Zondacrypto w polskim kolarstwie. „Nie żałuję. To my, bez grosza przy duszy, mieliśmy ich sprawdzać?”
Kolejne sportowe kluby zrywają współpracę z Zondacrypto. Doniesieniami o możliwym sprzeniewierzeniu znacznych kwot przez tę firmę zajmuje się prokuratura. Marek Leśniewski, prezes Polskiego Związku Kolarskiego, mówi: „My współpracę zakończyliśmy już w styczniu. I pieniądze musimy pożyczać od osób prywatnych”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak trudna jest sytuacja finansowa Polskiego Związku Kolarskiego.
- Jakie wsparcie uzyskał PZKol od firmy Zondacrypto na początku współpracy.
- Jakie duże firmy sportowe współpracowały lub współpracują z Zondacrypto.
We wrześniu ubiegłego roku Marek Leśniewski, prezes PZKol, był w doskonałym nastroju. Młodzi polscy kolarze – juniorzy i juniorki – świetnie walczyli podczas mistrzostw świata w Rwandzie. Zajmowali miejsca w pierwszej dziesiątce, Jan Jackowiak wywalczył brązowy medal w wyścigu ze startu wspólnego.
Co więcej, PZKol po raz pierwszy od dawna miał sponsora, który był gotów na dłuższą współpracę – aż do igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 r. Tym partnerem została firma Zondacrypto, giełda kryptowalut kierowana przez Przemysława Krala.
Zondacrypto jako szansa na przełom
Dla władz PZKol pozyskanie sponsora było dużym wydarzeniem – nie mieli takiego od niemal dekady, od czasu, gdy afery zachwiały Związkiem tak mocno, że stracił i sponsorów, i dotacje Ministerstwa Sportu i Turystyki. Jednocześnie też rósł dług wygenerowany przez koszty przebudowy toru kolarskiego w Pruszkowie.
O sytuacji w PZKol ludzie stamtąd mówili krótko: „Ponad 20 mln złotych długu i komornik na głowie. Wszystko, co do nas trafia, trafia do komornika”.
Kontrakt PZKol z firmą Zondacrypto był ważny również z innego powodu. Pokazywał potencjalnym sponsorom, iż można pomagać polskiemu kolarstwu, a pieniądze nie trafiają w „czarną dziurę długów” – jak mówił prezes Leśniewski, w przeszłości znakomity kolarz, medalista olimpijski. Przy PZKol powstała specjalna fundacja, i to przez nią przechodziły pieniądze na funkcjonowanie operacyjne kadr narodowych. Innym „bypassem” były regionalne związki kolarskie – tamtędy płynęły pieniądze ministerialne niezbędne kolarzom do budowania formy sportowej.

Jak można było usłyszeć w polskim światku kolarskim, przed wspomnianymi na początku tekstu mistrzostwami świata oraz późniejszymi mistrzostwami Europy Zondacrypto wsparła PZKol kwotą większą niż 100 tys. złotych.
– We wrześniu ubiegłego roku, gdy zaczynaliśmy współpracę z Zondacrypto, mówiłem do członków zarządu PZKol: „No ale co my tracimy? Nie jest tak, że będziemy musieli coś oddawać. Wydamy tylko to, co dostaniemy. W prawdziwym pieniądzu”. My nie mamy sztabu prawników, sztabu ekonomistów… Uznałem, że trzeba spróbować. Przecież ta firma współpracowała z wielkimi podmiotami w polskim i europejskim sporcie. W Polsce były to Lechia Gdańsk, Raków Częstochowa czy Pogoń Szczecin. W Europie: Atalanta Bergamo czy Bologna, a także, w koszykówce, AS Monaco. Zondacrypto była sponsorem tytularnym zespołu Kasi Niewiadomej, naszej wielkiej mistrzyni (CANYON//SRAM Zondacrypto). Jeśli oni nie sprawdzali tej firmy, to my mieliśmy to robić? Bez grosza przy duszy? – mówi Marek Leśniewski.

Fot. Grzegorz Momot/PAP
Odwrót od Zondacrypto
Raków Częstochowa w ubiegłym tygodniu zerwał umowę z Zondacrypto, to samo w poniedziałek uczynił koszykarski klub Dziki Warszawa. Prezes tego ostatniego powiedział portalowi WP.pl, że „nie spodziewa się, by kiedykolwiek Dziki odzyskały pieniądze”.
W ubiegły piątek prokuratura regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie ewentualnego sprzeniewierzenia przez firmę Zondacrypto wielkich ilości pieniędzy. W piątek, zgodnie z danymi prokuratury, wartość szkód w sprawie giełdy Zondacrypto wynosiła „nie mniej niż 350 mln złotych”.
– My, jako PZKol, współpracę z firmą Zondacrypto zakończyliśmy pod koniec stycznia, czyli znacznie wcześniej. A nie jesteśmy tak bogaci jak kluby piłkarskie. To ponury żart z tym bogactwem, my przecież nie mamy nic. A jeśli taki związek jak my nie posiada żadnego sponsora i polega tylko na pieniądzach ministerialnych (przelewanych „bypassem”), to może wpaść w kłopoty z płynnością. System działa tak, że o ministerialne środki na dany rok trzeba się starać na początku roku. Nasz pierwszy wniosek został odrzucony ze względów formalnych. Jeśli kolejne zostaną rozpatrzone pozytywnie, to pieniądze otrzymamy w maju. A przecież sportowe imprezy rozgrywane są również wcześniej – mówi Marek Leśniewski.
