Szczyt Trump–Xi: supermocarstwa grają o geopolitykę i biznes
W Pekinie rozpoczynają się rozmowy przywódców dwóch największych mocarstw świata. Prezydent USA Donald Trump i chiński lider Xi Jinping przez dwa dni mają rozmawiać o handlu, konkurencji technologicznej, wojnie w Iranie oraz o przyszłości Tajwanu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego szczyt Trump–Xi był odkładany i kto, poza przywódcami USA i Chin, bierze udział w rozmowach.
- Jakie tematy znalazły się w agendzie spotkania i jakich rezultatów można się spodziewać.
- Dlaczego kwestia Tajwanu budzi największe obawy oraz czy USA mogą potraktować ją jako element szerszego porozumienia z Pekinem.
To pierwsza od prawie dekady wizyta amerykańskiego prezydenta w Chinach. Gdy w środę wieczorem boeing Air Force One z Donaldem Trumpem na pokładzie lądował na pekińskim lotnisku, na płycie czekał czerwony dywan i warta honorowa. Kiedy Trump schodził po schodach, grupa ubranych na biało-niebiesko młodych ludzi machała chińskimi i amerykańskimi chorągiewkami. Po prezydencie Stanów Zjednoczonych z samolotu wyszli jego syn Eric Trump z żoną Larą, polityczny sojusznik, miliarder Elon Musk oraz Jensen Huang, prezes Nvidii. Dopiero po nich pokład opuścili szef amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio i sekretarz obrony Pete Hegseth.
Lokatora Białego Domu osobiście powitał na miejscu chiński wiceprezydent Han Zheng. To gest wykraczający poza standardowy protokół i wyraźny sygnał polityczny ze strony Pekinu. Znaczenie ma również skład oraz kolejność prezentowania amerykańskiej delegacji. Wskazuje ona, że rozmowy nie będą dotyczyć wyłącznie klasycznej dyplomacji, ale także technologii, biznesu i dostępu do strategicznych zasobów.
Geopolityka i biznes
Agenda rozpoczynającego się szczytu obejmuje kilka kluczowych tematów: wojnę w Iranie, cła, dostęp Chin do amerykańskich technologii oraz dostęp USA do chińskich metali ziem rzadkich. Do tego dochodzą sztuczna inteligencja i spór o Tajwan. Rozbieżności we wszystkich tych sprawach sprawiają, że rozmowy mogą być trudne, nawet jeśli obie strony będą starały się pokazać gotowość do porozumienia.
W kwietniu Biały Dom oskarżył Pekin o prowadzenie zakrojonej na „skalę przemysłową” kampanii kradzieży amerykańskich technologii AI. Waszyngton krytykuje również to, że Chiny – korzystając z tzw. „floty cieni” – mają omijać amerykańskie sankcje dotyczące zakupów irańskiej ropy naftowej.
Waszyngton zabiega o szersze otwarcie chińskiego rynku dla amerykańskich big techów, gigantów przemysłowych i sektora finansowego. Do Chin razem z Trumpem, oprócz wspomnianych Muska i Huanga, przylecieli szefowie kilkunastu największych firm, w tym Apple, Boeinga i banku inwestycyjnego Goldman Sachs.
Jeszcze w drodze do Pekinu Trump napisał w mediach społecznościowych, że poprosi Xi o „otwarcie Chin”, aby ci „genialni ludzie” mogli użyć tam swojej „magii” i przyspieszyć rozwój kraju.
Utrzymać „rozejm”
W czwartek rano Xi ma oficjalnie powitać Trumpa w chińskiej stolicy. Po wstępnych rozmowach obaj przywódcy odwiedzą piętnastowieczną Świątynię Nieba, a wieczorem spotkają się na bankiecie. Głównym celem szczytu jest stabilizacja relacji Waszyngton–Pekin, nadwyrężonych wojną z Iranem, sporami handlowymi i kwestią Tajwanu. Na stole jest przedłużenie handlowego „zawieszenia broni”, uzgodnionego podczas ostatniego spotkania liderów w Korei Południowej, w październiku 2025 r.
Między gigantami doszło wtedy do odwilży i udało się zawrzeć porozumienia w sprawie ceł i handlu. Głównymi punktami spornymi pozostały czipy i minerały ziem rzadkich.
