Studia dla spadkobierców. Czy nowy kierunek przekona do wejścia w rodzinny biznes?
To ma być rewolucja: studenci zbudują własny startup, który na dyplomie spróbują sprzedać prawdziwym inwestorom. Nowy kierunek promuje prorektor, który sam był startupowcem. Jednym z celów uczelni jest przygotowanie nieprzekonanych do poprowadzenia rodzinnych biznesów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie możliwości praktycznej nauki przedsiębiorczości oferuje nowy kierunek biznesowy w Rzeszowie.
- Dlaczego jest nazywany szkołą startupowców.
- Czy znani innowatorzy też kończyli studia.
– Zamiast kolejnego kierunku z wykładami i ćwiczeniami dajemy młodym ludziom trzy lata – w tym czasie nauczą się myśleć jak startupowcy, stworzą własny startup i przetestują swój pomysł na biznes przed doświadczonymi przedsiębiorcami, którzy ich ocenią – mówi dr Maciej Ryś, prorektor ds. współpracy i rozwoju w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania (WSIiZ) w Rzeszowie.
Sam przez wiele lat był startupowcem. Założył Smogathon, globalną inicjatywę zwalczającą zanieczyszczenie powietrza z pomocą technologii i innowacji. Jest też pomysłodawcą HackCarpathia, największego hackathonu w regionie.
Koniec z wykładami. Praktyka od pierwszego roku
WSIiZ to prywatna uczelnia. W czasach, gdy studenci zmieniają studia jak rękawiczki, chce im zaoferować produkt, który pozwoli zbudować bardzo konkretne kompetencje. A studenci chcą narzędzi, które zadziałają w realnym świecie.
Nowy kierunek studiów w nowym modelu nauczania – Biznes i innowacje – startuje od najbliższego roku akademickiego. Dla szkoły to też odważny krok – nowy kierunek ma zastąpić tradycyjne „zarządzanie”. Jak mówi dr Ryś, wykłady i warsztaty już nie przygotowują wystarczająco do realiów biznesu. Ale zapewnia, że to nie będzie kolejny marketingowy kierunek z ładną nazwą.
– To nasza świadoma odpowiedź na to, co od kilku lat jest bolączką polskiego szkolnictwa wyższego: wyczerpały się tradycyjne modele kierunków takich jak zarządzanie i szeroko rozumiane kierunki biznesowe. Studenci nudzą się na wykładach, chcą czegoś innego. Rynek też woła o ludzi, którzy potrafią myśleć praktycznie, nieszablonowo, szybko adaptować się do zmian. Przedsiębiorcy chcą mieć w firmie ludzi, którzy będą umieli nie tylko wykorzystać szanse, ale też dostrzec je – nawet te, których jeszcze nikt inny nie widzi – mówi dr Maciej Ryś.
Dodaje, że oczywiście podstawy programowe wymagane w edukacji wyższej będą realizowane zgodnie z wymogami. Ale poza tym cała reszta będzie niesztampowa.
Jak wykreować przedsiębiorcę
Celem nowego kierunku jest wykształcenie myślenia startupowego – zestawu umiejętności, które pozwolą absolwentom odnaleźć się w różnych rodzajach biznesu, niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość.
Nie chodzi wyłącznie o zakładanie startupów. Chodzi o to, żeby absolwenci potrafili krytycznie i logicznie myśleć, przerabiać problemy na szanse, radzić sobie z niepewnością i ryzykiem, albo po prostu być świetnymi menedżerami i liderami w istniejących czy tworzonych samodzielnie organizacjach.
Studenci będą się uczyć precyzyjnie nazywać i rozumieć zjawiska: czym naprawdę jest inflacja, jak działają przepływy finansowe, jak przeprowadzić analizę konkurencji, co oznaczają stopy procentowe itp. Mają to umieć tak, żeby wyjaśnić własnej babci.
Studia podzielono na trzy różne etapy. Pierwszy rok jest czasem budowania fundamentów wiedzy, ale także bazy relacji.
– Studenci będą się uczyć precyzyjnie nazywać i rozumieć zjawiska: czym naprawdę jest inflacja, jak działają przepływy finansowe, jak przeprowadzić analizę konkurencji, co oznaczają stopy procentowe itp. Mają to umieć tak, żeby wyjaśnić własnej babci. Nie da się robić biznesu bez podstaw ekonomii – podkreśla prorektor WSIiZ.
