Kategoria artykułu: Polityka

Rząd reaktywny i skłócony. Jak Donald Tusk łączy polityczne asekuranctwo z przyzwoitymi notowaniami?

Wewnątrzkoalicyjna awantura wokół Pauliny Hennig-Kloski i drugiego progu PIT, opór MSWiA przed respektowaniem wyroku TSUE i ślimaczące się rozliczenia rządów PiS. Mimo tych problemów Koalicja Obywatelska stabilizuje swoje poparcie. Czy gospodarczy as w rękawie premiera wystarczy na ostatnie półtora roku kadencji?

Premier Donald Tusk na posiedzeniu rządu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie, 4 listopada 2025 r.
Premier Donald Tusk na posiedzeniu rządu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie (listopad 2025 r.). Fot. PAP/Radek Pietruszka

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie spory skłócają podzieloną koalicję rządową.
  2. Jak bardzo w badaniach opinii publicznej widoczne jest niezadowolenie części elektoratu koalicji rządowej.
  3. Co stanowi główny filar stabilizujący poparcie dla rządu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Ostatnie tygodnie zdominowały najpierw sensacyjne doniesienia z Prawa i Sprawiedliwości o niechybnym rozpadzie (który nie nastąpił). Świeżo zaś po nich polityczna tzw. bieżączka zeszła na dalszy plan. Tragiczną śmiercią zginął popularny poseł Lewicy Łukasz Litewka, a weekend zamknęła spektakularna akcja charytatywna youtubera Łatwoganga, w której zebrano ponad 280 mln zł na walkę z nowotworami u dzieci.

Szum medialny a polityczna „bieżączka”

W angażującym bardziej niż zwykle informacyjnym szumie nieco zaginął narracyjnie Donald Tusk i jego gabinet. Złośliwi wobec rządu komentatorzy mogliby rzec, że z korzyścią dla rządowych polityków, ponieważ – mówiąc piłkarskim żargonem – wynik Koalicji Obywatelskiej wygląda znacząco lepiej od jej gry.

O ile więcej uwagi politycznych koneserów skupiały wewnętrzne spory na prawicy, o tyle nie znaczy to, że po stronie rządowej było spokojniej. Coraz wyraźniej można dostrzec, że koalicja 15 października zajmuje się przede wszystkim sobą, a niekoniecznie rządzeniem. Niedawne pewne sukcesy rządu, jak np. nowelizacja ustawy o PIP mimo koalicyjnych różnic szybko przykrywane są kolejnymi odcinkami sporów wewnątrzkoalicyjnych.

Kłótnia o drugi próg

Politycy Polski 2050 zgłosili niedawno projekt ustawy podnoszący drugi próg podatkowy. Propozycja partii nie dziwi. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz na marcowym kongresie partii zapowiadała walkę o elektorat „klasy średniej”, która coraz częściej wpada w drugi próg podatkowy.

Szkopuł w tym, że o zgłoszonej propozycji miał nie zostać poinformowany minister finansów Andrzej Domański (KO). Nie jest również tajemnicą, że taki projekt nie znajdzie poparcia Domańskiego z racji napiętego budżetu.

– W tej chwili rząd nad taką zmianą nie pracuje. W budżecie na 2026 r. progi pozostają niezmienione – zapowiedział już w zeszłym tygodniu Andrzej Domański.

Polityczną okazję wyczuł prezydent Karol Nawrocki, który wyraził poparcie dla projektu Polski 2050. Poparcie prezydenta, a także Konfederacji dla projektu rządowego koalicjanta, któremu sprzeciwia się minister finansów i – przede wszystkim – premier Donald Tusk w oczywisty sposób generuje napięcia między szefem rządu a szefową Polski 2050.

Wotum nieufności testem jedności

Napięcie między Tuskiem a Pełczyńską-Nałęcz tylko wzrosło przy okazji wniosku o wotum nieufności dla szefowej klimatu Pauliny Hennig-Kloski. Wniosek złożyła Konfederacja, a poprzeć go mają także posłowie PiS. Premier w związku z wnioskiem zapowiedział, że oczekuje od wszystkich członków koalicji rządowej obrony Hennig-Kloski.

