Polska może mieć własny wiatrak. Projekt turbiny 5 MW szuka inwestorów
Narodowe Centrum Analiz Energetycznych pracuje nad projektem polskiej turbiny wiatrowej o mocy 5 MW. Inicjatywa ma wzmocnić krajowy przemysł, zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne i stworzyć alternatywę dla zagranicznych technologii. Trwają rozmowy z potencjalnymi inwestorami.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na jakim etapie są prace NCAE nad polskim wiatrakiem.
- Na jakim etapie jest inwestycja Grenevii w tym obszarze.
- Jak rozwój farm wiatrowych może pomóc polskiemu przemysłowi.
Państwowe spółki mobilizują się w sprawie zwiększenia udziału polskich firm w krajowych inwestycjach. Do akcji wkroczyło też Narodowe Centrum Analiz Energetycznych (NCAE). To centrum naukowo-przemysłowe powołane przez trzech operatorów infrastruktury krytycznej: Polskie Sieci Elektroenergetyczne, Gaz-System i PERN. NCAE pracuje właśnie nad projektem polskiej turbiny wiatrowej o mocy około 5 MW.
Technologie dla polskiego wiatraka już są
NCAE nie tworzy technologii od podstaw, ale bazuje na już dostępnych rozwiązaniach na polskim rynku.
– Krajowe podmioty dysponują niezbędnymi technologiami, a NCAE proponuje ich połączenie i opracowanie wspólnego projektu. Taka turbina opierałaby się w mniej więcej trzech czwartych na komponentach krajowych. Dzięki temu rozwój tej technologii wspierałby polskie firmy. Ograniczałby też ryzyka związane np. z długimi łańcuchami dostaw, przyczyniając się do poprawy bezpieczeństwa – wyjaśnia Maciej Wapiński, rzecznik Polskich Sieci Elektroenergetycznych.
Prace nad polskim wiatrakiem już ruszyły.
– Opracowane są już wstępne założenia techniczne i projektowe. Teraz trwają rozmowy z potencjalnymi inwestorami – wskazuje Maciej Wapiński.
Polskie turbiny docelowo mają trafić na farmy wiatrowe budowane na lądzie.
– Realizacja projektu pomogłaby w rozwoju lądowej energetyki wiatrowej. W polskich warunkach klimatycznych jest to najtańsze odnawialne źródło energii, biorąc pod uwagę profil pracy. Jednocześnie byłby to bodziec do rozwoju technologicznego kraju oraz tworzenia miejsc pracy – dodaje rzecznik PSE.
Inni też próbują
Projekt budowy polskiego wiatraka znacznie wcześniej forsowała katowicka Grenevia. Już na początku 2024 r. przedstawiciele tej spółki mówili o tej inicjatywie jak o „strategicznej, a wręcz cywilizacyjnej potrzebie”. Budowa polskiej turbiny w oparciu na krajowych zasobach kadrowych i technicznych miała zapewnić nam bezpieczeństwo w zakresie dostaw kluczowych elementów dla elektrowni wiatrowych.
Co od tamtej pory wydarzyło się w tej kwestii? W lipcu 2025 r. Grenevia zdecydowała się na zakup licencji na produkcję kompletnej turbiny wiatrowej od niemieckiej firmy Enovation, która jest partnerem licencyjnym niemieckiego producenta turbin Eno Energy. Zakres umowy obejmuje licencję na produkcję i sprzedaż turbin o mocy 4 MW i 4,8 MW. Jak tłumaczyła spółka, ten krok znacząco skraca czas potrzebny do wdrożenia nowego produktu. Przekonywała jednocześnie, że nie zaprzepaszcza to projektu pod nazwą polski wiatrak.
– Naszym celem jest maksymalne wykorzystanie krajowych zasobów, zarówno w zakresie produkcji, jak i usług. Mamy już pewne doświadczenia w tym obszarze. Nasza spółka zależna Total Wind PL współpracowała wcześniej z Eno Energy przy instalacji i serwisie turbin. Stanowi to dla nas solidną bazę kompetencyjną – przekonywał przed rokiem Paweł Majcherkiewicz, wiceprezes Famuru, który w grupie Grenevia odpowiada za rozwój energetyki wiatrowej.
Rosną moce wiatrowe
Pomimo prawnych restrykcji dotyczących budowy farm wiatrowych na lądzie, tego typu instalacji w Polsce stale przybywa. Inwestorzy realizują projekty głównie na bazie pozwoleń, uzyskanych jeszcze przed wejściem w życie tzw. reguły 10 H. Reguła ta obowiązuje od 2016 r. Zakazuje stawiania wiatraków w odległości od budynków mieszkalnych mniejszej niż 10-krotność wysokości wiatraka. Według szacunków Fundacji Instrat wykluczyło to z inwestycji wiatrowych aż 99,7 proc. obszaru Polski.
