Sztuczna inteligencja w arbitrażu załatwi sprawę w 40 godzin? „Sądy rozumiane jako budynek to przeżytek”
Zamiast stać w kolejce na poczcie czy jechać na rozprawę na drugim końcu Polski, załatwmy spór online, najlepiej z wykorzystaniem technologii. Prawnicy chcą, by sądownictwo weszło w cyfrową erę na wzór innych branż. Sztuczna inteligencja wkroczyła już do arbitrażu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy sztuczna inteligencja może stać się remedium na problem przewlekłości w sądach.
- Jak działa arbitraż online i dlaczego firmy coraz częściej wybierają go zamiast sądów powszechnych.
- Jaką rolę pełni AI w procesie rozstrzygania sporów, a jak technologia zmieniła rolę arbitra.
13,1 miesiąca. Tyle, jak wynika z danych resortu sprawiedliwości, trwały średnio sprawy sądowe w pierwszej instancji w okręgu warszawskim w 2025 roku. Gdy doliczymy do tego odwołania do kolejnych instancji, granie na czas, przewlekłość wynikającą m.in. z niedoboru biegłych i inne zmienne wpływające na tempo rozpatrywania sprawy, często na prawomocny wyrok czeka się latami. Jednym ze sposobów alternatywnego rozwiązywania sporów jest arbitraż. Ta forma już sama w sobie wiąże się z oszczędnością czasu. Gdy jednak w pełni przeniesiemy ten proces do sieci, sprawy przebiegają jeszcze sprawniej. Brzmi rewolucyjnie? E-sądy arbitrażowe w Polsce mają się dobrze. Mało tego, dużą rolę ogrywa tam sztuczna inteligencja.
Arbitraż to metoda polubownego rozwiązywania sporów, która powoli wychodzi z niszy. Według danych Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) liczba postępowań stale rośnie. W 2022 roku przybyło 710 nowych spraw, w 2024 – 831. W 2025 roku odnotowano ich łącznie już ponad 30 tys. Nasi rozmówcy są zgodni: za arbitrażem przemawiają koszty i czas. Ten jest krótszy, gdy do gry wchodzi sztuczna inteligencja. Rozmawiamy z prawnikami, a zarazem przedsiębiorcami, którzy postawili na tzw. legal tech, łącząc wiedzę ekspercką z technologią.
Arbitraż online wypełnia lukę na rynku
Doświadczenie naszego rozmówcy pokazuje kwintesencję tzw. legal tech. Robert Szczepanek jest arbitrem w ECAM (Elektronicznym Centrum Arbitrażu i Mediacji przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie). To elektroniczny sąd arbitrażowy. Sąd działa na platformie Ultima RATIO, której założycielem jest Robert Szczepanek. Mowa o infrastrukturze technologicznej dla usług prawnych. Skąd pomysł na połączenia świata IT i sztucznej inteligencji z usługami prawnymi?
– Jest kilka powodów. Technologia pozwala na przeniesienie sporu gospodarczego z sali sądowej do sieci bez pogorszenia jakości rozstrzygnięcia. Mamy przecież nagrania audio, wideo, maile, SMS-y, dokumenty w plikach. Bezpośredni kontakt arbitra ze stronami czy świadkami nie jest już mu potrzebny, aby dojść do wniosku, kto ma w sprawie rację – wyjaśnia Robert Szczepanek.
Bezpośredni kontakt arbitra ze stronami czy świadkami nie jest już mu potrzebny, aby dojść do wniosku, kto ma w sprawie rację.
Nasz rozmówca dodaje, że rynek jest gotowy na alternatywne rozwiązania także ze względu na przewlekłość spraw w sądach powszechnych.
– Sytuacja się pogarsza. Przedsiębiorcy często wolą zrezygnować z sądu, niż czekać miesiącami albo latami na wyrok. Jeśli pozwany zechce celowo opóźnić wydanie rozstrzygnięcia, pojawią się odwołania czy dowody powołane tylko dla zwłoki, to sprawa będzie trwała latami. Tymczasem statystycznie po dwóch miesiącach firma ma jeszcze 90 proc. szans na odzyskanie należności. Po roku szanse spadają do 20 proc. Mamy zatem na rynku lukę, która daje pole do rozwoju sądów arbitrażowych online – wyjaśnia ekspert.
Kolejna sprawa to globalizacja. Coraz więcej firm ma zagranicznych partnerów, z którymi nierzadko popadają w spór.
