Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Miasta walczą o siedzibę ESA. Oto ich kluczowe argumenty

Osiem polskich aglomeracji walczy, by to na ich terenie została zbudowana siedziba nowego centrum badawczego Europejskiej Agencji Kosmicznej. W czasie debaty w redakcji XYZ ich przedstawiciele nie tylko zachwalali walory swoich miast, ale także analizowali potencjalne korzyści dla całej polskiej gospodarki i nauki.

Uczestnicy debaty w redakcji XYZ (od lewej): Paweł Orłowski, prezes InvestGDA (Gdańskiej Agencji Rozwoju Gospodarczego), Jacek Bielawski, dyrektor operacyjny w spółce Kraków Nowa Huta Przyszłości, Maciej Fijałkowski, sekretarz m.st. Warszawy, Katarzyna Mokrzycka, dziennikarka XYZ, Radosław Michalski, dyrektor Departamentu Marki Miasta z Urzędu Miasta Wrocławia, Mateusz Sipa, dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego i Współpracy Międzynarodowej z Urzędu Miasta Łodzi, Paweł Pacek, członek zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego. Fot. J. Kuźmiński, XYZ.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego czołowe polskie aglomeracje walczą o zlokalizowanie u siebie nowego centrum badawczego Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz jakie korzyści dla krajowej gospodarki może przynieść ta inwestycja.
  2. Czym różnią się oferty poszczególnych miast startujących w wyścigu.
  3. Jakie systemowe bariery i luki w państwowej strategii stanowią największe zagrożenie dla rozwoju sektora kosmicznego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W jednym z polskich miast ma stanąć nowe centrum badawczo-rozwojowe Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Lokalizację zarekomenduje polski rząd, ale ESA musi się na nią zgodzić. Z grubsza tylko wiadomo, że ośrodek w Polsce ma się zająć technologiami obronnymi. Dokładny zakres przyszłych prac i badań nie został wskazany. To otwiera dodatkowe pole do popisu dla miast, które starają się, by to u nich ESA ulokowała swoje centrum.

Dlaczego samorządom tak na tym zależy? Co mogą zaoferować, będąc lokalizacją dla centrum badawczo-rozwojowego sektora kosmicznego? Czy zdecyduje najlepszy pomysł regionu na siebie, czy raczej siła zaplecza infrastrukturalnego, naukowego i instytucjonalnego?

O tym, jak rozegrać tę rywalizację z korzyścią dla miast i całej gospodarki, dyskutowali podczas debaty XYZ przedstawiciele Gdańska, Łodzi, Krakowa, Warszawy i Wrocławia. Głosy metropolii studził ekspert związku firm z sektora kosmicznego.

Dlaczego inwestycja ESA jest taka ważna?

Czy ulokowanie nowego ośrodka badawczego ESA w Polsce ma być dowodem na wystarczające kompetencje i zasługi polskiego sektora dla europejskiej branży kosmicznej, czy przeciwnie – dać polskim firmom szansę na wejście do ligi światowej?

Wszyscy uczestnicy zgadzają się, że sektor kosmiczny w Polsce ma już za sobą etap początkowy. Teraz potrzebuje impulsu, by wejść na wyższy poziom rozwoju.

Jak wskazuje Radosław Michalski, dyrektor Departamentu Marki Miasta Urzędu Miasta Wrocławia, chodzi o rządową inwestycję w akcelerację przemysłu, który już funkcjonuje – rozwija się, ale przede wszystkim realnie działa.

To jest pierwsza inwestycja o tak cywilizacyjnym znaczeniu, którą widzimy nie tylko na gruncie lokalnym, ale w celach stawianych przez polski rząd. To bardzo przyszłościowy projekt, ukazujący zmianę w myśleniu o polskiej gospodarce, nauce, o tym wszystkim, co Polska może zaoferować Europie.

Radosław Michalski dyrektor Departamentu Marki Miasta z Urzędu Miasta Wrocławia

– To jest pierwsza inwestycja o tak cywilizacyjnym znaczeniu, którą widzimy nie tylko na gruncie lokalnym, ale w celach stawianych przez polski rząd. To bardzo przyszłościowy projekt, ukazujący zmianę w myśleniu o polskiej gospodarce, nauce, o tym wszystkim, co Polska może zaoferować Europie. Każde z reprezentowanych miast może wskazać firmy z sektora kosmicznego i obronnego działające na swoim terenie. Każde dysponuje też zapleczem projektów uczelnianych związanych z działalnością Europejskiej Agencji Kosmicznej i eksploracją kosmosu – mówi Radosław Michalski.

