Blokada nie przeszkadza „flotylli cieni”. Chiny i Iran korzystają na wojnie w Zatoce Perskiej
Podczas gdy większość krajów Zatoki Perskiej po wybuchu wojny musiała niemal wstrzymać eksport surowców, Iran powiększa ich sprzedaż. Perska ropa trafia do Chin dzięki irańskiej „flocie cieni". Jak Pekin i Teheran korzystają na amerykańsko-izraelskiej inwazji?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak Iran wykorzystuje wojnę do zwiększenia eksportu ropy do Chin, omijając zachodnie sankcje.
- Dlaczego Chiny są jedynym mocarstwem, które faktycznie korzysta na kryzysie w Zatoce Perskiej – zarówno energetycznie, jak i politycznie.
- Jak blokada Cieśniny Ormuz uderza w gospodarki azjatyckie – od Indii po Japonię – i jakie środki kryzysowe wprowadzają poszczególne rządy.
2 marca irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ogłosił światu, że zamyka Cieśninę Ormuz. Teheran zagroził, że „podpali” każdy statek, który spróbuje przepłynąć tym strategicznym szlakiem. Decyzja zapadła po tym, jak 28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran, przeprowadzając zmasowane naloty i zabijając najwyższego przywódcę kraju – ajatollaha Alego Chameneiego.
Przed wybuchem konfliktu przez Cieśninę Ormuz, przez którą prowadzi droga do Zatoki Perskiej, przepływała ponad jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu. Dziś żegluga tym strategicznym szlakiem niemal ustała. Według firmy analitycznej Kpler śledzącej globalne przepływy surowców energetycznych ruch tankowców spadł o ponad 90 proc. Setki statków stoją na kotwicy po obu stronach cieśniny.
Iran prowadzi tymczasem ataki przeciwko amerykańskim i izraelskim celom w regionie, a także sąsiednim krajom eksportującym ropę.
Trump zachęca, ataki trwają
Szef Dowództwa Centralnego USA admirał Brad Cooper stwierdził, że do 3 marca Amerykanie zniszczyli co najmniej 17 irańskich okrętów. Oświadczył, że na wodach Zatoki Arabskiej, Cieśniny Ormuz ani Zatoki Omańskiej nie ma ani jednego irańskiego statku. Prezydent USA Donald Trump zachęca armatorów, aby nadal wysyłali tankowce i kontenerowce do regionu.
– Te statki muszą przepłynąć przez Cieśninę Ormuz i wykazać się odrobiną odwagi – powiedział Trump w poniedziałkowym wywiadzie z Fox News.
Jednak fakty pokazują, że odwaga nie wystarczy. Mimo amerykańskich oświadczeń w Zatoce trwają ataki na statki. W środę dwie irańskie rakiety trafiły masowiec Mayuree Naree należący do tajskiej firmy Precious Shipping. Statek opuścił port w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i kierował się do Indii. Irańska armia oświadczyła, że otworzyła ogień, gdy kapitan zignorował ostrzeżenia. Atak zniszczył maszynownię, a większość załogi opuściła pokład i została ewakuowana przez omańską marynarkę. Wśród zaatakowanych jednostek znalazły się też tankowce pływające pod banderami Palau, Malty oraz Wysp Marshalla. Dosięgły ich irańskie drony i rakiety.

Teheran powiększa eksport
Iran, kontrolując cieśninę za pomocą dronów i min, zablokował eksport surowców swoim sąsiadom. Tymczasem irańska ropa nadal wartkim nurtem płynie do Chin. Teheran i Pekin korzystają więc z trwającego kryzysu.
Jak podają analitycy banku Goldman Sachs, całkowity ruch naftowy przez cieśninę spadł z 20 mln baryłek dziennie przed wojną do zaledwie 1,6 mln w pierwszym tygodniu marca. Ale ilość ropy wywożonej z Iranu od początku miesiąca nieco wzrosła. Według firmy Kpler w lutym tankowce wywoziły stamtąd 2 miliony baryłek dziennie. W ostatnich sześciu dniach było to 2,1 mln.
Po wybuchu wojny Iran powiększył eksport ropy do Chin.
