuszał nikogo do podejmowania nieekonomicznych wyborów – mówił premier Tusk.
Główne wnioski
- Rząd w drugiej części kadencji chce stawiać na krajowy komponent w inwestycjach. To realizacja idei „repolonizacji" polskiej gospodarki, którą od dłuższego czasu jako strategię rządu przedstawia premier Donald Tusk. Szef rządu na środowej konferencji prasowej wskazał, że jej podstawą ma być wybieranie przede wszystkim polskich dostawców w inwestycjach. W drugiej kolejności wybór ma padać na firmy europejskie, a następnie z krajów połączonych przyjaznymi stosunkami z UE.
- Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun przedstawił w środę definicję local contentu, czyli komponentu krajowego w inwestycjach. Pomiar udziału local contentu ma być uwzględniany przy dysponowaniu środkami publicznymi. Resort zaproponował kryteria określania „krajowości podmiotów", które będą ubiegały się o zamówienia publiczne. MAP za najważniejsze uznał lokalizację siedziby firmy oraz to, czy główny przedmiot jej działalności znajduje się w Polsce.
- Resort przedstawi kodeks dobrych praktyk local content, a zarządzający spółkami Skarbu Państwa mają otrzymać wytyczne do realizacji zasad przyjętych przez rząd w tej kwestii. W spółkach, w których udziałowcem jest państwo, mają zostać powołani pełnomocnicy ds. local contentu.