Zasada 10 H została poluzowana dopiero w 2023 r. Umożliwiono wtedy stawianie wiatraków w minimalnej odległości od domów wynoszącej 700 m, jeśli zgodzi się na to gmina w ramach procedury planowania miejscowego. Obecny rząd chciał jeszcze mocniej złagodzić przepisy. Na zmiany w prawie nie zgodził się jednak prezydent Karol Nawrocki, który zawetował ustawę wiatrakową.
Rząd postanowił więc odblokować potencjał energetyki wiatrowej w inny sposób. Pod koniec maja 2026 r. przyjął rozporządzenie wprowadzające do polskiego prawa możliwość szybkiej modernizacji istniejących farm wiatrowych na lądzie. Działające elektrownie będą mogły podnieść swoje moce nawet o 30 proc. bez decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.
– Z tej ścieżki będą mogli skorzystać właściciele już istniejących instalacji, które spełniają obecne wymogi planowania przestrzennego. Przez lata dość znacznie zmieniła się technologia turbin wiatrowych. Nowe wiatraki pracują efektywnej, potrafią produkować więcej energii nawet z tej samej mocy i jednocześnie pracować ciszej – wyjaśniła minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.
Szansa dla polskiego przemysłu
Rynek lądowej energetyki wiatrowej w Polsce może być wart 214 mld zł w latach 2026-2040. Tak wynika z raportu opracowanego przez fundację Wind Industry Hub, we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej oraz CEE Energy Group. Roczny strumień inwestycji i wydatków operacyjnych może sięgnąć nawet 17 mld zł. Pod warunkiem, że Polska utrzyma tempo rozwoju nowych mocy na poziomie 1,5-2 GW rocznie. Zdaniem autorów raportu jak największa część z tych środków powinna pozostać w krajowej gospodarce. W ich ocenie Polska może rozwinąć nie tylko moce zainstalowane w farmach wiatrowych, ale też bazę produkcyjną i usługi zdolne konkurować na zagranicznych rynkach.
– Lądowa energetyka wiatrowa to nie tylko infrastruktura energetyczna. To sektor, który powinien być fundamentem programu budowy nowoczesnego przemysłu i wzmacniania polskiej gospodarki. Spróbujmy przekształcić ponad 100 mld zł rocznych wydatków na import paliw kopalnych w inwestycje w polską myśl techniczną, krajową produkcję i rozwój rodzimych firm. Jeśli dobrze wykorzystamy ten moment, energetyka wiatrowa na lądzie może stać się jednym z najważniejszych impulsów rozwojowych dla Polski – przekonuje Dominika Taranko, wiceprezeska i dyrektorka zarządzająca Wind Industry Hub.
Branża wskazuje też, że w czasie napięć geopolitycznych kluczowe znaczenie ma dostęp do własnych dostawców. Sektor, aby rozwinąć swój potencjał, potrzebuje wsparcia administracyjnego, aktywnej roli państwa i przewidywalności projektów inwestycyjnych.
Główne wnioski
- Narodowe Centrum Analiz Energetycznych (NCAE) pracuje nad projektem polskiej turbiny wiatrowej o mocy 5 MW. NCAE to centrum naukowo-przemysłowe, powołane przez operatorów infrastruktury krytycznej. Inicjatywa ma na celu połączenie technologii polskich podmiotów i opracowanie na tej bazie wspólnego projektu turbiny. Instalacja w mniej więcej trzech czwartych ma opierać się na krajowych komponentach. NCAE opracowało już wstępne założenia techniczne i projektowe. Teraz prowadzi rozmowy z potencjalnymi inwestorami.
- Projekt budowy polskiego wiatraka forsowała wcześniej katowicka spółka Grenevia. W ubiegłym roku zdecydowała się na zakup licencji na produkcję turbiny wiatrowej od niemieckiego partnera. Według Grenevii projekt ten wciąż wpisuje się w koncepcję budowy polskiego wiatraka. Spółka chce w maksymalnym stopniu wykorzystać krajowe zasoby w zakresie produkcji i usług.
- Według raportu przygotowanego przez fundację Wind Industry Hub rynek lądowej energetyki wiatrowej w Polsce może być wart 214 mld zł w latach 2026-2040. Roczny strumień inwestycji i wydatków operacyjnych może sięgnąć nawet 17 mld zł. Pod warunkiem, że Polska utrzyma tempo rozwoju nowych mocy na poziomie 1,5-2 GW rocznie. Zdaniem autorów raportu jak największa część z tych środków powinna pozostać w krajowej gospodarce.