W poniedziałek Hennig-Kloska spotkała się z politykami PSL, którzy zadeklarowali poparcie dla szefowej klubu Centrum. Hennig-Kloska w tym samym dniu była także zaproszona na spotkanie z politykami Polski 2050. Jednak zaproszenie od dawnych kolegów odrzuciła. Jak donosi RMF FM, minister miała obawiać się „słownego poniewierania przez byłych kolegów”.

Nie ma bowiem pewności, jak zachowa się Polska 2050, z której Hennig-Kloska odeszła wraz z kilkunastoma działaczami do nowo utworzonego klubu parlamentarnego Centrum. Oliwy do ognia dolewa poseł Polski 2050 Bartosz Romowicz, który wprost zadeklarował, że nie udzieli wotum zaufania szefowej klimatu.

Hołownia: zagłosujemy odpowiedzialnie

Romowicz to dotychczas jedyny polityk Polski 2050, który wyraził negatywne wobec Hennig-Kloski stanowisko. Trudno zatem przesądzać, że tak zachowa się cały klub, jednak o formalnych decyzjach partii Pełczyńskiej-Nałęcz nie wiemy jeszcze nic. Głos przeciwko wotum nieufności wobec Hennig-Kloski deklarują otwarcie Michał Gramatyka i Maja Nowak – a zatem wiceministrowie z ramienia partii. Pewną wskazówką jest także niedawny wpis Szymona Hołowni, który sugeruje, że partia zagłosuje „odpowiedzialnie”.

Głosowanie nad wotum nieufności wobec Hennig-Kloski ma się odbyć w najbliższy czwartek. Prawdopodobnym scenariuszem jest wstrzymanie się od głosu lub wyjęcie kart do głosowania przez posłów Polski 2050. Wówczas Hennig-Kloska zachowa stanowisko.

Nawet jeśli z dużej chmury spadnie mały deszcz, to sytuacja w koalicji w najbliższej przyszłości pozostanie przynajmniej napięta, co doskonale ilustruje powyższy wpis Szymona Hołowni. A to tylko jeden z wielu problemów Donalda Tuska.

Był Tusk-euroentuzjasta, jest Tusk-eurooportunista?

Trzecia kadencja Donalda Tuska w roli premiera to zarazem kadencja o najmniejszym stężeniu prounijnych i euroentuzjastycznych narracji płynących z rządu. I o ile premierowi i całej Koalicji Obywatelskiej nie jest nawet blisko do gry z nut eurosceptycznych czy antyunijnych, o tyle trudno również usłyszeć od premiera o konieczności zacieśniania integracji europejskiej czy zgodzie na wszystkie pomysły Komisji Europejskiej. Polska w Brukseli za kadencji Tuska często należy do grona tych państw, które stoją w kontrze do stanowiska KE. Tak było choćby w kwestii Zielonego Ładu, paktu migracyjnego czy niedawno w sprawie umowy UE-Mercosur.

Kolejnym kamyczkiem wrzuconym do unijnego ogródka jest wyraźny opór KPRM wobec wyroku TSUE w sprawie transkrypcji aktów małżeństwa. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji robi wszystko, aby wpływ orzeczenia TSUE ograniczał się tylko do pary mężczyzn, którzy zaskarżyli Polskę do Trybunału w kwestii niemożności uznania ich aktu małżeństwa w kraju.

Takie działanie rządu bardziej liberalna część jego elektoratu odbiera jako policzek. W minioną sobotę przed KPRM odbył się pierwszy tak duży protest środowisk równościowych za kadencji koalicji 15 października.

Prawa mniejszości nadal na bocznym torze

Aktywiści zarzucają rządowi tchórzostwo i polityczny oportunizm. Tym bardziej że przecież to politycy KO szli do wyborów z progresywnymi hasłami, zaś w stu konkretach Koalicji Obywatelskiej (a nie koalicjantów) obiecywali wprowadzenie związków partnerskich dla par obojga płci.

Z powyższej koncepcji ostała się ustawa „o osobie najbliższej”, znacząco ograniczona do pierwotnych założeń. Takiej ustawy najprawdopodobniej prezydent Karol Nawrocki i tak nie podpisze, ale wśród bardziej liberalnego elektoratu można dostrzec krytykę bojaźliwych działań rządu, który oskarża się o brak wykazywania woli politycznej i zasłanianiu się niesprzyjającym prezydentem.

