Kradzieże kabli do ładowania EV dotykają co 10. punkt. Koszt jednego to kilkanaście tysięcy zł

W ciągu pięciu lat liczba punktów szybkiego ładowania aut elektrycznych wzrosła dziewięciokrotnie – z 687 do 5980 miejsc – szacuje firma Powerdot. Jednak wraz z rozwojem infrastruktury rośnie liczba przypadków jej niszczenia. Kradzież kabli do ładowania dotyka co dziesiąty punkt.

Jak wskazano w komunikacie firmy, w Polsce działa już ponad 12,5 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania. Oznacza to, że na jedno takie miejsce przypada średnio 7,4 samochodu elektrycznego. Współczynnik ten jest wyższy w przypadku szybkich punktów DC, których jest niespełna 6 tys., co oznacza blisko 18 aut na ładowarkę.

Problemem rozwoju infrastruktury są wysokie koszty w przypadku jej zniszczenia. Kable, wykorzystywane do ładowania samochodów zawierają miedź, która z kolei jest surowcem, wzbudzającym zainteresowanie złodziei. Według szacunków Powerdot co dziesiąty punkt ładowania pada ofiarą kradzieży.

Dla osoby, która taki kabel wytnie, „zysk” wynosi około kilkuset złotych. Tyle bowiem może otrzymać złodziej w skupie. Z kolei dla właściciela punktu ładowania koszt wymiany części wynosi ok. 15 tys. zł oraz straty wynikające z czasowego wyłączenia urządzenia.

Polecamy: Polskie firmy coraz mocniej stawiają na samochody elektryczne. Ma je już 37 proc. przedsiębiorstw

Powerdot to europejski operator punktów ładowania samochodów elektrycznych. Firma działa na polskim rynku do 2021 r. Do tej pory rozwinęła w naszym kraju ponad 540 działających stacji oraz ponad 1650 punktów ładowania.