Kategoria artykułu: Sport

Gianni Infantino przelicytował. Mundial nie trafi w prywatne ręce, szef FIFA drży o posadę

Plan był taki jak zwykle: zwiększyć zysk. Rekordowo dochodowy dla FIFA mundial miał stać się jeszcze bardziej dochodowy, za sprawą podzielenia się piłkarskim tortem z prywatnym biznesem. Ale piłkarski świat ten pomysł odrzucił. A wkrótce może odrzucić także pomysłodawcę.

Gianni Infatino
Gianni Infantino ma ból głowy. Pierwszy raz napotkał na tak zdecydowany opór środowiska. Musiał wycofać się ze swojego pomysłu na przyszłość mundialu i może go czekać trudna batalia o pozostanie szefem FIFA. Fot. Alex Gottschalk/DeFodi Images via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na czym polegał pomysł częściowej prywatyzacji komercyjnej strony mundialu.
  2. Co sprzeciw federacji piłkarskich ze świata oznacza dla Gianniego Infantino.
  3. Kto mógłby zastąpić Infantino w fotelu szefa FIFA.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Wydawałoby się, że proces wydzielenia z organizacji odpowiadającej za stronę komercyjną spółki, powinien rozpocząć się od wewnętrznych analiz i konsultacji. Ale tutaj zaczęło się inaczej – od tekstu w „The Times”.

Martyn Ziegler opisał w nim, w jaki sposób Gianni Infantino i jego amerykańscy wspólnicy planują pomnożyć i tak rekordowe zyski FIFA z mundialu. Piłkarscy działacze mieli dowiedzieć się o tym pomyśle właśnie z prasowego artykułu. Na szefa światowej centrali spadła krytyka i za samą ideę, de facto częściowej prywatyzacji mundialu, i za sposób, w jaki próbował wcielić ją w życie.

Money, money, money

FIFA Forward Enterprises (FFE) – tak miał nazywać się nowy podmiot, który zajmowałby się prawami komercyjnymi, telewizyjnymi i wszystkimi innymi tematami zarobkowymi wokół mistrzostw świata. „Miał”, bo po burzy, która przetoczyła się przez świat piłki, szef FIFA ogłosił porzucenie tego projektu.

Komercjalizacja piłki nożnej postępuje od lat i będzie postępować. Kibiców, komentatorów, ale i działaczy piłkarskich oburzył jednak pomysł częściowego oddania tego procesu w ręce prywatnych inwestorów. 20-30 proc. początkowych udziałów w FFE miało trafić do zainteresowanych biznesmenów. Wśród nich byłby Jared Kushner, brat zięcia prezydenta USA Donalda Trumpa. Co w naturalny sposób prowadzi do konstatacji, że cały projekt narodził się w wyniku spektakularnego sukcesu finansowego północnoamerykańskiego mundialu.

Już po mistrzostwach FIFA ogłosiła, że jej wstępne szacunki wskazują na przychody rzędu 15 mld dolarów za okres 2023-2026, w którym główną rolę – sportową i finansową – odgrywa właśnie mundial. Dla amerykańskiego biznesu taki wynik musi być imponujący, zwłaszcza że klubom tamtejszej MLS trudno jest wyjść na zero.

Wartość nowego podmiotu była szacowana na 20 mld dolarów. I miała rosnąć. Ale dla piłkarskich działaczy ze świata oznaczałoby konieczność dzielenia się władzą z osobami spoza środowiska. W dodatku kierującymi się wyłącznie interesem ekonomicznym. A to mogłoby oznaczać naciski na rozgrywanie jeszcze większej liczby meczów, skomercjalizowanie jeszcze większej części widowiska czy organizację mundialu nie co cztery, a co dwa lata.

Europa na czele peletonu

Gdy za sprawą tekstu Martyna Zieglera pomysł ujrzał światło dzienne, najgłośniej zaczęła oprotestowywać go zawiadująca europejską piłką UEFA.

