Chwiejne porozumienie USA-Iran. „Donald Trump osiągnie tylko jeden cel i to ogromnym kosztem"
Stany Zjednoczone i Iran podpisały wstępne porozumienie mające zakończyć wojnę na Bliskim Wschodzie. Pokój nie jest jednak przesądzony, a tekst dokumentu budzi wątpliwości, czy Donald Trump rzeczywiście osiągnął swoje cele – i jakim kosztem.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co zakłada porozumienie podpisane przez Stany Zjednoczone i Iran.
- Czy Donald Trump osiągnął cele, które stawiał sobie na początku wojny.
- Jakie są konsekwencje wojny dla świata, Stanów Zjednoczonych i Donalda Trumpa.
„Nie będzie żadnego porozumienia z Iranem poza bezwarunkową kapitulacją” – zapewniał 6 marca, czyli po tygodniu wojny, prezydent USA Donald Trump.
Ponad trzy miesiące po tych deklaracjach Stany Zjednoczone i Iran podpisały wstępne porozumienie pokojowe. Donald Trump zrobił to w nocy ze środy na czwartek w Pałacu Wersalskim – tym samym, w którym podpisano traktat kończący I wojnę światową. Tekstu dokumentu nie można jednak uznać za bezwarunkową kapitulację Teheranu. Ani za ostateczne zakończenie wojny.
W dokumencie określanym jako Memorandum of Understanding znalazły się zapisy o zniesieniu wszystkich sankcji wobec Iranu, odblokowaniu zamrożonych irańskich pieniędzy oraz zobowiązaniu Stanów Zjednoczonych i ich partnerów do przeznaczenia co najmniej 300 mld dolarów na odbudowę Iranu. Stany Zjednoczone mają też znieść blokadę irańskich portów i wycofać swoje siły z „okolicznych obszarów”. Dokument otwiera również furtkę do pobierania przez Teheran opłat za żeglugę przez cieśninę Ormuz.
W zamian Iran zapewnił, że nigdy nie wyprodukuje broni nuklearnej i że w ciągu 30 dni przywróci pełną żeglugę w cieśninie Ormuz, oczyszczając ją z min.
– Memorandum of Understanding jest zdecydowanie korzystniejsze dla Iranu – mówi Jakub Graca, analityk Instytutu Nowej Europy.
Zastrzega jednak, że dopóki nie zostanie podpisane ostateczne porozumienie, wszystko pozostaje otwarte.
„Donald Trump osiągnie jeden cel, ale ogromnym kosztem”
Na początku wojny Biały Dom deklarował trzy główne cele operacji „Epicka Furia”: zniszczenie irańskiego programu rakietowego, powstrzymanie programu nuklearnego oraz osłabienie skupionej wokół Iranu „Osi Oporu”, tworzonej przez palestyński Hamas, libański Hezbollah, jemeński ruch Huti i szyickie bojówki w Iraku.
wydaje się, że Stany Zjednoczone nie uzyskają nic więcej niż w porozumieniu JCPOA z 2015 r., zawartym za Baracka Obamy.
– W tym dokumencie mamy tylko wstępne deklaracje i to należy podkreślić. Ale wydaje się, że Stany Zjednoczone nie uzyskają nic więcej niż w porozumieniu JCPOA z 2015 r., zawartym za Baracka Obamy. Wtedy w zamian za podobne gwarancje dotyczące programu atomowego, Waszyngton zniósł część sankcji na Iran. W obecnej wersji Memorandum of Understanding jest mowa o zniesieniu wszystkich sankcji – zauważa Monika Kożdoń-Dębecka, amerykanistka i medioznawczyni z Uniwersytetu Warszawskiego.
– Jeśli Iran rzeczywiście zgodzi się na rezygnację z ambicji nuklearnych, to ten cel zostanie zrealizowany, ale za ogromną cenę. Żaden inny cel nie zostanie osiągnięty – podkreśla Jakub Graca.
Warto wiedzieć
Kalendarium wojny na Bliskim Wschodzie
- 28 lutego: atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. W atakach ginie irański przywódca Ali Chamenei. Teheran odpowiada ostrzałem Izraela i sojuszników USA.
- 2 marca: Hezbollah włącza się po stronie Iranu do wojny, która rozlewa się na Liban.
- 8 marca: Modżtaba Chamenei zostaje wybrany na nowego najwyższego przywódcę Iranu.
- 22 marca: Donald Trump stawia Iranowi 48-godzinne ultimatum, żądając otwarcia cieśniny Ormuz. Później kilkakrotnie je przesuwa, powołując się na „owocne rozmowy”.