Oczekiwania analityków wobec spotkania są umiarkowane. Każda ze stron ma powody, aby dążyć do odprężenia i unikania incydentów. Jednak ani Waszyngtonowi, ani Pekinowi nie zależy dziś na wchodzeniu w długoterminowe układy. Jak ujął to we wtorek w telewizji CNBC Kyle Chan z Brookings Institution, Trump i Xi chcą przede wszystkim „potwierdzić swoje relacje i zapewnić pewną stabilność”.
Waszyngton zabiega o szersze otwarcie chińskiego rynku dla amerykańskich big techów, gigantów przemysłowych i sektora finansowego.
– Handlowe „zawieszenie broni” prawdopodobnie zostanie utrzymane. Możliwe są też nowe umowy w sprawie chińskich zakupów amerykańskich produktów rolnych, technologii i metali ziem rzadkich. Ale nie spodziewam się po tym szczycie fundamentalnych zmian. Nawet gdyby doszło do deklaracji dużego formatu, istnieje ryzyko, że jedna albo obie strony ostatecznie przestaną się stosować do ustaleń. Tak było w przypadku pierwszej fazy porozumienia handlowego. Nic nie wskazuje na to, aby któraś ze stron zamierzała zawrzeć wiążący układ i później konsekwentnie go realizować – mówi w rozmowie z XYZ dr Ian Chong, politolog z National University of Singapore.
Iran kartą Pekinu
Jednym z najważniejszych tematów będzie trwająca wojna nad Zatoką Perską. Kilka dni po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran eksperci oceniali, że ofensywa może wzmocnić Trumpa przed spotkaniem z Xi. Do rozmów, zaplanowanych wówczas na kwiecień, ostatecznie nie doszło. Prezydent USA oznajmił, że Stany Zjednoczone poprosiły Chiny o przełożenie szczytu właśnie z powodu wojny.
Teraz, gdy konflikt przeciąga się dłużej, niż zakładała administracja Trumpa, Pekin zyskał dodatkową kartę przetargową. Działania zbrojne odciągają uwagę i zasoby USA od Azji. To może osłabić pozycję negocjacyjną Waszyngtonu w sprawach, na których Stanom Zjednoczonym najbardziej zależy.
Lista punktów spornych jest długa: od polityki gospodarczej Chin przez swobodę żeglugi na Morzu Południowochińskim po relacje Pekinu z Moskwą.
Tajwan: najwyższa stawka
Żadna kwestia nie budzi jednak tylu emocji jak Tajwan. W poniedziałek Trump powiedział dziennikarzom w Białym Domu, że na spotkaniu z Xi poruszy temat sprzedaży broni tej demokratycznej wyspie. „Prezydent Xi wolałby, żebyśmy tego nie robili, i o tym porozmawiam. To jeden z wielu tematów, które będę poruszał” – powiedział.
Słowa te wzbudziły niepokój w Tajpej. W grudniu 2025 r. Trump zatwierdził największy w historii pakiet zbrojeniowy dla Tajwanu, o wartości ponad 11 mld dolarów. Obejmuje on dostarczenie sojusznikowi artylerii, dronów, broni przeciwpancernej i najnowszego oprogramowania do zarządzania polem walki.
Ostatnio prezydent USA sygnalizował jednak, że temat wyspy, którą Pekin uważa za swoją zbuntowaną prowincję, może stać się elementem rozmów z Xi Jinpingiem.
Rzecznik MSZ Chin Guo Jiakun odpowiedział na komentarz Trumpa w typowy dla Pekinu, lakoniczny sposób. „Stanowisko Chin wobec sprzedaży broni przez Stany Zjednoczone tajwańskiej prowincji Chin jest konsekwentne i jasne” – powiedział we wtorek. Z kolei rzecznik tajwańskiej dyplomacji Hsiao Kuang-wei zapewnił, że Waszyngton podtrzymuje swoje wsparcie. Jak dodał, Tajpej będzie kontynuowało współpracę z USA i nadal budowało siły mające odstraszać większego sąsiada od ataku.
Wątpię, aby Trump chciał przejść do historii jako „prezydent, który utracił Tajwan”. Zwłaszcza w roku wyborczym, gdy zarówno on, jak i Partia Republikańska są w defensywie.
