Sąd uznał, że Everton odpowiada za spadek Burnley. Wyrok może wywołać lawinę pozwów w Premier League
Burnley jest przekonane, że utrzymałoby się w Premier League, gdyby Everton nie złamał zasad finansowych. Zgodził się z tym sąd i nakazał Evertonowi wypłacić spadkowiczom 35,1 mln odszkodowania. Sprawa jest kuriozalna i wyznacza niebezpieczny precedens. W kolejce po odszkodowania ustawiają się kolejne kluby.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego sąd uznał, że Burnley należy się 35,1 mln funtów odszkodowania od Evertonu.
- W jaki sposób modele statystyczne zostały wykorzystane do powiązania wydatków Evertonu z utrzymaniem w Premier League.
- Dlaczego sprawa Burnley i Evertonu może doprowadzić do fali kolejnych pozwów przeciwko klubom Premier League.
Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości ze świata brytyjskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.
Wyobraźcie sobie, że jadąc samochodem, przekraczacie dozwoloną prędkość i zatrzymuje was policja. Dostajecie mandat i punkty karne, ale to nie wszystko. Służby uznają też, że wasza szybka jazda była powodem wypadku. Co prawda miał go inny uczestnik ruchu drogowego, po drugiej stronie jezdni. Ten jednak argumentuje, że gdyby nie wy, to do wypadku by nie doszło i chce od was pieniędzy. Ostatecznie ten sam policjant, który wlepił wam mandat, zmusza was też do wypłaty odszkodowania.
W uproszczeniu analogiczna sytuacja wydarzyła się właśnie w angielskiej piłce. Niezależna komisja orzekła, że Everton musi wypłacić Burnley aż 35,1 mln funtów odszkodowania. Uznano, że gdyby Everton nie złamał zasad finansowych ligi (Profitability and Sustainability Rules – PSR), to jego rywalowi udałoby się utrzymać w lidze. Chociaż za wspomniane przewinienie finansowe klub dostał już karę finansową i punktową.
Dlaczego Burnley pozwało Everton? Kulisy sporu
Cała sprawa zaczęła się w sezonie 2021/2022, gdy Everton przekroczył dozwolony limit wydatków o 19,5 mln funtów. Klub zakończył ówczesną kampanię na szesnastym miejscu, a Burnley uplasowało się na osiemnastej pozycji i spadło z Premier League. Ostatecznie różnica między drużynami wyniosła tylko cztery punkty. Dość szybko spadkowicze zaczęli publicznie podnosić argument, że utrzymaliby się w lidze, gdyby nie przewinienie Evertonu, które dało mu niesprawiedliwą przewagę.
Ostatecznie, wsparci usługami amerykańskiej kancelarii prawnej, w 2023 r. Burnley poszli z tematem do sądu. Co ciekawe, z początku podejście Evertonu do zarzutów było dość łagodne. Mniej więcej w tym okresie klub podpisał pozasądową ugodę z Leeds United, innym klubem, który spadł z Premier League w sezonie 2021/2022. Ugoda opiewała jednak na 2 mln funtów, a Burnley jak się okazało, chciało 51,7 mln.
Wtedy Everton przeszedł do ofensywy. Argumentował, że spadek do niższej ligi nie był dla Burnley tak bolesny, jak przedstawiali oskarżyciele. W końcu raptem rok później, na sezon 2023/2024, klub wrócił do Premier League. Everton zauważył też, że spadek Burnley do niższej ligi był pewny jeszcze zanim pojawił się werdykt w sprawie przewinień finansowych.
Sąd uznał winę Evertonu. Jak wyliczono 35,1 mln funtów odszkodowania?
Sędziów to jednak nie przekonało. Komisja, w dokładnie tym samym składzie, który w 2023 r. ukarał Everton karą pozbawienia 10 ligowych punktów (ostatecznie zmienioną na 6 punktów) za finansowe przewinienia, uznała właśnie Everton za winny spadku Burnley z Premier League. Wyznaczyła też odszkodowanie w kwocie 26 mln funtów, wraz z odsetkami na poziomie 9,1 mln funtów. Kwota ma częściowo pokryć utratę przychodów Burnley po spadku do ligi EFL Championship, w której wpływy z transmisji telewizyjnych są o połowę niższe niż w Premier League.
Do arbitrów orzekających w sprawie przemówiły modele statystyczne przygotowane przez dwóch profesorów akademickich, opowiadających się po stronie Burnley. Ukazano na nich związek między wydatkami na piłkarzy a punktami zdobywanymi przez kluby Premier League na przestrzeni poprzednich 12 sezonów. Według obliczeń przekroczenie budżetu przez Everton o 19,5 mln funtów skutkowało zdobyczą punktową między 3,85 a 7,13 punktów.
Everton bronił się, twierdząc, że te 19,5 mln funtów powinno być dzielone na trzy sezony, bo właśnie na podstawie wydatków w tym okresie liczony jest limit PSR. Klub pokazał też swoje modele statystyczne, które jednak, jak stwierdzili sędziowie w orzeczeniu, tylko wzmocniły zasadność badań wskazanych przez Burnley.
Everton zapowiada apelację. Jakie argumenty może wykorzystać?
