Kategoria artykułu: Kultura

Gwiazdy światowej sztuki z wizytą u Gierowskiego. To trzeba zobaczyć!

Prace Olafur Eliasson, Mona Hatoum czy William Kentridge można dziś oglądać w Warszawie pod opieką kuratora znajdującego się na liście 100 najpotężniejszych osób świata sztuki. Jedna z najambitniejszych wystaw tego roku otworzyła się w Fundacji Stefana Gierowskiego.

Fundacji Stefana Gierowskiego (plac Dąbrowskiego 8/11), „Aether Commons: Refracted Cosmologies”."Obraz CVI" Stefana Gierowskiego
„Obraz CVI" Stefana Gierowskiego na wystawie „Aether Commons: Refracted Cosmologies” w Fundacji Stefana Gierowskiego. Fot. Łukasz Gazur

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Gdzie zobaczyć wystawę prac takich artystów jak słynni Olafur Eliasson czy William Kentridge.
  2. Dlaczego na tej wystawie ważna jest postać kuratora.
  3. Jak z pracami współczesnych artystów łączą się dzieła Stefana Gierowskiego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Gdyby ktoś powiedział mi, że prace takich gwiazd sztuki jak Olafur Eliasson, Mona Hatoum czy William Kentridge można dziś oglądać w Warszawie pod opieką kuratora znajdującego się na liście 100 najpotężniejszych osób świata sztuki magazynu ArtReview, odruchowo pomyślałbym o MSN-ie albo CSW Zamku Ujazdowskim. Tymczasem miejsce jest dużo bardziej nieoczywiste. Bo jedna z najambitniejszych wystaw tego roku otworzyła się w Fundacji Stefana Gierowskiego (plac Dąbrowskiego 8/11). To „Aether Commons: Refracted Cosmologies”.

Nie mam wątpliwości: to jedna z najlepszych wystaw, jakie widziałem w tej przestrzeni. Duża w tym zasługa Azu Nwagbogu, jednego z najważniejszych współczesnych kuratorów zajmujących się sztuką globalną. Nigeryjski kurator, założyciel LagosPhoto Festival, znalazł się na liście ArtReview 100 najpotężniejszych osób świata sztuki w latach 2021–2024. W 2024 roku był również kuratorem inauguracyjnego pawilonu Beninu na Biennale w Wenecji. Jego projekty od lat podważają utrwalone hierarchie świata sztuki, przypominając, że najciekawsze opowieści nie zawsze rodzą się w Londynie, Paryżu czy Nowym Jorku.

To ważny kontekst dla warszawskiej wystawy. Nwagbogu nie przyjechał bowiem po to, by dopisać Stefana Gierowskiego do historii zachodniej abstrakcji ani pokazać go jako „polskiego mistrza”. W efekcie powstała ekspozycja, na której prace Polaka spotykają się z dziełami artystów należących do najważniejszych nazwisk światowej sceny. Są tu między innymi Olafur Eliasson, Mona Hatoum czy El Anatsui. To zestawienie mogłoby łatwo zamienić się w prostą prezentację „naszego mistrza wśród wielkich gwiazd”. Tymczasem kuratorowi udało się uniknąć tej pułapki. Nie oglądamy tu pojedynku nazwisk ani lekcji historii sztuki. Przyglądamy się „rozmowie”. Kurator zrobił więc coś znacznie ciekawszego. Potraktował jego twórczość jako jeden z równorzędnych głosów w globalnej dyskusji o świetle, percepcji, pamięci i sposobach rozumienia rzeczywistości. Wyszło więcej niż intrygująco.

Poza polskim kontekstem

Stefan Gierowski, jeden z nieżyjących klasyków współczesności, nie pełni tu roli historycznego patrona ani lokalnego bohatera. Jego abstrakcyjne obrazy nie są ilustracją do międzynarodowej narracji. Przeciwnie, okazują się jej pełnoprawnym uczestnikiem. Szczególnie cenne jest to, że kurator sięga po prace z różnych etapów twórczości artysty. Dzięki temu możemy zobaczyć nie tylko ewolucję jego języka malarskiego, ale przede wszystkim niezwykłą konsekwencję stawianych pytań. Od końca lat 50. aż po późne realizacje Gierowski wracał do tych samych zagadnień: zastanawiał się, czym jest światło, jak rodzi się obraz, w jaki sposób oko konstruuje rzeczywistość. Grał fakturami i zestawieniami kolorystycznymi. Posługiwał się farbami olejnymi i akwarelami.