Przedstawiciel Wrocławia podkreśla, że projekt należy traktować jak inwestycję, która powinna przynieść stopę zwrotu rządowi, a pośrednio także regionowi, w którym powstanie.

– Możemy mówić nie tylko o miastach, ale o potencjale Polski. Intelektualnym i kreatywnym, widocznym w startupach, nauce i firmach sektora kosmicznego – dodaje Michalski.

Paweł Orłowski, prezes InvestGDA (Gdańskiej Agencji Rozwoju Gospodarczego), wskazuje, że większe zaangażowanie ESA i powstanie ośrodka w Polsce mogą przyspieszyć transfer wiedzy i technologii.

Polski sektor kosmiczny nie jest jeszcze tak rozwinięty, jak w niektórych krajach europejskich. Jest to zatem szansa na wejście przemysłu kosmicznego na wyższą półkę, a także na znacznie większe zaangażowanie naszych ośrodków naukowych. (...) Uważam, że kolejne inwestycje ESA w Polsce to element naszej misji dziejowej. Mamy szansę, by silnie zaznaczyć miejsce Polski w tej dziedzinie

Paweł Orłowski prezes InvestGDA (Gdańskiej Agencji Rozwoju Gospodarczego)

– Polski sektor kosmiczny nie jest jeszcze tak rozwinięty, jak w niektórych krajach europejskich. Jest to zatem szansa na wejście przemysłu kosmicznego na wyższą półkę, a także na znacznie większe zaangażowanie naszych ośrodków naukowych – mówi Paweł Orłowski.

Dziejowa misja wymaga dziejowych decyzji

Jego zdaniem rynek kosmiczny często stereotypowo sprowadzamy do wystrzelenia rakiety w kosmos.

– A przecież to jest ogromny rynek związany z wieloma dziedzinami gospodarki, jak łączność, komunikacja, nawigacja, monitoring środowiskowy, przestrzenny, różnego rodzaju technologie satelitarne. Uważam, że kolejne inwestycje ESA w Polsce to element naszej misji dziejowej. Mamy szansę, by silnie zaznaczyć miejsce Polski w tej dziedzinie – mówi Paweł Orłowski.

Żeby to się udało, nie wystarczy jednak tylko zaangażowanie miast. Potrzebna jest spójna polityka państwa, podkreślają przedstawiciele samorządów.

Potrzebujemy strategii, jednoznacznego planu działania i konsekwentnego wdrażania tych planów. Z perspektywy biznesu ten rynek wciąż jest bardzo ryzykowny i wymaga dużych nakładów. Dlatego kluczowe są instrumenty finansowe wspierające komercjalizację technologii, a firmy muszą wiedzieć, czego mogą się spodziewać w kolejnych latach.

Jacek Bielawski dyrektor operacyjny w spółce Kraków Nowa Huta Przyszłości

– Potrzebujemy strategii, jednoznacznego planu działania i konsekwentnego wdrażania tych planów. Z perspektywy biznesu ten rynek wciąż jest bardzo ryzykowny i wymaga dużych nakładów. Dlatego kluczowe są instrumenty finansowe wspierające komercjalizację technologii. Firmy muszą wiedzieć, czego mogą się spodziewać w kolejnych latach – uważa Jacek Bielawski, dyrektor operacyjny w spółce Kraków Nowa Huta Przyszłości.

Paweł Pacek, członek zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego, podkreśla, że punktem wyjścia powinna być rządowa strategia dla sektora kosmicznego. To do niej dostosowywane będą decyzje inwestycyjne.

– Nie mamy Krajowego Programu Kosmicznego, więc trzeba jasno określić, do czego zmierzamy w rozwoju technologii kosmicznych. Dopiero potem powinniśmy wybierać lokalizację, która najlepiej wpisuje się w tę strategię – mówi Paweł Pacek.

Silnik rakietowy przyda się w kilku obszarach

Paweł Pacek zwraca uwagę, że Europejska Agencja Kosmiczna od ponad dekady jest ważnym partnerem dla polskich firm. Dziś jednak model tej współpracy powinien ewoluować.

– Nasze firmy wchodzą w etap komercjalizacji, kończy się faza badawczo-rozwojowa. Coraz mniej przedsiębiorstw potrzebuje prowadzenia za rękę na wczesnym etapie. Za to coraz więcej oczekuje wsparcia w otwieraniu drogi do wdrażania i sprzedaży technologii. Dlatego ośrodek technologiczny, który rozwija i podnosi poziom gotowości technologicznej, jest nam bardzo potrzebny – uzasadnia Pacek.

