Wino, zegarki czy karty sportowe? Jak zacząć inwestować alternatywnie
Jedni rozkoszują się smakiem swojej inwestycji. Inni nie mogą oderwać od niej wzroku. Niektórzy zachwycają się pomrukiem jej silnika. To nie wariaci zakochani w wykresach giełdowych, ale entuzjaści inwestycji alternatywnych: w wino, sztukę, zegarki czy samochody, które przynoszą nie tylko radość, lecz także spore pieniądze.
Ten artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu, który ukazał się w GQ The Business Issue powered by XYZ.
Przeczytaj inne artykułyAudio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Alternatywa nie kojarzy się z czymś ekscytującym. To druga opcja, często gorsza, którą wybieramy, gdy z jakiegoś powodu pierwsza nie wchodzi w grę. W świecie finansów jest jednak zupełnie inaczej.
Inwestycje alternatywne przynoszą wiele przyjemności i satysfakcji, dlatego inwestorzy decydują się na nie nawet wtedy, gdy ich pierwszy, tradycyjny wybór, czyli akcje i obligacje, okazał się słuszny i przynosi zyski.
Spytacie, dlaczego więc nie przeznaczyć wszystkich pieniędzy na alternatywę, skoro jest taka wspaniała? Doradca finansowy zacząłby teraz opowiadać o konieczności dywersyfikacji. Pewnie użyłby wyświechtanego porównania, że nie można wkładać wszystkich jaj do jednego koszyka. Zaczęlibyście żałować, że w ogóle zadaliście to pytanie.
Inwestowanie alternatywne jest jak życie
Jeżeli jesteście jak większość społeczeństwa, pewnie około 70 proc. swojego czasu poświęcacie pracy. Bywa nużąca i uciążliwa, ale zapewnia stały dochód.
Z inwestowaniem pieniędzy jest trochę jak z gospodarowaniem czasem.
Trzymając się tego porównania, inwestycje tradycyjne są jak praca. To na akcje, obligacje czy nieruchomości trafia zwykle największa część naszego kapitału. Są rozsądne i im mniej emocji wywołują, tym lepiej. Mają stopniowo pomnażać majątek w możliwie bezproblemowy sposób. Ich udział w portfelu zależy od inwestora, ale zazwyczaj jest równie duży jak miejsce pracy w naszym życiu.
Z kolei inwestycje alternatywne są tym, co robimy po pracy. Większość inwestorów przeznacza na nie niewielką część kapitału, ale właśnie z nich czerpie najwięcej radości. Pozwalają wyciągnąć z zarobionych pieniędzy coś więcej niż tylko świecący na zielono wykres. Nie inwestujemy w nie wyłącznie dla potencjalnego zysku, ale także z pasji. Nie znaczy to jednak, że nie przynoszą zysków.
Jedną z głównych zalet inwestycji alternatywnych jest ich namacalność. Wszystkie aktywa z tej grupy można zobaczyć, dotknąć, a czasem nawet używać. Oczywiście stopień tej namacalności zależy od konkretnego aktywa.
Inwestowanie w wino, zegarki i sztukę. Jak korzystać z aktywów, by nie traciły wartości?
Coraz więcej mówi się o rzadkich winach jako inwestycji. Można je zobaczyć i dotknąć, ale ich konsumpcja nie wchodzi w grę. Raz otwarte wino przestaje być aktywem inwestycyjnym i staje się produktem spożywczym o wartości bliskiej zeru.
Nieco inaczej jest z luksusowymi zegarkami. Poza podziwianiem można je nosić. Nie pozbawi ich to wartości, ale może wpłynąć na wycenę. Stan jest jednym z kluczowych czynników decydujących o wartości zegarka, dlatego nawet ostrożne noszenie może pozostawić nieodwracalne ślady. Używanie jest więc możliwe, ale niekoniecznie wskazane.
Podobnie jest z zabytkowymi i luksusowymi samochodami. Im niższy przebieg, tym wyższa wartość. Znaczenie ma również stan techniczny. Zupełnie inną kategorię stanowią dzieła sztuki, z których można korzystać bez konsekwencji. Jeżeli są przechowywane w odpowiednich warunkach, nawet milion par oczu nie obniży ich wartości.
Jest jednak coś, co łączy wszystkie te aktywa. Bez względu na to, czy inwestujecie w wino, zegarki, samochody czy obrazy, lepiej odłożyć na bok osobiste sympatie. Jeżeli decyzje inwestycyjne będą wynikały z własnych preferencji, z inwestora łatwo zmienić się w hobbystę. A hobbysta nie zawsze zarabia.
Jak wybierać wino z potencjałem wzrostu wartości?
Jeżeli inwestujecie w wino, nie kierujcie się jego smakiem, lecz potencjałem inwestycyjnym, na który składa się kilka czynników. Trunek powinien pochodzić z prestiżowego regionu, takiego jak Bordeaux, Burgundia, Toskania, dolina Napa czy Mendoza. Znaczenie ma również renomowana winiarnia jak francuskie Château Lafite Rothschild i Domaine de la Romanée-Conti, włoskie Sassicaia i Masseto czy amerykański Screaming Eagle. Premiowane są również całe zapieczętowane skrzynki, a nie pojedyncze butelki. Liczą się też wyjątkowo dobry rocznik oraz limitowana produkcja.