– Dusza i sposób zarządzania piłką nożną nie są aktywami przeznaczonymi na handel. Zwłaszcza gdy nie ma żadnej transparentności w kwestii tego, kto czerpie finansowe korzyści. Nikt z nas nie jest właścicielem piłki nożnej. Nie należy też do FIFA, by ta mogła go sprzedać – napisano w oświadczeniu odpowiadającym na artykuł w „The Times”.

UEFA od dłuższego czasu jest na kursie kolizyjnym z FIFA. Gdy na mundial do USA nie został wpuszczony somalijski sędzia Omar Artan, UEFA zaproponowała mu poprowadzenie meczu o Superpuchar Europy. Zapowiedziała też, że na EURO 2028 nie będzie potępianych przez kibiców przerw „na nawodnienie”. Skrytykowała polityczną ingerencję w zawieszenie kary za czerwoną kartkę dla amerykańskiego piłkarza Folarina Baloguna. Szef UEFA Aleksander Čeferin na mundialu w USA się nie pojawił.

- UEFA i FIFA weszły na kurs kolizyjny ze względu na coraz więcej sprzecznych interesów. FIFA stała się dla UEFA „zagrożeniem” w zakresie organizacji dużych rozgrywek klubowych - nowy format Klubowych Mistrzostw Świata uderza w wyjątkowość Ligi Mistrzów. Z drugiej strony wcześniej UEFA stworzyła format Ligi Narodów, co naruszyło jedną z podstawowych zasad relacji między FIFA i UEFA: FIFA monetyzuje i organizuje w znacznym stopniu futbol reprezentacyjny, a UEFA klubowy. To zaburzenie znaczenia jednej i drugiej organizacji w całym ekosystemie doprowadziło do zwarcia i miało najpierw miało ujście przy okazji mundialu, a teraz FFE – mówi Mieszko Rajkiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej.

Sprzeciw wobec wodza

Już dwa dni po ujawnieniu pomysłu powstania FFE UEFA wydała jednoznaczne oświadczenie, pod którym podpisało się 55 europejskich związków piłkarskich. Napisano w nim, że jeśli FIFA nie porzuci swojego pomysłu, zespoły z Europy nie będą brać udziału w żadnych rozgrywkach organizowanych przez FIFA. Najbliższy turniej pod jej szyldem to mistrzostwa świata kobiet do lat 20. Zostaną rozegrane we wrześniu w Polsce (Katowice, Sosnowiec, Łódź i Bielsko-Biała).

Tak zdecydowane stanowisko UEFA obudziło obawy o możliwy rozłam w światowej piłce – choć w perspektywie głosów na forum FIFA Europa dysponuje nieco ponad jedną czwartą, to już ostatni mundial pokazał, że to stąd pochodzi większość najsilniejszych drużyn (3 na 4 w półfinałach, 6 na 8 w ćwierćfinałach). Ale tym razem UEFA nie została sama. Dołączył do niej jej północnoamerykański odpowiednik CONCACAF oraz azjatycka AFC. I choć te konfederacje nie groziły bojkotem rozgrywek, sygnał był jasny: Gianni Infantino przeszarżował.

Działacze z Azji i Ameryki Północnej zwracają uwagę, że nie chodzi jedynie o sam pomysł, ale i brak jakichkolwiek konsultacji. Niektórzy mieli dowiedzieć się o pomyśle FIFA z mediów. Ponadto, gdy mleko się wylało, na skrzynki krajowych federacji wpłynęło pismo wzywające do poparcia pomysłu FFE do 19 września. Stronnicy mieli dostać 20 mln dolarów. Jako namacalny dowód tego, że FFE jest dla piłki korzystne.

- Uważam, że ten pomysł miałby szansę zyskać poparcie, gdyby został inaczej poprowadzony. Problemem stało się to, że został upubliczniony przez media i - co bardzo możliwe - był jednoosobowym planem Infantino. Do tego omawianym wyłącznie z środowiskiem Donalda Trumpa – tłumaczy Mieszko Rajkiewicz.