Prezes zaciąga pożyczkę
W styczniu PZKol mógł jeszcze liczyć na pewną pomoc Zondacrypto, ale pod koniec miesiąca obie strony zawiesiły współpracę.
– I musiałem zacząć mocno drapać się po głowie. Mistrzostwa Europy w kolarstwie torowym odbyły się na początku lutego. Marzec i kwiecień to czas zawodów w Pucharze Świata. Australię opuściliśmy, ale musimy jednak startować, żeby móc uczestniczyć w mistrzostwach świata. A musimy latać daleko: do Hongkongu, do Malezji… Dochodzą do tego zobowiązania wobec międzynarodowych władz kolarstwa. Skończyło się tak, że na wspomnianą już tu fundację zaciągnąłem 400 tys. złotych pożyczek od osób prywatnych. Działam w kolarstwie od lat, znam wielu ludzi, wielu miłośników tego sportu. Zgodzili się. Ja zaryzykowałem, chociaż kilka osób z zarządu wyrażało zdziwienie, że na to idę. Swoje imię wystawiam tu na szwank. Nie użalam się, ale jednak nie tak to chyba powinno wyglądać… – mówi Marek Leśniewski.
Zapytany o to, czy żałuje umowy z Zondacrypto, prezes Leśniewski od razu mówi, że nie.
– Nie żałuję. Nie było zakazu współpracy z firmą Zondacrypto. Pojawiały się pewne… no właśnie, wtedy można było uznać te zdania za insynuacje. A ja jestem wielkim zwolennikiem instytucji domniemania niewinności. Oferty sponsorskie przed MŚ rozesłaliśmy do ponad 10 potencjalnych partnerów, odpowiedziała tylko Zondacrypto… Umowa była dobra: żadnych wirtualnych pieniędzy, tylko te prawdziwe. Pojawiła się szansa na przełom, stabilizację. Ja czasami mówię o sobie tak: może za kolarstwo nie oddałbym życia, ale kolarstwo jest moim życiem. Przecież my w PZKol pracujemy za darmo. Współpraca układała się dobrze, po MŚ byliśmy zadowoleni, obie strony zakładały wspólną drogę do igrzysk w 2028 r. – mówi Marek Leśniewski.
Zasady czy polityka
PZKol jest organizacją biedną i dramatycznie zadłużoną, pytam więc jej prezesa prowokacyjnie, dlaczego współpracę z firmą Zondacrypto zakończył znacznie szybciej niż większe kluby. Może warto było jeszcze powalczyć o pieniądze. Radosław Piesiewicz, szef PKOl, powiedział w poniedziałek, że on nie ma podstaw do zrywania kontraktu z firmą Zondacrypto. Mówił o nagonce na firmę Przemysława Krala.
– Artykuły na temat Zondacrypto stawały się coraz „poważniejsze” i to już był moment, w którym należało myśleć o zasadach. Byliśmy mądrzejsi o trzy miesiące, wcześniej sytuacja wokół firmy nie rysowała się tak niepokojąco. A poza tym – sprawa stała się bardzo mocno polityczna. A my, jako związek, nie funkcjonujemy w próżni – wyjaśnia Marek Leśniewski.
Ostatnie zdanie prezesa PZKol skłania do rozważenia pewnej hipotezy. Związek nie tylko nie funkcjonuje w politycznej próżni, ale wręcz – ponieważ nie posiada żadnego sponsora – w całości musi polegać na dotacjach rządowych, czyli politycznych. Zostając przy firmie Zondacrypto, nie zyskałby rządowych oklasków, łagodnie mówiąc (ze strony rządu padają bardzo mocne słowa na temat giełdy Przemysława Krala).
Główne wnioski
- Firma Zondacrypto, giełda kryptowalut kierowana przez Przemysława Krala, w ostatnich latach bardzo mocno zaangażowała się w sponsorowanie sportu polskiego oraz europejskiego. Podpisywała umowy z PKOl, Lechią Gdańsk, Rakowem Częstochowa czy Atalantą Bergamo. Polska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie sprzeniewierzenia kilkuset milionów złotych, które wpłacili do niej klienci. Kilka sportowych podmiotów zerwało współpracę z giełdą.
- Polski Związek Kolarski, od wielu lat próbujący działać bez wsparcia sponsorów, związał się z firmą Zondacrypto we wrześniu ubiegłego roku. Współpracę chwalił, niemniej w styczniu obie strony ją zawiesiły. Prezes PZKol Marek Leśniewski tłumaczy, że wtedy sytuacja wokół giełdy stała się już zbyt napięta. Ponadto problem stał się przedmiotem gorącego sporu politycznego, w którym, jak się wydaje, PZKol wolał stanąć po stronie rządu – to od niego otrzymuje dotacje.
- Marek Leśniewski zapewnia, że współpracy z Zondacrypto nie żałuje. Nie wiedział o potencjalnych problemach firmy, widział za to, że kontrakty z nią podpisują znacznie bogatsze podmioty. Tłumaczył sobie, że skoro one wchodzą we współpracę, to sytuację musiały dobrze poznać.