Partia Tuska nie jest progresywna

Na pytanie OGB „Czy Pana(i) zdaniem związki partnerskie powinny być legalne?” twierdząco odpowiedziało 53,8 proc. ankietowanych. Przeciwnego zdania było 36,6 proc, zdania nie miało 9,6 proc. Wynik jest o tyle interesujący, że odsetek zwolenników związków przewyższa łączne uśrednione poparcie partii koalicji rządowych i Razem. Według średniej sondażowej z kwietnia wyliczonej przez serwis ewybory.eu łączne poparcie dla rządzących i Razem wynosi 49 proc. Można zatem zaryzykować tezę, że część elektoratu prawicy nie miałaby nic przeciwko legalizacji związków partnerskich.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Co istotne, odsetek osób przeciwnych związkom zmniejszył się w porównaniu do badania sprzed roku. Jak podaje OGB, jeszcze w 2025 r. przeciwko legalizacji związków było 41,78 proc. badanych.

Koalicja Obywatelska nie wykazuje zatem aktywności w obszarze popieranym przez większość społeczeństwa, który zarazem był również jednym ze stu konkretów wyborczych. Polityczne zaniechanie czy „sprawdzam” po cynicznych deklaracjach wobec progresywnego elektoratu?

Zdaniem doktora Bartosza Rydlińskiego, politologa z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie partia Donalda Tuska nie jest partią progresywną.

– To, że Platforma Obywatelska nie jest siłą progresywną, nie jest jasne od wczoraj. Przypomnę słynną deklarację Donalda Tuska jeszcze z 2011 r., kiedy obiecywał, że sprawą związków partnerskich zajmie się „po wyborach”. Niewiele się w tej materii w podejściu Platformy zmieniło. Premier zdaje się zakładać, że osoby nieheteronormatywne oraz ich sojusznicy mogą dziś protestować na ulicach Warszawy, ale przy urnach i tak ostatecznie zagłosują na Koalicję Obywatelską. To jednak niezwykle ryzykowne założenie. Zostało zresztą zweryfikowane negatywnie podczas ostatnich wyborów prezydenckich i ostatecznej przegranej Rafała Trzaskowskiego – zauważa dr Rydliński.

To zresztą nie jedyny element polityki rządu, który może przyczynić się do dalszej demobilizacji elektoratu.

Waldemar Żurek: rozmach siadł

Trudno przypomnieć sobie także spektakularne sukcesy w rozliczeniach poprzedników. Namaszczony w ubiegłym roku minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zaczął pełnić swoją funkcję z medialną pompą i rozmachem, która jednak próby czasu nie wytrzymała.

Minister Żurek jest obecnie bardziej skupiony na ściganiu szefa upadłej giełdy kryptowalut Zondacrypto czy odpieraniu pytań o związki Romana Giertycha z rosyjską adwokatką. Takie zamieszanie medialne z pewnością nie pomaga ministrowi sprawiedliwości w kontynuowaniu rozliczeń polityków PiS, które były sztandarową obietnicą premiera w 2023 r. Co za tym idzie – również przyczynia się do odpływu części elektoratu sprzed niemal trzech lat.

To, co jednak możemy najczęściej przeczytać w badaniach opinii publicznej czy internetowych dyskusjach to zarzuty o brak jasnej wizji rządzenia i reaktywność gabinetu Tuska. Niespecjalnie to dziwi, biorąc pod uwagę historię polityczną premiera.

Dr Rydliński: Tusk nigdy nie wykazywał się polityczną ideowością

Swego czasu Tusk zapytany o wizję rządzenia odpowiedział, że „ktoś, kto ma wizje, powinien iść do lekarza”. I choć dziś do tego cytatu premier nie wraca, to w sferze czynów Tusk pozostał wierny swojemu dawnemu credo.

Taka retoryka nie dziwi doktora Rydlińskiego.

– Donald Tusk należy do politycznego pokolenia, które nigdy nie wykazywało się zbytnią ideowością. Kiedyś, wyjeżdżając do Brukseli, odwołał się do słynnego eseju Leszka Kołakowskiego zatytułowanego „Jak być konserwatywno-liberalnym socjalistą?”. Wydaje mi się, że premier wciąż hołduje takiemu podejściu. Pamiętajmy też jego słowa z przeszłości: „nie róbmy polityki, budujmy stadiony i drogi”, w których pobrzmiewało przekonanie, że tego typu działania rzekomo nie są na wskroś polityczne – mówi dr Bartosz Rydliński.

