Kategorie artykułu: Biznes Sport Świat

Małe kluby z MLS znalazły patent na wielkie gwiazdy. Przyciągają czymś więcej niż pieniędzmi

MLS to już nie tylko Los Angeles, Nowy Jork, Miami czy Chicago. Kluby z mniejszych miast coraz lepiej przyciągają najlepszych piłkarzy świata. Odkryły, że nie interesują ich wyłącznie pieniądze i sława, ale coś więcej.

Antoine Griezmann z Orlando City i Timo Werner z San Jose Earthquakes
Na pierwszym planie Antoine Griezmann z Orlando City, a w tle Timo Werner z San Jose Earthquakes. Obaj piłkarze, kiedyś znani w Europie, niedawno dołączyli do MLS.
Fot. Lyndsay Radnedge/ISI Photos/ISI Photos via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego gwiazdy światowej piłki coraz częściej wybierają małe kluby MLS.
  2. Jak Charlotte FC, Vancouver Whitecaps i Orlando City prowadzą negocjacje transferowe z największymi piłkarzami.
  3. Co sprawia, że MLS zaczyna skuteczniej rywalizować o zawodników nawet z ligą saudyjską.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości ze świata brytyjskiej i amerykańskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.

Timo Werner w San Jose Earthquakes. Thomas Müller w Vancouver Whitecaps. James Rodríguez w Minnesota United. Antoine Griezmann w Orlando City. Wilfried Zaha w Charlotte FC. Ich obecność w MLS nie dziwi. Zaskakiwać może jednak to, dlaczego wybrali właśnie te kluby.

Przez długi czas najlepsi piłkarze świata traktowali MLS przede wszystkim jako atrakcyjny kierunek na zakończenie kariery. Wiedzę o Stanach Zjednoczonych czerpali często z popkultury, dlatego interesowały ich przede wszystkim największe metropolie. Chcieli grać w Nowym Jorku, by poczuć się jak bohaterowie „Wilka z Wall Street”, albo reprezentować Los Angeles, aby później opowiadać, co robili „Pewnego razu… w Hollywood”. Były to również duże rynki, atrakcyjne pod względem marketingowym.

Jeszcze dekadę temu poziom ligi był na tyle niski, że gwiazdy nie przywiązywały większej wagi do kwestii sportowych. Jechały za ocean pod koniec kariery, aby zarobić, zdobyć nowych fanów, a przede wszystkim dobrze się bawić. Piłkarze nie chcieli nawet słuchać ofert klubów z mniejszych miast. Uznawali grę dla nich za stratę czasu. Obawiali się również szyderstw i potencjalnego kryzysu wizerunkowego.

Jak wyglądałoby to, gdyby mistrz Anglii i wielki celebryta zamieszkał na amerykańskim Południu, a następnie zaczął grać w klubie w mieście liczącym mniej niż milion mieszkańców? Taki transfer mógłby zostać uznany za degradację oraz symbol spadku umiejętności i wartości marketingowej zawodnika. Przez lata właśnie w ten sposób postrzegano podobne decyzje. Obecnie widać jednak przełom. Do ligi trafiają coraz młodsi piłkarze, którzy coraz częściej wybierają także kluby spoza największych metropolii.

Kluczowym argumentem stał się sport

Fundamentem zmian jest nie tylko poprawa poziomu sportowego ligi, lecz także rozwój stadionów i infrastruktury treningowej. Pojawiły się nowe drużyny, a wraz z nimi inwestorzy i sponsorzy. Zmienił się również wizerunek amerykańskiej piłki, którą zaczęto traktować poważniej. Liga mająca zaledwie 30 lat historii weszła w kolejny ważny etap rozwoju. Stała się bardziej wyrównana, a pieniądze przestały być jej jedynym atutem.