Nasze firmy wchodzą w etap komercjalizacji, kończy się faza badawczo-rozwojowa. Coraz mniej przedsiębiorstw potrzebuje prowadzenia za rękę na wczesnym etapie, a coraz więcej oczekuje wsparcia w otwieraniu drogi do wdrażania i sprzedaży technologii. Dlatego ośrodek technologiczny, który rozwija i podnosi poziom gotowości technologicznej, jest nam bardzo potrzebny.

Paweł Pacek członek zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego

Jednocześnie takie centrum badawcze daje sygnał państwu, że warto w tych obszarach być klientem tych firm. Bo państwo (a nie tylko ESA) też musi zacząć kupować technologie i produkty kosmiczne.

Miasta liczą na to, że sektor kosmiczny – szeroko rozumiany: od badań aż po przemysł – stanie się nowym silnikiem napędowym rozwoju gospodarczego.

Takie inwestycje jak ESA to jest dobry powód, żeby dostosowywać się i inwestować na przykład w edukację i naukę. Dodatkowo sieć kolei dużych prędkości sprawi, że rynki pracy Łodzi, Warszawy, Poznania i Wrocławia zaczną się przenikać, a Łódź stanie się naturalnym punktem ich styku.

Mateusz Sipa dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego i Współpracy Międzynarodowej z Urzędu Miasta Łodzi

– Wszyscy szukamy pomysłów na rozwój. Startujemy w różnych wyścigach o gigaprojekty, które pojawiają się w Polsce, i sprawdzamy, co możemy zaoferować w dłuższej perspektywie mieszkańcom, lokalnemu rynkowi pracy i inwestorom. Takie inwestycje jak ESA są dobrym impulsem, by dostosowywać się i inwestować m.in. w edukację i naukę. Dodatkowo sieć kolei dużych prędkości sprawi, że rynki pracy Łodzi, Warszawy, Poznania i Wrocławia zaczną się przenikać, a Łódź stanie się naturalnym punktem ich styku – mówi Mateusz Sipa, dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego i Współpracy Międzynarodowej z Urzędu Miasta Łodzi.

Jego zdaniem, właśnie dzięki temu strategiczne projekty, takie jak ośrodek ESA, będą mogły funkcjonować nie tylko lokalnie, ale w szerszym, ponadregionalnym układzie, uzupełniając inicjatywy takie jak KDP czy Port Polska.

– W tym ujęciu Łódź wydaje się wyborem najbardziej logicznym, oferującym dobre warunki zarówno na start projektu, jak i jego długoterminowy rozwój. Tym bardziej, że wpisuje się to w sprawdzony model lokalizacji ośrodków ESA w Europie – około 100 km od stolic, w dobrze skomunikowanych miastach węzłowych z przestrzenią do dalszego wzrostu – dodaje Mateusz Sipa.

– Projekt ESA to nasza wielka szansa na ucieczkę w sektory o wyższej wartości dodanej, z dużym udziałem B+R. Już dziś nakłady na B+R w metropolii warszawskiej wynoszą blisko 3 proc. ESA pozwoli nam to utrzymać dynamiczny wzrost gospodarczy zwłaszcza, że Polska już dziś musi konkurować nie ceną, lecz innowacjami. Wykorzystamy potencjał, który już mamy, a ekosystem Warszawy z zaawansowanymi klastrami technologicznymi, uczelniami i specjalistami – jest najsilniejszy w Polsce i w pełni gotowy na realizację takich ambitnych zadań – podkreśla Maciej Fijałkowski, sekretarz m.st. Warszawy.

Projekt ESA to nasza wielka szansa na ucieczkę w sektory o wyższej wartości dodanej, z dużym udziałem B+R. Już dziś nakłady na B+R w metropolii warszawskiej wynoszą blisko 3 proc. ESA pozwoli nam to utrzymać dynamiczny wzrost gospodarczy zwłaszcza, że Polska już dziś musi konkurować nie ceną, lecz innowacjami. Wykorzystamy potencjał, który już mamy, a ekosystem Warszawy z zaawansowanymi klastrami technologicznymi, uczelniami i specjalistami – jest najsilniejszy w Polsce i w pełni gotowy na realizację takich ambitnych zadań.

Maciej Fijałkowski sekretarz m.st. Warszawy

Samorząd chce, ale co może?