Zdaniem politologa z UKSW dziś dochodzi do tego także kwestia permanentnego zarządzania kryzysowego.

– W poprzednich kadencjach, gdy Platforma rządziła wyłącznie z Polskim Stronnictwem Ludowym, Tusk miał nieporównywalnie ułatwione zadanie. Obecnie musi opierać się na czystej technice władzy, by omijać liczne miny pozostawione nie tylko przez Prawo i Sprawiedliwość, ale i te pojawiające się we własnym obozie, choćby ze strony ministra funduszy Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – zauważa politolog.

Wizji nie ma, są za to porównania do Magyara

Dawni stronnicy, a obecni krytycy obozu rządowego jego reaktywność i polityczny cynizm wskazują jako jeden z największych mankamentów rządu. KO porzuciła swoją progresywną agendę w obawie przed utratą bardziej konserwatywnych wyborców. Nie wydaje się również, aby w powyższej kwestii miał nastąpić szybki zwrot. W kręgach Koalicji Obywatelskiej po zwycięstwie Pétera Magyara na Węgrzech nastąpił wybuch entuzjazmu. Pojawiła się również refleksja, że być może centroprawicowa agenda może stanowić remedium na radykalizującą się prawicę na naszej scenie politycznej.

Branie przykładu z Węgier jest jednak dość karkołomne. Magyar sięgnął po władzę z pozycji pretendenta, Tusk władzy będzie bronił. Magyar odwoływał się do dziedzictwa szesnastu lat rządów Fideszu, wskazując na bizantyjską skalę korupcji i sprywatyzowania państwa przez Viktora Orbána. A to wszystko w kontekście kulejącej węgierskiej gospodarki i obiektywnego zubożenia społeczeństwa. Nad Wisłą zaś Tusk stanie przed wyzwaniem wytłumaczenia się z braku zrealizowanych sztandarowych obietnic wyborczych ważnych dla części swojego elektoratu.

Wyborcy Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy na drodze do demobilizacji

Jak zatem wygląda stan „posiadania” koalicji rządowej według ostatnich badań?

W kwietniowym sondażu IBRiS dla Polsatu pozytywną ocenę działań rządu podziela 41,1 proc. Polaków (z czego 10,4 proc. zdecydowanie dobrze, a 30,7 proc. raczej dobrze). Więcej, bo ponad połowa ma o nim zdanie negatywne – 52,6 proc (37 proc. zdecydowanie źle, 15,6 proc. – raczej źle).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Ciekawsze są dane w odniesieniu do danych elektoratów. Nie dziwi, że ponad 90 proc. zwolenników PiS (a ściślej 94,9 proc.) i Konfederacji (91,1 proc.) ocenia rząd negatywnie. Jednak także wśród elektoratu głosującego na partie koalicji słychać także głosy zawodu. Wśród zwolenników KO 12,4 proc. ocenia gabinet Tuska negatywnie.

Bardziej krytyczną ocenę rządu przedstawiają wyborcy Nowej Lewicy. Większość z nich rząd ocenia pozytywnie (57,1 proc.). Zarazem jednak znaczna część elektoratu lewicowej partii negatywnie postrzega działania rządu (36,4 proc.).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Bardziej niezadowolony niż zadowolony z rządu jest elektorat dawnej Trzeciej Drogi (Polska 2050 i PSL). Wśród nich 51,6 proc. negatywnie oceniło rząd Donalda Tuska. Pozytywną ocenę Radzie Ministrów wyraziło 42,5 proc. ankietowanych.

Z badań IBRiS wysnuwa się zatem większy krytycyzm zwolenników mniejszych partnerów koalicyjnych niż zwolenników KO. A przecież to także od ich mobilizacji zależy potencjalna reelekcja koalicji 15 października.

Jedna trzecia badanych zadowolona z rządu

Sentyment wobec rządu przebadał także CBOS. W badaniach – nomen omen – rządowego ośrodka gabinet Tuska uzyskuje niższe oceny niż w IBRiS. 35 proc. badanych określa się jako zwolennicy rządu. Nieco więcej jest jego przeciwników – 39 proc., zaś co piąty ankietowany (21 proc.) wykazuje obojętność wobec rządu. To jest dla rządu gorsza wiadomość.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Odsetek poparcia dla rządu w CBOS w dużym stopniu koreluje z odsetkiem poparcia dla Koalicji Obywatelskiej w prowadzonych sondażach. W kwietniu KO uzyskała przeciętnie 33,8 proc. poparcia według serwisu ewybory.eu. Odsetek niemal idealnie pokrywa się z ocenami zadowolenia z rządu w badaniach CBOS.