Zawodnicy zaczęli przyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych, aby poważnie rywalizować, a nie tylko dobrze się bawić. W rezultacie coraz większe znaczenie ma dla nich to, co klub oferuje pod względem sportowym. Pozwala to mniejszym drużynom skuteczniej konkurować na rynku transferowym. Nie zmienią one wielkości ani statusu swoich miast. Mogą jednak zatrudnić wykwalifikowaną kadrę i rozbudować ośrodki treningowe. Wysoki poziom sportowy oraz dobra infrastruktura pozwalają przyciągnąć piłkarzy, którzy dopiero później poznają pozostałe zalety danego miasta.

Dodało to mniejszym klubom pewności siebie. Zamiast maskować słabości, zaczęły eksponować atuty, które w końcu przemówiły do części gwiazd. W negocjacjach narzucono nową narrację – najważniejszym tematem stał się sport, a dopiero później życie poza boiskiem. Dzięki temu mniejsze kluby zyskały szansę, aby zainteresować swoją ofertą znanych zawodników.

Małe kluby nauczyły się sprzedawać swoje największe atuty

W przeszłości drużyny z mniejszych miast, chcąc rywalizować o dobrych zawodników z klubami z Los Angeles, Chicago, Nowego Jorku czy Miami, musiały oferować ogromne pieniądze. Podwojenie wynagrodzenia bywało ich jedyną kartą przetargową, która ostatecznie i tak zazwyczaj nie działała. Lista piłkarzy wybierających kluby z największych metropolii, mimo znacznie wyższych ofert z innych części Stanów Zjednoczonych, jest bardzo długa.

Dziś część gwiazd wyłamuje się z tego schematu. Jest to zasługa skutecznych menedżerów z mniejszych klubów, którzy opanowali do perfekcji techniki negocjacyjne. Historie opowiadane w stadionowych korytarzach pokazują, jak wiele może zmienić odpowiednio przygotowana oferta.

Charlotte FC znalazło sposób na ludzi z Premier League

Trzy lata temu menedżerowie Charlotte FC dowiedzieli się, że córka angielskiego trenera Deana Smitha studiuje w pobliżu największego miasta w Karolinie Północnej. Doświadczony szkoleniowiec, który wcześniej prowadził m.in. Norwich City i Aston Villa w Premier League został właśnie zwolniony z Leicester City. Regularnie przyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych, aby odwiedzać córkę, dlatego przedstawiciele miejscowego klubu uznali, że może znaleźć też czas na spotkanie z nimi.

Pomysł wydawał się szalony. Anglik mógł kontynuować karierę w swoim kraju, prawdopodobnie na wyższym poziomie i za większe pieniądze. Specjaliści od negocjacji z amerykańskiego klubu przeanalizowali jednak jego dotychczasową drogę życiową, porozmawiali z osobami z jego otoczenia i przygotowali propozycję odpowiadającą jego potrzebom. Zaoferowali mu możliwość rozwijania od podstaw młodego projektu – klub powstał w 2022 r. – oraz dużą autonomię w budowaniu zespołu.

Reszta jest historią. Trener Charlotte FC stał się jednym z głównych argumentów klubu w rozmowach z zawodnikami z lig europejskich. Obecnie sam odgrywa istotną rolę w negocjacjach transferowych. Już jego obecność potwierdza, że organizacja klubu i infrastruktura stoją na wysokim poziomie.

Klub z Karoliny Północnej stał się przyczółkiem dla piłkarzy z doświadczeniem w Premier League, dla których ważniejsze od wielkości miasta i liczby jego atrakcji są kwestie sportowe. W pierwszym składzie występują Tim Ream, wcześniej związany z Fulham, oraz Luca de la Torre. Wkrótce dołączy do nich Allan Saint-Maximin, były zawodnik Newcastle United. Niedawno drużynę opuścił natomiast Wilfried Zaha, przez lata jedna z największych gwiazd Crystal Palace.