- 8 kwietnia: Iran i USA ogłaszają zawieszenie broni.
- 13 kwietnia: po nieudanych negocjacjach w Islamabadzie amerykańska marynarka rozpoczyna blokadę irańskich portów.
- 4 maja: Donald Trump ogłasza „Projekt Wolność”, by odblokować cieśninę Ormuz. Następnego dnia operacja zostaje zawieszona.
- 14 czerwca: Pakistan ogłasza osiągnięcie porozumienia przez USA i Iran.
- 17/18 czerwca: Donald Trump podpisuje wstępne porozumienie w Wersalu.
Wojna uderzyła w gospodarki i kieszenie Amerykanów
W odwecie za amerykańsko-izraelski atak Iran już w pierwszych dniach wojny sparaliżował cieśninę Ormuz. W czasie pokoju płynie nią jedna piąta światowych dostaw ropy i skroplonego gazu ziemnego. Po 28 lutego ruch tankowców i gazowców niemal całkowicie ustał. Doprowadziło to do gwałtownego wzrostu cen tych surowców. Na dzień przed wybuchem wojny cena „europejskiej” ropy Brent wynosiła 71 dolarów za baryłkę, a „amerykańskiej” WTI – 67 dolarów. Po wybuchu wojny ceny ropy kilkukrotnie przekraczały psychologiczną granicę 100 dolarów. Jeszcze mocniej wzrosły ceny gazu.
Wzrost cen tych surowców przełożył się na wyższe ceny energii. To z kolei napędziło inflację, co zmusiło banki centralne do bardziej ostrożnej polityki. W efekcie wzrosły koszty finansowania – między innymi w strefie euro – co może doprowadzić do spowolnienia wzrostu światowego PKB. Według scenariusza bazowego Banku Światowego globalny wzrost spadnie z 2,9 proc. w 2025 r. do 2,5 proc. w 2026 r. To największe spowolnienie od czasów pandemii.
Skutki gospodarcze odczuli także amerykańscy podatnicy. Ceny benzyny i diesla wzrosły o połowę, a bilety lotnicze podrożały o niemal 30 proc. Zwiększyły się też koszty kredytów mieszkaniowych.
Tymczasem już w listopadzie odbędą się midterm elections – wybory parlamentarne, które zdecydują, kto będzie miał większość w Senacie i Izbie Reprezentantów.
– Przeciętny Amerykanin mocno odczuł presję inflacyjną w wyniku wzrostu cen benzyny. To nie spodobało się nie tylko Demokratom, ale też części Republikanów. Zwłaszcza że Donald Trump w kampanii prezydenckiej krytykował Joe Bidena za drożyznę i obiecywał, że ceny podstawowych produktów będą spadać. Dlatego tak bardzo zależało mu na szybkim podpisaniu porozumienia, nawet jeśli byłaby to tylko wersja wstępna – mówi Monika Kożdoń-Dębecka.
– Trump jest zdesperowany, aby jak najszybciej zakończyć wojnę, którą sam rozpoczął, mimo że nie musiał – zgadza się Jakub Graca.
Jak jednak dodaje, warunki ustalone w Memorandum of Understanding są krytykowane także przez część komentatorów republikańskich.
„Bardzo głupi błąd" i pęknięcia w NATO
Na wojnie ucierpiały także transatlantyckie relacje Donalda Trumpa. W obliczu presji wywołanej wzrostem cen ropy i gazu Waszyngton wezwał w połowie marca sojuszników do wspólnej operacji militarnej, której celem miało być odblokowanie cieśniny Ormuz. Przytłaczająca większość państw – w tym Polska, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Japonia – odmówiła jednak zaangażowania się w konflikt.
„NATO popełnia bardzo głupi błąd. Od dawna mówiłem: »Wiecie, ciekawe, czy NATO kiedykolwiek by nam pomogło« […] Musimy to zapamiętać” – zareagował Donald Trump.
Napięcie wzrosło, gdy amerykański prezydent stwierdził na początku kwietnia, że rozważa wyjście z NATO, nazywając Sojusz „papierowym tygrysem”. Chociaż sam nie może podjąć takiej decyzji, a sprawa ucichła, po deklaracjach Trumpa pojawiły się głosy podważające znaczenie Sojuszu Północnoatlantyckiego.