Jest jednak także lepsza wiadomość. Odsetek pozytywnych ocen rządu w badaniach CBOS utrzymuje się na stabilnym poziomie od niemal dwóch lat. Z comiesięcznych badań nie rysuje się obraz pogorszenia, a szczególnie załamania wśród ocen gabinetu Donalda Tuska. Widać raczej stabilizację, a w kwietniu nawet delikatną zwyżkę dla ocen rządu.

To gospodarka stabilizuje notowania rządu

I choć oczywiście do wyborów wciąż bardzo daleko, to być może najbardziej na korzyść koalicji rządowej wpływa ocena sytuacji ekonomicznej Polaków. Pod koniec kwietnia CBOS opublikował raport z oceny sytuacji finansowej gospodarstw domowych. Jak się okazuje, odsetek osób deklarujących swobodę finansową jest najwyższy w historii badań.

39 proc. ankietowanych deklaruje, że żyje dobrze (32 proc.) lub bardzo dobrze (7 proc.). Tej pierwszej grupie starcza na wiele bez specjalnego oszczędzania, zaś ta druga deklaruje, że może pozwolić sobie na pewne luksusy. Z kolei niemal połowa (49 proc.) deklaruje, że żyje im się średnio. Połowie badanych środków starczy na co dzień, ale wymaga oszczędzania na poważniejsze zakupy.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W stosunku do 2025 r. nieco wzrósł także odsetek osób spokojnych o swoje finanse (z 30 proc. do 34 proc.). Zarazem poziom obaw przed biedą zmalał tylko minimalnie (23 proc. z 24 proc.).

Z kolei w najnowszym badaniu pracowni Social Changes dla Interii zapytano o najważniejsze problemy w Polsce. Najwyżej znalazły się wysokie ceny energii, prądu i gazu (57 proc.) oraz dostęp do usług ochrony zdrowia (56 proc.).

Portfele ważniejsze od idei?

Jakie zatem wnioski nasuwają się po lekturze badań opinii publicznej dla obozu premiera? Wierny pozostaje elektorat Koalicji Obywatelskiej, który niezmiennie deklaruje poparcie dla rządu. Zarazem dostrzec można niezadowolenie, które może przerodzić się w demobilizację większości elektoratu dawnej Trzeciej Drogi oraz znacznej części elektoratu Nowej Lewicy. Ten ostatni z niemałym prawdopodobieństwem może zagospodarować opozycyjna partia Razem, która w kilku ostatnich sondażach przekracza wyborczy próg.

Z pewnością również na niekorzyść rządu może grać nieskuteczność w rozliczeniu poprzedników, a także unikanie jak ognia tematów równościowych, co może przyczynić się do demobilizacji lub odpływu części progresywnego elektoratu np. do Razem.

Zarazem rekordowa liczba Polaków pozytywnie postrzega swoją sytuację ekonomiczną. W 2019 r. Polacy także deklarowali zadowolenie z własnego stanu posiadania, co wówczas walnie przyczyniło się do rekordowej popularności Prawa i Sprawiedliwości i reelekcji rządu Mateusza Morawieckiego. Czy w 2027 r. Polacy również uznają, że zmiana władzy im się po prostu nie kalkuluje?

„Tusk będzie straszył tercetem Kaczyński-Bosak-Braun”

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w tę niedzielę, obecna koalicja najprawdopodobniej straciłaby większość w sejmie. Podobną woltę widać w kwestiach fundamentalnych praw człowieka. Rząd niespodziewanie decyduje się na tak radykalne kroki, jak zawieszenie prawa do azylu na polskiej granicy. W tych sprawach Platforma Obywatelska w obecnej kadencji po prostu zdezerterowała – mówi dr Rydliński.

I proponuje ćwiczenie z politycznej wyobraźni.

