Kategoria artykułu: Biznes

Morskie farmy wiatrowe potrzebują ochrony. Trwa dyskusja o podziale obowiązków i kosztów

Bezpieczeństwo fizyczne morskich farm wiatrowych powinno być uwzględniane już na wczesnym etapie projektowania – apeluje organizacja WindEurope. Zagrożenia widzi też polski operator sieci. Na jego celowniku znalazły się podmorskie kable łączące z lądem elektrownie budowane na Bałtyku.

Morska farma wiatrowa Baltic Power
Prąd z pierwszej polskiej farmy wiatrowej na morzu – Baltic Power – popłynie pod koniec 2026 r. Fot.:Orlen

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakich zmian domaga się europejska branża wiatrowa w ochronie morskich elektrowni.
  2. Jak chronione będą polskie farmy wiatrowe na Bałtyku.
  3. Jak inwestorzy zaprojektowali podmorskie kable.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Pierwsza farma wiatrowa w polskiej części Bałtyku ruszy pod koniec 2026 r. W budowie są kolejne tego typu instalacje. W latach 30. Ich łączna moc może sięgnąć 5,9 GW, co jest wielkością porównywalną z sześcioma dużymi blokami węglowymi. Organizacja WindEurope, zrzeszająca firmy z branży wiatrowej, ostrzega, że na morzach Europy infrastruktura energetyczna jest coraz bardziej narażona na sabotaż, ingerencję i działania hybrydowe.

„Krajowe oceny zagrożeń w całej Europie wskazują na powtarzające się wzorce: tajna działalność na dnie morskim, zakłócenia działania globalnych systemów nawigacji satelitarnej, ingerencja w kable, rozpoznanie prowadzone przez niezarejestrowane statki oraz kampanie dezinformacyjne mające na celu podważenie zaufania publicznego” – wylicza WindEurope w swoim najnowszym raporcie.

Branża zwraca uwagę, że kable eksportowe, stacje elektroenergetyczne i morskie turbiny są rozproszone na rozległych obszarach morskich. A przez to są trudne do ochrony. Przerwanie dostaw prądu z morskich farm miałoby poważne skutki dla krajów, które w dużym stopniu polegają na energii z wiatru.

Trzeba wzmocnić ochronę

WindEurope przekonuje, że w obliczu zmieniających się zagrożeń Europa musi wzmocnić fizyczną ochronę swojej morskiej infrastruktury wiatrowej. Deweloperzy kwestie bezpieczeństwa powinni brać pod uwagę już na wczesnym etapie projektowania elektrowni. Same elektrownie mają pozostać obiektami cywilnymi. Operatorzy farm muszą jednak ściśle współpracować ze służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa.

Organizacja szacuje, że wdrożenie środków bezpieczeństwa fizycznego przy budowie takich obiektów wymaga dodatkowych inwestycji. Ich wartość sięga 4–12 mln euro, w zależności od skali projektu. Do tego trzeba doliczyć koszty operacyjne, wynoszące około 0,5–1,2 mln euro, związane z monitorowaniem, eksploatacją i konserwacją zainstalowanych systemów.

– Europejski przemysł wiatrowy dokłada wszelkich starań, aby chronić morskie farmy wiatrowe. W naszym raporcie podkreślamy, że fizyczne bezpieczeństwo europejskich turbin wiatrowych musi być traktowane jako integralna część bezpieczeństwa energetycznego. Nie może być to kwestia drugorzędna. Turbiny wiatrowe stanowią krytyczną infrastrukturę energetyczną. Ich ochrona wymaga opartego na ryzyku, proporcjonalnego i jasnego podziału kosztów między rządami a przemysłem – podkreśla Tinne van der Straeten, dyrektor generalna WindEurope.

Polska się przygotowuje

W Polsce przepisy dotyczące większej ochrony takich obiektów dopiero się tworzą. Obecnie inwestorzy muszą przeprowadzić ekspertyzę techniczną w zakresie oceny wpływu morskiej farmy wiatrowej na systemy obronności państwa. Obejmuje ona ocenę wpływu np. na systemy radiolokacyjne, morskiej łączności radiowej czy ruchu lotniczego. Jeżeli z ekspertyzy wynika konieczność instalacji urządzeń niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa, inwestor udostępnia państwowym służbom poszczególne elementy morskiej elektrowni. Wszystkie koszty związane z kompensacją negatywnego wpływu morskiej farmy wiatrowej ponosi inwestor.