Budowę nowego ośrodka ESA w Polsce de facto sfinansuje rząd, który w ostatnim roku podwoił składkę do agencji. Samorządy również deklarują udział w projekcie, choć niekoniecznie w formie bezpośredniego finansowania. Wskazują raczej na swoje przewagi i potencjały, które mogą wesprzeć inwestycję.

– W Warszawie mamy wieloletnie doświadczenie we współpracy z dużymi instytucjami europejskimi. Frontex działa w stolicy od kilkunastu lat – zaczynał jako niewielka agencja, a dziś buduje własny biurowiec, a zatrudnienie ma wzrosnąć do 2,5 tys. osób. Jeśli profil działalności ESA będzie związany z obronnością i bezpieczeństwem, będzie to naturalne uzupełnienie tej obecności – mówi Maciej Fijałkowski.

– Rozumiemy, że do inwestycji ESA trzeba będzie się dołożyć, nawet jeśli nie wprost finansowo. Wrocław ma doświadczenie w takim modelu – nie inwestowaliśmy bezpośrednio w startupy, ale w ich otoczenie: szkolenia, sieci współpracy, rozwój ekosystemu. Traktowaliśmy to jako inwestycję w klasę kreatywną. Podobnie może być w przypadku ESA – mówi przedstawiciel Wrocławia.

Radosław Michalski podkreśla znaczenie sieci współpracy w regionie – relacji między biznesem a uczelniami oraz kooperacji z partnerami w Polsce i za granicą.

– To może wyznaczyć kierunek działania samej ESA, która nie określiła jeszcze dokładnie profilu badań w Polsce. W centrum R&D kluczowy będzie potencjał ludzki – a ten możemy zaoferować od razu, wraz z wysoką jakością życia dla specjalistów, którzy tu przyjadą – mówi Radosław Michalski.

Przedstawiciel Gdańska podkreśla, że ośrodek ESA ma koncentrować się na działalności badawczo-rozwojowej – a to obszar, którego finansowanie w Polsce wciąż jest niewystarczające. Żaden samorząd nie rozwiąże samodzielnie problemu, z którym nie radzi sobie system na poziomie państwa.

– Mamy w kraju wiele słabości w finansowaniu nauki i prac B+R. Samorządy mogą je częściowo uzupełniać i to robią, ale nie zastąpią rządu ani nie wypełnią luki systemowej. Trzeba jednak pamiętać, że Polska płaci do ESA dużą składkę i mamy prawo oczekiwać, że część tych pieniędzy wróci na rynek – w postaci zleceń dla polskich firm i uczelni – podkreśla Paweł Orłowski, prezes InvestGDA.

Mateusz Sipa z Urzędu Miasta Łodzi wskazuje, że miasto już przygotowuje zaplecze kadrowe pod tego typu inwestycje.

– Już nad tym pracujemy. Widzimy, że szkolnictwo zawodowe i kierunki studiów muszą być lepiej powiązane z nadchodzącymi szansami rozwojowymi. Niezależnie od wyniku tego wyścigu, trzeba wdrażać instrumenty przygotowujące na nowe czasy – mówi Mateusz Sipa.

Podkreśla jednak, że kluczowe będą rozwiązania na poziomie centralnym, które realnym finansowaniem wesprą ambicje regionów.

Maciej Fijałkowski zwraca uwagę na brak kierunkowych decyzji w polityce regionalnej państwa.

– Może się wydawać, że Warszawa wygrywa w każdej konkurencji, bo jest duża i oferuje szerokie możliwości. W praktyce jednak środki często trafiają nie tam, gdzie mogą najsilniej pobudzić rozwój, tworzyć miejsca pracy i innowacje, lecz tam, gdzie próbuje się wyrównywać różnice. To ważne, ale bywa mało skuteczne z punktu widzenia rozwoju całej gospodarki – mówi przedstawiciel stolicy.

W oczekiwaniu na twarde wytyczne

Decyzję o lokalizacji ośrodka ESA w Polsce podejmie specjalny zespół powołany przy ministrze finansów i gospodarki w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. Jak zapowiedział minister Andrzej Domański, jego zadaniem będzie najpierw przygotowanie kryteriów wyboru lokalizacji. Obecna rywalizacja miast, przypominająca „konkurs piękności”, budzi sceptycyzm nawet wśród samych uczestników, którzy czekają na konkretne wytyczne, by przygotować profesjonalne oferty.

Na razie jednak wyścig trwa, a wybór nie będzie łatwy – każde z miast spełnia przynajmniej część kluczowych wymagań i ma mocne argumenty.