Proszę sobie wyobrazić, że decyzję o zawieszeniu prawa do azylu podejmuje rząd Prawa i Sprawiedliwości. Przecież Donald Tusk natychmiast grzmiałby, że pisowska władza drastycznie łamie prawa człowieka. To obrazuje cyniczne wręcz podejście obecnej ekipy. Władza bardzo uważnie bada nastroje. Jeżeli większość Polek i Polaków zaczyna nabierać wątpliwości na przykład w kwestii pomocy uchodźcom z Ukrainy, premier bez wahania wskakuje na ten pociąg. Problem polega na tym, że czym innym jest podążanie za wyznaczonymi przez sondaże trendami, a czymś zupełnie innym – kreowanie własnej, odpowiedzialnej polityki z pozycji partii rządzącej – analizuje ekspert.

Zdaniem politologa z UKSW głównym motywem przewodnim do końca obecnej kadencji rządu będzie pozycjonowanie się w kontrze do potencjalnej prawicowej koalicji po 2027 r.

Motywem przewodnim, od teraz aż do jesieni przyszłego roku, będzie straszenie koalicją Jarosława Kaczyńskiego, Krzysztofa Bosaka i Grzegorza Brauna. Narracja rządu oprze się na jednym przekazie: „jest ciężko, musimy wydawać miliardy na rakiety, bomby i tarcze kosztem ochrony zdrowia i onkologii, ale pamiętajcie – jeśli wrócą tamci, będzie jeszcze gorzej”. Zakładam, że na dłuższą metę to może nie wystarczyć. Donald Tusk chyba nie do końca zrozumiał, że to nie on osobiście wygrał wybory, lecz wygrała je szeroka Koalicja 15 Października.

„Premier nie zdekodował powodów, dzięki którym rządzi”

W opinii eksperta, gdyby nie przepływ wahających się wyborców tzw. PiS-u light w stronę Trzeciej Drogi, to Tusk nie byłby dziś premierem.

Ci wyborcy dawnego PiS-u, którzy zagłosowali na Trzecią Drogę, nie zrobili tego dlatego, że chcieli zobaczyć Kaczyńskiego czy Ziobrę za kratkami. Zrobili to, bo oczekiwali sprawnego państwa – chociażby tego przysłowiowego autobusu PKS w każdej gminie. Mam wrażenie, że premier do dziś nie zdekodował w pełni poprawnie powodów, dzięki którym w ogóle stanął na czele obecnego rządu – podsumowuje dr Rydliński.

Jeśli zatem premierowi uda się przekonać do siebie i swoich koalicjantów większość wyborców, to brak jasnej wizji rządzenia, spory z Komisją Europejską, polityczny oportunizm czy reaktywność zamiast narzucania politycznej narracji okazałyby się sprawami mniejszej wagi, niż utrzymanie dobrego poziomu życia i zasianie strachu przed rządami prawicowego triumwiratu.

Główne wnioski

  1. Koalicja 15 października, zamiast realizować spójną wizję państwa, spowita jest wewnętrznymi sporami. Odmienne stanowiska w kwestiach fundamentalnych, takich jak polityka fiskalna czy solidarność wobec własnych ministrów, obnażają brak strategicznego kierunku i reaktywność gabinetu. Ten polityczny marazm budzi narastającą frustrację części elektoratu i grozi demobilizacją, szczególnie wśród wyborców mniejszych ugrupowań koalicyjnych.
  2. Gabinet Donalda Tuska odchodzi od wyborczych obietnic, wyciszając progresywną agendę i przyjmując nieoczekiwanie asertywny kurs wobec unijnych instytucji. Marginalizacja postulatów środowisk liberalnych, ewidentna w zaniechaniach dotyczących praw mniejszości oraz opieszałości w rozliczaniu poprzedników, zderza się z twardym tonem w relacjach z Brukselą. Ten polityczny oportunizm i zwrot ku konserwatywnemu centrum grozi rosnącym niezadowoleniem lewicowego skrzydła elektoratu, stwarzając przestrzeń dla partii opozycyjnych.
  3. To nie sprawność w zarządzaniu państwem, a powszechny optymizm ekonomiczny obywateli stabilizuje obecnie notowania władzy. Rekordowo wysoka ocena własnej sytuacji materialnej przez Polaków stanowi skuteczny bufor, który izoluje koalicję od bezpośrednich skutków jej politycznych i komunikacyjnych błędów. Nie wiadomo jednak czy taka strategia będzie wystarczająca w kontekście przyszłorocznej kampanii wyborczej.