Ceny jakościowych butelek zaczynają się od kilkuset dolarów, ale za rzadkie serie trzeba zapłacić co najmniej kilka tysięcy. Światowym rekordzistą jest butelka Domaine de la Romanée-Conti (DRC) z 1945 r., która w tym roku została sprzedana na aukcji za 812,5 tys. dolarów. Była ostatnim pochodzącym z Burgundii egzemplarzem wyprodukowanym z krzewów rosnących na własnych, nieszczepionych korzeniach. Winnice zrezygnowały z tego rodzaju produkcji w obawie przed mszycami. Dziś sposób uprawy winogron nie gra już roli, bo jest ustandaryzowany na całym świecie.

Miecz obosieczny o purpurowej barwie
Inwestowanie w wino ma wiele zalet. Nawet osoby, które go nie piją, mogą odwiedzać klimatyczne winiarnie i poznawać ich biznes w poszukiwaniu najlepszych trunków. Wino pozwala dywersyfikować kapitał, może chronić przed inflacją i daje potencjał wzrostu wartości. Większość butelek zostaje przecież wypita, a nie przechowana, co z czasem zwiększa rzadkość tych, które przetrwały.
Wad jednak nie brakuje. Wino jest aktywem fizycznym i delikatnym, a to podnosi koszty ze względu na konieczność odpowiedniego transportu i przechowywania. Produkuje je wielu wytwórców, dlatego czasem trudno znaleźć kupca, a sprzedaż wymaga skorzystania z usług specjalisty lub domu aukcyjnego. Podobnie jest przy zakupie, jeśli chcecie uniknąć podróbek.
Dlatego, szczególnie na początku, warto mieć wsparcie w inwestowaniu i polegać na sprawdzonych rozwiązaniach.
Jeżeli chodzi o kupno i sprzedaż, opcji jest kilka. Można korzystać z platform Vinovest lub Cult Wine Investment, które w imieniu klienta nie tylko dokonują transakcji, ale także przechowują wino i je ubezpieczają. Jest też opcja handlu samodzielnego na stronach Berry Bros. & Rudd czy Farr Vintners. Warto skonsultować się w tej sprawie z doradcą, np. z polską firmą Wealth Solutions, która podpowie, na jaką formę kupna i sprzedaży warto się zdecydować przy danym budżecie. Wytłumaczy też, które trunki warto obserwować w danym momencie, bo rynek wina jest podatny na duże wahania cen.
Rynek wina jest podatny na duże wahania cen. Zmiana trendów potrafi sprawić, że wartość butelki gwałtownie wzrośnie, ale równie szybko może spaść, nawet poniżej ceny zakupu. Wtedy lepiej wypić wino, niż sprzedać je ze stratą. Można powiedzieć, że tak do niedawna robiło wielu inwestorów, bo właśnie zakończyły się dwa chude lata dla inwestorów. Rynek mocno się skorygował, a ceny niektórych win są najniższe od lat, więc moment na wejście wydaje się atrakcyjny.
Rynek luksusowych zegarków po korekcie. Co przyciąga inwestorów?
Podobnie wygląda sytuacja na rynku luksusowych zegarków. Pandemia napompowała spekulacyjną bańkę, która jeszcze niedawno ciążyła całemu segmentowi. Dziś rynek wrócił do stabilności i dawnych trendów. Dominują Rolex, Audemars Piguet i Patek Philippe, a coraz mocniejszą pozycję buduje Cartier. Największym zainteresowaniem cieszą się klasyczne, dyskretne modele biznesowe. Nadal pojawiają się krótkotrwałe mody na konkretny kolor tarczy, jak zieleń czy złoto, albo na modele pokroju Nautilusa i Royal Oaka, ale nie mają już takiej siły jak rok czy dwa lata temu.
Siłę natomiast nadal ma nostalgia, bo najwyższe ceny na aukcjach osiągają egzemplarze historyczne i niepowtarzalne. W zeszłym roku jeden z czterech istniejących modeli Patek Philippe Ref. 1518 wyprodukowanych ze stali nierdzewnej został sprzedany za 15,2 mln euro.
To jednak bardzo charakterystyczny przypadek, bo z reguły ceny zegarków inwestycyjnych zaczynają się od kilkunastu tysięcy dolarów, a kończą w granicach 150-200 tys. Inwestowanie w nie ma naturalnie swoje zalety i wady.
Renoma marki, limitowana produkcja i wysoki popyt sprawiają, że ceny niektórych modeli potrafią systematycznie rosnąć. Z drugiej strony trzeba liczyć się z kosztami transportu, przechowywania i ubezpieczenia. Sprzedaż również wymaga czasu i pieniędzy, bo znalezienie kupca gotowego zapłacić satysfakcjonującą cenę nie jest proste.
