PiS stawia na prawicowy radykalizm. Kulisy wyboru Przemysława Czarnka na kandydata na premiera
PiS rozpoczął nowy etap w prekampanii przed wyborami w 2027 roku. Wybór Przemysława Czarnka na kandydata na premiera niesie wiele konsekwencji dla jego partii, ale także sytuacji na prawicy. Przybliżamy przebieg krakowskiego wydarzenia i kulisy decyzji Jarosława Kaczyńskiego o skręcie obozu w prawo.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co zapowiedzieli Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek.
- Co oznacza dla PiS i prawicy wybór Przemysława Czarnka na kandydata na premiera.
- Jakie są kulisy wyboru Czarnka na kandydata i jakie plany miał Mateusz Morawiecki.
Przemysław Czarnek został kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera. W krakowskiej hali „Sokoła” już po raz trzeci ogłoszono nowego kandydata PiS na jeden z najwyższych państwowych urzędów. W 2014 roku ogłoszono tam Andrzeja Dudę kandydatem na prezydenta, a 10 lat później prezydenckim kandydatem w tym samym miejscu został Karol Nawrocki. PiS liczy, że szczęśliwa dla partii hala będzie dobrym omenem dla Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera w 2027 roku.
Zerwanie ze świeżymi kandydatami na rzecz partyjnego harcownika
Jeszcze przed rozpoczęciem wydarzenia w Krakowie obecni wokół hali działacze i dziennikarze spekulowali na temat nazwiska kandydata na premiera z ramienia PiS. Po godzinie 13 pojawiało się już w zasadzie tylko jedno nazwisko: Przemysław Czarnek. Hala bardzo szybko wypełniła się po brzegi. Trzeba uczciwie przyznać, że zabytkowa sala była zdecydowanie zbyt mała dla działaczy, którzy przybyli do Krakowa. Jednak dzięki temu obrazki telewizyjne prezentowały nieprzebrany tłum, a atmosfera na sali była – dosłownie i w przenośni – cały czas gorąca.
Uważni obserwatorzy słów Jarosława Kaczyńskiego zwrócą uwagę, że były minister edukacji nie jest postacią świeżą, ani tym bardziej nieobarczoną rządami Prawa i Sprawiedliwości. Czarnek również nie uosabia postaci, która może połączyć zwaśnioną partię ponad podziałami. Były wojewoda lubelski jest wszakże czołową postacią frakcji tzw. „maślarzy”, czyli polityków popierających skręt PiS w prawo, czyli na pole bezpośredniej konkurencji z Konfederacją Mentzena i Bosaka oraz Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Zarazem już kilka tygodni temu Czarnek ogłosił objazd kraju w ramach cyklu „Zmień nasze zdanie” wraz z Patrykiem Jakim i Tobiaszem Bocheńskim – sprzyjającymi mu politykami z wspominanej już frakcji „maślarzy”. Co jednak ciekawe, Czarnek nie pojawił się na żadnym ze spotkań, choć firmował je swoim nazwiskiem. Jednak po „koronacji” na premiera, taki stan rzeczy najpewniej ulegnie zmianie.
Kandydatury samorządowców zasłoną dymną
Przypomnijmy również, że w ostatnich dniach na giełdzie nazwisk pojawiały się różne nazwiska, wśród których regularnie pojawiał się także Czarnek. Sceptycy jednak uważali, że prezes Jarosław Kaczyński postawi – tak jak w przypadku Andrzeja Dudy czy Karola Nawrockiego – na świeżą, nieobarczoną negatywnym sentymentem postać. Spekulowało się o samorządowcach, m.in. prezydencie Stalowej Woli Lucjuszu Nadbereżnym, prezydencie Otwocka Jarosławie Margielskim czy prezydencie Chełma Jakubie Banaszku.
Prezes PiS postanowił jednak zmienić kurs. Nigdy wcześniej nie był w takim stopniu zagrożony przez prawicową konkurencję. Kaczyński wie, że deklaracje o samodzielnych rządach PiS to mrzonki. Wybór Czarnka ma spełniać dwie funkcje. PiS ma nawiązać skuteczną walkę o bardziej prawicowego wyborcę, a z kolei sam Czarnek ma być akceptowalnym kandydatem na premiera dla Konfederacji czy Korony.
