Wojna na Bliskim Wschodzie nie bez wpływu na światowe lotnictwo i turystykę
Wojna na Bliskim Wschodzie będzie mieć negatywne konsekwencje dla transportu lotniczego i podróży. Konsekwencje konfliktu będzie odczuwał cały świat prawdopodobnie na długo po jego zakończeniu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wojna na Bliskim Wschodzie uderzyła w globalny ruch lotniczy.
- Czy blokada Cieśniny Ormuz przełoży się na ceny ropy, paliwa lotniczego i biletów.
- Jakie prawa przysługują pasażerom w świetle unijnego rozporządzenia 261/2004.
Setki tysięcy podróżnych próbowało w sobotę i niedzielę skontaktować się ze swoimi liniami lotniczymi. Atak militarny Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran zablokował ruch lotniczy w większości lotnisk Bliskiego Wschodu. Zamknięto największe huby lotnicze na świecie – w Dubaju, Abu Zabi i Dosze. Są one kluczowymi węzłami komunikacyjnymi między Europą, Afryką i Zachodem a Azją.
Według danych śledzącego loty serwisu FlightAware tylko w niedzielę odwołano blisko 3 tys. połączeń lotniczych na i z Bliskiego Wschodu. Ale problem mają nie tylko podróżni, którzy utknęli na tamtejszych lotniskach. Także ci, którzy mieli przesiadać się w hubach przewoźników znad Zatoki Perskiej: Emirates, Qatar Airways i Etihad Airways, mogą odczuwać zakłócenia podróży. Każdego dnia na lotniskach linii znad Zatoki przesiada się ok. 90 tys. pasażerów.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) apeluje, aby nie podróżować na Bliski Wschód. Swoje połączenia do Tel Awiwu do 15 marca odwołały w weekend Polskie Linie Lotnicze LOT. Przewoźnik anulował też dwa nadchodzące rejsy do regionu – do Dubaju i Rijadu. Wszystko spowodowane wysokim zagrożeniem dla lotnictwa cywilnego w rejonie Bliskiego Wschodu. Z tego też względu MSZ nie planuje również ewakuacji obywateli Polski wojskowymi samolotami.
Gdzie poleci Enter Air
Enter Air, czarterowa linia, która ma w Polsce ok. 40 proc. rynku, operuje w okrojonym zakresie.
– Działamy zgodnie z sugestiami EASA [Agencji UE ds. Bezpieczeństwa Lotniczego – red.] i niestety w weekend anulowaliśmy wyloty do Tel Awiwu, Dubaju oraz Ras al-Chajma w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W poniedziałek wykonywaliśmy operacje do Salali i Maskatu w Omanie. Planujemy także operacje do Goa w Indiach oraz na Sri Lankę zmienionymi drogami lotniczymi przez Arabię Saudyjską, omijając Irak, Iran oraz Emiraty – mówi Marcin Kubrak, prezes Enter Aira.
Zaznacza, że sytuacja jest dynamiczna, a najbardziej poszkodowane są linie lotnicze z Zatoki Perskiej które w całości zostały uziemione na swoich lotniskach oraz linie z Izraela.
– Loty do i z Izraela przekierowano do Egiptu na lotnisko Taba. Liczymy na szybką stabilizację sytuacji i wznowienie lotów w przestrzeni powietrznej Emiratów. Egipt jest poza zasięgiem i zainteresowaniem militarnym Iranu, bo nie ma tam baz wojskowych USA. Dlatego loty do i z Egiptu odbywają się bez zakłóceń – mówi Marcin Kubrak.
Biura podróży działają na własną rękę
W trakcie rozmów z liniami lotniczymi jest m.in. biuro podróży Itaka, które chce ściągnąć swoich klientów do Polski. Będzie to zależało od dostępności samolotów i przestrzeni powietrznej. W rejonie Bliskiego Wschodu klienci Itaki są wyłącznie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Katarze (Doha). Wszyscy mają zapewnione zakwaterowanie w hotelach i przedłużone ubezpieczenie. Podobnie osoby wracające z odleglejszych części świata: Bali, Indii czy Nowej Zelandii.
– Klienci pozostają w hotelach i mają przedłużone ubezpieczenie. Staramy się zapewnić im powroty innymi trasami. Nie jest to łatwe, bo problem dotyczy wielu biur podroży. To oznacza, ze miejsc w samolotach jest mało lub nie ma ich wcale – komentuje dla portalu XYZ Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.