Część obserwatorów obawia się scenariusza, w którym Trump wygłosi nieuzgodniony wcześniej komentarz na temat Tajwanu. Potem Pekin wykorzysta go później do swoich celów.
Bonnie Glaser, dyrektor zarządzająca programu Indo-Pacyfik w think tanku German Marshall Fund, ostrzegła, że każdy sygnał retorycznej słabości ze strony Trumpa może działać destabilizująco. Milczące lub jawne porozumienie, w którym Waszyngton sprawiałby wrażenie, że uznaje większą swobodę działania Pekinu wobec Tajwanu w zamian za ustępstwa w innych obszarach, mogłoby – jej zdaniem – ośmielić Chiny do bardziej „asertywnych” działań wobec wyspy.
– Wątpię, aby Trump chciał przejść do historii jako „prezydent, który utracił Tajwan”. Zwłaszcza w roku wyborczym, gdy zarówno on, jak i Partia Republikańska są w defensywie. Niedawno tajwański parlament uchwalił mniejszy niż planowany budżet na zbrojenia. To może być powód wypowiedzi Trumpa budzących niepokój w Tajpej – ocenia dr Ian Chong z National University of Singapore.
Jak podkreśla, Pekin chce, aby Tajwan był bardziej podatny na naciski, dlatego dąży do ograniczenia jego dostępu do broni. Będzie też chciał nakłonić Trumpa do jednoznacznego opowiedzenia się przeciwko niepodległości wyspy.
– Gdyby miało dojść do poważnego kompromisu w sprawie Tajwanu, ChRL musiałaby zaoferować w zamian proporcjonalne ustępstwa. Nawet gdyby Trump zawarł taki układ, istnieje ryzyko oporu ze strony Kongresu – podkreśla Ian Chong.
Globalne stawki i scenariusze
Wynik szczytu może mieć istotne konsekwencje dla globalnego handlu i geopolityki. Rozmowy w sprawie Tajwanu są ważne nie tylko dla Tajpej, ale także dla innych sojuszników USA i stabilności w regionie.
W poniedziałek na platformie Truth Social, Trump napisał w swoim charakterystycznym stylu, że w czasie jego wizyty w Pekinie wydarzą się „wielkie rzeczy”. Nie wyjaśnił jednak szczegółowo, jakie cele stawia sobie jako amerykański prezydent. Wielu obserwatorów liczy, że przywódcy powstrzymają eskalację napięć między dwiema największymi gospodarkami świata. Przedłużenie handlowego „rozejmu” uzgodnionego jesienią w Korei Południowej wydaje się najbardziej prawdopodobnym rezultatem rozmów. Symbolicznym efektem szczytu może być także wskazanie terminu wizyty Xi Jinpinga w Stanach Zjednoczonych.
Główne wnioski
- Amerykańsko-chiński szczyt ma ustabilizować relacje i złagodzić napięcia między mocarstwami. Mało prawdopodobne jednak, by przyniósł przełomowe porozumienia geopolityczne. Donald Trump i Xi Jinping mają rozmawiać o wojnie w Iranie, sporach handlowych i konkurencji technologicznej. Chiński przywódca chce skłonić Trumpa do ograniczenia wsparcia dla Tajwanu. Jednym z celów Waszyngtonu jest z kolei szerszy dostęp amerykańskich big techów, gigantów przemysłowych i sektora finansowego do chińskiego rynku. Do Chin razem z Trumpem przylecieli szefowie kilkunastu największych amerykańskich firm, w tym Tesli, Apple, Boeinga i banku inwestycyjnego Goldman Sachs.
- Tajwan jest najbardziej wrażliwym tematem rozmów. Trump publicznie zapowiedział, że podejmie z Xi dyskusję o sprzedaży broni władzom demokratycznej wyspy. Pytanie, jak daleko prezydent USA posunie się w ewentualnych ustępstwach wobec Pekinu i co może uzyskać w zamian, jest kluczowe nie tylko dla Tajpej, ale także dla innych sojuszników USA i stabilności w regionie.
- Przedłużająca się wojna w Iranie to dodatkowa karta przetargowa dla Chin. Bliskowschodni konflikt odciąga uwagę i zasoby USA od Azji. To może osłabić pozycję negocjacyjną Waszyngtonu w sprawach, na których Stanom Zjednoczonym najbardziej zależy.