Kaczyński wezwał do jedności w partii
Prezes PiS Jarosław Kaczyński w przemówieniu otwierającym konwencję partii ogłosił, że od teraz regularnie będą odbywały się partyjne spotkania. Były premier w krótkim jak na swoje standardy przemówieniu skupił się na krytyce rządu Donalda Tuska, a także wracał pamięcią do gabinetów przewodzonych przez Beatę Szydło i Mateusza Morawieckiego.
– Myśmy potrafili stworzyć bardzo dobre rządy. (...) Pani premier Beaty Szydło i pana premiera Mateusza Morawieckiego. (...) Te rządy, proszę państwa, dały sobie radę – deklarował Kaczyński.
Szczególną estymą działacze i sympatycy zgromadzeni w hali „Sokoła” obdarzyli obecną europosłankę Beatę Szydło. Widownia nagrodziła byłą premier gromkimi okrzykami „Beata, Beata!”.
Jarosław Kaczyński, który zapowiedział jedność obozu PIS, szybko zachęcił także do skandowania „Mateusz, Mateusz” na cześć Mateusza Morawieckiego.
– Musimy iść razem wszyscy! – wzywał do jedności prezes PiS.
Dla byłego premiera i jego otoczenia to trudny test na zachowanie jedności. Frakcja związana z Mateuszem Morawieckim, czyli tzw. harcerze, zdecydowanie przegrała. Morawiecki, który forsował bardziej centrowy, nastawiony na agendę rozwojową kierunek PiS, został w partii zmarginalizowany. Na razie jednak nie planuje radykalnych ruchów, o czym zapewnia źródło XYZ z Prawa i Sprawiedliwości.
Premier in spe?
Najpierw jednak warto odnotować entuzjastyczne przyjęcie Przemysława Czarnka przez partyjny aktyw. Zanim doszedł do głosu, publiczność przez kilka minut gromko wiwatowała „Przemysław, Przemysław!”.
Choć hala „Sokoła” była dla PiS miejscem szczęśliwym, to pierwsze przemówienia Andrzeja Dudy czy Karola Nawrockiego furory nie zrobiły. Wydaje się, że pierwsze wystąpienie Czarnka w nowej roli wzbudziło większy entuzjazm zgromadzonych na sali niż kandydatów na prezydenta. Trudno zarazem jednak wyróżnić coś, co zostanie w głowach słuchaczy na dłużej.
Czarnek bowiem mówił o wszystkim, o czym posłowie partii mniej lub bardziej intensywnie mówią od tygodni. Była tradycyjna krytyka rządu, m.in. za unijny program SAFE, któremu PiS rytualnie się sprzeciwia.
– Pani Sobkowiak-Czarnecka przyznała to wprost. Nie wiemy, ile musimy oddać z tego [pieniądze z SAFE – red.] Ukrainie – ostrzegał Czarnek.
Sama Magdalena Sobkowiak-Czarnecka szybko sprostowała słowa Czarnka. SAFE bowiem nie zakłada dzielenia się funduszami z Ukrainą, o czym rządowa pełnomocniczka programu mówiła w Telewizji Republika.
Czarnek także dość zaskakująco krytykował brak wsparcia dla Polaków pozostałych w Dubaju i na Bliskim Wschodzie.
– „Sugeruję kontakt w Departamencie Turystyki w Dubaju”. No matko kochana! Wyobrażacie sobie państwo teraz tego Polaka, głodnego, biednego. (...) To jest obraz państwa nędznego, które zostawia Polaka w potrzebie. A pamiętacie jak było, kiedy my musieliśmy ewakuować Polaków czy z Afganistanu, czy z Izraela? Mówili o nas, pisali do Mateusza Morawieckiego. Jens Stoltenberg pisał: „Można się uczyć od Polski". Polska była pierwsza, tylko to było kiedyś. To było kiedyś – kpił z rządu Czarnek.
Czarnka troska o zwykłych Polaków i węgiel
Padło również wiele pełnych przejęcia deklaracji o losy zwykłych Polaków.
– Normalny zwykły Polak to pielęgniarka, świetnie wykształcona na naszych uczelniach medycznych. (...) Polak normalny to jest, szanowni państwo, lekarz, który idzie na kolejny dyżur po to, żeby ratować życie. (...) Polak normalny to jest kierowca, kolejarz, który łączy Polskę – głosił Czarnek, który w Krakowie świetnie wczuł się w rolę ludowego trybuna.