Jak mówi, sytuacja jest dynamiczna, a decyzje będą podejmowane w kolejnych dniach. Na ten moment wiadomo, że klienci z wylotami zaplanowanymi do 4 marca do ZEA, na Bali i do Jordanii, otrzymali informację o anulacjach z opcją bezkosztowej rezygnacji lub wyboru oferty zastępczej.
– To kolejna sytuacja kryzysowa, z którą branża turystyczna ma do czynienia w ostatnich latach. Z naszej strony zostały wdrożone stosowne procedury. Mają na celu możliwie najlepsze wsparcie naszych klientów w destynacjach oraz ich bezpieczny powrót do domu – dodaje Piotr Henicz.
Z kolei Rainbow Tours ma obecnie ok. 700 klientów w objętym konfliktem regionie i chce im zapewnić powrót do kraju.
– W podobnej sytuacji są dziesiątki tysięcy podróżnych z całego świata znajdujące się w ZEA, więc znalezienie rozwiązania wymaga czasu. (…) Obecnie liniami rejsowymi nie można latać, loty zostały zawieszone, na razie do wtorku rano. Czekamy na rozwój sytuacji i jednocześnie klientom, którzy są na wycieczkach w Azji szukamy alternatywnej możliwości powrotu. Loty czarterowe do Azji nie są zagrożone, bo odbywają się samolotami LOT-u, bez przesiadek w Dubaju – powiedział Maciej Szczechura, prezes Rainbow Tours, w rozmowie z PAP Biznes.
Dodał jednak, że ta sytuacja nie potrwa długo, a firma zabezpieczyła się na wypadek wzrostu cen paliw. Te nie powinny być więc dotkliwe dla touroperatora.
Wojna w Iranie jak pandemia?
Dr inż. Tomasz Balcerzak, prodziekan ds. kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne w Uczelni Techniczno-Handlowej, wskazuje, że zamknięcie części przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem może mieć globalne konsekwencje dla rynku lotniczego. Dotyczy ono bowiem kluczowych korytarzy tranzytowych między Europą a Azją.
– Linie lotnicze już teraz omijają przestrzeń powietrzną regionu, co oznacza dłuższe trasy, wyższe zużycie paliwa i rosnące koszty operacyjne. Eskalacja napięć wokół Iranu historycznie wiąże się także ze wzrostem zagrożenia terrorystycznego dla lotnictwa cywilnego oraz spadkiem percepcji bezpieczeństwa wśród pasażerów. To może dodatkowo ograniczać popyt. Podobnie było po 11 września 2001 r., gdy odbudowa ruchu międzynarodowego zajęła nawet do trzech lat – komentuje dr Tomasz Balcerzak dla portalu XYZ.
Tzw. „czarny PR” połączeń lotniczych może istotnie wpłynąć na popyt – nie tylko poprzez realne ograniczenia, ale również psychologiczny efekt niepewności. Dr Balcerzak przypomina, że historycznie sektor lotniczy po każdym kryzysie wracał na ścieżkę wzrostu, choć w różnym tempie.
– Po epidemii SARS w 2003 r. rynek azjatycki odbudował się w około dziewięć miesięcy. Po kryzysie finansowym z 2008 r. powrót do poziomu sprzed załamania nastąpił po około 18 miesiącach. Natomiast po pandemii COVID-19 – będącej największym wstrząsem w historii lotnictwa, gdy ruch spadł lokalnie o 60-80 proc. – pełna globalna odbudowa nastąpiła dopiero w 2024 r. – wskazuje ekspert.
Jak dodaje, obecna sytuacja przypomina kryzys o charakterze bezpieczeństwa. Jego skutki mogą utrzymywać się od kilkunastu miesięcy do nawet kilku lat.
Ropa drożeje, zapłacą pasażerowie
Dr Tomasz Balcerzak zwraca również uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt – wzrost cen biletów, spowodowanych drożejącą ropą. To efekt blokady Cieśniny Ormuz przez Iran. Według agencji Reutera przynajmniej 150 tankowców przewożących ropę i LNG zostało unieruchomionych w Zatoce Perskiej. Wiele statków gromadzi się także z drugiej strony cieśniny.