Spośród nielicznych tankowców, których załogi odważyły się przepłynąć przez ostrzeliwaną cieśninę, znaczna część należy do tzw. floty cieni. Statki te przewożą objętą sankcjami ropę z Iranu, a poza nim także z Rosji i Wenezueli. Tradycyjni eksporterzy – w tym Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Irak, Kuwejt i Bahrajn – są sparaliżowani, podczas gdy Irańczycy stale pompują swój surowiec na rynek.
Irańska „flotylla cieni"
Teheran ma całe dekady doświadczeń w omijaniu zachodnich sankcji. W transporcie tamtejszej ropy uczestniczy prawie 400 tankowców. Statki „floty cieni” często wyłączają transpondery AIS, czyli system automatycznej identyfikacji służący do śledzenia ich pozycji. Stosują też techniki fałszowania sygnału, zmieniając informacje o swoich pochodzeniu i pozycji. Ładunki są zwykle przyjmowane w pobliżu irańskiej wyspy Chark. Następnie przeładowuje się je ze statku na statek na wodach u wybrzeży Omanu, Malezji albo w Zatoce Omańskiej. Ładunki są tam rejestrowane jako ropa z innych źródeł i trafiają na międzynarodowe rynki. Statki uczestniczące w procederze często zmieniają nazwy i bandery. Są zarejestrowane na spółki-słupy w miejscach takich jak ZEA i Hongkong. Szacuje się, że sieć przemytnicza przed wojną przynosiła Teheranowi od 25 do 30 mld dolarów rocznie. Teraz zapewnia Korpusowi Strażników Rewolucji fundamentalne źródło finansowania.
Ogromne zniżki
Indyjski kanał telewizyjny CNN-News18, powołując się na źródła w indyjskim wywiadzie, poinformował w środę, że Pekin wynegocjował duże zniżki na irańską ropę. Za baryłkę Chińczycy mają płacić od 8 do 12 dolarów poniżej ceny rynkowej. W skali roku oszczędności mogą więc sięgać miliardów dolarów. Podobnie jak wojna Rosji z Ukrainą, tak wojna USA i Izraela z Iranem zapewniły Pekinowi dostęp do tańszej niż wcześniej energii. Dla Iranu to nadal żyła złota, nie ma zresztą zbyt wielu alternatyw. Przed wojną od 80 do 90 proc. irańskiego surowca trafiało za Wielki Mur.
Podobnie jak wojna Rosji z Ukrainą, tak wojna USA i Izraela z Iranem zapewniły Pekinowi dostęp do tańszej niż wcześniej energii.
Chiny w ciągu ostatnich dziesięciu lat konsekwentnie budowały jednak narodowe rezerwy ropy, które szacuje się dziś na ponad 1,2 mld baryłek. Pekin zdywersyfikował też dostawy, zwiększając import rurociągami z Rosji i Kazachstanu.
Pekin wzywa do pokoju
Chiny są jednym z nielicznych krajów, które otwarcie potępiły amerykańsko-izraelską inwazję na Iran. Minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi wezwał do przerwania działań zbrojnych i zarzucił Waszyngtonowi naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych.
– To była wojna, która nie powinna była się wydarzyć – jest to wojna, która nikomu nie przynosi korzyści – oświadczył 8 marca Wang.
Podobne wezwania do zakończenia operacji wystosowała Rosja.
Chiny, które utrzymują bazę swojej marynarki w pobliskim Dżibuti, powstrzymują się jednak od zbrojnego zaangażowania. Ich statki korzystają jednak z przychylności Irańczyków wobec chińskiej bandery. W ubiegłą sobotę masowiec Sino Ocean, pływający pod banderą liberyjską, bez przeszkód przepłynął przez Cieśninę Ormuz. Nadał wcześniej sygnał z informacją, że należy do chińskiego właściciela i ma na pokładzie załogę złożoną z Chińczyków.
Paliwowe kłopoty Azjatów
Tymczasem gospodarki Azji przygotowują się na wstrząs energetyczny. Rządy od Delhi po Tokio wprowadziły w ostatnich dniach ograniczenia w zużyciu paliwa i nakazują obywatelom, aby nie gromadzili zapasów. W niektórych krajach pod stacjami benzynowymi ustawiają się kolejki.
Indie, drugi co do wielkości importer gazu płynnego na świecie, w specjalnym trybie nakazały rafineriom zwiększenie produkcji na potrzeby krajowe. Ograniczono też dostawy do przemysłu. Najbardziej dotknięci zakłóceniami są właściciele restauracji i hoteli, którzy obawiają się, że będą musieli zamykać lokale z powodu braków gazu do gotowania. Indie sprowadzają z zagranicy ponad połowę zużywanego tam LPG. Władze wprowadziły priorytetowe dostawy dla szkół i szpitali.
