Zgoda sądu i „uzasadnione podejrzenie”. Nocny nalot na faworytów Tour de France
Tadej Pogacar i Jonas Vingegaard, zwycięzcy ostatnich sześciu edycji Tour de France, zostali obudzeni w nocy i poddani kontroli antydopingowej. Sprawa jest głośna, bo we Francji potrzebna jest do tego zgoda sądu oraz „uzasadnione podejrzenia”.
Fot. Tim de Waele/Getty Images
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego w przypadku Jonasa Vingegaarda nocny test antydopingowy stał się przedmiotem dużych kontrowersji.
- Dlaczego, według agencji antydopingowych, nocne kontrole są istotne w wykrywaniu dopingu.
- Co w kolarstwie oznaczają parametry VO2 Max i VLa Max?
Niespodziewaną nocną kontrolę antydopingową u mistrzów Tour de France przeprowadzono przed 15. etapem wyścigu, w nocy z soboty na niedzielę. Duńczyka Jonasa Vingegaarda obudzono o godzinie drugiej w nocy, a Słoweńca Tadeja Pogacara o piątej.
Wytrącony ze snu Pogacar już później nie zasnął, ale – jak mówił – pił kawę i dodawał sobie energii muzyką Eminema. Obronił pozycję lidera, zmierza po swój piąty triumf w Tour de France (wygrywał w latach: 2020, 2021, 2024 i 2025). Vingegaard, mistrz TdF z lat 2022 i 2023, po niespodziewanej pobudce w nocy miał następnie wielkiego pecha. Na 15. etapie upadł i złamał obojczyk. Musiał wycofać się z wyścigu, a kibiców zostawił z pytaniem: czy utrata snu miała wpływ na wypadek? Przed etapem mówił, że czuje się dobrze, choć miał kiepską noc, bo procedura testowa trwała ok. 40 minut. Nie powiązał wypadku z niespodziewaną pobudką.
Skąd się wzięły nocne kontrole
W następnych dniach okazało się, że kontroli został poddany także m.in. Belg Remco Evenepoel, trzeci w Tour de France w 2024 r. Chociaż on akurat o lepszej porze, bo o 22. Kolarze wyrażają sprzeciw wobec testowania w środku nocy lub nad ranem. Agencje antydopingowe tłumaczą jednak, że w przypadku tzw. mikrodawkowania dopingu tego rodzaju badania są kluczowe – istnieje doping, który podany wieczorem w mikrodawce, może następnego dnia być już niewykrywalny.
Wypadek Jonasa Vingegaarda po nocnej kontroli wywołał duże kontrowersje, ale jeszcze większe powstały po tym, gdy kolarskiemu światu przypomniano procedury dotyczące nocnych kontroli, które od dekady obowiązują we Francji. Żeby takie przeprowadzać, potrzebna jest w tym kraju zgoda sądu oraz tzw. uzasadnione podejrzenie. Po przeczytaniu takich informacji niejeden fan mógł zacząć się zastanawiać, czy faworyci podejrzewani są o doping. Fakt, iż kontrole nie dowiodły niczego, nie uciszył kwestii podejrzeń.
Czym mogły być „uzasadnione podejrzenia”?
Problem w tym, że nie wiemy, jak francuski sąd rozumie w tym przypadku słowa o „uzasadnionych podejrzeniach”. Na początku Tour de France uwagę przykuwały nowe, jak się wydawało, żele energetyczne stosowane przez Tadeja Pogacara. Później jego zespół poinformował o testowaniu nowych proszków energetycznych rozcieńczanych w napoju.
Może jednak nie chodzi o ostre przesłanki dotyczące konkretnego kolarza, a wystarczająca jest argumentacja dotycząca tego, jak działa mikrodawkowanie. Fakt, iż kontroli poddano nie jednego, lecz kilku kolarzy, jest pewnym argumentem na rzecz drugiej hipotezy, w której nie ma konkretnych poszlak świadczących o łamaniu przepisów przez Pogacara czy Vingegaarda. Inna rzecz, że w środku nocy lub nad ranem zbadano chyba tylko ich.
Mroczna historia Tour de France
Tak czy owak, sytuacja stała się napięta. Kolarstwo ze względu na swoją historię jest naznaczone dopingowo. Jedna iskra jawi się tu jako pożar. Tour de France to najsłynniejszy wyścig na świecie, którego władze musiały wymazać siedem tytułów mistrzowskich Lance’a Armstronga. Amerykanin wygrywał w latach 1999-2005, a więc nie tak dawno temu.