– Dzisiaj dla każdej inwestycji realizowanej w pierwszej fazie rozwoju morskich farm wiatrowych takie ekspertyzy zostały wykonane. Trwają również ustalenia dwustronne z Ministerstwem Obrony Narodowej w zakresie niezbędnych do zastosowania środków kompensacyjnych – wskazuje Oliwia Mróz-Malik, menedżerka ds. morskiej energetyki wiatrowej, inwestycji i rozwoju w Polskim Stowarzyszeniu Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Jednocześnie branża rozmawia z przedstawicielami państwa o tym, jak zarządzać danymi zgromadzonymi przez zainstalowane urządzenia. Dyskusja dotyczy też tego, jak ma wyglądać obrona inwestycji w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowej.

Branża chce podziału kosztów

Jak informuje PSEW, procedowane są właśnie nowe przepisy dotyczące ochrony morskich obiektów. Nałożą one na inwestorów obowiązek przeprowadzenia analizy ryzyka. Dodatkowo rząd planuje wdrożyć rozporządzenie w sprawie minimalnych wymagań w zakresie bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej zlokalizowanej na polskim morzu. Określi ono elementy podlegające obowiązkowej ochronie, takie jak stacje energetyczne oraz podmorskie kable.

Inwestorzy będą też musieli wyposażyć morskie farmy wiatrowe w systemy umożliwiające wykrywanie i rejestrowanie działań realizowanych przez inne obiekty pływające lub powietrzne, systemy detekcji, systemy teleinformatyczne czy systemy przekazywania informacji. Podstawę stanowić będzie analiza ryzyka, która uwzględni indywidualną sytuację danej inwestycji, jej lokalizację, uwarunkowania oraz wykonaną ekspertyzę techniczną.

Branża widzi tu kilka mankamentów. Jednym z nich są problemy z dostępnością na rynku niektórych wymaganych systemów. Po drugie, nowe obowiązki to dodatkowe koszty. Inwestorzy chcą współdzielić ze służbami państwa wydatki na urządzenia, których działanie wspierałoby realizację celów państwowych. Jednak jak dotąd PSEW nie uzyskał w tej sprawie wsparcia rządu. Branża alarmuje też, że brakuje jednoznacznego podziału ról i odpowiedzialności w obszarze zarządzania informacjami uzyskanymi z systemów detekcji zainstalowanych na morskich instalacjach.

– Trwa dyskusja na temat podziału obowiązków i odpowiedzialności poszczególnych stron. Niemniej jednak – patrząc na wymagania określone już dzisiaj w przepisach – jesteśmy przekonani, że inwestycje będą chronione w optymalny sposób. Musimy jednak pamiętać, że koszty takich systemów są ogromne, a inwestycje funkcjonują w określonych harmonogramach, także kosztowych. Zatem do rozważenia pozostaje propozycja, wyrażona również w stanowisku WindEurope, dotycząca współfinansowania lub dofinansowania oczekiwanych przez państwo rozwiązań – podkreśla Oliwia Mróz-Malik.

Problem z kablami

Na aspekt bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej na morzu zwracają też uwagę Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE), które zarządzają krajową siecią przesyłową.

– Wojna w Ukrainie pokazała, że w wyniku działań wojennych spośród źródeł energii najmniej ucierpiały tam dwa obszary: energetyka jądrowa i rozproszone instalacje OZE. To sygnał, że w te dwa segmenty powinniśmy inwestować. Jednocześnie mamy w Polsce przykład, że duża morska elektrownia wiatrowa będzie połączona z lądem kablami poprowadzonymi jedną trasą. To stwarza zagrożenie i takie kwestie też powinniśmy brać pod uwagę, planując inwestycje w energetyce – powiedział Grzegorz Onichimowski, szef PSE, podczas kwietniowego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

W ostatnich latach mieliśmy już na Bałtyku przypadki uszkodzenia podmorskich kabli energetycznych i telekomunikacyjnych przez kotwice statków. Niektóre zdarzenia to efekt działalności tzw. floty cieni, transportującej rosyjskie surowce.