Paweł Pacek podkreśla, że o decyzji nie przesądzą wyłącznie czynniki merytoryczne, takie jak kadra naukowa czy ekosystem badawczy. Istotny jest również poziom życia, ponieważ ESA angażuje ekspertów z całego świata.

Miasto jako atrakcyjne miejsce do pracy i życia jest bardzo istotne w każdym wyborze ESA, bo to jest istotne dla pracowników agencji. ESA to wielokrotnie podkreślała. Jednocześnie to wcale nie musi oznaczać dużego miasta. Wiele swoich centrów ESA ulokowała na prowincji, chociaż w bliskości dużych ośrodków miejskich i naukowych.

– Miasto jako atrakcyjne miejsce do pracy i życia jest bardzo istotne w każdym wyborze ESA, bo to jest istotne dla pracowników agencji. ESA to wielokrotnie podkreślała. Jednocześnie to wcale nie musi oznaczać dużego miasta. Wiele swoich centrów ESA ulokowała na prowincji, chociaż w bliskości dużych ośrodków miejskich i naukowych. W Wielkiej Brytanii to malutka miejscowość Harwell obok Oxfordu. Niemczech – w Darmstadt, a zapleczem jest Frankfurt. We Włoszech to Frascati niedaleko Rzymu – mówi Paweł Pacek.

Oferta na stole

Co polskie miasta startujące w tym wyścigu same promują najsilniej? Wskazują swoje mocne strony.

Kraków i Wrocław podkreślają rozbudowany i gotowy na włączenie kolejnego podmiotu ekosystem naukowo-badawczy. Gdańsk ma już pomysł na konkretną specjalizację dla nowego ośrodka ESA. Warszawa podkreśla, że dysponuje najsilniejszym w kraju ekosystemem kosmicznym, wspartym strategicznym zapleczem decyzyjnym.

Łódź wskazuje zaś efekty synergii z powstającej infrastruktury, które dopiero nadejdą, ale mogą być silnym impulsem rozwojowym.

KRAKÓW

– Dziś nie rozmawiamy już o idei i możliwym potencjale, tylko o rzeczywistej gotowości miasta tu i teraz. Pytania, na które musimy mieć odpowiedź twierdzącą, brzmią: czy mamy odpowiednio wykształconych specjalistów, którzy są gotowi rozpocząć pracę w ESA? Czy mamy miejsce do życia dla przyjezdnych, szkoły międzynarodowe dla ich dzieci i konsulaty, by od ręki załatwiali niezbędne sprawy? Czy nasze miasto zapewnia pełny wachlarz usług? Kraków na każde z tych pytań odpowie „tak” – mówi Jacek Bielawski.

I podkreśla, że projekt ESA wpisuje się w istniejący w Krakowie system uczelniany, ale też w już funkcjonujące akceleratory startupów, takie jak DIANA (NATO), które współpracuje z Krakowskim Parkiem Technologicznym oraz AGH.

– Kompetencje naukowców w Krakowie, ale też innych miastach w Polsce, mogą być wyższe niż w konkurencyjnych miastach europejskich. A co najważniejsze, ma to też potwierdzenie w inwestycjach konkretnych firm – mówi Jacek Bielawski.

Przyznaje także, że chociaż o przejęcie inwestycji ESA samodzielnie walczą też nieodległe Katowice, to oba miasta tworzą synergie, które pozostaną niezależnie od wyboru lokalizacji.

GDAŃSK

Gdańsk przedstawia się jako ośrodek badawczo-naukowy, który może połączyć kompetencje kosmiczne z technologiami otwartymi na morze.

– To w Gdańsku swoją siedzibę ma Polska Agencja Kosmiczna. To u nas rozpoczyna działalność Inkubator ESA BIC oraz NATO DIANA Living Lab. Prawdziwą przewagą Gdańska, taką specjalizacją – także w kontekście technologii obronnych – jest Bałtyk. To strategiczny akwen NATO, gdzie istnieje potrzeba szeroko zakrojonych działań takich jak monitoring floty cieni czy ochrona podwodnych sieci przesyłowych. Technologie, które temu służą, wraz z technologiami morskimi, w których specjalizuje się region, mogą być rozwijane właśnie w kontekście sektora kosmicznego – mówi Paweł Orłowski.

Jego zdaniem żadne miasto w Polsce i żadna krajowa instytucja badawcza nie przebije wiedzy o kosmosie naukowców, którzy przyjadą z ESA. Dlatego nasza oferta musi tak uzupełniać ich kompetencje, żeby jednocześnie wnosić wartość dodaną, której oni nie mają.