Rozgrywki MLS w pełni ruszyły po przerwie mundialowej. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Thomas Müller dostał ofertę skrojoną pod siebie

Znajomość osoby, z którą prowadzi się rozmowy, to podstawa negocjacji. Kluby z mniejszych miast MLS mocno personalizują swoje oferty, aby pokazać zawodnikowi lub trenerowi, że jest dla nich kimś wyjątkowym. Gdy kontrakt Thomasa Müllera z Bayernem Monachium zbliżał się do końca, kluby z MLS zaczęły sprawdzać, jakie ma dalsze plany Niemiec.

Wiadomo było, że Müller jest gotowy dołączyć do mniej utytułowanego klubu, pod warunkiem że będzie prezentował dobry poziom sportowy i dawał szansę na wygrywanie. Piłkarz nadal był w niezłej formie i chciał ją utrzymać. Vancouver Whitecaps skontaktowali się więc z nim w maju ubiegłego roku, gdy zajmowali pierwsze miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej.

Przygotowali dla Müllera szczegółową analizę wszystkich zawodników drużyny, aby wiedział, z kim mógłby grać. Niemal zupełnie pominęli informacje o mieście, stadionie i kibicach, ponieważ wiedzieli, że nie są to dla niego najważniejsze kwestie. Strategia poskutkowała.

Timo Werner szukał spokoju i wysokiego poziomu sportowego

Podobnie było kilka miesięcy temu z innym Niemcem – Timo Wernerem. Rok wcześniej piłkarz miał dołączyć do New York Red Bulls, ale finalizacja negocjacji nie doszła do skutku. Werner ma zaledwie 30 lat, a jeszcze niedawno występował w Chelsea i Tottenhamie.

Okazało się, że chciał grać w ciepłym miejscu, pod mniejszą presją i z dala od blasku reflektorów. Najważniejszy pozostawał jednak stosunkowo wysoki poziom sportowy, który pozwoliłby mu utrzymać formę.

San Jose Earthquakes uznali, że ich klub będzie dla niego odpowiednim miejscem. Zaprosili go do miasta, pokazali mu jego swobodny styl życia, a jednocześnie przedstawili mu zespół o dużym potencjale sportowym. Dziś Earthquakes zajmują pierwsze miejsce w Konferencji Zachodniej MLS, ex aequo z Vancouver Whitecaps. Werner strzelił cztery gole i zanotował trzy asysty w ośmiu meczach.

Trudno nie ulec urokowi San José. Miasto ma niepowtarzalny klimat, o czym niewiele osób wie. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Antoine Griezmann dobitnie pokazał, jak MLS się zmieniła

Takich historii jest naprawdę dużo. Najgorętszą w ostatnich miesiącach i prawdopodobnie najwięcej mówiącą o zmianach w MLS jest ta dotycząca Antoine'a Griezmanna. Piłkarz w zeszłym sezonie występował w Atlético Madryt, nadal na bardzo wysokim poziomie. Wiadomo jednak było, że rozważa odejście, a gra w MLS od lat była jego marzeniem. Pojawiło się więc tylko pytanie, dla jakiego klubu.

Ze względu na wysoką sprawność i wciąż stosunkowo młody wiek Griezmann chciał trafić do dobrego zespołu, podobnie jak gwiazdy, o których była mowa wcześniej. Choć Francuz jest wielkim fanem Stanów Zjednoczonych i od dawna marzył o zamieszkaniu w tym kraju, nie zamierzał jechać tam wyłącznie po to, by odcinać kupony od swojej kariery. Zależało mu na walce o mistrzostwo. Menedżerowie Orlando City rozpoczęli więc negocjacje od kwestii sportowych, a dopiero później przedstawili pozostałe argumenty.

Sława piłkarza sprawiła, że zainteresowało się nim wiele klubów o wysokim poziomie sportowym. W tej sytuacji większe znaczenie nabrały inne atuty. Mocny skład Orlando City przekonał Griezmanna, by wysłuchał opowieści nie tylko o klubie, ale także o życiu w centralnej Florydzie. Ostatecznie do podpisania umowy skłoniły go infrastruktura treningowa, zalety miasta, dostępne atrakcje oraz oferta miejscowych szkół.