W Polsce za zegarkami inwestycyjnymi można się rozejrzeć u autoryzowanych dystrybutorów jak jubilerskie butiki sprzedające nowe egzemplarze. Na rynku wtórnym renomowani są Jubiler Pluciński, Warszawski Przewodnik Zegarkowy i dom aukcyjny DESA Unicum. Popularna jest też platforma Chrono24. Przy każdym zakupie warto potwierdzić autentyczność zegarka u Certyfikowanego Mistrza Zegarmistrzostwa. Dobrze też skonsultować się z niezależnym doradcą lub przedstawicielami stowarzyszeń w kwestiach podatkowych. Oni podpowiedzą też, gdzie szukać okazji.

Samochody kolekcjonerskie. Które modele są dziś najbardziej pożądane?
Sytuacja na rynku samochodów kolekcjonerskich jest stabilna. Zniknęły zarówno pandemiczna bańka, jak i późniejsza korekta. Pojawił się za to wyraźny trend. Ogromną popularnością cieszą się tzw. współczesne klasyki, czyli auta z lat 80. i 90. XX wieku. Popyt napędzają stosunkowo młodzi kolekcjonerzy kupujący samochody, o których marzyli w dzieciństwie. Prym wiodą japońskie auta sportowe, pierwsze generacje BMW M3 oraz chłodzone powietrzem Porsche produkowane przed 1998 r.
Kupić je można w kilku miejscach. Popularne są platformy internetowe jak europejski lider Collecting Cars czy bardziej wyspecjalizowane podmioty, jak Elferspot, przeznaczony wyłącznie dla marki Porsche. Są też stacjonarni dealerzy, którzy sami skupują perełki z rynku i sprzedają klientom lokalnie, jak polskie Z&Z Classics, Kubań Classic Cars czy KlasykaGatunku.pl. Kto kupuje na własną rękę, ten powinien skorzystać z usług firmy zajmującej się inspekcją, najlepiej specjalizującej się w danej marce i wystawiającej certyfikat.
To, co wyróżnia samochody jako inwestycję alternatywną, to możliwość modyfikacji bez istotnego wpływu na wartość. W przypadku coraz większej liczby modeli kolekcjonerskich większe znaczenie ma użyteczność niż pełna zgodność ze specyfikacją fabryczną. Daje to inwestorom większą swobodę, bo nie muszą już obsesyjnie pilnować, by każda część była oryginalna. Wysokie koszty, zmienność rynku i ograniczona płynność nadal są wadami, choć rozwój internetowych platform handlowych stopniowo je ogranicza.
Paradoksalnie większe koszty coraz częściej ponoszą kupujący niż sprzedający. Zamiast pojechać na jedną aukcję i obejrzeć kilkadziesiąt samochodów, coraz częściej trzeba dziś odwiedzać sprzedawców indywidualnie. Nierzadko niezbędne jest też samodzielne opłacenie ekspertyzy potwierdzającej stan techniczny i oryginalność pojazdu, bo platformy internetowe i domy aukcyjne nie zawsze to zapewniają.
Nowe kierunki: rynek sztuki, whisky, karty sportowe i komiksy
Z podobnym, tylko jeszcze większym problemem mierzą się inwestorzy na rynku sztuki.
W Polsce najwyższą płynność i transparentność cen oferują domy aukcyjne DESA Unicum, Polswiss Art, Sopocki Dom Aukcyjny oraz Agra-Art. Dają gwarancję autentyczności dzieła oraz jego dobrego stanu, ale nie zapewnią atrakcyjnej ceny. W tej sprawie warto zwrócić się do niezależnych doradców i ekspertów. Ułatwiony dostęp do nich mają klienci private bankingu w polskich bankach.
Warto się skusić, bo rośnie liczba aukcji i popyt na dzieła z najwyższej półki. Globalnie wśród najdroższych prac największym zainteresowaniem cieszą się impresjoniści, jak Monet czy Renoir. W Polsce rekordy biją symboliści, jak Jacek Malczewski, którego obraz „Rzeczywistość” sprzedano za 22,2 mln zł na aukcji w DESA Unicum w czerwcu 2025 r. Kupcy coraz częściej szukają też młodych, perspektywicznych artystów, studentów ASP, których prace można kupić już za 1 tys. zł.
Coraz więcej osób traktuje karty sportowe jako sposób na długoterminowe lokowanie kapitału. Do Polski śmielej dociera moda na kolekcjonerskie komiksy osiągające ceny liczone w tysiącach złotych. Rośnie także zainteresowanie zabytkowymi instrumentami muzycznymi, a obok wina coraz więcej inwestorów wybiera whisky. Aktywa te łączy szansa na spory zysk, ale też ryzyko straty i dużych kosztów. Wspólnym mianownikiem jest jednak pasja. A tam, gdzie jest pasja, może pojawić się także zysk. A czasem to właśnie zysk prowadzi do odkrycia nowej pasji.