– Dlatego musimy zaproponować polską, własną specjalizację. Szukamy takiej, która jednocześnie stałaby się specjalizacją europejską, byłaby istotna z punktu widzenia całej Wspólnoty. I my to w Gdańsku mamy i możemy rozwijać w nowym centrum ESA. Zapewniamy potencjał w sensie geograficznym, technologii morskich, obecności firm i ośrodków naukowych – dodaje Paweł Orłowski.

WROCŁAW

Wrocław stawia na wspólnotowość. Ekosystem i najlepsze warunki do inwestycji buduje się wspólnie, przekonuje przedstawiciel miasta. To dzięki inwestycjom rozwija się miasto, natomiast atrakcyjna oferta miasta przyciąga kolejnych inwestorów.

– Oferujemy we Wrocławiu najlepszy klimat, miejsce, w którym ludzie ESA będą się czuli dobrze. Wypracowaliśmy to przez lata doświadczeń z inwestycjami międzynarodowymi. Gwarantujemy zasób naukowy, biznesowy, a także relacyjny. Rozbudowujemy lotnisko. A cały projekt ESA Wrocław traktujemy trochę jak startup. Chcemy w niego zainwestować, zaoferować mu najlepsze warunki do rozwoju i towarzyszyć mu we wzroście. Liczymy, że to, co wygeneruje, będzie w części naszą korzyścią – mówi Radosław Michalski.

Jego zdaniem Wrocław zamierza napisać nowy rozdział w historii tysiącletniego miasta, którą Norman Davis zatytułował jako „Mikrokosmos”.

WARSZAWA

Warszawa przekonuje, że mimo swojej skali oferuje inwestorom unikalne środowisko rozwoju. Jako stolica zapewnia kluczowe przewagi. To centralne położenie, najlepsza dostępność komunikacyjna, bezpośredni dostęp do decydentów oraz największy w kraju rynek miejski i koncentracja biznesu.

– Jednocześnie zróżnicowany i dynamiczny ekosystem Warszawy pozwala zarówno dużym, jak i mniejszym podmiotom znaleźć przestrzeń do wzrostu i budowania silnej pozycji, niezależnie od skali działalności. Zapewniamy też wysoką jakość życia, konkurencyjną wobec najmocniejszych miast Europy. Szczególnie w relacji jakości do ceny i poziomu bezpieczeństwa – podkreśla Maciej Fijałkowski.

Jak zaznacza przedstawiciel stolicy, w przypadku takich inwestycji kluczowe znaczenie mają nie tylko infrastruktura czy zaplecze naukowe. Ważna jest także atrakcyjność miasta jako miejsca do życia dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów.

– Rozchwytywany naukowiec dyktuje dziś warunki – oczekuje miasta dobrze skomunikowanego, z silną ofertą edukacyjną, kulturalną i wysokim poziomem bezpieczeństwa. Warszawa oferuje najlepiej rozwinięty w Polsce ekosystem startupów i innowacji, przyciąga naukowców i inżynierów oraz skupia niemal połowę rynku IT. Dynamiczny rozwój technologii dual-use otwiera dodatkowo nowe możliwości współpracy z ESA. Dla agencji oznacza to dostęp do kompetencji trudnych do odtworzenia gdzie indziej. Zarówno pod względem skali, jak i jakości – dodaje Maciej Fijałkowski.

ŁÓDŹ

Położona zaledwie godzinę od stolicy Łódź nie chce licytować się z innymi graczami na ekosystem i uczelnie. Stawia na zaplecze infrastrukturalne, które w przyszłości ma dać impuls do rozwojowego skoku. Miasto na skrzyżowaniu najważniejszych szlaków komunikacyjnych z szybkim dostępem do stolicy, Wrocławia, Krakowa i miast zagranicznych.

– Też mamy uczelnie – to na naszej politechnice studiował polski astronauta Sławosz Uznański – i mamy bezpieczne miasto, które się rozbudowuje. Proponujemy więc inną optykę, która nas premiuje. Warto spojrzeć na ten proces, wychodząc poza interesy lokalne miast. Wtedy widać, że dzięki takim prozaicznym czynnikom jak infrastruktura, w którą podatnicy dużo inwestują, projekt ESA może agregować różnego rodzaju potencjały – uczelniane, badawcze czy biznesowe. Czasami poszczególne miasta nie są w stanie zaoferować wszystkiego i powinny łączyć możliwości. Przecież ludzie mogą pracować niekoniecznie tam, gdzie mieszkają na co dzień. Koleje dużych prędkości czy Port Polska – to będzie silny impuls rozwojowy. Łódź jest w samym sercu tych projektów – mówi Mateusz Sipa.

