Kategorie artykułu: Kampus XYZ Społeczeństwo

340 proc. wzrostu i tylko 22 rektorki. Dlaczego kobiety wciąż rzadko rządzą uczelniami

Liczba kobiet zarządzających polskimi uczelniami publicznymi zwiększyła się w ostatnich 20 latach o 340 proc. Brzmi dumnie, ale tak naprawdę to wzrost z poziomu zero plus. Dlaczego nadal są uczelnie, gdzie we władzach nie ma ani jednej kobiety?

Prof. Bogumiła Kaniewska, rektor UAM w Poznaniu
Prof. Bogumiła Kaniewska jest pierwszą kobietą rektorem w ponad stuletniej historii Uniwersytetu Adama Mickiewicza (UAM), a także pierwszą kobietą na czele Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP). Fot. PAP

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Kiedy po raz pierwszy w Polsce kobieta stanęła na czele władz uczelni wyższej.
  2. Jakie są dysproporcje w udziale kobiet i mężczyzn na stanowiskach rektorów.
  3. Dlaczego niewielka liczba kobiet we władzach uczelni i tak jest rewolucyjna.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Dzień Kobiet w Nauce będzie dziś w Polsce obchodzony ze sporami w tle. Od wielu miesięcy nauka manifestuje niezadowolenie z wynagrodzeń, niedofinansowania badań, a ostatnio nowej listy czasopism i zmienianych zasad ewaluacji. Oliwy do ognia dolewa pomysł na parytety w nauce. Zmiana jest jednak potrzebna. Bo w całym sektorze kobiet i mężczyzn jest mniej więcej tyle samo, ale nie we władzach.

Czy są więc powody do świętowania? W podzielonym problemami środowisku może się to wydawać nieoczywiste, ale tak. W dostrzeżeniu argumentów pomaga szeroki kąt widzenia. Warto widzieć, jak wiele kobiety osiągnęły w tym sektorze w relatywnie bardzo krótkim czasie współczesnej historii.

Nauka zapóźniona o 600 lat

Nie ma w Polsce drugiego takiego sektora, który nieprzerwanie od 600 lat działa w tej samej hierarchii, według niemal tych samych reguł. Trwalszą i mniej podatną na zmiany hierarchią jest tylko Kościół. Obie struktury przez stulecia zdominowane były przez mężczyzn. Łączy je też odświętna celebra. To fakty.

Najstarszy polski uniwersytet – Jagielloński – działa od XIV w. (1364 r.). W czasach powojennej PRL w Polsce było już ponad 100 uczelni państwowych. I chociaż w Polsce praca kobiet w każdej branży była tym, co odróżniało nasz kraj od wielu państw Zachodu, to pierwsza rektorka w historii kraju objęła to stanowisko dopiero w 1981 r.

Była to prof. Maria Joanna Radomska, która przez dwie kadencje zarządzała Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie.

rektor SGGW prof. Maria Joanna Radomska, inauguracja roku akademickiego, rok 1984. PAP/Longin Wawrynkiewicz
Pierwsza w historii Polski rektorka prof. Maria Joanna Radomska inauguruje na SGGW w Warszawie rok akademicki 1984/1985. Była światowej klasy specjalistką w dziedzinie genetyki i hodowli zwierząt. Na stanowisko rektora została wybrana w 1981 r., mając 56 lat. Nazywano ją „żelazną damą polskiej nauki”. Fot. PAP/Longin Wawrynkiewicz

Ten absolutny precedens nie stał się wówczas niestety normą dla środowiska.

Profesorki przodem!

Na kolejną rektorkę trzeba było czekać ponad 20 lat, gdy w 2005 r. rektorką Uniwersytetu Warszawskiego została prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow.

Gdy się więc spojrzy na długą historię męskiej dominacji w nauce na świecie, to sukcesy kobiet polskiej nauki z ostatnich dwóch dekad robią wrażenie.

Ogółem, w polskim sektorze naukowo-badawczym (B+R) pracuje ok. 115 tys. kobiet, co stanowi 37,6 proc. całej kadry. Nieco lepsze proporcje widać w szkolnictwie wyższym (ok. 45 proc. to naukowczynie). Nie odstajemy od normy globalnej. Raport She Figures 2024 podaje, że na świecie tylko jedna trzecia naukowców to kobiety.

Niestety, w Polsce im wyżej w hierarchii akademickiej, tym reprezentacja kobiet maleje – na poziomie profesorskim kobiety stanowią tylko ok. 28 proc., co bezpośrednio przekłada się na mniejszą pulę kandydatek na wysokie stanowiska we władzach na uczelni, zwłaszcza funkcje rektorskie.

Z danych bazy RADON wynika jednak, że w porównaniu z mężczyznami kobiety częściej zdobywają habilitacje – w 2024 r. po raz drugi z rzędu przewyższyły ich liczbę, osiągając 43 proc. wśród nowych profesorów tytularnych.

Przebić szklany sufit gronostajem

Jesteśmy w trakcie przełomowej kadencji rektorów. Na 130 publicznych uczelni funkcję rektora sprawują 22 kobiety. To wzrost o 57 proc. względem poprzedniej kadencji (14 rektorek) i aż o 340 proc. w skali ostatnich 20 lat. Brzmi wspaniale, chociaż to efekt niskiej bazy – jeszcze w 2005 r., czyli już po wejściu Polski do UE, było ich tylko pięć. Świat nauki sam nazywa to już pełzającą rewolucją.

12 kobiet zarządza uczelniami akademickimi (uniwersytety, politechniki, akademie). 10 stoi na czele uczelni zawodowych (takich jak akademie nauk stosowanych). To oznacza, że tylko w co czwartej szkole wyższej szefuje kobieta.