Przez cieśninę Ormuz eksportowana jest niemal jedna czwarta (od 20 do 25 proc.) światowej ropy z Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Iraku, Kuwejtu, Kataru oraz Iranu. Głównymi odbiorcami są Chiny, ale także Indie i Japonia.
W efekcie blokady ceny ropy Brent już teraz poszły w górę z ok. 73 do 78-82 dolarów za baryłkę, czyli o ok. 7-13 proc. w ciągu jednej sesji. Analitycy ostrzegają, że ceny ropy „w relatywnie krótkim czasie mogą przekroczyć barierę 100 dolarów”. To z kolei nie jest dobrą wiadomością dla pasażerów linii lotniczych.
– Oznacza to presję na ceny paliwa lotniczego Jet A-1 i – w dalszej kolejności – ryzyko wzrostu cen biletów, szczególnie na trasach długodystansowych – tłumaczy dr Tomasz Balcerzak.
W najgorszym scenariuszu, w przypadku blokady cieśniny, cena ropy może przekroczyć nawet 108 dolarów/bbl. To poziom, przy którym koszt paliwa stanowi więcej niż 30 proc. całkowitych kosztów operacyjnych linii lotniczych. Taka sytuacja wymuszała w przeszłości podwyżki stawek pasażerskich od czterech do ośmiu tygodni po wzroście cen paliwa.
Linie lotnicze są odpowiedzialne
– Zamknięcie przestrzeni powietrznej z powodów bezpieczeństwa, decyzje władz lotniczych czy napięcia geopolityczne – takie jak obecnie w regionie Zatoki Perskiej – są w świetle Rozporządzenia (WE) 261/2004 traktowane jako tzw. „nadzwyczajne okoliczności”. Oznacza to, że pasażerowie co do zasady nie mają prawa do finansowego odszkodowania, ponieważ przyczyna zakłóceń leży poza kontrolą linii lotniczej – mówi naukowiec.
Jednocześnie podkreśla, że rozporządzenie to obowiązuje wyłącznie w krajach Unii Europejskiej i dotyczy lotów realizowanych przez przewoźników unijnych oraz wszystkich lotów rozpoczynających się na terytorium UE. W praktyce oznacza to, że pasażerowie przebywający obecnie np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze czy Kuwejcie będą objęci jego ochroną, jeśli wracają do UE linią europejską lub ich podróż rozpoczęła się w państwie członkowskim.
– Brak prawa do ryczałtowego odszkodowania nie oznacza jednak braku odpowiedzialności przewoźnika. Nawet w przypadku nadzwyczajnych okoliczności linia lotnicza ma obowiązek zapewnić pasażerom zmianę planu podróży (tzw. re-routing) lub zwrot kosztów biletu, a także opiekę obejmującą posiłki, napoje, nocleg w hotelu oraz transport między lotniskiem a miejscem zakwaterowania – komentuje ekspert.
Przewoźnik zobowiązany jest do pokrycia kosztów biletu nawet w przypadku długotrwałego zamknięcia przestrzeni powietrznej. Obowiązek ten trwa aż do momentu zapewnienia realnego lotu alternatywnego.
Główne wnioski
- Zamknięcie hubów w Dubaju, Abu Zabi i Dosze zakłóca przepływ pasażerów między Europą a Azją. Linie muszą omijać region, co wydłuża trasy i zwiększa koszty paliwa. Efekt domina obejmuje nie tylko Bliski Wschód, ale cały światowy system przesiadkowy.
- Blokada Cieśniny Ormuz podbija ceny ropy, a przy poziomie powyżej 100 dolarów za baryłkę paliwo może znów stanowić ponad 30 proc. kosztów operacyjnych linii. Podwyżki cen biletów pojawiają się zwykle po 4-8 tygodniach. Równolegle działa czynnik psychologiczny, czyli obawy o bezpieczeństwo, które mogą ograniczyć popyt nawet przy braku realnych zagrożeń.
- Zamknięcie przestrzeni powietrznej to „nadzwyczajne okoliczności”, więc pasażerowie nie dostaną ryczałtowych rekompensat. Przewoźnicy muszą jednak zapewnić alternatywny transport lub zwrot pieniędzy oraz opiekę (hotel, posiłki, transfery).