Przekonuje, że rozwój zaplecza logistycznego wpłynie na wykreowanie makroregionu i da możliwości konkurowania o większe projekty niż te, do których jesteśmy historycznie przyzwyczajeni.

– Mamy dla ESA tereny w sąsiedztwie lotniska, które jako jedyne w Polsce pozostaje w całości w dyspozycji miasta. Działka sąsiaduje z Wojskowymi Zakładami Lotniczymi (WZL-1). W granicach miasta oferujemy też tereny rozwojowe dla firm, które chciałyby skorzystać z sąsiedztwa centrum ESA – dodaje Mateusz Sipa.

Czynnik decydujący?

Paweł Pacek ze związku firm kosmicznych przyznaje, że rzeczywiście „pomysł na siebie” ośrodka, który ma powstać w Polsce, może mieć duże znaczenie. ESA przy podejmowaniu decyzji o budowie swojego nowego centrum będzie brać pod uwagę także już istniejące ośrodki i ich zadania.

– A ESA ma już jeden ośrodek, który zajmuje się technologiami obronnymi – w Belgii. I to jest dla agencji spory problem. ESA rozumie potrzeby Polski, która chce rozwijać technologie związane z bezpieczeństwem, ale obawia się rywalizacji z istniejącym ośrodkiem. Dlatego własna specjalizacja, która przypadnie decydentom z ESA do gustu, może być ważnym czynnikiem decyzyjnym – mówi Paweł Pacek.

Ekspert zwraca uwagę na jeszcze jeden element, który jest ważny dla agencji wybierającej nową lokalizację. Ale powinien być też wzięty pod uwagę przez oferentów z Polski.

– Doświadczenia pokazują, że centra badawcze ESA nie tworzą ekosystemów. To znaczy, ESA nie stawiała dotąd ośrodków tam, gdzie jest potencjał do rozwijania szeroko rozumianego sektora kosmicznego. Stawiała je tam, gdzie już istniał ekosystem kosmiczny, czyli tam, gdzie już działały tam firmy, zaplecze infrastrukturalne. Wtedy rzeczywiście pomagają w jego profesjonalnym rozwoju – podkreśla Paweł Pacek.

Trzeba zatem mieć najpierw zaczyn, z którego wyrośnie coś dobrego.

Wąskie gardła

Dyrektor z Wrocławia podkreśla siłę i zaangażowanie nie tylko swojego miasta, ale całego Dolnego Śląska. Jeszcze dalej kręgi na mapie zatacza Kraków.

– Rzeszów, Kraków, Katowice, Wrocław to jest w skali europejskiej potęga inwestycyjna – zachwala przedstawiciel Krakowa.

Każdy region ma atrakcyjną ofertę. I każdy ma wąskie gardła, o których szczerze zdecydowali się powiedzieć uczestnicy debaty.

Warszawa wskazuje na bariery związane ze złożonością i skalą wyzwań przy realizacji dużych projektów inwestycyjnych. Podkreśla przy tym swoje wieloletnie doświadczenie w inwestycjach w infrastrukturę transportu miejskiego, w tym w budowę metra.

– Rosnące koszty życia i pracy, które obserwujemy nie tylko w stolicy, przekładają się na zwiększenie wydatków inwestycyjnych. Wpływają też na planowanie budżetów samorządowych, wymagając większej elastyczności w alokacji środków. Warszawa zdaje sobie sprawę, że realizacja dużych przedsięwzięć wymaga zarówno odpowiedniego finansowania, jak i sprawnej koordynacji między instytucjami publicznymi a sektorem prywatnym. Trzeba zminimalizować ryzyka i maksymalnie wykorzystać potencjał inwestycji – dodaje Maciej Fijałkowski.

Kraków uważa, że niektóre problemy są wspólne dla różnych lokalizacji.

– Po pierwsze, wszystkim miastom brakuje większych możliwości dawania zachęt inwestycyjnych. Po drugie, Kraków ostatnio jest rozpatrywany pod kątem kilku dużych projektów, takich jak fabryka AI. Rzeczywiście obawiamy się, że to może spowodować, że w przypadku inwestycji ESA uwagę przyciągną inne miasta. Wiele zależy od polityki rządu – od tego, czy rząd będzie chciał „rozdawać” inwestycje różnym miastom – mówi przedstawiciel Krakowa.