Równolegle uczelnia chce położyć nacisk na budowanie relacji w grupie.
– Wspólne warsztaty, wydarzenia, integracja – wszystko po to, żeby na drugim i trzecim roku studenci pracowali ze sobą jak zgrany zespół, a nie przypadkowi koledzy z roku – mówi Maciej Ryś.
Studenci sami wybiorą pakiet zajęć
Zapowiada, że prawdziwa rewolucja zacznie się na drugim roku. Po pierwszym roku obowiązkowych przedmiotów i niezbędnego oswajania się ze studiami tematykę zajęć drugiego roku studenci wybiorą sami.
– Studenci nie dostaną sztywnego programu. Zamiast tego wybiorą „skille packi” – gotowe pakiety 4-5 bardzo konkretnych przedmiotów, np. „startupowanie” i inne bloki tematyczne. Wybór będzie demokratyczny – głosuje cała grupa. W ciągu roku będą to mogli zrobić dwukrotnie. Minimalna liczba studentów do uruchomienia jednego pakietu to ok. 15 osób. Duża część zajęć będzie prowadzona przez praktyków – ludzi, którzy „zjedli zęby” na startupach i realnym biznesie – wymienia prorektor.
Dodatkowo, od początku studiów dostępne będą mikrooświadczenia, czyli certyfikaty poświadczające zdobycie konkretnych kompetencji, które studenci będą mogli realizować indywidualnie.
Szkolny projekt z opcją komercjalizacji
Trzeci rok będzie poświęcony realizacji konkretnego projektu. To nie będzie pisana praca dyplomowa, która w kilka minut napisze AI. To ma być pomysł na biznes, wynalazek, usługę – bardzo konkretne przedsięwzięcie surowo ocenione przez bardzo konkretnych przedsiębiorców.
– Trzeci rok to pełna praktyka. Studenci zbudują własny projekt biznesowy, przygotują profesjonalny „pitch” [prezentację – red.] dla prawdziwych inwestorów. Uczelnia już potwierdziła współpracę m.in. ze Startup Hub Warszawa i innymi instytucjami. Liczymy na kilku znanych przedsiębiorców. Zaliczenie pracy dyplomowej w kilku przypadkach może więc jednocześnie oznaczać zdobycie inwestora – mówi Maciej Ryś.
Na koniec studiów absolwenci wychodzą z uczelni nie tylko z dyplomem, ale i z gotowym projektem biznesowym, doświadczeniem prezentacji przed ludźmi, którzy realnie decydują o finansowaniu startupów. Dodatkową wartością będzie sieć kontaktów, która przez wielu praktyków jest dziś doceniana wyżej niż czysta wiedza wynoszona ze studiów. Tak to widzą pomysłodawcy nowego kierunku.
Dolina Krzemowa też chodziła na studia
Czy można jednak kogoś nauczyć bycia startupowcem? Maciej Ryś przyznaje, że, oczywiście, z pustego i Salomon nie naleje, ale kreatywność można obudzić i pobudzić.
– My to nazywamy startupowaniem, czyli myśleniem w nieszablonowy sposób. Chcemy to wydobywać z młodych ludzi – podkreśla Maciej Ryś.
Gdy mowa o kreatywności w biznesie często pada argument, że Dolina Krzemowa nie rozwinęła się dzięki wiedzy z uniwersytetów. Przełomowe projekty z ostatnich 30 lat są bardziej kojarzone z garażem niż z uniwersytetem. Jak przekonać młodych ludzi, że dzisiaj warto studiować po to, żeby założyć biznes?
– Wbrew pozorom, wielu najbardziej znanych innowatorów na świecie w jakiś sposób wywodzi się z uczelni. Google to projekt, który wywodzi się z doktoratu, Facebook powstał na uczelni dla studentów. Wśród polskich startupowców widać to jeszcze lepiej. Na przykład Jarosław Królewski wywodzi się z AGH. Sam mówi, że to pomogło mu znaleźć się tam, gdzie dziś jest – mówi prorektor WSIiZ.