– Paradoksalnie ta wojna pokazała, że Stany Zjednoczone potrzebują Europy. Bez baz sojuszniczych operowanie armii amerykańskiej w tej części świata jest utrudnione. Nawet przy tak rozwiniętej flocie lotniskowców – uważa Monika Kożdoń-Dębecka.
Frustrację Donalda Trumpa najmocniej odczuły Niemcy. Po tym, jak kanclerz Friedrich Merz stwierdził, że Iran „poniża” Stany Zjednoczone, które „nie mają przekonującej strategii”, Donald Trump ogłosił, że wycofa z Niemiec 5 tys. amerykańskich żołnierzy.
„Chwała Allahowi", czyli Trump utrwala swój wizerunek
W trakcie wojny amerykański prezydent, jak zwykle, komunikował się za pośrednictwem konta na serwisie Truth Social. Niektóre jego wpisy wzbudziły kontrowersje. W jednym zagroził, że zbombarduje irańskie mosty i elektrownie, żądając otwarcia „je…nej cieśniny” i kończąc wpis słowami: „Chwała Allahowi”. W innym ostrzegł, że „w nocy zginie cała cywilizacja i już nigdy nie powstanie”. Trzeba jednak podkreślić, że już następnego dnia Iran zgodził się na zawieszenie broni.
Wcześniej amerykański prezydent kilkukrotnie zapowiadał i odwoływał ataki oraz wycofywał się z kolejnych ultimatum stawianych Teheranowi.
– Wizerunek Donalda Trumpa nie zmienił się w trakcie wojny, tylko się utrwalił. To nie jest przecież pierwszy raz, gdy część słów wypowiedzianych przez prezydenta USA nie znajduje potem pokrycia w rzeczywistości – ocenia Monika Kożdoń-Dębecka.
Pokój wcale nie jest przesądzony
Jakub Graca podkreśla, że nawet teraz amerykański przywódca może wycofać się z umowy.
– Donald Trump wykonał krok w kierunku strategicznej porażki, ale cały czas istnieje opcja odwrotu. Tym bardziej że wiemy, jak chwiejny jest obecny prezydent USA – mówi ekspert.
Od teraz Waszyngton i Teheran mają 60 dni na wypracowanie końcowego porozumienia. Zastrzegły jednak prawo do przedłużenia negocjacji za obopólną zgodą.
– Z jednej strony widzimy desperację Trumpa oraz to, że wydaje się on pogodzony z pójściem na duże ustępstwa wobec Iranu, co sugerowałoby, że szanse na trwały pokój są wysokie. Z drugiej strony cały czas mam wątpliwości, czy Iran zgodzi się na rezygnację z ambicji nuklearnych. Przecież z perspektywy Teheranu ta wojna jedynie potwierdza, że tylko broń jądrowa jest stuprocentowo pewną polisą ubezpieczeniową – mówi Jakub Graca.
Nie można powiedzieć, że Stany Zjednoczone wygrały tę wojnę. Ale nie wygrał jej też Iran, który przecież poniósł poważne straty w wyniku bombardowań.
– Nie można powiedzieć, że Stany Zjednoczone wygrały tę wojnę. Ale nie wygrał jej też Iran, który przecież poniósł poważne straty w wyniku bombardowań. Na razie jest to raczej przywrócenie status quo sprzed wojny. Musimy poczekać na ostateczne porozumienie. A jego zawarcie zdaje się zależeć od Izraela, który już teraz sygnalizuje poważne zastrzeżenia – kwituje Monika Kożdoń-Dębecka.
Główne wnioski
- Stany Zjednoczone i Iran podpisały wstępne porozumienie pokojowe. W zamian za zniesienie sankcji, 300 mld dolarów na odbudowę kraju, odmrożenie pieniędzy i zniesienie blokady irańskich portów, Teheran zobowiązał się do otwarcia cieśniny Ormuz i niewytwarzania broni atomowej.
- Dokument jest korzystniejszy dla Iranu, a Stany Zjednoczone nie osiągnęły w pełni swoich celów. Nie można jednak powiedzieć, że któraś ze stron wygrała tę wojnę. Konflikt doprowadził natomiast do spowolnienia globalnego wzrostu PKB, zagroził pozycji Donalda Trumpa w USA i pogłębił pęknięcia w NATO.
- Porozumienie nie przesądza o trwałym pokoju między USA a Iranem. Obie strony mają 60 dni, z możliwością przedłużenia, na sfinalizowanie ostatecznego traktatu pokojowego. Jego podpisanie będzie zależało od przebiegu negocjacji, postawy Izraela i tego, czy Donald Trump nie zmieni zdania.