Właśnie tutaj pojawia się najciekawszy aspekt wystawy. Choć jej wspólnym mianownikiem wydaje się światło, kurator szybko pokazuje, że nie interesuje go ono jako jednolite zjawisko. Światło staje się tu raczej punktem wyjścia do rozmaitych refleksji o percepcji, pamięci, historii, materii i wiedzy. Każdy z zaproszonych artystów rozumie je inaczej. Dzięki temu wystawa nie jest ilustracją jednej idei, lecz wielogłosem.

Najbardziej oczywistym (choć dla niektórych może to być szokujące stwierdzenie) partnerem dla Gierowskiego wydaje się Olafur Eliasson. Duński artysta od dekad bada przecież nie tyle samo światło, ile nasze doświadczenie światła. Na wystawie pokazano cykl siedmiu akwarel „Siedem nieokreślonych dni zaglądających z przyszłości”. To prace zaskakująco kameralne, zwłaszcza jeśli pamiętamy monumentalne realizacje Eliassona w Tate Modern czy projekty tworzone dla przestrzeni publicznych. Tutaj światło zostaje sprowadzone do skali kartki papieru i subtelnych przejść barwnych.

Fundacji Stefana Gierowskiego (plac Dąbrowskiego 8/11), „Aether Commons: Refracted Cosmologies”.Praca Olafura.
Wystawa „Aether Commons: Refracted Cosmologies”. Praca Olafura Eliassona. Fot. Łukasz Gazur

Eliassona nie interesuje kolor jako właściwość rzeczy, lecz jako konstrukcja powstająca w umyśle odbiorcy. W tym sensie jego twórczość spotyka się z malarstwem Gierowskiego. Obaj artyści nie malują światła jako zjawiska natury, ale próbują uchwycić moment, w którym staje się ono doświadczeniem świadomości. Patrząc na obrazy Gierowskiego i akwarele Eliassona, nie tyle oglądamy światło, ile obserwujemy własny proces widzenia.

Encyklopedyczne historie

Znacznie mniej oczywiste wydaje się zestawienie Gierowskiego z Williamem Kentridge'em. Tymczasem południowoafrykański artysta od lat zajmuje się pamięcią, historią i sposobami zapisywania wiedzy. Pokazana na wystawie monumentalna „Nauka gry na flecie” została wydrukowana na stronach starej encyklopedii. Kentridge nakłada własne rysunki na gotowy porządek świata zapisany w tomie naukowym.

Fundacji Stefana Gierowskiego (plac Dąbrowskiego 8/11), „Aether Commons: Refracted Cosmologies”.Praca Williama Kentrige'a.
Wystawa „Aether Commons: Refracted Cosmologies”.Praca Williama Kentrige'a. Fot. Łukasz Gazur

To gest niezwykle znaczący. Encyklopedia jest przecież próbą uporządkowania rzeczywistości, zamknięcia jej w systemie pojęć i definicji. Kentridge nie niszczy tego porządku, lecz prowadzi z nim dialog. Jego rysunki stają się nową warstwą znaczeń. W pracy „Rewers” artysta odwraca relacje figury i tła, pokazując, że każda forma wiedzy jest konstrukcją, którą można zakwestionować.

W kontekście wystawy prace Kentridge’a przypominają, że światło nie jest wyłącznie fenomenem optycznym. To także metafora poznania. Tak jak Gierowski badał granice percepcji, tak Kentridge pyta o granice rozumienia świata i mechanizmy decydujące o tym, co widzimy, a czego nie dostrzegamy.

Jeszcze inny wymiar światła odnajdujemy w twórczości Esther Mahlangu. Artystka wywodząca się z kultury Ndebele od dekad rozwija język geometrycznych kompozycji opartych na intensywnych kolorach i wyrazistych rytmach linii. W zachodniej tradycji łatwo byłoby potraktować je jako dekorację. Tymczasem kolor pozostaje tu nośnikiem pamięci, wspólnotowych doświadczeń i kulturowych kodów.

Pokazana na wystawie „Abstrakcja Ndebele” pokazuje, jak bardzo geometryczny porządek może być zarazem żywy i dynamiczny. Okrągły format obrazu sprawia, że kompozycja zdaje się promieniować od środka. W zestawieniu z Gierowskim szczególnie interesujące jest to, że oboje traktują barwę jako autonomiczne narzędzie budowania doświadczenia. Dla polskiego malarza kolor był sposobem badania światła. Dla Mahlangu staje się językiem pamięci.