Paweł Orłowski z Gdańska zwraca uwagę także na konieczność zacieśnienia współpracy pomiędzy różnymi instytucjami i agendami publicznymi. Więcej zaufania, lepsza kultura współpracy.

– Spółki Skarbu Państwa realizują swoje projekty, które mają charakter strategiczny. Nie zawsze patrzą na kontekst lokalny. Żeby projekt, o którym dziś rozmawiamy, się powiódł, potrzebne jest strategiczne zarządzanie rozwojem. Niezbędny jest silnie współpracujący ekosystem firm prywatnych i publicznych i instytucji m.in. uczelni, służb mundurowych, w tym morskiej straży granicznej, morskich farm wiatrowych. Firmy nie mają z tym problemu, ale instytucje często tak – uważa prezes Orłowski.

Czy dla Łodzi, nazywanej przez lata sypialnią Warszawy, sąsiedztwo stolicy jest wciąż obciążeniem?

– W tym gronie: Wrocław, Gdańsk, Kraków, Warszawa, Łódź pod wieloma względami, według wielu parametrów gospodarczych, jest „underdogiem”. Nieprzypadkowo jednak przemycam przez całą dyskusję narrację o przyszłości, która już się dzieje. Łódź naprawdę wierzy w siłę argumentu o wadze nowej infrastruktury transportowej. Nawet sąsiedztwo z Warszawą, które często było postrzegane jako bolączka, może nabrać innego wymiaru. Możemy się bardzo fajnie dopełniać przy takich dużych projektach. Mamy trochę inne profile gospodarcze, więc nie musimy zawsze konkurować – uważa Mateusz Sipa.

Inne miasta zwracają uwagę na problem dostępności mieszkań. Pojawiają się też niekorzystny trend demograficzny i braki w kadrze, co prowadzi do rekomendacji, że musimy ściągać talenty z zagranicy.

– W skali kraju nie budujemy zachęt do tego, żeby specjaliści z zagranicy wybierali Polskę. Znam kilka przykładów świetnych specjalistów, którzy po kilka miesięcy czekali na wizę – wyjechali na Litwę – mówi Paweł Orłowski.

Wrocław dostrzega zaś problem w procesie decyzyjnym.

– Ważne, żeby wygrały merytoryka i kompetencje,. Aby projekt, który ma szansę być dużym faktorem zmiany, wylądował w miejscu, które będzie potrafiło wykorzystać potencjał inwestycji. Pewnie wszyscy, jak tu siedzimy, trzymamy kciuki, żeby tak się stało – podsumowuje Radosław Michalski.

Główne wnioski

  1. Budowa nowego centrum badawczego Europejskiej Agencji Kosmicznej stanowi ogromną szansę na technologiczny awans polskiej gospodarki. Europejska instytucja poszukuje lokalizacji dysponującej rozwiniętym ekosystemem firm oraz wysoką jakością życia dla międzynarodowych ekspertów. Sama budowa obiektu nie wykreuje nowej branży od podstaw. Wybrane miasto musi posiadać solidne zaplecze naukowe oraz biznesowe wspierające proces komercjalizacji nowoczesnych technologii.
  2. Polskie aglomeracje rywalizują o przyciągnięcie inwestycji poprzez prezentację swoich unikalnych atutów. Kraków i Wrocław eksponują gotowość rozbudowanych środowisk naukowych oraz doświadczenie w obsłudze biznesu. Warszawa kusi największym rynkiem informatycznym oraz bliskością kluczowych decydentów. Gdańsk proponuje innowacyjną specjalizację łączącą badanie kosmosu z bezpieczeństwem akwenów morskich. Łódź stawia na centralne położenie oraz planowaną infrastrukturę komunikacyjną ułatwiającą łączenie potencjałów różnych miast. Każda z tych propozycji spełnia podstawowe wymagania agencji kosmicznej.
  3. Rozwój zaawansowanych technologii napotyka w Polsce na poważne bariery systemowe. Istotnym problemem pozostaje brak zachęt inwestycyjnych oraz luki w państwowym finansowaniu prac naukowych. Samorządowcy obawiają się politycznego i pozamerytorycznego tła przy ostatecznym wyborze lokalizacji centrum. Przeszkodę stanowią ponadto długotrwałe procedury wizowe zniechęcające zagranicznych talentów do osiedlania się w naszym kraju. Dużym wyzwaniem jest także słaba kultura współpracy między lokalnymi instytucjami publicznymi a wielkimi spółkami państwowymi.