W rozmowach o kolarstwie kwestia dopingu pojawia się ze względu na historię, ale także w związku z naturą tego sportu. Tutaj słowa o „byciu się na granicy wytrzymałości” nie są poetyką. Kolarze pokonują wielogodzinne etapy i muszą walczyć z morderczymi podjazdami. Tam często widać, że po prostu w pewnym momencie kończy im się „prąd” i odpadają od grupy.
Kolarze są też często opisywani parametrami w taki sposób, że można się zastanowić, czy nie mówimy o maszynach. W przypadku piłkarzy słyszymy o dobrym przeglądzie pola, świetnym czytaniu gry, technice użytkowej itd. Kolarskie charakterystyki to natomiast przede wszystkim moc generowana w watach oraz parametry VO2 Max i VLa Max.
Kolarz, czyli człowiek-maszyna
– VO2 Max to pułap tlenowy, możemy powiedzieć: nasz silnik. Albo też: nasz sufit. Nasze możliwości kondycyjne rozumiane są w następujący sposób: jak długo możemy jechać bez długu tlenowego? Taki dług zaczyna się wtedy, gdy musimy już sięgać po rezerwy węglowodanowe. Mówiąc w jeszcze większym uproszczeniu: VO2 Max informuje nas, jak długo możemy „pozostawać w tlenie”, spalać tłuszcze, a nie cukry – wyjaśnia Sylwester Szmyd, kiedyś świetny kolarz, a dziś trener.
VO2 Max kojarzymy z wysiłkiem tlenowym („Oxygen” oznacza tlen), a VLa Max z tym, gdy energię czerpiemy już „z cukrów”, jak mawiają kolarze. Wtedy wysiłek aerobowy przechodzi w wysiłek anaerobowy. Zapotrzebowanie na tlen przekracza jego dostawy, całość musi być mocno uzupełniana glukozą.
– Kolarze, którzy chcą wygrywać Tour de France, muszą mieć bardzo wysoki wskaźnik VO2 Max. Bo TdF to mnóstwo ciężkich podjazdów. Przejście na wysiłek anaerobowy musi wtedy następować późno, ponieważ wiąże się on z dużą produkcją mleczanu, a ten na dystansie zabiera nam energię. Musimy „zmetabolizować” mleczan. Za to ten kolarz, który chce wygrywać sprinty, powinien charakteryzować się wysokim wskaźnikiem VLa Max. On określa, jak szybko i „jak głęboko” możemy sięgnąć do naszych rezerw glikolitycznych, czyli do cukrów (La oznacza „lactate”, mleczan – produkt tego procesu). Możemy powiedzieć, że jest to nasza „eksplozywność”. Zdolność do „zerwania się” na krótkim odcinku – wyjaśnia Sylwester Szmyd.

Fot. Tim de Waele/Getty Images
Wszystko badamy w laboratorium z maską na twarzy i rurką monitorującą nasze oddychanie, a także poprzez próbki krwi. Gdy Sylwester Szmyd zaczynał pracować z polską kolarką Dominiką Włodarczyk, jedną z faworytek do podium kobiecego Tour de France, to słyszał od niej, iż jazda w górach nie będzie jej specjalnością. O tym, że jednak będzie, zawodniczka usłyszała od trenera, gdy ten wrzucił do odpowiednich formuł programu Excel dane z jej sesji treningowych.
Słowem – sport jak z laboratorium. Może dlatego agencje antydopingowe zachowują czujność?
Główne wnioski
- Sprawa testów antydopingowych przeprowadzonych nocą podczas Tour de France stała się wyjątkowo pikantna, ponieważ do ich wykonania potrzebna była, zgodnie z francuskim prawem, zgoda sądu oraz tzw. uzasadnione podejrzenia wobec kolarzy. Sytuacja pozostaje niejasna, ponieważ nie wiemy, co zostało uznane przez sąd za takowe podejrzenia.
- Sytuacja mocno poruszyła świat sportu, ponieważ kolarstwo jeszcze nie tak dawno temu borykało się z wielkim problemem dopingu. Lance Armstrong z powodu dopingu stracił siedem tytułów mistrza Tour de France.
- Kolarstwo to sport, w którym zawodników nierzadko traktuje się jak maszyny. Ich wysiłek bywa opisywany parametrami naukowymi.