Gasząc pożar FIFA tłumaczyła, że na drodze konsultacjom stanęła… medialna publikacja. Ale być może Gianni Infanitno po prostu nie chciał wystawiać się na niewygodne pytania. Na przykład takie, kto pokieruje nowym podmiotem.

- Pomysł FFE przede wszystkim byłby korzystny dla samego Infantino, ponieważ po zakończonej prezydenturze FIFA miałby zostać komisarzem spółki z gigantycznymi zarobkami. Spekuluje się, ze nawet 5-krotnie wyższymi niż jego obecne ok. 6 mln euro rocznie – mówi Mieszko Rajkiewicz.

Zawsze górą

Przez dekadę swojego szefowania FIFA Gianni Infantino przyzwyczaił się do tego, że chociaż federacja ma więcej członków niż ONZ (211 do 193), to najważniejsze decyzje podejmuje on sam. Przejmując stery w FIFA od skompromitowanego Seppa Blattera, Infantino obiecywał większą przejrzystość i demokratyzację, ale szybko okazało się, że to tylko retoryczna fasada.

Gdy przyszło do wyboru gospodarza mundialu w 2034 roku, Gianni Infantino na swoim profilu na Instagramie ogłosił, że będzie nim Arabia Saudyjska. Zrobił to na długo, zanim uprawnieni do głosowania przedstawiciele krajowych federacji z całego świata mieli okazję głosować w tej sprawie na Kongresie FIFA.

Wcześniej Infantino bez problemu przeforsował zwiększenie uczestników mundialu z 32 do 48 drużyn i utworzenie Klubowych Mistrzostw Świata. Przekonał też piłkarskich działaczy, że jego „prawdziwa” pierwsza kadencja rozpoczęła się w 2019, a nie 2016 roku, gdy przejął władzę od Seppa Blattera. Dzięki temu w 2027 roku będzie mógł ubiegać się o swoją trzecią (zgodnie z obowiązującym statutem ostatnią) kadencję w fotelu prezydenta FIFA. W wyborach w 2023 roku nie miał kontrkandydata.

Jeśli dołożyć do tego jego słabość do spotkań z możnymi tego świata czy bliskie relacje z Donaldem Trumpem, można założyć, że uwierzył w to, że każdy jego pomysł uda się zmaterializować. Że zawsze będzie zwycięski.

Nawet jeśli jego postawa spotykała się z krytyką niektórych działaczy piłkarskich, ci pozostawali w mniejszości. Głosy z najgłośniej protestującej Europy były zbyt słabe, bo nawet zakładając, że 55 federacji zagłosowałoby tak samo, do wymaganej większości 106 jeszcze daleko. Teraz jednak pojawiło się niemal dziejowe okienko, by dokonać rewolty.

Odwracają się najwierniejsi

Teoretycznie Gianni Infantino mógł iść na wojnę, ale szybko okazało się, że wódz jest bez wojska. A nawet bez doradców. W proteście przeciwko pomysłowi FFE z takiej funkcji zrezygnował Carlos Cordeiro.

– To zły interes dla członków FIFA, zły interes dla futbolu i zły kierunek dla długofalowej przyszłości piłki – uzasadniał swoje odejście Cordeiro.

Wywołany do tablicy przez dziennikarzy Donald Trump powiedział, że nie miał pojęcia o planach Infantino. A przecież dopiero co dzwonił do szefa FIFA, by dopytać, czy amerykański napastnik Folarin Balogun, aby na pewno musi opuścić mecz z Belgią po otrzymaniu w poprzednim spotkaniu czerwonej kartki. Okazało się, że nie musiał.

Być może po stronie Gianniego Infantino ostali się działacze z Afryki czy Oceanii – oni nie czuli potrzeby pilnego spotkania i zareagowania na pomysł. Zapowiedzieli, że zrobią to w swoim czasie. Już nie muszą.