Kable w jednym korycie

Sprawdziliśmy, jak kable podmorskie zaprojektowali inwestorzy, którzy już rozpoczęli swoje projekty w polskiej strefie Bałtyku. Jedną trasę kablową szykują Polenergia i Equinor. Wspólnie budują dwie elektrownie: Bałtyk 2 i 3, a w przyszłości planują także Bałtyk 1.

– Każda farma wiatrowa (Bałtyk 2 i 3) ma po dwa kable eksportowe. Na części odcinka trasy kablowej biegną one w jednym korycie w dnie. Następnie dochodzi do rozdzielenia na dwa koryta, aby każda para kabli prowadziła do stacji elektroenergetycznej. Farma Bałtyk 1 również będzie miała dwa kable eksportowe. Na wczesnym odcinku od lądu zostaną one poprowadzone równolegle do kabli eksportowych biegnących z farm Bałtyk 2 i Bałtyk 3 – informuje biuro prasowe Polenergii.

Jak wyjaśnia spółka, na decyzję wpłynęły: zapisy w otrzymanych pozwoleniach, względy techniczne i ekonomiczne.

Na farmie Baltic Power, Orlen i Northland Power zainstalowali cztery morskie kable eksportowe. Każdy z  nich ma ponad 30 km długości.

– Liczba i układ kabli wynikają z analizy wielu uwarunkowań konkretnej lokalizacji i projektu – m.in. układu farmy, sposobu wyprowadzenia mocy, konstrukcji stacji, odległości od brzegu, warunków geologicznych oraz wymogów pozwoleń i decyzji środowiskowej – wyjaśnia biuro prasowe Orlenu.

Polska Grupa Energetyczna, która razem z Orsted buduje farmę Baltica 2, nie odpowiedziała na nasze pytanie w tej sprawie. Ta inwestycja wchodzi właśnie w kolejny etap – w poniedziałek, 11 maja, inwestorzy rozpoczną prace instalacyjne na morzu.

Główne wnioski

  1. Morska energetyka wiatrowa rozwija się w Europie i jest coraz bardziej narażona na sabotaż, ingerencję i działania hybrydowe. Organizacja WindEurope apeluje, by w obliczu zmieniających się zagrożeń wzmocnić fizyczną ochronę tego typu obiektów. Jej zdaniem inwestorzy powinni uwzględniać kwestie bezpieczeństwa już na wczesnym etapie projektowania elektrowni. Natomiast poszczególne państwa powinny pomóc sfinansować wydatki na dodatkowe urządzenia chroniące morską infrastrukturę krytyczną.
  2. W Polsce firmy budujące morskie farmy wiatrowe mają obowiązek przygotować ekspertyzy techniczne w zakresie oceny wpływu inwestycji na systemy obronności państwa. Inwestorzy ustalają właśnie z Ministerstwem Obrony Narodowej niezbędne do zastosowania środki kompensacyjne. Polskie Sieci Elektroenergetyczne zwracają uwagę, że nie wszystkie firmy odpowiednio zadbały o bezpieczeństwo podmorskich kabli eksportowych, które na niektórych odcinkach biegną jedną trasą. To stwarza ryzyko przerwania dostaw energii np. w przypadku uszkodzenia kabli przez rosyjską „flotę cieni”. 
  3. Równolegle trwają prace nad nowymi przepisami, które nałożą na inwestorów nowe obowiązki. Deweloperzy farm będą musieli przygotować analizy ryzyka i zainstalować specjalistyczne systemy bezpieczeństwa. Branża apeluje, by państwo pomogło jej sfinansować te urządzenia, które mają wspierać realizację celów państwowych. – Trwa dyskusja na temat podziału obowiązków i odpowiedzialności poszczególnych stron. Niemniej jednak – patrząc na wymagania określone już dzisiaj w przepisach – jesteśmy przekonani, że inwestycje będą chronione w optymalny sposób – zapewnia Oliwia Mróz-Malik z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.