Niebieskiemu klubowi z Liverpoolu zostało tylko odwołać się od decyzji. Sąd ponownie przyjrzy się sprawie przed końcem roku. Do momentu werdyktu Everton nie zamierza wypłacić Burnley ani pensa, chociaż odsetki będą rosnąć. Jak twierdzi, obawia się, czy Burnley miałoby z czego w przyszłości ewentualnie oddać pieniądze. Burnley w zeszłym sezonie ponownie bowiem spadło z Premier League i będzie grało w EFL Championship.
W oficjalnym oświadczeniu władze Evertonu wyraziły swoją złość w związku z orzeczeniem. Od zeszłego roku klub ma nowych, amerykańskich właścicieli, którzy w przeciwieństwie do poprzednika znani są z utrzymywania zrównoważonego modelu biznesowego. Biznesmeni uspokoili kibiców, że mimo kary pieniędzy na transfery nie zabraknie, a klub będzie kontynuował walkę w sądzie.
Nową linią obrony najprawdopodobniej będzie wskazanie pozytywnych zmian w klubie i licznych kar, które klub dostał na przestrzeni ostatnich lat. Dwukrotnie przyznano mu karę pozbawienia punktów za przekroczenie limitu PSR, która skutkuje niższym miejscem w tabeli i w efekcie mniejszymi przychodami. Na pewno klub spróbuje też wskazać, że Burnley samo sobie było winne spadku z Premier League, ze względu na złe decyzje biznesowe i słaby poziom sportowy.
Niebezpieczny precedens dla Premier League. Czy ruszy lawina pozwów?
Z jednej strony, odszkodowania za spadek to w angielskiej piłce nic nowego. W sezonie 2007/2008 w barwach West Ham United gole strzelał Carlos Tevez, chociaż nie powinien być dopuszczony do rozgrywek. Dzięki jego grze klub z Londynu się utrzymał w lidze, a Sheffield United spadło, więc West Ham musiał zapłacić spadkowiczom 20 mln odszkodowania. Wtedy jednak to wszystko było prostsze – Tevez strzelił gole, które dały West Hamowi zwycięstwo i wyeliminowały Sheffield.
Teraz przewaga, jaką przekroczenie budżetu dało Evertonowi, to tylko przewidywania, a nie niepodważalny fakt. Burnley przekonało sędziów, że utraciło swoją szansę na sukces, bo ktoś inny oszukiwał i szło mu lepiej. Czegoś takiego nie było nigdy i może to otworzyć niebezpieczny precedens. Jeżeli sąd odrzuci apelację Evertonu, to kolejne kluby będą mogły wykazać, że ich porażki to efekt oszustw innych klubów i należy im się odszkodowanie.
Leeds United zapowiedziało właśnie, że szykuje pozew przeciwko Leicester City. Klub z hrabstwa West Yorkshire spadł z Premier League w sezonie 2022/2023, w którym „lisy” złamały zasady finansowe PSR i jednocześnie uplasowały się jedno miejsce nad strefą spadkową.
To i tak nic przy potencjalnej lawinie pozwów, która pojawi się, jeśli Manchester City zostanie uznany za winnego nawet kilku ze słynnych 115 zarzutów złamania zasad finansowego fair play, postawionych przez Premier League. Klub dominuje w lidze od lat, więc lista poszkodowanych, którzy przez jego dobre występy nie wygrali mistrzostwa lub nie zakwalifikowali się do Ligi Mistrzów, byłaby bardzo długa. Najpierw jednak Manchester musiałby faktycznie mieć udowodnioną winę. Czekamy z niecierpliwością, co dalej.
Główne wnioski
- Spór między Burnley a Evertonem wykracza poza standardowe sankcje za naruszenie zasad finansowych Premier League. Sąd uznał, że złamanie przepisów PSR przez Everton mogło bezpośrednio wpłynąć na losy innego klubu i doprowadzić do jego spadku z ligi. W efekcie Burnley przyznano 35,1 mln funtów odszkodowania, mimo że Everton został już wcześniej ukarany odjęciem punktów. Oznacza to rozszerzenie odpowiedzialności za przewinienia finansowe poza dotychczas stosowane kary regulaminowe.
- Kluczową rolę w postępowaniu odegrały analizy statystyczne przedstawione przez stronę Burnley. Na podstawie modeli opartych na danych z poprzednich sezonów eksperci argumentowali, że przekroczenie limitu wydatków przełożyło się na dodatkowe punkty zdobyte przez Everton. Komisja uznała te wyliczenia za przekonujące i odrzuciła argumenty obrony.
- Znaczenie tej sprawy może wykraczać daleko poza konflikt między Burnley i Evertonem. Jeżeli apelacja zostanie oddalona, inne kluby mogą próbować dochodzić odszkodowań za straty, które ich zdaniem były skutkiem naruszeń finansowych konkurentów. W tekście wskazano już przykład planowanego pozwu Leeds United przeciwko Leicester City. Autor zwraca również uwagę na potencjalne konsekwencje dla Manchesteru City, jeśli klub zostałby uznany za winnego części zarzutów dotyczących finansowego fair play. Taki scenariusz mógłby uruchomić serię kolejnych roszczeń w angielskiej piłce.