– Jeśli podpiszemy umowę z zagraniczną firmą, która nie wywiązuje się ze zobowiązań, jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Musimy prowadzić postępowanie w obcym reżimie prawnym, w obcym języku. Koniecznie jest wsparcie obcych prawników, którzy zmuszeni są walczyć z różnego rodzaju uprzedzeniami lokalnych sądów do zagranicznych firm. Arbitraż online pozwala uniknąć takich problemów. Sami działamy już w Czechach i na Słowacji. Dzięki najnowszej technologii, natychmiastowym tłumaczeniom oraz regulaminowi opartemu na UNCITRAL [Komisja Narodów Zjednoczonych ds. Międzynarodowego Prawa Handlowego – red.], prowadzenie postępowania przeciwko pozwanemu z innego kraju jest tak samo proste jak w przypadku pozwanego z Polski. Czas oczekiwania na wyrok jest ten sam – wyjaśnia Robert Szczepanek.
Miejsce AI w usługach prawniczych
Jaka jest rola sztucznej inteligencji w arbitrażu? W przypadku Ultima RATIO nie mamy do czynienia z typowym czatem do badań prawnych, któremu zadajemy pytania albo piszemy prompty. Nie jest to też typowy research. Nasz rozmówca mówi o etapach wsparcia ze strony AI – z naciskiem na słowo „wsparcie”.
– Pierwszy etap to tzw. Contract Studio. To nic innego jak studio do tworzenia umów B2B nadających się do ewentualnego późniejszego wykorzystania w arbitrażu. Pozwala na wygenerowanie klauzuli arbitrażowej wedle wytycznych użytkownika, umowy od podstaw czy umowy według istniejącego wzoru. Pozwala też na podpisanie umowy podpisem elektronicznym z weryfikacją tożsamości przez serwis login.gov.pl. Umowa taka ma bardzo wysoką moc dowodową w ewentualnym, późniejszym arbitrażu – mówi twórca Ultima RATIO.
Kolejne elementy to tzw. case builder i asysta proceduralna.
– W tym zakresie udział AI jest ewenementem. Sztuczna inteligencja analizuje, czy na podstawie wgranych do systemu dokumentów możemy rozpocząć sprawę. System automatycznie analizuje dodane przez użytkownika dokumenty, łącząc je w logiczne ciągi. Na tej podstawie sygnalizuje, że np. strona przedstawiła błędny dokument albo brak dokumentu, na który strona się powołuje. System informuje również, że dany dokument jest np. niekompletny albo osoby, które go podpisały, nie były w tamtym czasie upoważnione do reprezentacji. Inne kwestie to np. pomyłki rachunkowe w pozwie czy brak podpisu na dokumencie. Na podstawie takiej analizy strony dostają jasny sygnał, co powinny uzupełnić, aby nie było kłopotów w trakcie postępowania arbitrażowego – mówi Robert Szczepanek.
Dodaje, że to, co AI powinna robić, aby wesprzeć arbitra, zna z praktyki. Przez lata sam, jako arbiter, wykonywał wiele czynności „ręcznie”.
– Dotychczas sam przygotowywałem harmonogram wydarzeń w prowadzonych sprawach. Na kartce papieru. Dzięki niemu lepiej i szybciej poznawałem meandry faktyczne danego procesu. Rozpisywałem też długopisem „mapę sporu” – streszczenie argumentów i kontrargumentów stron w tych obszarach, w których strony pozostawały w konflikcie. Dziś w Ultima RATIO obydwie też rzeczy robi już AI. Tworzenie harmonogramu zdarzeń i mapy sporu następuje automatycznie i jest aktualizowane wraz z postępem sprawy – podsumowuje nasz rozmówca.
„Stworzyliśmy własny system”
O sztucznej inteligencji w arbitrażu rozmawiamy także z twórcami sądu arbitrażowego ENOIK, który działa w pełni online i korzysta z AI. Tomasz Chrząszcz, prezes zarządu ENOIK, wyjaśnia, że sąd ten specjalizuje się w sporach o zapłatę. Tu główną rolę odgrywają dowody, co stwarza pole do automatyzacji tego procesu.
– Sztuczna inteligencja przeszła ewolucję w zakresie jej społecznego odbioru. Najpierw była fascynacja nowinkami technologicznymi, potem obawa o miejsca pracy. Dziś o AI możemy mówić jako o kooperatywnej sztucznej inteligencji. Takiej, która przejmuje czasochłonne i powtarzalne czynności, ale nadal na pierwszym planie stawia człowieka. Przyjęliśmy model biznesowy, w którym nie ma tradycyjnych pism procesowych. Odchodzimy od tego podejścia. Pisma procesowe są „wyklikiwanie” w interaktywnych formularzach, które prowadzą strony za rękę krok po kroku – wyjaśnia nasz rozmówca.