Na tym zresztą się nie zatrzymał.
– Polak to jest przedsiębiorca, który codziennie rano, wieczorem, w nocy nieraz zastanawia się, jak dalej utrzymać tę firmę. (...) Polak normalny, zwykły to jest mama i tata, babcia i dziadek – kontynuował wzniecając co rusz wiwaty publiczności.
Czarnek zebrał także gromkie oklaski za deklarację stanowczej walki z ETS2 i odnawialnymi źródłami energii.
– Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych OZE-sroze dofinansowanych z dopłatami. My mamy nasz miks węglowy, bo my mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich. My mamy nasz węgiel! – nie pozostawił wątpliwości Czarnek.
To kolejna „szpilka” wycelowana w Mateusza Morawieckiego, który zgodził się na przyjęcie Zielonego Ładu. Również za jego rządów dokonano rekordowych inwestycji w OZE, o czym przypomniał dziennikarz Jakub Wiech.
PiS jak kolej dużych prędkości
Co jednak istotne, w przemówieniu Czarnka pojawiły się elementy wzywające do partyjnej jedności. Tym razem wygrała metafora kolejowa.
– Wsiadamy do tego znakomicie naoliwionego, znakomicie przygotowanego pociągu szybkich prędkości, polskiego pociągu szybkich prędkości. (...) Kierownikiem pociągu jest i będzie pan prezes Jarosław Kaczyński – Czarnek nie zapominał o wciąż nadrzędnej roli prezesa Kaczyńskiego.
Nowy kandydat na premiera zarazem deklarował, że w PiS zmieszczą się wszyscy.
– W tym pociągu wszyscy mają swoje miejsce. Całe Prawo i Sprawiedliwość – deklarował Czarnek.
W kategoriach programowych novum zabrakło. Dziś na nowe 500+ za bardzo jednak miejsca nie było. Głównym celem konwencji w oczach Jarosława Kaczyńskiego było scementowanie partii. Nic za to tak nie cementuje partii, jak podkręcenie polaryzacji przeciwko rządowi. Czarnek w tę rolę wszedł od razu bez zbędnej dyplomacji.
O pustych łbach i czterech pancernych z psieckiem
– Więc jak jestem zakuty łeb i wy wszyscy, to mówimy do Tuska: „pusty łbie”. Bo lepiej być zakutym niż pustym – odpowiedział Tuskowi Czarnek, co wzbudziło serię niemal najgłośniejszych tego dnia oklasków.
Czarnek wszedł także w tematy światopoglądowe, z czego zresztą stał się znany już kilka lat temu, jeszcze jako wojewoda lubelski. W kwestii ustawy o osobie najbliższej Czarnek uderzył najbardziej polaryzujące i obraźliwe tony.
– To jak to nie jest małżeństwo, to ja się pytam tych kolegów z tej pseudokonserwatywnej partii, to dlaczego nie trzech chłopów? Rozmachu więcej, nowoczesności! – ironizował Czarnek.
Po czym zakpił z „nowego modelu rodziny”.
– Czterech pancernych i psiecko – czym wzbudził powszechną wesołość na sali.
Ukraina: tak, Zełenski: nie
Czarnek kończył mocną krytyką wymierzoną głównie w Wołodymyra Zełenskiego.
– Będziemy dalej pomagać Ukrainie, ale żądamy szacunku. Żądamy szacunku od pana Zełenskiego, od władz Ukrainy. Będziemy pomagać, jeśli we władzach Ukrainy będziemy mieli partnera. Partnera, a nie bezczelność – stanowczo deklarował Czarnek.
I choć nie przyznał tego wprost, to była to także zawoalowana krytyka Mateusza Morawieckiego oraz Andrzeja Dudy, którzy utrzymywali dobre stosunki z ukraińskim rządem. Morawiecki otrzymał kolejny, subtelny cios.
– Robimy szturm w walce o Polskę! – zakończył Czarnek i ponownie wezwał do jedności w partii.