Krajowy wynik kobiet we władzach poprawia się, gdy do uczelni publicznych dodamy około 210 prywatnych. Na ich czele stoi dziś 50-60 kobiet (ok. 30 proc. rektorów w takich szkołach; w publicznych ten odsetek waha się wokół 20 proc.). Łącznie więc kobiety rektorzy to w Polsce około 24 proc. wśród ogółu szefów uczelni.

Parytety dzielą, ale się przydadzą

Nauka się zmienia. Deklaracji o otwartości na kobiety nie brakuje. Kobieta naukowiec pełni dziś najbardziej chyba prestiżową funkcję w środowisku akademickim – prof. Bogumiła Kaniewska, rektorka Uniwersytetu Adama Mickiewicza (UAM), jest pierwszą kobietą na czele Konferencji rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP). Politechniką Białostocką i Politechniką Koszalińską już kolejną kadencję zarządzają kobiety: prof. Marta Kosior oraz prof. Danuta Zawadzka.

Większy balans płci zdecydowanie zachowują uniwersytety, gdzie kobiet jest więcej, a bywa, że większość, jak na UAM. Na politechnikach standardem jest raczej jedna naukowczyni i czterech, pięciu mężczyzn.

Wciąż jednak są jeszcze uczelnie, gdzie w kilkuosobowych władzach nie ma ani jednej naukowczyni. Całkowicie zdominowana przez mężczyzn na najwyższym szczeblu decyzyjnym jest Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie (AGH). W pięcioosobowym ścisłym zarządzie (rektor plus czterech prorektorów) nie ma kobiety.

Ministerstwo Nauki zapowiedziało, że to się zmieni. Resort przygotowuje zmiany w ustawie, zgodnie z którymi wprowadzi obowiązkowe parytety płci. Plan wprowadzenia wymogu 30 proc. reprezentacji każdej z płci w organach decyzyjnych uczelni stał się punktem zapalnym do kolejnej wielkiej dysputy o nauce. Pojawiły się komentarze, że wymóg jest oderwany od realiów. Naukowcy uważają, że nie wszędzie fizycznie jest aż tyle kobiet spełniających wymagania. W jednym z komentarzy na platformie społecznościowej padł m.in. przykład Rady Instytutu Fizyki Teoretycznej UJ, która składa się z 54 mężczyzn i tylko jednej kobiety. Jak argumentowali komentatorzy, nie ma tam tylu kobiet, by stworzyć parytet 30 procent.

Nawet nie wszystkie kobiety, także te zarządzające uczelniami, są za obligatoryjnymi parytetami. Prof. Marta Kosior-Kazberuk, rektor Politechniki Białostockiej, jedna z zaledwie dwóch kobiet stojących na czele uczelni technicznych w Polsce, nie chce parytetów i sztucznego wyrównywania szans dla kobiet w technicznych dyscyplinach.

Sektor prywatny bardziej podatny?

Dlaczego w sektorze prywatnym nauki jest więcej kobiet? Przez brak źle pojmowanej tradycji. Struktury prywatne są bardziej otwarte na nowoczesne modele zarządzania. Ścieżki awansu często zależą w równym stopniu od pozycji naukowej, co kompetencji menedżerskich. Formalizm hierarchii akademickiej także jest mniejszy, nie zawsze trzeba się wylegitymować tytułem profesora belwederskiego.

Ale już w biznesie badawczo-rozwojowym (B+R, startupy itp.) kobiety znowu stoją w cieniu. Jedynie ok. 27 proc. startupów, jak podaje PAP, ma kobietę w zespole założycielskim. Funkcję prezesa (CEO) sprawują one jeszcze rzadziej. Według raportu The VC Factor: Skills Edition, wśród założycieli startupów jest tylko 10 proc. kobiet.

Ogromna jest też luka w całej Europie w finansowaniu przez fundusze venture capital (VC) między startupami tworzonymi przez kobiety a tymi, które zakładają mężczyźni. Według najnowszego raportu startupy, w których większość zespołu stanowią kobiety, otrzymują średnio o 700 tys. euro mniej na każdą rundę finansowania, wynika z raportu The VC Factor.

Jak podaje Światowe Forum Ekonomiczne, w 2022 r. kobiety otrzymały jedynie 2 proc. całego finansowania VC na świecie.

Główne wnioski

  1. Historyczny postęp: W ciągu 20 lat liczba rektorek w polskich uczelniach publicznych wzrosła o 340 proc. – z 5 proc. w 2005 r. do 22 proc. obecnie. Pierwsza rektorka objęła stanowisko dopiero w 1981 r., a kolejna ponad 20 lat później, bo dopiero w 2005 r. Kobiety stanowią dziś ok. 45 proc. kadry akademickiej, ale tylko 28 proc. profesorskiej.
  2. Aktualne dysproporcje: We władzach uczelni kobiety to 24 proc. rektorów ogółem, przy czym więcej naukowczyń pełni te funkcje w uczelniach prywatnych (30 proc.) niż w publicznych (ok. 20 proc.). Niektóre uczelnie, jak AGH, wciąż nie mają we władzach ani jednej kobiety.
  3. Przyszłe zmiany: Ministerstwo proponuje parytety 30 proc. dla każdej płci we władzach podmiotów naukowych i badawczych. Środowisko naukowe nie jest zgodne co do kierunku tak wprowadzanych zmian. Raporty wskazują jednak na potrzebę dalszego budowania różnorodności w nauce. W Europie kobiety to jedna trzecia naukowców.