Wszystko zaczyna się bowiem od formularza, który – jak mówią twórcy ENOIK – jest owocem dwuletnich prac prawników i specjalistów IT. Były to prace nad „przelaniem” przepisów prawa do przejrzystego i intuicyjnego pola wyboru dla użytkownika.
Uwzględnić całe prawo w jednym formularzu
– Wykorzystanie formularzy pozwala użytkownikom na integrację wykorzystywanych przez nich systemów ERP czy windykacyjnych z systemem informatycznym Sądu Arbitrażowego ENOIK przez API. W wyniku integracji pola mogą wypełniać się automatycznie, w sekundy. W praktyce oznacza to, że przygotowanie i złożenie pozwu to kwestia kilku minut, a nie godzin. Co ciekawe, zbudowanie formularzy było bardziej złożonym zadaniem niż budowa algorytmu – mówi pomysłodawca i współtwórca ENOIK, radca prawny Waldemar Kluska.
Formularz uwzględnia bowiem szeroki zakres możliwych scenariuszy prawnych i został opracowany tak, aby w możliwie największym stopniu ograniczyć potrzebę wprowadzania opisowych odpowiedzi. Jak wyjaśniają nasi rozmówcy, „umieszczenie całości prawa w polach wyboru było wyzwaniem intelektualnym”.
– Nie mieliśmy do tego żadnego wzoru czy punktu odniesienia – ani w Polsce, ani na świecie. Zaczynaliśmy prace badawczo-rozwojowe od pustego pliku w Wordzie. Tam musieliśmy prześledzić wszystkie możliwe scenariusze dla danego problemu, z uwzględnieniem cechy danej umowy, branży, rodzaju transakcji etc. – dodaje Waldemar Kluska.
Okiem przedsiębiorcy
Korzystaliśmy z ENOIK
Rozstrzygnięcie w 40 godzin
Twórcy ENOIK dają gwarancję rozwiązania sporu po 40 godzinach roboczych od momentu otrzymania informacji od stron. Do tego czasu należy doliczyć siedem dni na odpowiedź na pozew i kolejne siedem dni na replikę powoda na odpowiedź na pozew. Całe postępowanie – jak deklarują nasi rozmówcy – zamyka się w 21 dniach.
– Zależało nam na tym, by skrócić zarówno czas, jak i koszty procesu. W przypadku spraw w sądach powszechnych każdy reprezentant strony po kilku miesiącach oczekiwania na proces na nowo musi zapoznać się z aktami, a to kosztuje. Do tego doliczyć należy koszty stawienia się w sądzie – mówi Waldemar Kluska.
Dodaje, że wyrok sądu arbitrażowego ma moc wyroku sądu powszechnego. Żeby można było na mocy wyroku sądu arbitrażowego zgłosić się do komornika i wszcząć postępowanie egzekucyjne, należy najpierw uzyskać klauzulę wykonalności. Wówczas można wszcząć postępowanie egzekucyjne.
Pozew ustrukturyzowany. Tak wyglądają dokumenty w sądach AI
Postać ustrukturyzowana może kojarzyć się przedsiębiorcom z obowiązkowymi od niedawna fakturami w Krajowym Systemie e-Faktur. Podobnie wygląda dokument w ENOIK, który jest wypadkową wszelkich danych wprowadzonych do systemu. Jak wyjaśniają nasi rozmówcy, ustrukturyzowana postać plików pozwala na łatwiejszą analizę danych.
Twórcy ENOIK nazywają swój system „prawnym robotem kuchennym”, gdzie zarówno strony sporu, jak i sam arbiter, są prowadzeni przez technologię przez cały proces.
– Wyobraźmy sobie, że między stronami doszło do transakcji, ale jedna strona nie zapłaciła. Mamy dziesiątki, a nawet setki zmiennych prawnych, które determinują możliwe rozstrzygnięcie tego sporu. Musieliśmy zdefiniować wszystkie te zmienne, określając np. branżę i przedmiot transakcji. Rozpisaliśmy je z uwzględnieniem orzecznictwa sądów powszechnych. Nasze tabele używane do skategoryzowania wyroków na etapie budowania systemu mają nawet dwa miliony kolumn i wierszy – oczywiście dziś użytkownik ich nie widzi – dodaje Mariusz Kiljańczyk, współtwórca ENOIK.
Co może pójść nie tak?
Nasi rozmówcy mówią wprost: tu nie ma miejsca na halucynacje, zmyślone źródła prawa czy bazowanie na nieistniejących orzeczeniach.