Szkoła szycia: łączenie pasji i biznesu
Przez ludzi w branży nowy kierunek jest nazywany po prostu szkołą startupowców. Magdalena Olczak, ekspertka z branży funduszy VC, która miała okazję przedstawić swoje uwagi do programu nowego kierunku, uważa, że daje szansę na poznawanie zasad biznesu od bardzo praktycznej strony.
– Ten kierunek pozwala m.in. połączyć własne zainteresowania z racjonalnymi podstawami biznesu. Takie możliwości widzę w programie studiów. Znam wiele osób, które mają po dwadzieścia kilka lat, skończyły różne kierunki „zwykłych” studiów, ale mają własne pasje, wokół których chciałyby budować biznes. Nie wiedzą jednak jak. Nie wiedzą, jak wymyślić regularny projekt biznesowy, który musi się spinać finansowo. To jedna z grup, którą widziałabym właśnie na tym nowym kierunku studiów – mówi Magdalena Olczak.
Maciej Ryś nie obiecuje, że każdy absolwent nowego kierunku założy milionowy startup, ale zapewnia, że doświadczenia, które zdobędzie, są nie do przecenienia: trzy lata eksperymentów, omawiania cudzych błędów, bez ponoszenia kosztów za własne pomyłki.
Kierunek dla spadkobierców
Bardzo ważnym adresatem nowej oferty uczelni mają być firmy rodzinne i potencjalni spadkobiercy biznesów wypracowanych przez starzejące się pokolenie założycieli. Sukcesja jest jednym z największych problemów prywatnych firm z polskim kapitałem.
– Na Podkarpaciu to jest ogromne, narastające wyzwanie. Uczelnia nie zmusi oczywiście żadnego spadkobiercy do przejęcia biznesu po rodzicach, ale chcemy im pokazać, że to jednak może być dla nich ścieżka. Jeśli przekonają się, że prowadzenie firm może być inspirujące, być może zechcą w nich zostać – mówi Maciej Ryś.
Prorektor WSIiZ opowiada, że w niedawnym ćwiczeniu biznesowym studenci musieli zrobić plan rozwoju jednej z lokalnych firm. Okazało się, że połowa z tych, które zostały wzięte pod uwagę, skarżyła się na problem z sukcesją.
– To nie było prawdziwe badanie rynku, firmy były wybrane przypadkowo, a i tak ten problem wypłynął od razu na powierzchnię. Można więc sobie wyobrazić jego skalę. Dlatego chcemy budować w studentach takie umiejętności, żeby byli w stanie tworzyć biznesy oparte nie na danych osobach, tylko o strukturach i operacjach, czyli zupełnie inaczej niż ich rodzice w latach 90. To pozwala firmom przetrwać najcięższe okresy – podkreśla Maciej Ryś.
Główne wnioski
- Nowy kierunek „Biznes i innowacje” ma wyprzeć tradycyjne „zarządzanie”. W rzeszowskiej WSIiZ zamiast tradycyjnych wykładów studenci przez trzy lata będą się uczyli budować i prowadzić firmę, myśleć jak przedsiębiorcy, a w ramach obrony dyplomu przedstawią owoce swojej pracy do oceny prawdziwym inwestorom.
- Struktura studiów stawia na praktykę od pierwszego dnia. Kierunek nastawiony jest na zbudowanie relacji i zdobywanie konkretnych umiejętności. Na drugim roku studenci sami demokratycznie wybiorą „skille packi” (pakiety praktycznych przedmiotów), a zajęcia będą prowadzone głównie przez doświadczonych praktyków. Trzeci rok ma być poświęcony stworzeniu i realizacja własnego projektu biznesowego.
- Przygotowanie spadkobierców firm rodzinnych. Jedną z grup, do których uczelnia kieruje swoja ofertę są firmy rodzinne. Sukcesja w polskim biznesie to narastający problem. Kierunek ma pomóc młodym ludziom (szczególnie z Podkarpacia) w podjęciu decyzji o przejęciu rodzinnych biznesów czy pozostaniu w nich. Nowy kierunek, jak zapewnia Maciej Ryś, ma jednak dawać kompetencje startupowe (biznesowe) przydatne także we własnej, nowej firmie albo w pracy podejmowanej w zupełnie innej organizacji.