Co dalej z szefem FIFA

W marcu 2027 roku FIFA planowo wybierze swojego przewodniczącego na kolejną kadencję. Jeszcze w połowie lipca wydawało się, że nic nie będzie w stanie odebrać Gianniemu Infantino zwycięstwa. Ba, nie było pewne, że w tym wyścigu Szwajcar będzie miał jakiegokolwiek kontrkandydata. Od jakiegoś czasu pojawiały się głosy, że w ramach pokazania swojej odrębności swojego człowieka wystawi UEFA. Fifowska matematyka wskazywała, że będzie on skazany na przegraną. Katarczyk Nasser Al Khelaifi, przewodniczący stowarzyszenia European Football Clubs (EFC), przekazał, że nie jest zainteresowany tą funkcją. W mediach pojawiały się spekulacje, że europejskim kandydatem może być wiceprzewodniczący EFC, a przy tym właściciel Legii Warszawa Dariusz Mioduski lub wiceszef FIFA Węgier Sándor Csányi.

W świetle ostatnich wydarzeń na giełdzie nazwisk pojawił się Vittorio Montagliani, szef CONCACAF. Kanadyjczyk miałby pomóc zapewnić głosy federacji z Ameryki Północnej i Karaibów. Mówi się także o Salmanie bin Ibrahim Al Khalifa z Bahrajnu. Szef AFC już raz mierzył się z Giannim Infantino w 2016 roku.

Być może do marca sytuacja się uspokoi i Gianni Infantino zdoła przekonać działaczy, że mimo potężnej wpadki, to jedynie on daje gwarancję stałego rozwoju organizacji. Jedną z kart przetargowych od dłuższego czasu jest plan ponownego powiększenia mundialu, tym razem do 64 drużyn. W ten sposób próg wejścia na największy piłkarski bal na świecie znów zostałby obniżony, co zwiększałoby szanse kolejnych federacji na dodatkowy zarobek.

Ale w grze są też przyspieszone wybory. Potrzeba 43 głosów federacji krajowych, by zwołać nadzwyczajny Kongres FIFA i wyrazić wotum nieufności wobec obecnego prezydenta organizacji. I choć na papierze wygląda to na łatwy do osiągnięcia cel, nie oznacza, że pozycja Infanitno jest beznadziejna.

Sprzeciw nietotalny

Sprzeciw wobec FFE nie w każdym przypadku oznacza sprzeciw wobec Infantino. Zwłaszcza że przecież z pomysłu się wycofał. Katarska Federacja Piłkarska wydała oświadczenie, w którym z radością przyjmuje decyzję o porzuceniu projektu i wyraża poparcie dla dalszej misji obecnego szefa FIFA.

- Sam ten pomysł, a także jego fiasko, naruszyło jego autorytet, przede wszystkim w grupie działaczy zarządzających konfederacjami piłkarskimi w Europie, Ameryce Północnej i Azji. Jednak pojedyncze federacje krajowe nadal pewne poparcie do Infantino wysyłają, co może sugerować, że problem z jego dalszym zarządzaniem FIFA istnieje głównie na poziomie kontynentalnym. To oznacza, że poparcie w wyborach nadal może mieć spore, a cały obecny chaos to wynik pominięcia instytucjonalnego konfederacji regionalnych – uważa Mieszko Rajkiewicz.

W kuluarach trwa liczenie szabel. Jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się, że to bezcelowe zajęcie. Ale sam Gianni Infantino za podszeptami prywatnego biznesu, ściągnął sobie na głowę niespodziewane kłopoty.

Główne wnioski

  1. Pomysł Gianniego Infantino zakładał dopuszczenie prywatnego biznesu do komercyjnej części mundialu. Inwestorzy mieliby część udziałów w nowym podmiocie, odpowiadającym za finansową część mistrzostw.
  2. Pomysł spotkał się z krytyką kibiców i środowiska piłkarskiego. Infantino został oskarżony o chęć sprzedaży piłki nożnej, której FIFA nie jest właścicielem.
  3. FIFA wycofała się z tego pomysłu, ale to nie oznacza końca problemów jej szefa. Trwają próby znalezienia większości dla odwołania Infantino lub pokonania go w przyszłorocznych wyborach.