Korea Południowa po raz pierwszy od blisko trzech dekad planuje wprowadzić limity cenowe na paliwa. Prezydent Lee Jae-myung ogłosił ten krok podczas nadzwyczajnego posiedzenia rządu. Jak stwierdził, kryzys wywiera ogromną presję na gospodarkę kraju głęboko uzależnionego od handlu zagranicznego i importu energii. Trwają też kontrole na stacjach benzynowych, a władze w Seulu badają możliwości dywersyfikacji źródeł importu energii.
Z kolei Japonia ogłosiła, że zamierza uwolnić część swoich strategicznych rezerw ropy, aby wesprzeć rafinerie i ustabilizować ceny. Premier Sanae Takaichi zapowiedziała ten krok, powołując się na „wyjątkowo wysoką zależność" kraju od Bliskiego Wschodu. Japonia pozyskuje tamtędy około 70 proc. swojego importu ropy, głównie przez Cieśninę Ormuz. Takaichi zapowiedziała poszukiwanie alternatywnych źródeł dostaw.
Kraje Azji regulują dostawy ropy i gazu, oszczędzają energię i poszukują alternatywnych źródeł dostaw.
Premier Tajlandii Anutin Charnvirakul nakazał urzędnikom państwowym oszczędzanie energii. Zawieszono podróże zagraniczne pracowników administracji, w biurach wyłączono windy, a temperaturę klimatyzacji w urzędach podniesiono do 27 stopni Celsjusza. Tajlandia planuje zamrozić ceny gazu do gotowania do maja i zachęca konsumentów do korzystania z alternatywnych źródeł energii, w tym biopaliw. Minister energii zapewnił jednak, że azjatyckie królestwo nie stoi w obliczu kryzysu paliwowego. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa dłużej niż 90 dni, rząd ma wprowadzić „dodatkowe środki”.
Filipiny, które muszą importować prawie całą swoją ropę, wprowadziły w urzędach czterodniowy tydzień pracy. Ograniczono też korzystanie z wind, a klimatyzację ustawiono na minimalną temperaturę 24 stopni Celsjusza.
Wietnamskie ministerstwo handlu zaleciło firmom wprowadzenie pracy zdalnej, aby ograniczyć zapotrzebowanie na paliwa. Wietnam rozważa też zniesienie ceł na import paliw, aby obniżyć rosnące ceny.
Kruche rezerwy
Japoński Instytut Badawczy Nomura podał w tym tygodniu szacunkową liczbę dni, na którą poszczególnym azjatyckim krajom wystarczy zapasów ropy. Wynika z nich, że rozwinięte państwa są w znacznie lepszej sytuacji niż gospodarki rozwijające się. Według analityków Tokio dysponuje rezerwami na ponad osiem miesięcy krajowego zużycia. Niewiele krócej – siedem miesięcy – bez dostaw surowca wytrzymałaby gospodarka Korei Południowej. Jednak Filipiny mają zapasy tylko na dwa miesiące, zaś Indie i Indonezja – zaledwie na nieco ponad trzy tygodnie.
Główne wnioski
- Iran jest jedynym producentem ropy na Bliskim Wschodzie, który nie tylko nie ucierpiał na blokadzie Cieśniny Ormuz, ale wręcz zwiększył eksport. Skierował go do Chin, używając do tego liczącej ok. 400 tankowców „flotylli cieni”. Persowie zarabiają na tym szlaku dziesiątki miliardów dolarów w skali roku. Ułatwia to finansowanie irańskiej armii.
- Chiny czerpią z kryzysu podwójną korzyści: kupują irańską ropę po okazyjnych cenach i uzupełniają swoje rezerwy strategiczne, a jednocześnie prezentują się jako obrońca prawa międzynarodowego.
- Tymczasem kryzys energetyczny po ograniczeniu dostaw ropy i gazu ziemnego z Bliskiego Wschodu najmocniej uderza w rozwijające się gospodarki Azji. Filipiny i Indie dysponują rezerwami ropy jedynie na kilka tygodni. Tymczasem perspektywa ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz pozostaje niepewna.