Orlando jest ciekawe i bardzo zróżnicowane, a jego najmocniejszą stroną jest przyroda. Fot. Mikołaj Śmiłowski

To początek trendu, który może zmienić rynek transferowy MLS

To trend, który w kolejnych latach może zyskiwać na znaczeniu w MLS. Znani piłkarze, przyciągani poziomem sportowym, będą coraz częściej poznawać mniejsze kluby i decydować się na grę w ich barwach. Stany Zjednoczone są ogromnym i zróżnicowanym krajem, choć poza ich granicami najczęściej kojarzone są jedynie z największymi metropoliami. Tymczasem jakość życia w nich nie zawsze musi być najwyższa, a możliwości marketingowe – tak duże jak się powszechnie uważa. Czasami lepszym wyborem może się okazać zejście z utartego szlaku.

W mniejszych amerykańskich miastach znani piłkarze mogą odetchnąć, prowadzić spokojniejsze życie rodzinne i mieć łatwiejszy dostęp do przyrody. Co najważniejsze, nie muszą już wybierać tego kosztem poziomu sportowego, jakości ośrodków treningowych i rehabilitacyjnych ani kompetencji sztabu szkoleniowego. Kluby z mniejszych rynków inwestują w te obszary, ponieważ wiedzą, że bez odpowiedniego zaplecza trudno byłoby rozpocząć rozmowy z gwiazdami światowego futbolu.

Dlatego coraz mniej powinny dziwić doniesienia, że Mohamed Salah może dołączyć do Sportingu Kansas City, a Neymar – do FC Cincinnati. Piłkarze poznali ośrodki treningowe tych klubów podczas tegorocznego mundialu i mieli być pod ogromnym wrażeniem ich standardu.

Jeżeli zawodnik otrzymuje propozycję gry za atrakcyjne wynagrodzenie, na nowoczesnym stadionie zapełnionym kibicami, a jednocześnie może trenować pod okiem znanego szkoleniowca w ośrodku światowej klasy, znajdzie czas, aby odwiedzić nawet mniejsze miasto i porozmawiać z przedstawicielami tamtejszego klubu. Drużyny MLS rywalizują w ten sposób nie tylko między sobą, lecz także z klubami ligi saudyjskiej. Arabia Saudyjska może zaoferować wielkie pieniądze, ale wciąż ma niewiele pozostałych atutów – podobnie jak MLS 2 dekady temu.

Główne wnioski

  1. MLS zmieniła sposób konkurowania o gwiazdy światowej piłki. Jeszcze kilkanaście lat temu o wyborze klubu decydowały przede wszystkim wielkość miasta i wysokość kontraktu. Dziś coraz większe znaczenie mają poziom sportowy, infrastruktura, ambicje zespołu i możliwość walki o trofea. Dzięki temu również kluby z mniejszych rynków w USA mogą skutecznie rywalizować o znanych zawodników.
  2. Kluczowym elementem transferów stała się personalizacja negocjacji. Kluby coraz dokładniej analizują potrzeby piłkarzy i trenerów, a następnie przygotowują oferty dopasowane do ich sytuacji życiowej, ambicji sportowych i planów rodzinnych. Przykłady Charlotte FC, Vancouver Whitecaps i San Jose Earthquakes pokazują, że dobrze przygotowany proces negocjacyjny może okazać się ważniejszy niż sama wysokość wynagrodzenia.
  3. Rosnąca jakość MLS zmienia sposób postrzegania całej ligi. Nowoczesne stadiony, rozbudowane centra treningowe i coraz wyższy poziom sportowy sprawiają, że przestaje ona być wyłącznie miejscem na zakończenie kariery. Coraz młodsi i nadal wartościowi zawodnicy postrzegają ją jako atrakcyjne miejsce do dalszego rozwoju. Zwiększa to konkurencyjność MLS wobec innych kierunków transferowych, w tym ligi saudyjskiej.