USA nakładają nowe cła. Szefowa unijnej dyplomacji: zarzuty administracji Donalda Trumpa są bezpodstawne

USA wprowadziły cła w wysokości 10 lub 12,5 proc. na import od 60 partnerów. Nowe taryfy dotknęły także UE. Waszyngton tłumaczy, że na Wspólnotę nałożono stawkę 10 proc., ponieważ nie radzi sobie z walką z pracą przymusową. Tym uzasadnieniem zszokowana jest szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas.

– Nie można tego powiedzieć o UE. Jeśli porównać nasze prawo pracy z amerykańskim, mamy płatne urlopy i bardzo dobre warunki dla pracowników, więc (te zarzuty) nie są niczym poparte – stwierdziła Kaja Kallas, która przebywa obecnie z wizytą na Filipinach.

– To nie tylko naruszenie naszych dwustronnych ustaleń, ale również podważenie zasad wielostronnego systemu handlowego. Nie wykluczamy skierowania sprawy do Światowej Organizacji Handlu, ponieważ UE nie może zaakceptować ceł narzucanych pod bezpodstawnymi pretekstami – dodała.

Jej zdaniem taryfy są szokiem, bo UE wywiązała się z zobowiązań z umowy handlowej z 2025 r. – Uzgodniliśmy z Amerykanami porozumienie i dotrzymaliśmy swoich zobowiązań. Dlatego ta decyzja jest dla nas negatywnym zaskoczeniem – dodała.

USA ogłosiły nowe cła w piątek rano czasu polskiego. Wynoszą one od 10 do 12,5 proc. Na UE nałożono taryfy w wysokości 10 proc., wycelowane w państwa, które nieskutecznie walczą z pracą przymusową. Decyzję o cłach, które zastąpiły tymczasową stawkę 10 proc., Waszyngton podjął na podstawie ustawy o handlu z 1974 r.

Administracja Trumpa prowadzi też kolejne dochodzenia w sprawie handlu międzynarodowego. Szuka bowiem podstaw do wprowadzenia wyższych taryf.

Źródło: PAP