Długo trwały wiwaty i oklaski na cześć Przemysława Czarnka. Być może jednak głośniej wybrzmi to, czego nie było słychać, czyli zwolenników „miękkiego” kursu pod wodzą Morawieckiego.
Wybór Czarnka z myślą o prawicowej koalicji
Wybór Czarnka niesie bowiem głębokie konsekwencje dla całego obozu. Kaczyński wybrał PiS prące w stronę radykalizmu i licytację z Konfederacją oraz Koroną. Taka decyzja najprawdopodobniej tylko zaostrzy walkę po prawej stronie sceny politycznej. Trudno przesądzić jeszcze, jakie będą tego rezultaty. Czy Przemysław Czarnek odzyska część wyborców utraconych na rzecz przede wszystkim Korony?
Należy również pamiętać, że choć wybór Czarnka jest zorientowany na walkę o prawicowego wyborcę, to zarazem jest to – paradoksalnie – gest w stronę konkurentów z prawej strony. Czarnek jest bowiem bliższy ideowo konfederatom czy braunistom niż ktoś bliższy dawnemu zakonowi PC, czy zwłaszcza Mateuszowi Morawieckiemu.
Co przekonało Jarosława Kaczyńskiego do postawienia na Czarnka? Według naszego informatora z PiS wybór prezesa podyktowany jest politycznym pragmatyzmem.
– W wyborze Czarnka nie chodzi stricte o partię. Ważniejsza jest przyszła koalicja z prawicowymi konkurentami – mówi działacz PiS.
Dodaje również, że decyzja do samego końca pozostawała w tajemnicy.
– Zapadła na początku tygodnia. Prezes Kaczyński poinformował o niej tylko Mariusza Błaszczaka i samego zainteresowanego. Nie chciał informować innych wiceprezesów, aby uniknąć przecieków – opisuje polityk w rozmowie z XYZ.
Morawiecki był o krok od wyjścia z partii?
Gdzie w tej układance był Mateusz Morawiecki?
– Były premier dostał jedynie informację, że tym kandydatem nie będzie on sam. Gdyby prezes postawił na Bocheńskiego, to Morawiecki już w piątek ogłosiłby wyjście z PiS wraz ze swoimi ludźmi – mówi nam polityk.
W piątek 6 marca Mateusz Morawiecki zorganizował w Warszawie własne wydarzenie, na którym zaprezentował strategię „ dla nowoczesnej gospodarki”. Według naszego rozmówcy to wówczas Morawiecki miał ogłosić odejście.
– To się ostatecznie nie wydarzyło, bo wybór nie padł na Bocheńskiego. Taka decyzja byłaby dla Morawieckiego upokorzeniem. Na razie Morawiecki akceptuje kandydaturę Czarnka – kwituje działacz Prawa i Sprawiedliwości.
Czy taki stan będzie trwały? Tego nie wiemy. Jedno jednak jest pewne. Dzisiejsze ogłoszenie otwiera nową dynamikę nie tylko w PiS, ale na całej scenie politycznej.
Główne wnioski
- Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie wyznaczyło Przemysława Czarnka na kandydata na premiera w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Decyzja ta oznacza wyraźny zwrot partii w stronę radykalnej prawicy i próbę podjęcia bezpośredniej rywalizacji o elektorat z Konfederacją i Koroną. Prezes Jarosław Kaczyński uznał ten krok za konieczny ze względu na rosnące zagrożenie ze strony prawicowej konkurencji politycznej.
- Wybór nowego kandydata wiąże się z głęboką marginalizacją frakcji Mateusza Morawieckiego wewnątrz struktur partyjnych. Przemysław Czarnek podczas swojego wystąpienia otwarcie krytykował dotychczasowe działania byłego premiera w obszarach polityki klimatycznej oraz relacji dyplomatycznych z Ukrainą. Zarazem centrowa wizja rozwoju PiS poniosła porażkę na rzecz zaostrzenia ogólnego kursu.
- Głównym motywem decyzji Kaczyńskiego według naszego informatora jest pragmatyzm polityczny oraz przygotowanie gruntu pod ewentualną koalicję z mniejszymi ugrupowaniami prawicowymi. Mateusz Morawiecki na razie zaakceptował nową sytuację i zrezygnował z wcześniejszych planów opuszczenia partii. Nie wiadomo jednak czy taki stan będzie trwały.