– Sztuczna inteligencja kojarzy nam się z dużymi modelami językowymi, popularnymi chatbotami. Jednak to tylko jeden z elementów możliwego wykorzystania sztucznej inteligencji. LLM mają cechę zwaną halucynowaniem. Z tego powodu zdecydowaliśmy się sami napisać model predykcyjny, który rekomenduje arbitrowi rozstrzygnięcie i nie ma cechy halucynowania w ogóle. To model statystyczny, który bazuje na naszych zasobach. W zamkniętym środowisku przeanalizowaliśmy około 700 tys. wyroków. Na podstawie, zamkniętej bazy danych, nauczyliśmy nasz algorytm tego, jak zachowywały się sądy powszechne przy określonych stanach faktycznych. W prawie nie ma miejsca na wątpliwości czy halucynacje modelu – ostateczny wyrok musi być pewny. Dlatego też algorytm nie ma dostępu do internetu, nie uczy się z otwartych baz danych – mówi Tomasz Chrząszcz.
Nauka, czyli trenowanie algorytmu, jest niezbędna. Twórcy ENOIK wyjaśniają, że „puszczenie algorytmu samopas”, spowodowałoby więcej szkód niż korzyści. Ostatecznie za cały proces odpowiada arbiter.
Czy AI umniejsza rolę arbitra?
Rozmowa z twórcami tych nowatorskich systemów rodzi pytania o rolę arbitra. W myśl prawa jedynie osoba fizyczna, a dokładnie arbiter, wydaje wyrok, biorąc za niego odpowiedzialność.
– Arbiter steruje procesem, to on jest czołową postacią i ostatecznym decydentem. System analizuje stan faktyczny, dowody, które muszą zostać zatwierdzone i sprawdzone przez arbitra. To on śledzi tok rozumowania algorytmu, bada przedstawione powiązania i weryfikuje słuszność propozycji rozwiązania sporu, którą generuje sztuczna inteligencja. Nasze rozwiązanie idealnie pokazuje, jak AI odciąża ekspertów, specjalistów, z najżmudniejszej części pracy i odzyskuje ich czas na realizację kluczowych zadań – wyjaśnia Waldemar Kluska.
Robert Szczepanek dodaje, że rolą AI nie jest wyręczenie arbitra, lecz wsparcie go w powtarzalnych, automatycznych czynnościach.
– Sędziowie znają prawo, nie potrzebują wyręczać się AI. Problemem jest to, że poświęcają mnóstwo czasu na czynności zupełnie niezwiązane z orzekaniem. System jest analogowy, na korytarzach budynków sądowych wciąż widzimy wózki z papierowymi aktami. Teczki są przenoszone, a sprawy stoją w miejscu. Przeładowanie sądów bezsensownymi czynnościami i procedurami, z którymi inne branże już dawno zrobiły porządek, to bolączka polskiego systemu sądownictwa. Sądy gospodarcze rozumiane jako „budynek” są w XXI wieku przeżytkiem. Nowoczesne sądy gospodarcze powinny być usługą publiczną online. W Ultima RATIO arbitrzy zajmują się wyłącznie rozstrzyganiem, kto w danej sprawie ma rację. Takie czynności jak doręczenia, sprawdzanie opłat, zarządzenia, weryfikacja braków czy przepisywanie projektów uzasadnień wykonywane są już w pełni automatycznie – mówi twórca Ultima Ratio.
System jest analogowy, na korytarzach budynków sądowych wciąż widzimy wózki z papierowymi aktami. Teczki są przenoszone, a sprawy stoją w miejscu.
Robert Szczepanek dodaje, że dawniej napisanie projektu uzasadnienia wydanego wyroku zajmowało arbitrowi około trzech, czterech godzin. Dziś ten czas udało się skrócić do kilkunastu minut.
„Stacjonarne” sądy też już orzekają online
80 proc. rozpraw oraz posiedzeń organizowanych przez Sąd Arbitrażowy przy Konfederacji Lewiatan odbywa się online. Jego dyrektorka Agnieszka Siedlecka-Andrychowicz opowiedziała o nowym standardzie w arbitrażu, jakim powszechnie stała się praca zdalna.
– Sąd Arbitrażowy przy Konfederacji Lewiatan korzysta z możliwości prowadzenia postępowań w formule online, a arbitrzy, przedsiębiorcy oraz reprezentujący ich pełnomocnicy coraz częściej i chętniej wybierają ten sposób procedowania. Wynika to przede wszystkim z wygody, oszczędności czasu oraz większej elastyczności organizacyjnej. Uczestnictwo w posiedzeniach bez konieczności podróży, łatwiejsze uzgadnianie terminów czy możliwość udziału osób znajdujących się w różnych miejscach sprawiają, że postępowania mogą przebiegać sprawniej i bardziej efektywnie – zaznacza nasz rozmówczyni.