Czarna dziura

Jeśli Eliasson reprezentuje świetlistość, to Mona Hatoum przypomina, że światło może również ujawniać niepokój. Jej „Turbulencja (w czerni)” składa się z tysięcy identycznych czarnych szklanych kulek ułożonych na podłodze w wielkie koło. Z daleka przypominają abstrakcyjny rysunek. Z bliska okazują się strukturą balansującą pomiędzy porządkiem a możliwością rozpadu. Są „czarną dziurą” materii.

Fundacji Stefana Gierowskiego (plac Dąbrowskiego 8/11), „Aether Commons: Refracted Cosmologies”.Praca Mony Hatoum (na podłodze) i obraz Stefana Gierowskiego
Wystawa „Aether Commons: Refracted Cosmologies”. Praca Mony Hatoum (na podłodze) i obraz Stefana Gierowskiego. Fot. Łukasz Gazur

Praca działa właśnie dzięki światłu. Każda kulka osobno odbija refleksy, ale jednocześnie całość zdaje się światło pochłaniać. Powstaje obiekt jednocześnie świetlisty i mroczny. Hatoum interesuje moment, w którym materia przestaje być stabilna i zaczyna ujawniać własną kruchość. To niezwykle ciekawe sąsiedztwo dla późnego malarstwa Gierowskiego, w którym formy często zdają się zawieszone między pojawianiem się a zanikiem.

Jednym z najpiękniejszych dialogów na wystawie jest jednak spotkanie z El Anatsuim. Ghański artysta od lat tworzy monumentalne kompozycje z tysięcy aluminiowych kapsli po butelkach i fragmentów metalu. Materiały pozornie bezwartościowe zamienia w obiekty przypominające królewskie tkaniny, arrasy lub złociste gobeliny.

Fundacji Stefana Gierowskiego (plac Dąbrowskiego 8/11), „Aether Commons: Refracted Cosmologies”.Praca El Anatsui
Wystawa „Aether Commons: Refracted Cosmologies”. Praca El Anatsui Fot. Łukasz Gazur

Tutaj światło nie jest dodatkiem do dzieła, lecz jego współtwórcą. Powierzchnia nieustannie się zmienia. Każdy ruch widza uruchamia nowe refleksy, nowe błyski i załamania. Jednocześnie materia zachowuje pamięć własnego pochodzenia. Kapsle odsyłają do historii handlu, kolonializmu, migracji i globalnych przepływów towarów. Tam, gdzie Gierowski próbował uchwycić moment narodzin światła, Anatsui pokazuje światło wydobywające znaczenia z rzeczy już istniejących.

I właśnie w takich zestawieniach najlepiej ujawnia się siła tej wystawy. Nie oglądamy grupy artystów, którzy po prostu „pracują ze światłem”. Dla każdego z nich oznacza ono coś innego: doświadczenie percepcji, narzędzie poznania, kod kulturowy, właściwość materii albo nośnik pamięci. Dzięki temu malarstwo Stefana Gierowskiego zostaje wyrwane z ciasnych ram historii polskiej abstrakcji i wpisane w globalną rozmowę o naturze widzenia.

To wystawa, która pokazuje, że Stefan Gierowski nie potrzebuje taryfy ulgowej ani narodowego kontekstu. Jego obrazy bez najmniejszego kompleksu podejmują dialog z artystami obecnymi dziś w kolekcjach Tate, MoMA czy na Biennale w Wenecji. I to nie jest przypis do historii sztuki. I niech to będzie puenta – trochę przewrotna, trochę polemiczna wobec naszego kompleksu peryferyjności, a jednocześnie dobrze oddająca to, co rzeczywiście dzieje się na tej wystawie.

Główne wnioski

  1. Na tej wystawie prace Gierowskiego spotykają się z dziełami artystów należących do najważniejszych nazwisk światowej sceny. Są tu między innymi Olafur Eliasson, Mona Hatoum czy William Kentridge.
  2. Oglądamy, jak na przestrzeni lat zmieniało się podejście do światła, percepcji, ale też jak zmieniała się sztuka Stefana Gierowskiego, począwszy od końca lat 50., gdy był świeżo po debiucie.
  3. Wystawa to efekt pracy Azu Nwagbogu, jednego z najważniejszych współczesnych kuratorów zajmujących się sztuką globalną. Nigeryjski kurator, założyciel LagosPhoto Festival, znalazł się na liście ArtReview 100 najpotężniejszych osób świata sztuki w latach 2021–2024. W 2024 roku był również kuratorem inauguracyjnego pawilonu Beninu na Biennale w Wenecji. Jego projekty od lat podważają utrwalone hierarchie świata sztuki, przypominając, że najciekawsze opowieści nie zawsze rodzą się w Londynie, Paryżu czy Nowym Jorku.