Sąd ten – jak zaznacza – stawia na elastyczność. Normą stał się także elektroniczny obieg dokumentów, czy – jeśli strony tak uzgodnią – przesłuchania świadków i biegłych online. Ekspertka wskazuje także na inny aspekt poczynionych oszczędności. Mowa o środowisku.
– Rozprawy i posiedzenia online oraz elektroniczny obieg dokumentów przyczyniają się do ograniczenia zanieczyszczenia środowiska związanego z prowadzeniem postępowań arbitrażowych. Ograniczenie podróży służbowych, mniejsze zużycie papieru oraz bardziej efektywna organizacja postępowań wpisują się w nowoczesne standardy prowadzenia arbitrażu i realnie zmniejszają jego ślad środowiskowy. Pięć lat temu Sąd Arbitrażowy przy Konfederacji Lewiatan przystąpił do Campaign for Greener Arbitrations, podpisując tzw. Green Pledge i tym samym, podobnie jak wiele innych instytucji arbitrażowych na świecie, wspiera rozwój bardziej ekologicznych praktyk w arbitrażu.
Zdaniem eksperta
„AI to narzędzie, a nie sędzia”
Fundamentalnym kłopotem jest zjawisko zwane halucynacją – modele niejednokrotnie z pełnym przekonaniem cytują nieistniejące orzeczenia, wyciągają z nich błędne wnioski albo przeinaczają sens dokumentów. Arbiter, który nie zweryfikuje wniosków wyciągniętych przez AI w pierwotnym źródle, gra va banque, kładąc na szali swoją reputację. Kilka głośnych spraw przed sądami w USA i Europie już pokazało, że bezkrytyczne zaufanie do outputu chatbota może oznaczać reputacyjną katastrofę i odpowiedzialność zawodową dla prawnika, a dla strony daleko idące konsekwencje.
Jest też kwestia poufności. Arbitraż jest z definicji zamknięty – właśnie dlatego firmy wybierają go zamiast sądu powszechnego. Tymczasem wgranie akt do komercyjnego modelu językowego może oznaczać, że wrażliwe dane handlowe trafiają na bliżej niezidentyfikowane zewnętrzne serwery.
Arbitraż bezsprzecznie zyskuje popularność. Również e-arbitraż, czyli postępowania prowadzone zdalnie z elektronicznym obiegiem dokumentów, upowszechnił się po pandemii i zostanie z nami na stałe. Nie jesteśmy jednak świadkami drastycznego skrócenia czasu rozpatrywania spraw. Wąskie gardło to nie dokumenty – to dostępność arbitrów, złożoność meritum i taktyka pełnomocników. Żaden algorytm tego nie rozwiąże.
AI w arbitrażu to narzędzie, nie sędzia. Dopóki arbitrzy traktują je jak asystenta wymagającego nadzoru, ryzyko jest do opanowania. Problem zaczyna się wtedy, gdy wygoda staje się wymówką. Korzystając z AI, warto zatem kierować się regułą, że kontrola jest najwyższą formą zaufania.
Główne wnioski
- Największym problemem tradycyjnego wymiaru sprawiedliwości jest przewlekłość. Średnio ponad rok, a w praktyce często kilka lat wynosi okres oczekiwania na prawomocny wyrok. Arbitraż online, wsparty technologią i automatyzacją, potrafi skrócić ten proces do kilku tygodni. Kluczowe jest tu nie tylko wykorzystanie AI, ale całościowa zmiana modelu pracy. Mowa o digitalizacji dokumentów, braku rozpraw na sali sądowej, automatyzacji doręczeń i ustrukturyzowaniu dokumentów.
- Sztuczna inteligencja nigdy nie będzie w stanie zastąpić pracy sędziego. Może ją jednak zredefiniować. Jej główną funkcją jest porządkowanie danych, analiza dokumentów, czy identyfikowanie braków formalnych. Dzięki przejęciu tych czynności prawnicy mogą skupić się na merytorycznej pracy, a nie na formalnościach. Ostateczna decyzja zawsze należy do człowieka, który kontroluje tok rozumowania algorytmu.
- Rozwój sektora legal tech nie jest odpowiedzią na lukę na rynku. Koszty i przewlekłość postępowań, a także trudności w sporach międzynarodowych to główne bolączki przedsiębiorców w relacjach z wymiarem sprawiedliwości. Arbitraż online może wypełnić tę lukę, oferując szybsze, niekiedy tańsze i bardziej przewidywalne procedury.

